Witam
Mama moja otrzymała w 1972 roku od swojego taty działkę budowlaną. Dziadek, po niedługim czasie doszedł do wniosku, że jest zbyt wąska i poszerzył wjazd, dokupując jeszcze metr licząc po szerokości ( w sumie to ok. 250 m., gdyż działka, to typ "rękawa"). Dokumentem na to jest umowa (bez udziału notariusza) zawarta pomiędzy sprzedającym a moim dziadkiem. Okazało się jednak, że człowiek ten nie wprowadził kolejnych zmian w swojej księdze wieczystej i jednocześnie nie wniesione zostały zmiany do
KW nieruchomości moich rodziców, którymi wówczas zajmował się mój dziadek. Wychodzi jednak na to, że rodzice moi, przez te wszystkie lata nie płacili podatku od owych 250 metrów. Nieruchomość sąsiadująca z moimi rodzicami, była wielokrotnie zbywana ( w tej chwili ma piątego właściciela) i nigdy nikt się tej nieścisłości nie dopatrzył, nikt też nie upominał się o zwrot części tego wjazdu. Obecny właściciel, ten sam od 10 lat, wychwycił w tym roku rozbieżności w
KW ze stanem faktycznym i żąda od moich rodziców pokaźnej sumy pieniędzy, za ten wjazd.
Moje pierwsze pytanie: czy pomimo niepłacenia podatku od owych nieszczęsnych 250 metrów, rodzice mają prawo ubiegać się o zasiedzenie tego wjazdu? Wart zauważyć, że nie ma innej możliwości wjazdu na podwórko, gdyż sam wjazd jest na prawdę bardzo wąski, a niepodważalnie rodzice moi użytkowali go: wyrównali, utwardzili, ogrodzili, dbali. Jednym słowem traktowali jak swój.
Drugie pytanie: czy ktoś ma prawo żądać drugi raz od nich pieniędzy? Przecież już raz za te 250 metrów zapłacili.
Czy to nie jest również tak, że sąsiedzi moich rodziców, nabywając 10 lat temu nieruchomość, nieoznaczoną żadnymi słupkami granicznymi, powinni byli wynająć geodetę, żeby sprawdzić faktyczną ilość metrów i porównać ją ze stanem w
KW?
Dziękuję za każdą odpowiedź