Uszkodzenie auta, odnaleziony sprawca nie przyznaje się do winy.Sąd cywilny tylko jak

  • Autor wątku Autor wątku Picx
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

Picx

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2007
Odpowiedzi
8
Witajcie.
To jeden z pierwszych moich postów. Zawsze czytałem, dziś muszę napisać :/

Sprawa wyglądała następująco:
O godzinie 1 w nocy wróciłem z pracy. Zaparkowałem auto na drodze wewnętrznej (dojazd do garaży mieszkańców bloków). Przede mną stał błękitny chevrolet. Pamiętam to doskonale, bo ustawiłem auto za nim, ale tak, by spokojnie mógł wyjechać. (auta stały jedno za drugim)
Przyszedłem rano do auta (ok. godziny 9). Chevroleta nie ma, a mój lewy tylni błotnik i drzwi są przerysowane. Na nich ślady błękitnego lakieru. Kontaktu do sprawcy brak.
Byłem zmuszony jechać kilka kilometrów od Warszawy (byłem umówiony) więc pojechałem.
W międzyczasie (ok. 11 zadzwoniłem na komendę policji której ten rejon podlega_ i zapytałem, czy nikt nie zgłosił że uszkodził komuś auto. Cisza.
Zrobiłem dokumentację zdjęciową mojego samochodu. Mam także kawałek lakieru na którym są ślady lakieru sprawcy na moim lakierze. Powróciłem do Warszawy. Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu samochód, który uszkodził mi auto stał prawie w tym samym miejscu co poprzednio :)
Zapisałem numer rejestracyjny, zrobiłem komplet zdjęć (auto ma uszkodzony prawy tylni błotnik, drzwi i zderzak) a na tych elementach ślady bordowego (mojego) lakieru.
Musiało być tak, że ta Pani wycofywała, chciała zawrócić i uderzyła w moje auto.
Sprawę przekazałem policji.
Po tygodniu policja umorzyła sprawę (droga wewnętrzna, brak kogoś w moim aucie) w związku z tym nie było zagrożenia zdrowia i życia osób trzecich itp.
Pozostaje mi droga cywilna.
To co posiadam: zdjęcia mojego auta, zdjęcia tamtego auta, próbki lakieru.
Uszkodzenie PZU oszacowało na 800zł (dane do PZU uzyskałem z FUG).
Policjant, który prowadził sprawę powiedział mi nieoficjalnie, że ta kobieta ściemniała. Że próbował ją brać pod włos, ale twardo trzyma się swojej wersji, ale że jej zeznania są niewiarygodne.
Teraz pytanie.. co robić i jak to ugryźć?
Miejsce zdarzenia: Warszawa Wola.
Moje miejsce zameldowania- 80km od Warszawy. Jej - Białystok.
Czy mogę złożyć pozew w Warszawie (ona na stałe mieszka w stolicy).
Jak najlepiej prowadzić tą sprawę?
Nie chodzi mi o pieniądze (800 zł, to niewiele, wiem, że koszty sprawy będę zbliżone do 800zł), ale o sprawiedliwość. nie może być tak, że ktoś ot tak sobie ucieka... ma gdzieś cudze prawo do własności.. ma gdzieś że zrobiła komuś koszta...

Proszę o poradę :)
Pozdrawiam pięknie
Daniel
 
Teraz pytanie.. co robić i jak to ugryźć?

Załóż jej sprawę w Warszawie o odszkodowanie za uszkodzenie auta, wyceń szkodę i tyle - sprawy dalej polecą same, a co ona zrobi nikt nie wie :)

Obyś tylko umiał bezsprzecznie udowodnić jej winę.
 
Czy zdjęcia samochodów z pasującymi do siebie otarciami, ślady lakieru i fakt - że kobieta nie wyparła się, że tam parkowała, czy mając tylko takie "dowody" mam realną szansę na wygraną w sprawie?
Taki lakier jak ja, ma kilka tysięcy aut. jej aut też wyszło od groma... i po prostu nie wiem jak mocne będą moje dowody i słowa
 
Cóż my tu tego nie ocenimy, ale przecież nic nie broni spróbować jeśli sądzisz, że dasz radę.
 
Dzięki za odpowiedź...
Ja zdaję sobie sprawę, że ostatecznej oceny dokonuje sąd, ale chodzi mi o to, co sądzicie o takiej sprawie (bazując na wiedzy i doświadczeniu) - czy mam realną szansę na wygraną sprawy.
 
Powrót
Góra