rozwód bez orzekania o winie a niestawienie się na sprawę z powodu pobytu za oceanem
Witam!
Kilka lat temu ucieklam od meza za Ocean. Przeszlo 5 lat bylam tutaj sama - bez rodziny i jakiegokolwiek wsparcia. Ale przynajmniej moglam spokojnie przesypiac noce . Powodem mojego odejscia byla przemoc w rodzinie - we wszystkich jej formach. Jestesmy malzenstwem od przeszlo 30 lat, mamy dorosle dzieci. Od czasu wyjazdu nie utrzymuje z mezem zadnych kontaktow.
Dwa miesiace temu wyslalam do Polski do Sadu pozew rozwodowy. Nie chcialam wywlekac bolsnych spraw , powolywac swiadkow , mieszac w to rodziny i przyjaciol, rozdrapywac ran wiec zdecydowalam sie na rozwod bez orzekania o winie. Myslalam, ze to najlepsze wyjscie. Czy dobrze zrobilam?
Z tego co wiem , moj malzonek uwaza, ze to ja jestem powodem rozpadu zwiazku, i mnie obarcza wina za wszystko. Kiedys wielokrotnie wygrazal mi, ze nigdy nie da mi rozwodu.
Bardzo sie boje, ze bedzie szukal "dowodow" na moja wine tylko po to ,zeby mnie znow gnebic i ponizac.
Moje pytanie : czy jest mozliwosc przeprowadzenia rozwodu bez orzekania o winie bez mojej obecnosci, oraz czy niemoznosc przylotu do kraju jest wystarczajacym powodem do uznania nieobecnosci za usprawiedliwiona?
Ariadna
|