| Początkujący | Całkowite zniszczenie zestawu komputerowego - odstąpienie od umowy.
Dnia 18 grudnia 2014 roku złożyłem przez stronę serwisu Morele.net zamówienie na zestaw komputerowy opiewający na blisko 5000 zł. W jego skład wchodziły praktycznie wszystkie podzespoły za wyjątkiem dysków twardych. Dodatkowo wybrałem usługę montażu - sklep montował mi cały zestaw i wysyłał jako całość.
Paczka dotarła dnia 22 grudnia. Wybrałem opcję zapłaty za pobraniem, gdy paczka dotarła oceniłem ją z zew. (by zobaczyć czy nie nosi śladów uszkodzeń). Ponieważ wyglądała dobrze zapłaciłem kurierowi należytą kwotę i otworzyłem przesyłkę przy nim. Okazało się, że sprzęt został uszkodzony, kurier spisał protokół i pojechał (czas odbioru i stwierdzenia szkody był taki sam). Następnego dnia, za pomocą funkcji "zapytaj" na stronie morele skontaktowałem się z działem obsługi klienta i poinformowałem o zaistniałej sytuacji jednocześnie żądając wymiany sprzętu na nowy, wolny od uszkodzeń ponieważ coś takiego jak naprawa uszkodzonego sprzętu komputerowego jest dla mnie abstrakcją - nikt nie jest mi w stanie zagwarantować jego poprawnego działania. Jednocześnie zobowiązałem się, że po otrzymaniu nowego zestawu wyślę stary w stanie niezmienionym (tj. taki jaki mi dostarczono). Nie otrzymałem satysfakcjonującej odpowiedzi więc dnia 29 grudnia przeprowadziłem z panią konsultant, z działu obsługi klienta rozmowę telefoniczną. Nakazała mi ona ROZMONTOWANIE ZESTAWU NA POJEDYNCZE PODZESPOŁY. Dokładnie tak - sklep nakazał klientowi, który otrzymał uszkodzony sprzęt samodzielne rozmontowanie go i włożenie części do pudełek. Poza tym pani powiedziała żeby złożyć zgłoszenie reklamacyjne i odesłać im paczkę na wskazany adres. Wielce rozczarowany działaniem sklepu złożyłem zgłoszenie ale zamiast wymiany towaru zażądałem oddanie całej kwoty + koszt przesyłki jaki musiałem ponieść by wysłać komputer. Oczywiście do przesyłki dołączyłem formularz o odstąpieniu od umowy.
Gdy przesyłka dotarła dostałem do mojego zgłoszenia informację zwrotną. Morele zgodziło się na zwrot pieniędzy za wszystkie części za wyjątkiem płyty głównej z powodu podanego poniżej, cytuję:
"Witam , ze względu na nie poprawne zabezpieczenie płyty przy transporcie ( brak zaślepki na gniazdo procesora) płyta zostaje przyjęta warunkowo , w wyniku tego w gnieździe procesora uległy uszkodzeniu piny . W związku z tym mogę Panu zaproponować zwrot połowy wartości płyty lub możemy odesłać płytę do dystrybucji na diagnozę , i ew. naprawę."
Pan konsultant zaproponował mi zwrot połowy wartości płyty co przy cenie prawie 669 zł dawało 335 zł i wysłał korektę. Oczywiście zakwestionowałem tę decyzję z kilu powodów:
- płyta, pomijając uszkodzenia rzekomo spowodowane przeze mnie i tak była tak zniszczona (zdarty laminat na długości kilkudziesięciu milimetrów i poprzecinane ścieżki), że była już niehandlowa,
- wspomniana zaślepka nie znajdowała się w pudełku płyty głównej, a pudełku procesora. Ponadto nie posiadała żadnych logotypów, które sugerowałyby, że należy ją tam umieścić (tj. nie posiadała nawet logo producenta tylko jakieś chińskie znaki),
- klient wcale nie ma obowiązku znać się na komputerze jak informatyk z 30 letnim stażem i wiedzieć co gdzie włożyć,
- rozłożenie zestawu było wymogiem reklamacji (czy to przypadkiem nie jest utrudnianie reklamacji klientowi?),
- pan stwierdził, że to brak zaślepki, a nie kilku kilogramowy radiator zamontowany na procesorze spowodował te uszkodzenia.
Po długim braku odpowiedzi ponownie zadzwoniłem do obsługi klienta. Pani zasugerowała, że przyczyną takiego rozpatrzenia sprawy może być to, że nie dołączyłem protokołu szkodowego, pisanego przez kuriera do zgłoszenia reklamacyjnego. Ja oczywiście to zrobiłem ale okazało się, że najprawdopodobniej błąd na stronie spowodował, że nie zostało ono wysłane. Dołączyłem je zatem do zgłoszenia dorzucając także serię zdjęć ukazującą gigantyczne zniszczenia komputera. Wspomniana rozmowa i uzupełnienie przeze mnie zgłoszenia odbywało się 5 stycznia 2015 roku. Po ponownie horrendalnie długim czasie oczekiwania wysłałem kolejne zapytanie do wspomnianego zgłoszenia, rano 15 stycznia. Poprosiłem w nim o odpowiedz, która długo się nie pojawiała. Tym razem pan odesłał mi ją tego samego dnia. Stwierdził, że:
"Witam ,
została dla Pana wystawiona korekta na cały sprzęt oprócz płyty głównej , w której były uszkodzone piny gniazda procesora , uszkodzenie które nie miało prawa powstać w trakcie transportu , a przy nie poprawnym demontażu.
Czekamy na decyzję producenta odnośnie ewentualnej naprawy płyty."
Wcześniej dokładnie ten sam pan utrzymywał, że uszkodzenia powstało w transporcie ponieważ nie włożyłem zaślepki po czym stwierdził, że uszkodzenia nie miało prawa powstać w transporcie?!
16 stycznia wysłałem kolejną wiadomość:
"
Szanowny Panie, To Państwo zażądali ode mnie demontażu komputera, który sami złożyli- wbrew mojemu żądaniu, że chcę zwrócić komputer w takim stanie i formie, w jakim go otrzymałem, czyli złożony przez Państwa, z nienaruszonymi plombami itd. Dowód stanowi przeprowadzona i zarejestrowana rozmowa telefoniczna. Żądanie skierowane do klienta, aby rozłożył poskładany przez Państwa komputer, jest już samo w sobie nieprofesjonalne. Ja nie mam obowiązku wiedzieć, jak oryginalnie jest zapakowana w pudełku płyta główna. Po to zamówiłem oferowaną przez Państwa, "darmową" usługę montażu, żeby nie zajmować się takimi rzeczami. Pomijając fakt, że nie widziałem wcześniej oryginalnie zapakowanych podzespołów- bo niby jak miałem je widzieć, skoro Wy je zmontowaliście, nie znalazłem też w pudełku płyty głównej żadnej zaślepki na gniazdo procesora, o której Pan pisze. Poza tym na zdjęciach widać, w jakim stanie były płyty komputera po ich dostarczeniu do mnie, a zwłaszcza w/w płyta główna- patrz załącznik Slady_na_plycie_glownej_po_wielokrotnym_przemieszc zaniu.JPG Twierdzicie Państwo, że sprzedajecie tylko nowe podzespoły, więc chyba nie mieliście zamiaru komukolwiek sprzedać tak uszkodzonej płyty? Ja bym jej w każdym razie nie kupił. Oczekuję spełnienia moich całkowicie uzasadnionych żądań. Jeśli się tak nie stanie, przekażę sprawę wraz z dowodami do UOKiK, gdzie z pewnością moje racje zostaną uznane, a Państwu ta sprawa nie przysporzy popularności."
"I jeszcze jedno, w uzupełnieniu poprzedniej wiadomosci. Teraz dopiero zwróciłem uwagę na Pańskie określenie "uszkodzenie które nie miało prawa powstać w trakcie transportu, a przy niepoprawnym DEMONTAŻU". Demontaż procesora z płyty głównej, którego n.b. jak napisałem wcześniej, w ogóle nie powinienem wykonywać, przeprowadziłem wyjątkowo ostrożnie. Nie wierzę, że mogło to doprowadzić do uszkodzenia gniazda w już n.b. wcześniej uszkodzonej- co udowodniłem- płycie. Proszę się zastanowić, czy przyczyną uszkodzenia pinów nie był masywny, niczym niepodparty radiator, przymocowany właśnie do procesora, który w mojej opinii, przez swoją masę, doprowadził podczas przemieszczenia, także do wszelkich innych uszkodzeń. A jak duże było to przemieszczenie, świadczą na przykład poprzecinane kable, których nie widać na przesłanych wcześniej zdjęciach. Jeśli trzeba- te zdjęcia również prześlę. To jedynie dygresja, bo płyta jak udowodniłem, była uszkodzona zanim wykonałem jakiekolwiek prace związane z demontażem."
No i tu się sprawa urywa. Szczerze mówiąc już przestałem liczyć na to, że morele po dobroci zwróci mi moje pieniądze. Co zatem robić? Rzeczywiście udać się do UOKiKu? Poza tym przez cały czas trwania sprawy sprzęt zdążył zdrożeć o ok. 200 zł. Czy mam prawo żądać tej różnicy, a także koszty przesyłki?
Pozdrawiam i dziękuję za wszelką pomoc.
|