Nawet nie wiem jak tą sprawę nazwać.... - Forum Prawne

 

Nawet nie wiem jak tą sprawę nazwać....

Witam. Sprawa jest troszkę skomplikowana i dotyczy mojej przyjaciółki. Bardzo szczegółowo Wam to opiszę. Pewnie każdy kojarzy nazwę Kolporter i ich saloniki prasowe... Ja w takim pracuję już ponad rok, moi szefowie są wporządku i ...



Wróć   Forum Prawne > Pomoc prawna z zakresu prawa prywatnego > Prawo cywilne


Odpowiedz
 
18-05-2011, 19:40  
Użytkownik
Gość
Domyślnie Nawet nie wiem jak tą sprawę nazwać....

Witam.
Sprawa jest troszkę skomplikowana i dotyczy mojej przyjaciółki. Bardzo szczegółowo Wam to opiszę.
Pewnie każdy kojarzy nazwę Kolporter i ich saloniki prasowe... Ja w takim pracuję już ponad rok, moi szefowie są wporządku i mamy bardziej przyjacielskie relacje niż tylko pracodawcy-pracownik. W pewnym czasie potrzebowali pracownika, więc poleciłam im moją przyjaciółkę. Podczas okresu próbnego spisywała się bardzo dobrze (niestety nie miała na to umowy), więc moi pracodawcy chcieli ją zatrudnić, jednak ona się poważnie rozchorowała i zrezygnowała z pracy przed podpisaniem umowy. Akurat jej szkolenie zbiegło się w czasie ze szkoleniem pary, która miała otwierać własny salonik prasowy. Czyli szkoliłam trzy osoby w jednym czasie (moją przyjaciółke i tę parę).
Ludzie wydawali się sympatyczni, opowiadali jak próbowali na własną rękę prowadzić działalność gospodarczą zanim zdecydowali się na umowę partnerską z Kolporterem. Większość partnerów Kolportera ma do siebie numer telefonu. Ja zazwyczaj jak szkole jakąś osobę to też daje temu komuś na siebie, bo przez tygodniowe szkolenie mało można się nauczyć...
W przypadku tej pary to było błędem... wiedzieli, że moja przyjaciółka zna program do sprzedaży i już z nami nie pracuje, ale ma inną pracę, w restauracji, więc czasem się jej zdarza praca w nocy.
Pewnego dnia ten pan zadzwonił z pytaniem czy ja albo moja koleżanka mogłybyśmy mu pomóc. Nikogo nie zatrudniał, pracowali na zmianę z żoną, ponieważ narzekał na zarobki proponowane przez Kolporter. Według niego zatrudnianie pracownika w jego saloniku było nieopłacalne. Jednak siła wyższa - Pierwsza Komunia w rodzinie i wypadało by się tam pokazać.
Jednak salonik otwarty być musi.
Ja całe weekendy jestem w pracy, bo tak wolę. Przyjaciółka zgodziła się mu pomóc, bo był sympatyczny pomimo tego, że miała nockę w pracy i do domu wróciła po 5 rano, musiała na 9 otworzyć salonik.
Facet już w sobotę miał jakieś fochy no, ale nikt nie podejrzewał, że tak się zachowa.
W poniedziałek zaczął do mnie wydzwaniać żeby mnie o nią wypytać. Powiedziałam mu to samo, co moim pracodawcą zanim ją przyprowadziłam do pracy - Mam do niej 100% zaufanie.
Następny telefon od niego. Stwierdził, że brakuje mu tylko zdrapek i kredek do oczu (czyli towaru, do którego tylko ona poza nimi miała dostęp). Twierdząc, że brakuje mu nawet tych zdrapek, które się nigdy nie by się nie sprzedały.
Po tym jak mu powiedziałam, że z własnego doświadczenia wiem, iż nie może zakładać takich rzeczy, a co do brakujących zdrapek to jako kolektor powinien wiedziec, że się sklejają.
Później zadręczał moich szefów telefonami. Powiększając listę strat o papierosy, słodycze i napoje (podobno policzył cały towar zanim ją wpusił do salonika). Twierdził, że ona jest złodziejką, próbował wyciągnąć od nich jej nazwisko i adres. Oni jednak mu powijedzieli, że nie wiedzą, co nie koniecznie jest prawdą (mieszkamy teraz razem a zanim odeszła dostarczyła swoje dane do umowy o pracę, której jednak nie podpisano).
Nie uzyskując nic u nich ten pan poszedł do jej miejsca pracy (powiedziała mu gdzie pracuje i w jakich godzinach jest tam w tym tygodniu) poprosił ją o rozmowę. Ona akurat była ze swoją kierowniczką na zmianie, która powiedziała jej, że jak będzie dużo ludzi to j.ą zawoła.
W trakcie tej rozmowy zaczął ją oskarżać o kradzież. Mnie też nerwy by puściły przy czymś takim i się go spytała czy gazety też sobie policzył, później musiała do pracy wrócić. Wtedy on wszedł (jeśli włożenie głowy w szparę w drzwiach jest wejściem do środka) i przy klientach i kerowniczce przyjaciółki powiedział "Zatrudniacie złodzieja" po czym zniknął.
Następnie znowu zaczęły się telefonu do mnie na telefon stacjonarny, który mam w saloniku.
Od razu po odebraniu telefonu usłyszałam awanturę, że poleciłam im złodzieja.
Usłyszałam też, że skoro bronię przyjaciółkę to sama jestem złodziejką i oni mi załatwią zwolnienie z pracy. Rozmowa jak najbardziej nie przyjemna... Usłyuszałam nawet, że moją przyjaciółkę zwolnono ponieważ przyłapano ją na kradzieży... Moi szefowie nie udzielili im takich informacji, bo to było by kłamstwem, a tamci ludzie rozpowszechniają wyssane z palca bzdury.
Na szczęście nie miałam klientów i się mogłam odszczeknąć, tylko że jednak musiałam troszkę nad sobą panować. Powiedziałam tej pani (te następne telefony były od jego żony), żeby zastanowili się co robią, bo to jest karalne. Rozłączyłam się i od razu zadzwoniłam do mojej szefowej żeby wiedziała z czym wydzwaniają, ona oczywiście zaprzeczyła ich rewelacjom i poprosiła mnie żebym jej powiedziała jeśli oni spróbują znowu do mnie dzwonić. W czasie naszej rozmowy telefon dzwonił jeszcze raz i jestem pewna, że to byli oni...
Niestety te ostatnie telefony do mnie były przed zamknięciem salonika, więc nie zdążyłam ochłonąć przed przyjazdem szefa.
Była ostra kłótnia o to, bo wtedy miałam wrażenie, że on mu wierzy... tylko, że nie wiedział wtedy jeszcze, to czego ja się od nich nasłuchałam...
Koleżanka ze strachu zmieniła numer telefonu, ja niestety nie mogę zmienić. Chociaż po moich słowach nie dzwonią do mnie więcej. Jednak dalej wydzwaniają do moich szefów.
Nawet posunęli się do tego żeby potraktować mojego szefa jako gołębia pocztowego. Wiadomość od nich brzmiała "Jeśli znajdą się kredki do oczu, zapomnimy o całej sprawie. Jeśli nie to załatwimy jej zwolnienie z pracy, bo jej szef jest naszym dobrym znajomym."
Druga część jest na pewno bajką, ponieważ ten pan nie zna ani słowa po polsku (pochodzi z Turcji) no i nie mieszka w tym samym mieście, w którym ma ten akurat lokal.
Proszę o informację pod co ich zachowanie podpada. Zgłoszenie sprawy na policję jest dla nas ostatecznością, ponieważ nie chcemy żeby moi pracodawcy musięliby brać w tym udział. Mamy nadzieję, że jeśli uświadomimy go, że wiemy co za to jego zachowanie mu grozi to on skończy.
To na co my już zwróciliśmy uwagę, facet co chcilę zmienia zdanie z tym czego mu brakuje, przekręca fakty i próbuje nas zastraszyć. Jednak na policję kradzieży nie chce zgłosić, bo nie ma na to dowodu (brak monitoringu). Tak samo dziwi nas to, że osoba, która oszacowała swoje straty na kilkaset złotych (nikt nie zna dokładnej kwoty) chce zwrotu pieniędzy tylko za kilka kredek do oczu o wartości około kilkudziesięciu złotych...
Z góry dziękuje za pomoc.
 
18-05-2011, 19:47  
Użytkownik
Gość
Domyślnie RE: Nawet nie wiem jak tą sprawę nazwać....

Napisz streszczenie tego.
 
18-05-2011, 20:05  
Użytkownik
Gość
Domyślnie RE: Nawet nie wiem jak tą sprawę nazwać....

Qrcze a tyle to pisałam.......
Niestety żeby to zromunieć to chyba jednak trzeba poznać całość.
Przyjaciółka poszła pomóc facetowi, bo musiał mieć otwarty salonik a rozdwoić się nie mógł.
To było w niedziele.
W poniedziałek zaczął wydzwaniać najpierw do mnie, że ona go okradła, potem do moich szefów, facet poszedł do pracy mojej przyjaciółki i przy jej kierowniczce oraz klientach powiedział, że zatrudniają złodzieja. Później wydzwaniali znowu do mnie oskarżając mnie o to, że jestem złodziejką. Próbowali mnie zastraszyć, że załatwią mi zwolnienie z pracy.
Wczoraj powiedział mojemu szefowi, że oni zapomną o całej sprawie jeśli odzyskają kasę za kredki do oczu o wartości kilkudziesięciu złotych.
Braki, które podobo są to ponad kilkaset złotych.
Facet co chwila zmieniał zdanie, wygrażał nam obu, bo się przyjaźnimy, obrażał nas obie nazywając złodziejkami bez żadnych dowodów...
Naprawdę uważam, że najlepiej było by przeczytać całóść...
 
Odpowiedz

Podobne wątki na Forum Prawnym
Wątek
§ Mobbing? Sam nie wiem jak to nazwać. (odpowiedzi: 2) Witam, pracuje w firmie produkcyjnej, 2 tygodnie temu wróciłem z urlopu i zaraz po powrocie przyszedł do mnie prezes z pretensjami iż jestem złym...
§ Problem który nie wiem jak nazwać (odpowiedzi: 2) Witam, mam następujący problem: Podpisałem umowę na zlecenie. Była ona na ponad rok lecz po 3 miesiącach uznałem że nic nie zarabiam tylko tracę na...
§ Nie wiem jak to nazwać... (odpowiedzi: 3) Witam. mam taką sprawę, jeżeli ktoś w markecie przekłada towar droższy w opakowanie, pudełko tańsze podobnych produktów, po zapłaceniu i opuszczeniu...
§ Podatek od nagród? (nie wiem jak to nazwać) (odpowiedzi: 3) Witam, Chciałem się zapytać o coś takiego: Załóżmy, że na zagranicznej stronie dostaję pieniądze za to, że kogoś polecę i on wypełni tam ofertę...
§ Nie wiem jak to nazwać (odpowiedzi: 2) Mam pytanie? Czy jest możliwe anulowanie wyroku po odbyciu połowy kary, to jest dla mnie ważne. Ale może zaczne od początki: Zostałem skazany z...
§ wyrok-mam płacic-nawet nie wiem za co! (odpowiedzi: 1) witam wczoraj otrzymałam zawiadomienie o wszczęciu postepowania egzekucyjnego wobec mnie- nie wiedziałam, że jakakolwiek sprawa przeciwko mnie się...


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 02:34.