koszty aplikacji adwokackiej

  • Autor wątku Autor wątku vichy
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
vichy

vichy

Użytkownik
Dołączył
08.2009
Odpowiedzi
234
serdecznie witam:)
Wiem że takowe koszty istnieją około 3.700 zł rocznie. Ale tu mam małe pytanie -czy aplikanci otrzymują jakiekolwiek wynagrodzenie? czy jest to tylko dobra wola patrona? Czy po prostu jest możliwość że zatrudni mnie patron właśnie u siebie -i będę otrzymywał wynagrodzenie.??;-);-) jak to jest?? bardzo proszę o odpowiedź.

pozdrawiam.
 
Koszty aplikacji adwokackiej reguluje rozporządzenie MS z dnia 16 grudnia 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie wysokości opłaty rocznej za aplikację adwokacką

§ 1. W rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości z dnia 6 grudnia 2005 r. w sprawie wysokości opłaty rocznej za aplikację adwokacką (Dz. U. Nr 244, poz. 2068 oraz z 2006 r. Nr 15, poz. 109) § 1 otrzymuje brzmienie:

„§ 1. Opłata roczna za aplikację adwokacką jest równa trzykrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalonego na podstawie przepisów ustawy z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (Dz. U. Nr 200, poz. 1679, z 2004 r. Nr 240, poz. 2407 oraz z 2005 r. Nr 157, poz. 1314), w wysokości obowiązującej w dniu rozpoczęcia roku szkoleniowego.”.

Minimalne wynagrodzenie w 2011 r. - 1.386 zł.

Co do zatrudnienia u patrona - oczywiście, że może zatrudnić aplikanta, ale niewielu chce. Tak jak napisałeś, jest to dobra wola patrona. Znam takich, którzy zatrudniają aplikantów na cały etat, takich, którzy na 1/2 lub 1/4, ale większość mi znanych nie zatrudnia wcale. Jak trafisz na zatrudniającego - GRATULUJE! :)
 
no to tu powstaje pytanie -skąd mym mieć pieniadze na utrzymanie się i płacenie opłat??!! możecie sie podzielić własnymi doświadczeniami?
 
Nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

Pozdrawiam :cool:
 
pewnie że tak... jednak póki co nic nie przychodzi mi do głowy a z tego co wiem mając patrona nie mogę nigdzie indziej pracować (jeżeli mówimy o zawodzie prawniczym)
 
Zostają się np. rodzice / inni pożyczkodawcy ;) lub inna praca, pierwszy lepszy pomysł: stworzyć portal internetowy i czerpać z niego zysk (programy partnerskie, reklamy, itd.) - każdy ma coś na czym się zna i z czego może czerpać dochód.

Pozdrawiam :cool:
 
Dokładnie właśnie tak - idiotyzm. Nie ma innej opcji, niż spadnie z nieba jakakolwiek kasa od patrona, ale najczęściej to harówka niewolnicza za darmo u niego, bo nie musi płacić, a gdzie indziej iść nie możesz, bo chyba prawie żadna ORA nie wyraża zgodę na podjęcie pracy poza kancelarią.
 
szczerze?? czysty kretynizm... w zasadzie te 4 tys to masakryczna kwota nie jest ale mimo wszystko;/ zawsze jakiś pieniądz... a mają być jakieś zmiany w tej sprawie??!! śmieszy mnie to że np. po zakończeniu studiów stomatologicznych świeżo upieczony dr. z ograniczonym prawem lekarskim idzie na rok praktyk do wybranego gabinetu gdzie dostaje co miesiąc wypłatę minimalną ORAZ 40%wartości z każdej czynności stomatologicznej która dokonał prywatnie tzn 60% dla pracodawcy a 40% bierzesz dla siebie. A u nas co??!! nie dość że musisz wkówać na pieprzoną aplikację to pracujesz 2.5 roku ZA DARMO a później jeszcze egzamin zdać musisz -bo jak nie to lipa...

Może ktoś wie czy maja nastąpić jakiekolwiek zmiany?
 
Teoretycznie jest to bardzo niesprawiedliwe bo jeśli rodziców nie stać na utrzymanie dziecka podczas aplikacji to co wtedy? Dlaczego ktoś kto ma większą wiedzę i predyspozycję do wykonywania zawodu adwokata ma mieć drogę zamkniętą przez to, że ma biednych rodziców?

Osobiście uważam, że jak w każdym temacie - tak i tutaj użytkownicy lekko przesadzają. Może nie każdy ma patrona, który mu płaci, ale wątpię żeby to było nagminne - bo kogo w takim razie byłoby stać na odbycie aplikacji korporacyjnej? Tylko tych z bogatych rodzin, a na pewno nie tylko tacy zostają adwokatami/radcami/notariuszami.

Idealnie by było gdyby patron pokrywał koszty aplikacji + płacił np. najniższą krajową albo jakikolwiek grosz.
 
wlaśnei tak mają stomatolodzy a to też są osoby z uboższych rodzin bo jak wiemy -czasem ci z superancko bogatych (przepraszam za tak potoczny język) nie są orłami a zdają to wszystko bo mają rodziców z kipiącą kasą. Ja nie mam jak narzekać -co by było wielkim policzkiem w stronę rodziców jednak... chciał bym im nie zawracać tym głowy.

Myślę że korporacja za jakiś czas to ureguluje...
 
Angrenost napisał:
Osobiście uważam, że jak w każdym temacie - tak i tutaj użytkownicy lekko przesadzają. Może nie każdy ma patrona, który mu płaci, ale wątpię żeby to było nagminne - bo kogo w takim razie byłoby stać na odbycie aplikacji korporacyjnej? Tylko tych z bogatych rodzin, a na pewno nie tylko tacy zostają adwokatami/radcami/notariuszami.

Widać, że kolega dopiero zaczyna studia. ;-) Realia są takie, jakie są - droga do zawodu adwokata dla osoby niemającej rodziny/znajomych w adwokaturze jest wyboista. Chyba już lepiej wybrać aplikację radcowską, bo tam przynajmniej izba nie robi problemów, kiedy ktoś pracuje np. w banku, skoku, urzędzie czy gdziekolwiek poza kancelariami.
Aplikacja ogólna, no cóż - niby fajnie, że wypłacają stypendium, ale trzeba się liczyć z tym, iż egzamin sędziowski złożymy w wieku, dajmy na to, 29-30 lat. Do tamtej pory nikt nie da nam kredytu na mieszkanie (a to też poważny argument, biorąc pod uwagę to, że wreszcie chcielibyśmy się usamodzielniać, zakładać rodzinę, brać ślub z naszymi drugimi połówkami etc.). Generalnie nie jest łatwo, ale czy ktoś mówił, że będzie? Trzeba robić, co w naszej mocy.
A koledze życzę jak najlepszych wyników na studiach, mądrych życiowych decyzji i dużo szczęścia w życiu zawodowym. Pozdrawiam;-)
 
Jedyną możliwością teraz dla mądrych, a biednych po studiach prawniczych jest aplikacja ogólna bo tylko ona pozwala na utrzymanie aplikanta.
 
Opłata aplikacyjna za rok to ok. 3950 zł ( tak jest w 2010), do tego składka roczna z tytułu członkostwa w Izbie adwokackiej- paręset złotych, czyli lekką ręką ponad 4 tysiące, to jeszcze nie koniec kosztów, bilety na dojazdy ewentualnie paliwo, o ile się samochodem dysponuje, bo do sądu jakoś dojechać trzeba, a czasem sąd bardzo daleko, oprócz tego od czasu do czasu jakaś opłata od zażalenia wyskoczy albo za kserówki i na poczekaniu trzeba założyć trochę kasy, rachunki za telefony też podskoczą też drastycznie... także aplikacja to sport bardzo drogi. Aplikantów jest tylu, że adwokaci sobie mogą wybierać. Kryterium wyboru to wysokość kosztów jakie byliby w stanie ponieść w związku z objęciem aplikanta patronatem. No a liczyć każdy umie, przynajmniej swoje pieniądze, tak więc selekcja nie jest trudna
 
Angrenost napisał:
Jedyną możliwością teraz dla mądrych, a biednych po studiach prawniczych jest aplikacja ogólna bo tylko ona pozwala na utrzymanie aplikanta.

Teoretycznie tak, aczkolwiek nie dla osoby, która chciałaby już względnie ustatkować się po studiach, założyć rodzinę. Ze względu na specyfikę tej aplikacji "krakowskiej". Dobrym rozwiązaniem jest też wg mnie szukanie pracy (poza kancelarią, naturalnie, chyba że ktoś ma mnóstwo szczęścia) + aplikacja radcowska. No, chyba że ktoś załapie się jeszcze w czasie studiów do kancelarii adwokackiej (bardzo ciężko), wtedy można bawić się w aplikację adwokacką. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Nie musisz jednak jeszcze zaprzątać sobie tym głowy ;-)
 
Najlepiej to na I roku pomyśleć o rozkręceniu czegoś co siłą rozpędu zarobi na 3 lata kosztów aplikacji ... np. trenować, trenować, trenować i wygrać "Mam talent" ;)

Pozdrawiam :cool:
 
Grim Reaper napisał:
Najlepiej to na I roku pomyśleć o rozkręceniu czegoś co siłą rozpędu zarobi na 3 lata kosztów aplikacji ... np. trenować, trenować, trenować i wygrać "Mam talent" ;)

Pozdrawiam :cool:

...albo co roku w wakacje jeździć za granicę i nie "upłynniać" zarobionej tam kasy w czasie studiów:D Tylko czy to wykonalne? :D
 
Wielu moich kolegów pracowało w czasie wakacji odkładając na aplikację. Jak ktoś zaczyna studia, to może o tym już myśleć. Dla tych, którzy zdają egzamin za 3 dni, to już trochę za późno na oszczędzanie. Jest jak jest, ale sami wybraliśmy sobie taki zawód.
 
Nie musisz jednak jeszcze zaprzątać sobie tym głowy

Naturalnym jest, że każdy student zaprząta sobie głowę tym co będzie po studiach. Podobnie się jest w liceum - myśli się o studiach, tak samo na studiach - myśli się o perspektywie pracy/dalszego kształcenia po nich. Istotą rozwoju jest stawianie sobie kolejnych celów. Jednak będąc studentem prawa jest to bardzo trudne bo patrząc na to forum to większość pisze tak: po ogólnej to najprawdopodobniej referendarzem zostaniesz albo innym asystentem, a jeśli chodzi o korporacyjne to nie masz szans bo twoich rodziców nie będzie stać na kolejne 3 lata utrzymywania ciebie + płacenie kosztów wszystkich składek etc. a o patronie, który zapłaci ci tak, że się sam utrzymasz i jeszcze składki spłacisz - zapomnij bo aplikantów jest tylu, że patroni wolą tych, którzy będą pracować za darmo bo im pieniądze łoży rodzina.

I rok zaczynam od października, czyli za 9 dni, a już się martwię co będzie po nich czytając to forum. Wnioskuje, że w świecie prawniczym liczą się "pieniądze i układy" a nie wiedza i predyspozycje absolwenta do wykonywania zawodu.

Ktoś wyżej bardzo słusznie porównał sytuację absolwenta medycyny, a absolwenta prawa. Znam dziewczynę, która pochodziła z bardzo biednej rodziny, ale dzięki ciężkiej pracy i zdolnością dostała się i ukończyła kierunek lekarski. Dla rodziców był to niewielki koszt bo praktycznie przez całe studia otrzymywała stypendium naukowe i socjalne, które pokrywało większość wydatków związanych ze studiami, dojazdem, zamieszkaniem (w akademiku). Dzięki temu, że zdała egzamin lekarski najlepiej w całej małopolsce dostała się na staż chirurgiczny w bardzo dobrym szpitalu pod okiem wybitnych specjalistów z tej dziedziny. Podczas tego stażu zarabia całkiem konkretne pieniądze, dzięki którym może spokojnie utrzymać siebie, mieszkanie, a i całkiem sporo zostaje.

Ja się pytam - dlaczego "biznes medyczny" promuje inteligentne, pracowite i zdolne osoby, a "biznes prawniczy" te, które mają forsę? Odpowiedzialność w zawodzie lekarza i np. sędziego jest porównywalna. Ale efekty tego widzimy na przykład tutaj: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,ti...sad-uchylil-wyrok,wid,12686285,wiadomosc.html

Ja wciąż mam nadzieję, że to tylko narzekanie użytkowników i ktoś o zdroworozsądkowym podejściu do tematu obali tezę, że żeby zostać prawnikiem trzeba mieć przede wszystkim pieniądze. To przecież zaprzeczenie podstawowego faktu, że praca prawnika to przede wszystkim misja społeczna.
 
Powrót
Góra