S
Soboy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2010
- Odpowiedzi
- 2
Witam
W niedziele 13.06.2010 kupiłem samochód. Oglądałem go z kobietą i taksówkarzem, który się zna na samochodach. Wszystkie usterki które widzieliśmy były drobne i nie wpływają na jazdę. Sprzedawca mówił że w samochodzie trzeba tylko tylne koła zmienić i za jakiś czas olej wymienić. Mówił że samochód nie był bity, a trzy razy się o to pytałem i cały czas mówił że nie był nigdzie stuknięty tylko maska przednia została wymieniona ponieważ zardzewiał przed jej.
W piątek pojechałem nim na przegląd ponieważ kończy się. Tam okazało się że samochód nadaję się tylko do kasacji. Wady jakie mi wyszły w samochodzie to:
- Luz w układzie kierowniczym- końcówka drążka prawa strona.
- Luz w zawieszeniu przednim- tuleje stabilizatora.
- Możliwość rozerwania lub pęknięcia przewodów hamulcowych- przewód elastyczny przedni prawy.
- Nadmierne skorodowane przewody hamulcowe- metalowe.
- Niekompletne oświetlenie pojazdu.
- Nieprawidłowa skuteczność i równomierność hamulców.
- Nieszczelny układ wydechowy.
- Uszkodzenia korozyjne osłabiające konstrukcję nośną pojazdu- płyta podłogowa i prawy próg.
- Zły stan ogumienia.
Do tego diagnostyk powiedział że samochód był tłuczony z każdej strony oraz to wszystko nie zrobiło się w ciągu roku. Chciał mi zabrać dowód rejestracyjny ale oddał mi go kiedy uświadomiłem go że samochód ten mam od 4 dni i będę chciał go zwrócić.
Wróciłem do domu samochodem i zadzwoniłem do sprzedawcy (nie jest dilerem samochodowym). Podczas rozmowy wmawiał mi że nie wiedział nic o tym, jak on jeździł wszystko było ok i itp. Stwierdził że musi się z kimś skontaktować i oddzwoni za godzinę.
W ciągu godziny dowiedziałem się ze mam 14 dni na rozwiązanie umowy bez podania przyczyny. Podczas rozmowy z nim powiedziałem mu że mam do tego całkowite prawo i że chce to rozwiązać polubownie, że w sądzie będzie odpowiadał za zatajenie informacji, narażanie zdrowia i życia oraz ponosił koszty sprawy (nie wiem czy to prawda). Powiedział iż musi się skontaktować z prawnikiem i w poniedziałek zadzwoni do mnie w takim wypadku. Typek bardzo zmiękł po usłyszeniu że może iść za to do więzienia.
Jeśli nie będzie chciał rozwiązać umowy to co mam zrobić? Jak z nim rozmawiać aby go skłonić do oddania pieniędzy? Już nawet nie chce kasy za przegląd i benzynę która jest w nim zatankowana, niech bierze furę i oddaję kasę.
W niedziele 13.06.2010 kupiłem samochód. Oglądałem go z kobietą i taksówkarzem, który się zna na samochodach. Wszystkie usterki które widzieliśmy były drobne i nie wpływają na jazdę. Sprzedawca mówił że w samochodzie trzeba tylko tylne koła zmienić i za jakiś czas olej wymienić. Mówił że samochód nie był bity, a trzy razy się o to pytałem i cały czas mówił że nie był nigdzie stuknięty tylko maska przednia została wymieniona ponieważ zardzewiał przed jej.
W piątek pojechałem nim na przegląd ponieważ kończy się. Tam okazało się że samochód nadaję się tylko do kasacji. Wady jakie mi wyszły w samochodzie to:
- Luz w układzie kierowniczym- końcówka drążka prawa strona.
- Luz w zawieszeniu przednim- tuleje stabilizatora.
- Możliwość rozerwania lub pęknięcia przewodów hamulcowych- przewód elastyczny przedni prawy.
- Nadmierne skorodowane przewody hamulcowe- metalowe.
- Niekompletne oświetlenie pojazdu.
- Nieprawidłowa skuteczność i równomierność hamulców.
- Nieszczelny układ wydechowy.
- Uszkodzenia korozyjne osłabiające konstrukcję nośną pojazdu- płyta podłogowa i prawy próg.
- Zły stan ogumienia.
Do tego diagnostyk powiedział że samochód był tłuczony z każdej strony oraz to wszystko nie zrobiło się w ciągu roku. Chciał mi zabrać dowód rejestracyjny ale oddał mi go kiedy uświadomiłem go że samochód ten mam od 4 dni i będę chciał go zwrócić.
Wróciłem do domu samochodem i zadzwoniłem do sprzedawcy (nie jest dilerem samochodowym). Podczas rozmowy wmawiał mi że nie wiedział nic o tym, jak on jeździł wszystko było ok i itp. Stwierdził że musi się z kimś skontaktować i oddzwoni za godzinę.
W ciągu godziny dowiedziałem się ze mam 14 dni na rozwiązanie umowy bez podania przyczyny. Podczas rozmowy z nim powiedziałem mu że mam do tego całkowite prawo i że chce to rozwiązać polubownie, że w sądzie będzie odpowiadał za zatajenie informacji, narażanie zdrowia i życia oraz ponosił koszty sprawy (nie wiem czy to prawda). Powiedział iż musi się skontaktować z prawnikiem i w poniedziałek zadzwoni do mnie w takim wypadku. Typek bardzo zmiękł po usłyszeniu że może iść za to do więzienia.
Jeśli nie będzie chciał rozwiązać umowy to co mam zrobić? Jak z nim rozmawiać aby go skłonić do oddania pieniędzy? Już nawet nie chce kasy za przegląd i benzynę która jest w nim zatankowana, niech bierze furę i oddaję kasę.