Chodzi mi o art. 32.
"Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne"
i art. 53
"Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii"
Zacznę od art 53. Rozumiem go jako prawo do wyznawania (bądź też nie) dowolnej religii i światopoglądu i uznawania tego faktu przez państwo polskie. Tymczasem praktyka sądowa (o czym za chwilę) wskazuje na to, że sądy nie przyjmują aktów woli obywatela stwierdzającego jednoznacznie, że wyznaje (bądź też nie wyznaje) daną religię i pozostawiają te kwestie w gestii danego związku religijnego bądź też kościoła. Ponieważ żaden kościół ani związek wyznaniowy nie chce by opuszczali go jego wyznawcy, stawia to obywatela państwa polskiego w sytuacji, w której nie może w zgodzie ze swym sumieniem i wyznawanym światopoglądem być traktowany przez państwo polskie jako należący (bądź nienależący) do danego związku wyznaniowego lub kościoła ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami prawnymi, co według mnie jest sprzeczne z art. 53 konstytucji.
A teraz pora na konkretne przykłady: Wojewódzki Sąd Administracyjny (sprawa II SA/Wa 2026/11 - uzasadnienie wyroku
http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/80632934FB) odmówił uznania oświadczenia woli D.S. w sprawie wystąpienia z kościoła katolickiego jako prawnie wiążącego odsyłając go do wewnętrznej instrukcji kościoła katolickiego w zakresie apostazji. Niestety jest z tym wyrokiem sądu kilka problemów. Po pierwsze sam kościół katolicki nie dopuszcza w prawie kanonicznym czegoś takiego jak wystąpienie z kościoła. Jest to po prostu niemożliwe. Zatem odsyłanie obywatela państwa polskiego po uzyskanie oświadczenia o wystąpieniu z kościoła do instytucji, która takiego trybu nie przewiduje, jest co najmniej dziwaczne (żeby nie użyć mocniejszego słowa). Po drugie apostazja nie jest wystąpieniem z kościoła katolickiego, o czym wyraźnie mówi prawo kanoniczne, jest tylko swego rodzaju bardziej ostrą ekskomuniką, ale apostata nie przestaje być w oczach kościoła katolikiem. Po trzecie instrukcja, na którą powołuje się sąd nigdy nie została formalnie i zgodnie z prawem kanonicznym przyjęta przez sam kościół, ergo nigdy formalnie nie obowiązywała. Wniosek: w Rzeczypospolitej nie można w formalny (uznawany przez prawo polskie) sposób przestać być katolikiem, co narusza art. 53 konstytucji.
Ktoś może zapytać jaki to ma związek z ustawami? Otóż istnieje Ustawa o ochronie danych osobowych, jednakże w opinii sądów polskich katolicy wyłączeni są spod jej ochrony i nie stosują się do nich zapisy artykułu 32 ustawy. Orzeczenia w sprawach o egzekwowanie praw ustawy w stosunku do osób, które oświadczają, że nie są katolikami albo stwierdzają, że skarżący się nie okazał żadnego dokumentu o faktycznym wystąpieniu z kościoła katolickiego (co jak już pisałem jest niemożliwe), albo stwierdzają, że umarzają sprawę bo "kościół katolicki jest tak jakby wyłączony spod ustawy o ochronie danych osobowych" - cytat z orzeczenia ustnego sądu, czekam na uzasadnienie pisemne, to wtedy podam link. Jest to o tyle kuriozalne, że ustawa rzeczywiście zwalania kościół katolicki z pewnych zobowiązań (np rejestracji danych osobowych) ale tylko w odniesieniu osób "należących do kościoła" - Art 43 ust 3. Reasumując: uważam, że narusza to artykuł 32 konstytucji, ponieważ po pierwsze katolicy są gorzej chronieni przez ustawę o ochronie danych osobowych niż obywatele innych wyznań bądź wyznający inny światopogląd i po drugie, ponieważ państwo nie daje żadnej formalnej możliwości obywatelowi na przestanie bycia katolikiem w świetle prawa polskiego, ograniczając tym samym możliwość korzystania przez niego z praw, jakie daje ustawa o ochronie danych osobowych.