Y
YJP
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2016
- Odpowiedzi
- 5
Witam, kilka dni temu zakończyłem batalię z firmą dystrybutorska drzwi. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to długi post i ja swoje problemy rozwiązałem. Chodzi mi tu tylko o to jak zachowała się firma w stosunku do mnie i czy nie próbowała ode mnie wyłudzić pieniędzy.
Przybliżę mniej więcej od samego początku jak wyglądała współpraca z nimi:
Tytułem wstępu:
Z moją narzeczoną po zakupie mieszkania, szukaliśmy drzwi wewnętrznych. Upatrzyliśmy piękny szklany model drzwi w tej firmie i sprzedawca poinformował nas o ich koszcie. Były tanie, co nas po kilku dniach przekonało do ich zakupu (musieliśmy wrócić do mieszkania, pomierzyć otwory na drzwi) i gdy chcieliśmy je zamówić, czekało nas rozczarowanie, bo się okazało, ze pan nie powiedział nam o cenach okuć tych drzwi, które także trzeba dokupić a przewyższają cene drzwi. To powinien być impuls, żeby zrezygnować z usług tej firmy, jednak stwierdziliśmy, że skoro nasz drugi typ drzwi jest w takiej samej cenie jak w supermarkecie budowlanym, to co nam za różnica (o zgrozo..). Umówiliśmy się na płatność przy odbiorze.
No i od tego momentu zaczęły się jazdy z firmą.. Gdy po 6 tygodniach nie dostałem żadnej informacji, postanowiłem sam zadzwonić co z moimi drzwiami, za które zapłaciłem zaliczkę 25% wartości. Okazało się, że własnie przyjechały, bo ten pan ma przed sobą dokument, ale jeszcze sprawdzi czy fizycznie przyjechały. No to poczekałem, zadzwoniłem dzień później z pytaniem czy są, czy ich nie ma w końcu. Tym razem inny pan powiedział mi, że przyjechały dwa tygodnie temu wg. dokumentów, ale nie mogli się do mnie dodzwonić. Podałem więc poprawny numer, pan obiecał znów sprawdzić czy są fizycznie na stanie a potem oddzwonić do mnie. Oczywiście nie oddzwonił, sam musiałem zadzwonić, bo jak się okazało ktoś nie zapisał poprawnie mojego numeru znów i nie sprawdził stanu faktycznego na magazynie. Dopiero wtedy udało mi się ustalić czy są drzwi faktycznie na stanie, bo stwierdziłem, ze tego dnia nie odpuszczę. Były, pan zaproponował mi transport tych drzwi, stwierdziłem, że ok bo przecież bym miał ciężko je przewieźć samemu nawet tak dużym samochodem jak Passat czy Mondeo.
Przyjechały, miły pan pomógł mi je wnieść i poprosił o pieniądze (pozostałem 75%). Podpisując dokument odbioru, zapłaciłem mu i nie dostałem faktury, otrzymałem dokument proforma (jak dobrze, że o niego się upomniałem by chociaż jego mi zostawił). Powiedział, że prawdopodobnie firma wyśle mailem. Ok. Stwierdziłem, że sprawa zamknięta.
Podczas montażu drzwi, okazało się, że "doradcy klienta" mają klienta w dupie nie tylko podczas rozmów telefonicznych a także podczas rozmowy twarzą w twarz. Bo gdy podczas składania zamówienia powiedziałem wyraźnie, że OTWÓR na drzwi ma wymiary x (gdzie ościeżnice były regulowane więc zachodzą za otwór by miały się za co złapać) pan zinterpretował to jako, że taką mają mieć maksymalną wysokość. Możecie sobie wyobrazić jakie to sprawiało trudności w montażu przez znajomego, który na prawdę zna się na robocie i mimo trudności zrobił mi to wszystko w ramach prezentu na nowe mieszkanie. Oczywiście drzwi na zamówienie, wiec nie ma mowy o zwrotach etc...
Ale teraz przechodzimy do meritum
W grudniu (po trzech miesiącach) otrzymałem pismo, o Wezwaniu do zapłaty, bo firmie brakuje 75% wpłaty! W pierwszym momencie miałem złość w oczach, potem na spokojnie przeanalizowałem, że mam tylko fakturę proforma od nich i że nie mogę się na nich złościć. Zadzwoniłem pod numer wskazany na wezwaniu by wyjaśnić sytuacje. Pan powiedział, że jestem niepoważny, że dałem kurierowi pieniądze bez otrzymania potwierdzenia doręczenia pieniędzy, (nigdy nie otrzymałem potwierdzenia zapłacenia kurierowi za pobraniem, od tego jest list przewozowy) a oni twierdzili, że nie wysyłają przesyłek za pobraniem i że on w systemie widzi, ze wpłaty nie ma. Powiedziałem, że mam dokument proforma i to wygenerowany przez tę osobę z którą w tym momencie rozmawiałem. Był pan wielce zdziwiony i prosił o przesłanie tego dokumentu mailem. Wysłałem i poprosiłem o kontakt. Zapadła cisza w eterze. Pomyślałem, że było im wstyd. A mi to było na rękę.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w zeszłym tygodniu otrzymałem Ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty od Adwokata tej firmy. Zdenerwowany, zadzwoniłem do tego pana. Pan był spokojny i postanowił mi pomóc bo zrozumiał, że nie chce płacić po raz wtóry za to samo (czyżby mieli tak już wcześniej?). Napisałem mu maila z wyjaśnieniami i kopią maila wysłanego w grudniu z prośbą o wyjaśnienie sytuacji, którą firma zignorowała (że nie dostałem faktury, że płatność miała być przy odbiorze (tak jak mam na proformie "gotówka"), Ze jeżeli mają fakturę podpisaną przeze mnie, gdzie tam zobowiązuje się do przelewu, albo choć list przewozowy to będę się tłumaczył sam z własnych błędów). Przekazał to do księgowości tej firmy i dopiero po kilku dniach otrzymałem telefon od tego pana, który wtedy mnie zignorował, z pytaniami (!) jaki kurier mi to przywiózł (!) jak wyglądał (!) bo się okazuje, że korzystają nie tylko z usług kurierskich, ale mają też i swojego gościa od rozwożenia. Powiedział, że wyjaśni i zadzwoni jeszcze dziś... Oczywiście nie zadzwonił.
Odpisał mi dopiero następnego dnia roboczego Adwokat, z przeprosinami z jego strony i wyjaśnieniem sytuacji. Że mieli błąd w systemie, że tak na prawdę to ja zapłaciłem za ich stałą klientkę, bo ona często za granicą jest i dlatego ta sprawa tak szybko nie wypłynęła (!) a ja uparcie twierdząc przez 6 miesięcy, choć nie odpowiedzieli na mojego maila (!!!!), że dostarczył mi to kurier (!) wydałem się im niewiarygodny (!!!!!). (taka była kopia maila podpięta pod mail od adwokata). Ale mieli zadzwonić jeszcze tego dnia i przeprosić. Oczywiście zrobili to później.
Sprawa się wyjaśniła na moją korzyść przysłali fakturę z potwierdzeniem opłacenia.
Udało mi się wywalczyć sprawiedliwość w moją stronę, jednak zastanawiam się czy mógłbym być tak samo złośliwy w ich stronę. Chodzi mi o to, czy to nie podpada pod próbę wyłudzenia? Gotówka nie była zaksięgowana, ktoś miał ją w rękach do momentu, aż nie udowodniłem swojej racji. Nikt nie zorientował się w księgowości, że mają budżet z górką. Kwota taka, że nie za mało by słać wezwania, lecz tez nie za dużo by osoba, która otrzyma wezwanie, biła się w sądzie. Prędzej sobie odpuści jak otrzyma przedsądowe wezwanie do zapłaty. Niestety, byłem bardzo uparty na ich nieszczęście.
Nie chodzi mi tu o wywalczenie odszkodowania czy cokolwiek. Tylko o to by inni ludzie w przyszłości nie natrafili na takie nieprzyjemności, gdy będą myśleli, że po wyremontowaniu nowego mieszkania, pozostaje im tylko się cieszyć z niego.
Przybliżę mniej więcej od samego początku jak wyglądała współpraca z nimi:
Tytułem wstępu:
Z moją narzeczoną po zakupie mieszkania, szukaliśmy drzwi wewnętrznych. Upatrzyliśmy piękny szklany model drzwi w tej firmie i sprzedawca poinformował nas o ich koszcie. Były tanie, co nas po kilku dniach przekonało do ich zakupu (musieliśmy wrócić do mieszkania, pomierzyć otwory na drzwi) i gdy chcieliśmy je zamówić, czekało nas rozczarowanie, bo się okazało, ze pan nie powiedział nam o cenach okuć tych drzwi, które także trzeba dokupić a przewyższają cene drzwi. To powinien być impuls, żeby zrezygnować z usług tej firmy, jednak stwierdziliśmy, że skoro nasz drugi typ drzwi jest w takiej samej cenie jak w supermarkecie budowlanym, to co nam za różnica (o zgrozo..). Umówiliśmy się na płatność przy odbiorze.
No i od tego momentu zaczęły się jazdy z firmą.. Gdy po 6 tygodniach nie dostałem żadnej informacji, postanowiłem sam zadzwonić co z moimi drzwiami, za które zapłaciłem zaliczkę 25% wartości. Okazało się, że własnie przyjechały, bo ten pan ma przed sobą dokument, ale jeszcze sprawdzi czy fizycznie przyjechały. No to poczekałem, zadzwoniłem dzień później z pytaniem czy są, czy ich nie ma w końcu. Tym razem inny pan powiedział mi, że przyjechały dwa tygodnie temu wg. dokumentów, ale nie mogli się do mnie dodzwonić. Podałem więc poprawny numer, pan obiecał znów sprawdzić czy są fizycznie na stanie a potem oddzwonić do mnie. Oczywiście nie oddzwonił, sam musiałem zadzwonić, bo jak się okazało ktoś nie zapisał poprawnie mojego numeru znów i nie sprawdził stanu faktycznego na magazynie. Dopiero wtedy udało mi się ustalić czy są drzwi faktycznie na stanie, bo stwierdziłem, ze tego dnia nie odpuszczę. Były, pan zaproponował mi transport tych drzwi, stwierdziłem, że ok bo przecież bym miał ciężko je przewieźć samemu nawet tak dużym samochodem jak Passat czy Mondeo.
Przyjechały, miły pan pomógł mi je wnieść i poprosił o pieniądze (pozostałem 75%). Podpisując dokument odbioru, zapłaciłem mu i nie dostałem faktury, otrzymałem dokument proforma (jak dobrze, że o niego się upomniałem by chociaż jego mi zostawił). Powiedział, że prawdopodobnie firma wyśle mailem. Ok. Stwierdziłem, że sprawa zamknięta.
Podczas montażu drzwi, okazało się, że "doradcy klienta" mają klienta w dupie nie tylko podczas rozmów telefonicznych a także podczas rozmowy twarzą w twarz. Bo gdy podczas składania zamówienia powiedziałem wyraźnie, że OTWÓR na drzwi ma wymiary x (gdzie ościeżnice były regulowane więc zachodzą za otwór by miały się za co złapać) pan zinterpretował to jako, że taką mają mieć maksymalną wysokość. Możecie sobie wyobrazić jakie to sprawiało trudności w montażu przez znajomego, który na prawdę zna się na robocie i mimo trudności zrobił mi to wszystko w ramach prezentu na nowe mieszkanie. Oczywiście drzwi na zamówienie, wiec nie ma mowy o zwrotach etc...
Ale teraz przechodzimy do meritum
W grudniu (po trzech miesiącach) otrzymałem pismo, o Wezwaniu do zapłaty, bo firmie brakuje 75% wpłaty! W pierwszym momencie miałem złość w oczach, potem na spokojnie przeanalizowałem, że mam tylko fakturę proforma od nich i że nie mogę się na nich złościć. Zadzwoniłem pod numer wskazany na wezwaniu by wyjaśnić sytuacje. Pan powiedział, że jestem niepoważny, że dałem kurierowi pieniądze bez otrzymania potwierdzenia doręczenia pieniędzy, (nigdy nie otrzymałem potwierdzenia zapłacenia kurierowi za pobraniem, od tego jest list przewozowy) a oni twierdzili, że nie wysyłają przesyłek za pobraniem i że on w systemie widzi, ze wpłaty nie ma. Powiedziałem, że mam dokument proforma i to wygenerowany przez tę osobę z którą w tym momencie rozmawiałem. Był pan wielce zdziwiony i prosił o przesłanie tego dokumentu mailem. Wysłałem i poprosiłem o kontakt. Zapadła cisza w eterze. Pomyślałem, że było im wstyd. A mi to było na rękę.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w zeszłym tygodniu otrzymałem Ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty od Adwokata tej firmy. Zdenerwowany, zadzwoniłem do tego pana. Pan był spokojny i postanowił mi pomóc bo zrozumiał, że nie chce płacić po raz wtóry za to samo (czyżby mieli tak już wcześniej?). Napisałem mu maila z wyjaśnieniami i kopią maila wysłanego w grudniu z prośbą o wyjaśnienie sytuacji, którą firma zignorowała (że nie dostałem faktury, że płatność miała być przy odbiorze (tak jak mam na proformie "gotówka"), Ze jeżeli mają fakturę podpisaną przeze mnie, gdzie tam zobowiązuje się do przelewu, albo choć list przewozowy to będę się tłumaczył sam z własnych błędów). Przekazał to do księgowości tej firmy i dopiero po kilku dniach otrzymałem telefon od tego pana, który wtedy mnie zignorował, z pytaniami (!) jaki kurier mi to przywiózł (!) jak wyglądał (!) bo się okazuje, że korzystają nie tylko z usług kurierskich, ale mają też i swojego gościa od rozwożenia. Powiedział, że wyjaśni i zadzwoni jeszcze dziś... Oczywiście nie zadzwonił.
Odpisał mi dopiero następnego dnia roboczego Adwokat, z przeprosinami z jego strony i wyjaśnieniem sytuacji. Że mieli błąd w systemie, że tak na prawdę to ja zapłaciłem za ich stałą klientkę, bo ona często za granicą jest i dlatego ta sprawa tak szybko nie wypłynęła (!) a ja uparcie twierdząc przez 6 miesięcy, choć nie odpowiedzieli na mojego maila (!!!!), że dostarczył mi to kurier (!) wydałem się im niewiarygodny (!!!!!). (taka była kopia maila podpięta pod mail od adwokata). Ale mieli zadzwonić jeszcze tego dnia i przeprosić. Oczywiście zrobili to później.
Sprawa się wyjaśniła na moją korzyść przysłali fakturę z potwierdzeniem opłacenia.
Udało mi się wywalczyć sprawiedliwość w moją stronę, jednak zastanawiam się czy mógłbym być tak samo złośliwy w ich stronę. Chodzi mi o to, czy to nie podpada pod próbę wyłudzenia? Gotówka nie była zaksięgowana, ktoś miał ją w rękach do momentu, aż nie udowodniłem swojej racji. Nikt nie zorientował się w księgowości, że mają budżet z górką. Kwota taka, że nie za mało by słać wezwania, lecz tez nie za dużo by osoba, która otrzyma wezwanie, biła się w sądzie. Prędzej sobie odpuści jak otrzyma przedsądowe wezwanie do zapłaty. Niestety, byłem bardzo uparty na ich nieszczęście.
Nie chodzi mi tu o wywalczenie odszkodowania czy cokolwiek. Tylko o to by inni ludzie w przyszłości nie natrafili na takie nieprzyjemności, gdy będą myśleli, że po wyremontowaniu nowego mieszkania, pozostaje im tylko się cieszyć z niego.