Kąpiel w jeziorze a prawo wodne

  • Autor wątku Autor wątku japytia
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
J

japytia

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2010
Odpowiedzi
1
Witam! Mam pytanie - zgodnie z prawem wodnym art.27.1. zabrania się grodzenia i uniemożliwiania lub zakazywania przechodzenia przez teren ochronny linii brzegowej. Nadal jednak nie wiem, a nie znalazłam nigdzie tej informacji, jak to jest z kąpielą w jeziorze przy takim terenie. Można rozłożyć się z ręcznikiem i wypluskać czy nie? Na terenach takich często są tablice z napisem Teren Prywatny, ale przecież nie dotyczy to jeziora... Mówię tu o jeziorze państwowym a nie prywatnym. Czy ktoś może wie dokładnie jak to jest? Będę wdzięczna za pomoc! Pozdrawiam ;)
 
stawiają tablice licząc na to, że ludzie nie znają prawa....
 
No właśnie kolega nie zna. Ja też nie znam więc może nas oświecisz ? Plażowanie to coś innego niż przechodzenie.
 
moim zdaniem:
kąpiel i przechodzenie - tak, plażowanie - nie
 
Z tego co orientuje się, pas brzegowy (2m?) jest pasem państwowym (gruntem skarbu państwa) i jeśli administrator tego terenu innymi przepisami nie zabrania przebywania lub przechodzenia po tym skrawku ziemi, to żaden prywaciarz,ani żaden kierownik ośrodka nie może nam zabronić korzystania z tego pasa. To ie jest własność jakiegoś obywatela,gdyż za ten kawałek nie płaci podatku. Miałem podobne dylematy na Mazurach, gdzie nagminnie grodzą sę wszelkiego rodzaju właściciel ośrodków, posesji prywatnych itp. Kiedy jeden cieć podbiegł do mnie z żądaniem zapłaty za wejście na "jego" plaże,zaproponowałem mu, aby zadzwonił na policję, jeśli uważa,że naruszyłem jego prywatność. przyszła wtedy w jego miejsce cała ekipa z kierowniczka ośrodka (działo się to w Kosewie) i też im zaproponowałem wezwanie policji,a opłaty nie uiszczę. No i wtedy była inna rozmowa.Utyskiwanie,że inni z po za ośrodka przychodzą,korzystają,śmiecą itd. i dlatego oni chcieli za pomocą opłat odstraszyć "intruzów".Opisałem przypadek grodzenia dojścia do jeziora państwowego.Inna sprawa jest z jeziorami prywatnymi.Tutaj należy bezwzględnie uszanować cudzą własność.Jeśli się mylę,to proszę o sprostowanie mojej wypowiedzi,aby nikogo nie wprowadzić w błąd.
Pozdrawiam.:)
 
Mylisz się, zazwyczaj działka sięga aż do brzegu i nie ma żadnego państwowego gruntu. Za ten grunt "prywaciarz" płaci podatek. Jednak właściciel nie może zabronić przechodzenia wzdłuż brzegu ale czy może zabronić żebym się tam położył czy wykąpał ? Oto jest pytanie.
 
Nie wiem, jak to jest do końca z tą linią brzegową? Linia brzegowa, nawet przy jeziorach jest zmienna w zależności od wielu czynników zewnętrznych. Myślę, że ten temat powinno się zgłębić np. w odpowiednim dziale ministerstwa? Bo jak się ma do tego fakt, że linia brzegowa obniży się, a tym samym powiększy się teren dla danej osoby, lub odwrotnie, jeśli linia brzegowa cofnie się, czy w tym przypadku powinno płacić się za dno np. jeziora?
Ja swoja wiedzę opierałem na autopsji, choć mam znajomego, który posiada piękny i wspaniały ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem Lubikowo k. Międzyrzecza (Folwark Amalia) i też zadałem mu kiedyś pytanie, dlaczego na jego plaży w ośrodku jest tulu obcych? On odpowiedział, ze nie może ogrodzenia doprowadzając do linii brzegowej i w związku z tym, ta droga wchodzą mu na jego już teren.
Ja już nie wiem, ale może jakieś mądre głowy w odpowiednim ministerstwie nas oświecą i wyjaśnią, czy możemy z kocykiem rozłożyć się na brzegu jeziora państwowego, czy nie?
Bo problem jest już ogromny! Będąc na Mazurach przekonałem się na własnej skórze, jak trudno znaleźć miejsce do kąpieli i plażowania.A co niektóre jeziora są wręcz w całości ogrodzone przez prywatne posesje z niemożliwością dojścia do wody.
Może warto ten problem rozruszać?
Pozdrawiam wszystkich amatorów plażowania i kąpieli!:ok::D
 
Cytat Rzeczypospolita:
Daj ludziom przejść do rzeki i jeziora
Trudno sobie wyobrazić, by osoby korzystające z wód publicznych zostały pozbawione prawa wydostania się na brzeg. – To również kwestia bezpieczeństwa tych osób – przekonuje Iwona Koza. – Kajakarz może stwierdzić, że nie uda mu się przepłynąć odcinka rzeki, więc przepisy muszą mu zagwarantować dostęp do brzegu i przejście do innego miejsca, drogi, przystani. Stąd wziął się zakaz grodzenia brzegów.
Artykuł 27 prawa wodnego zabrania grodzenia nieruchomości przyległych do powierzchniowych wód publicznych w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Oznacza to, że nie tylko samo ogrodzenie jest niezgodne z prawem, ale również postawienie tabliczki z napisem „Wstęp wzbroniony”.
Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp. Czy może pobierać myto za przejście? Artykuł 140 kodeksu cywilnego przewiduje, że ma prawo pobierać pożytki i inne dochody z nieruchomości, ale w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego. Prawo wodne nic nie mówi o pobieraniu opłat, sądy zaś mogłyby je uznać za sprzeczne z zasadami społecznego współżycia.
Zakaz grodzenia ma swoje niuanse i nie dla wszystkich jasne są zasady jego obowiązywania. Przepis art. 27 prawa wodnego mówi o obowiązku pozostawienia wolnego przejścia o szerokości 1,5 m od linii brzegu. A zatem zakaz ma zastosowanie tam, gdzie jest linia brzegu.
– Pojęcie to dotyczy tylko naturalnych wód płynących, czyli rzek, strug, strumieni, potoków i jezior, ale w przypadku tych ostatnich tylko wtedy, gdy są to jeziora przepływowe i nie zostały sztucznie podpiętrzone – mówi Iwona Koza. – Zakaz grodzenia nie obejmuje zatem kanałów, rowów oraz jezior, w których naturalna linia brzegu została przykryta zwierciadłem podpiętrzonej wody.
Niektóre rzeki czy jeziora mają zmienną linię brzegu, zależnie od pory roku, ilości opadów. Brzegiem innych jest skarpa. To utrudnia określenie, gdzie może stać ogrodzenie. W takich przypadkach linię brzegu określa się jako krawędź skarpy lub linię stałego porostu traw. W razie wątpliwości linia brzegu może być wyznaczona w urzędowej decyzji według średniego stanu wody z co najmniej ostatnich dziesięciu lat.
Właściciele nadwodnych działek mają wątpliwości, czy muszą utrzymywać pas wolnego przejścia w stanie umożliwiającym to przejście. Na przykład usunąć pień zwalonego drzewa, wycinać krzewy. Przepisy na ten temat milczą, więc należy domniemywać, że nie mają takiego obowiązku. Nie powinni tam jednak sadzić roślin utrudniających przejście, choćby krzewów róż.
Prawo swobodnego przejścia nie obejmuje pomostów i przystani. Można z nich korzystać wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela. – Warto wspomnieć, że na budowę nawet najmniejszego pomostu wymagane jest pozwolenie wodnoprawne, o czym właściciele nieruchomości i wędkarze często zapominają – podkreśla Iwona Koza.
 
Brawo Borno!
Bardzo dogłębnie nam wyjaśniłeś i już wiemy, że to co wyprawia się na wielu jeziorach w Polsce, to typowa samowolka. Szkoda, ze tego problemu nie widzą władze samorządowe,administracyjne,policja itd.
Z drugiej strony te przepisy są tez nie tak do końca jasne w ich interpretacji.
Wkurzało mnie, że będąc na Mazurach, musiałem pokonywać wiele kilometrów,aby znaleźć miejsce do kąpieli i plażowania.Niejednokrotnie widząc jakieś piękne jezioro odjeżdżaliśmy z kwitkiem, bo jak mawiają tam miejscowi,"warszawka wszystko zagrodziła, ze nawet ryby nie ma jak złowić".
Ktoś powinien tym problemem zająć się jak najszybciej, bo jak tak dalej pójdzie, to w niedalekiej przyszłości jeziora będziemy mogli oglądać na pocztówkach lub z pagórków je otaczających (jeśli nie będzie to terenem prywatnym).
Pozdrawiam.
 
Mirosław14 napisał:
Wkurzało mnie, że będąc na Mazurach, musiałem pokonywać wiele kilometrów,aby znaleźć miejsce do kąpieli i plażowania.Niejednokrotnie widząc jakieś piękne jezioro odjeżdżaliśmy z kwitkiem, bo jak mawiają tam miejscowi,"warszawka wszystko zagrodziła, ze nawet ryby nie ma jak złowić".

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego co napisano wyżej przestałeś sie wkurzać i zrozumiałeś, że własność prywatną należy szanować? No chyba, że czytasz wybiórczo i nie zauważyłeś np tego fragmentu:

"Oczywiście zakaz grodzenia nie oznacza, że właściciel posesji musi się godzić na coś więcej niż tylko przejście przez jego posesję. Pas gruntu nadal jest jego własnością. Może zatem zabraniać biwakowania, wędkowania, jeżdżenia rowerem itp."
 
Ad.Zlotelany.
Jeśli też uważniej poczytasz moje odpowiedzi,to powinieneś zauważyć,że cudzą własność ja szanuję!Natomiast Ty wyraźnie szukasz jakby zaczepki.Chyba masz jakiś kompleks kolego?Lubisz na tym forum zaistnieć!? Jeśli skupić się na twoim wpisie,to tak naprawdę nie wiadomo o co Ci chodzi?Chyba tylko jak wyżej napisałem.Lubisz prowokować.
Dlatego moje wpisy proszę,ale daruj sobie komentować,jeśli jesteś na tyle uprzejmy?Bo to ma się jak pięść do nosa,co napisałeś wyżej.
 
Mirosław14 napisał:
Ad.Zlotelany.
Jeśli też uważniej poczytasz moje odpowiedzi,to powinieneś zauważyć,że cudzą własność ja szanuję!Natomiast Ty wyraźnie szukasz jakby zaczepki.Chyba masz jakiś kompleks kolego?Lubisz na tym forum zaistnieć!? Jeśli skupić się na twoim wpisie,to tak naprawdę nie wiadomo o co Ci chodzi?Chyba tylko jak wyżej napisałem.Lubisz prowokować.
Dlatego moje wpisy proszę,ale daruj sobie komentować,jeśli jesteś na tyle uprzejmy?Bo to ma się jak pięść do nosa,co napisałeś wyżej.

Strasznie się rozpisałeś - nie szkoda ci czasu na takie niemerytoryczne bzdury?. Przeczytaj swój post na który odpowiedziałem to dowiesz się na co zareagowałem. Twoje pretensje o brak miejsca do plażowania coś mi na poszanowanie prawa i prywatnej własności nie wyglądają. Dla jasności jeszcze raz: prawo nie pozwala na plażowanie na prywatnym gruncie nawet jeśli ten grunt przylega do jeziora. Takim gruntem wolno ci szybciutko przejść - leżeć, siedzieć, stać i podziwiać widoki nie wolno. A psychoanalizę mojej osoby sobie daruj, nie to forum.
 
Ja "strasznie" się nie rozpisałem. Dlaczego używasz słowa "strasznie"? Innego określenia nie potrafisz znaleźć, aby wyartykułować swoje myśli?Słowo "strasznie" wg terminologii języka polskiego oznacza bojaźń, strach, stan lęku, reakcję człowieka na jakieś zjawisko wywołane czymś lub przez kogoś.Ale również oznacza w ogólnie potocznym języku przysłówek "bardzo".
Po słowo strasznie sięgamy na ogół nie po to, aby powiedzieć, że ogarnia nas strach, ale po to, aby podkreślić skalę lub intensywność jakichś zjawisk, zwłaszcza negatywnych.
Z przykładu przytoczonego z twojego postu zwraca na siebie uwagę przez kontrast, jaki zachodzi między znaczeniem obu wyrazów - "strasznie się rozpisałeś".
W języku potocznym o "strasznie się rozpisałeś" można pewno usłyszeć, ale w piśmie do kogoś szukałbym innego przysłówka, może po prostu "bardzo" albo "wyjątkowo" lub ogromnie itp.
Podobnych przysłówków, służących bardziej intensyfikacji niż wyrażeniu określonych treści, jest więcej, np. diabelnie, piekielnie, straszliwie, jak nie wiem co, jak wszyscy diabli. Pytanie, skąd się wzięły, nie zaprowadzi nas chyba do odkrycia żadnej tajemnicy. Sądzę, że znaczenia służące intensyfikacji wykształciły się ze znaczeń bardzo dawnych, np. straszne przeżycia (tzn. budzące strach, lęk, trwogę) są "strasznie" nieprzyjemne, a stąd już tylko krok do strasznie ładnego ZLOTELANY, o którym mogę powiedzieć, że go "strasznie" lubię!
Ponadto, czy intensyfikujące "strasznie" jest niepoprawne lub nieeleganckie, to zależy w jakim kontekście używamy słowa "straszny".Na pewno nie może go używać prawnik w pismach sygnowanych w jakiejś sprawie,bo nie jest to forma elegancka,a raczej język potoczny dla ludzi, których zasób słów jest zbyt wąski, a w języku prawniczym raczej nie dopuszczalny.
No i zobacz kolego,jak z jednego słowa wybranego z kontekstu można otworzyć przewód doktorski. Tak jak Ty kolego. Wybiórcze wyrywanie części tekstu przedstawia w krzywym zwierciadle całą myśl,jaką ktoś chce komuś przekazać. To mi przypomina wywiady telewizyjne lub radiowe.część się wytnie,część się sklei i .... powstanie wywiad rzeka na temat taki,jaki sobie życzę.
Pozdro dla Ciebie ZLOTELANY - chyba Cię polubię kolego,bo swój trafił na swojego! hehehehe ...... :D:beer:
 
Ostatnia edycja:
Jeśli ten nerwowy słowotok oznacza, że kwestie plażowania na cudzej ziemi mamy wyjaśnioną, to mój czas nie był tak do końca zmarnowany. eot
 
Jaki znów nerwowy słowotok?Ty mój strasznie ulubiony ZLOTELANY znów popadasz w jakąś paranoiczną psychozę spisku!Wszędzie szukasz jakiegoś punktu zaczepienia,aby tym razem użyć przymiotnika do wyartykułowania swojej myśli.Nerwowy - czyli jaki,przymiotnik w języku polskim oznaczający stan psychofizyczny człowieka lub też zwierzęcia.Przymiotnik ten w zależności od kontekstu i treści całego zdania,może po za tym oznaczać lub określać stan emocjonalny człowieka lub zwierzęcia,jak również może dotyczyć to określenia cechy charakterologiczne osobnika. W przypadku zdania w którym przymiotnik "nerwowy" użyjemy z orzeczeniem lub inną formą czasownika lub rzeczownika określa to chaotyczność,niedokładność,pośpiech w wykonaniu jakieś czynności. Patrząc na mój tekst powyżej,mój Ty strasznie nerwowy ulubiony ZLOTELANY wyluzuj. Już po pierwszym moim słowie wiedziałem co to jest własność prywatna i jak ja należy szanować.Ale jak wczytasz się tylko troszeczkę,tak niewiele rusz fałdkami mózgowymi,to powinieneś zauważyć,że mi chodzi o jasne uregulowanie tematu pod tytułem-"stwórzmy jasne i przejrzyste prawo dotyczące wszystkich dziedzin życia, a sami przekonamy się,jak życie jest łatwiejsze i mniej skomplikowane". A jeziora niech będą ogólnodostępnym dobrem narodowym,jak lasy państwowe.Dlaczego np. nie można stworzyć zapisu ustawowego, ze każdy ma prawo do posiadania nieruchomości nad jeziorem, ale odległość od granicy do linii brzegowej winna wynosić minimum np. 50 m i dojście lub dojazd do tego miejsca nie może być utrudniony.Tylko tyle było w moim poście jeśli uważnie byś przeczytał i troszkę pomyślał.ZLOTELANY, wiem,słońce mocno grzeje i nikogo nie oszczędza! Mimo to lubię Cię. Traktuj te uszczypliwości z lekkim przymrużeniem oka,jak odbijanie piłeczki do Ciebie. Jak mawiają mądrzy ludzie, wrogów łatwo sobie znaleźć, lepiej szukać przyjaciół,choć dłużej to trwa.
A teraz Szanowny Kolego wyluzuj i "strzel" browarka" za swoje zdrowie.W końcu jak ktoś czyta te nasze potyczki,to ma trochę ubawu! I o to chodzi! Luzik,luzik i jeszcze raz luzik!:beer::winko:
 
Witam wszystkich. To mój pierwszy post.

Od pewnego czasu, w związku z przebywaniem nad wodą oraz zakazami, zastanawia mnie różnica między:
zakazem plażowania
zakazem kąpieli
zakazem pływania.
Plażowanie-rozumiem jako wylegiwanie się nad wodą, czyli przebywanie na plaży, no ale czy brodzić można, czy to już kąpiel? Jaka różnica jest między kąpielą a pływaniem? Czy są jakieś sensowne definicje tychże? Jeśli jestem na środku jeziora, w wodzie, to kąpię się czy pływam? Wyobrażam sobie, że może to zależeć od zanurzenia. Np jak mam grunt i mogę się bawić np piłką plażową to się kąpie. Jeśli "dryfuję" to pływam.

Proszę o pomoc. Omawiane problemy istnieją i są piętrzone nie tylko na Mazurach. Zawsze udawało mi się rozwiązywać konflikt polubownie, jednak wiem, że nie zawsze jest ku temu wola obojga stron.
 
Powrót
Góra