Pozwólcie szacowni forumowicze, że odświeżę temat, zwłaszcza w świetle zmiany przepisów.
Też mam zakaz na kilka miesięcy. Ale nie w tym rzecz, że nasze przepisy są dziwaczne porównując je np. z bardziej cywilizowanymi państwami. I tak dobrze, że zostały złagodzone i byłem karany za wykroczenie a nie przestępstwo. Choć wyleję żale panowie pały chełpili się niemiłosiernie, że polowanie im się udało na 30min przed uprawomocnieniem nowych przepisów. Najwyraźniej nieuki nie były świadome, że i tak obejmą mnie te łagodniejsze/nowe. Ale o co mnie się rozchodzi. O sformułowanie "droga publiczna". W myśl przepisów jakie znalazłem to autostrada, droga szybkiego ruchu, droga krajowa, powiatowa oraz droga gminna. No ewentualnie teraz strefa ruchu czy piesza. Ale co jeśli jest to ścieżka rowerowa nie prowadząca wzdłuż pasa drogowego, czyli np. bulwarami rzeki? To także sprawdziłem i za drogą gminną można uznać drogę, która nie należy do wcześniej wymienionych i która w myśl uchwały rady gminy (czy tam miasta) została przyjęta w poczet dróg gminnych i wisi na stronie gminy/miasta jako takowa właśnie. Sprawdziłem np. w wypadku mego sporego miasta i np. bulwary rzeczne wzdłuż których prowadzą ciągi pieszo/rowerowe choć mają swoje nazwy jak ulice w takowy poczet nie zostały przyjęte. Nie ma też znaków, że to strefa ruchu, więc mniemam, że panowie pały mogą tam rowerzystą po piwie kolokwialnie mówią "skoczyć". Nie żebym się tym chełpił, ale widziałem osłów jak kontrolowali rowerzystów na tym właśnie odcinku, i co ciekawe wlepiając mandaty a nie kierując do sądu pomimo że wówczas obowiązywała ta idiotyczna restrykcyjna ustawa. Nadmienię, że zapytałem panów pał gdy mnie zatrzymali i kazali dmuchać, byłem oczywiście trzeźwy, ale odmówiłem prosząc jakim prawem mnie kontrolują to zaczęli się gubić w zeznaniach i w sumie coś tam pouczyli i puścili. Jak dla mnie jeleni szukali. Ale chętnie zasięgnę opini lepiej w prawie zorientowanych jak to w końcu jest i czy słusznie wnioskuję mając jednak za podpowiedź sieć co może wprowadzać w błąd. Krótko mówiąc czy tylko po lesie można po bronku jeździć, czy wszędzie gdzie droga którą jedziemy nie może być uznana za publiczną? Drugie pytanie o zakaz i jego egzekwowanie. Nie ma rejestru wykroczeń więc czy podczas kontroli np. łamiąc jakiś przepis kodeksu drogowego i będąc zatrzymanym policja w jakikolwiek sposób ładując mi mandat może sprawdzić że mam zakaz czy te zakazy ze względu na brak dokumentu upoważniającego są same sobie? Wiadomo łamie się zakaz sądowy co jest przestępstwem ale groźby to jedno a możliwość egzekwowania to drugie. Wiadomo, że trzeba uważać i sobie odpuścić by znów się na grzywną nie narazić bo wówczas pewnie sąd to sprawdza i można się głupio stać przestępcom, ale, w sumie jeśli się odpuści po bronku jazdę i będzie uważać by nie spowodować wypadku gdzie zranimy kogoś (co ciężko sobie wyobrazić jadąc rowerem) to w sumie zakaz nie egzekwowalny. Można nawet być karanym mandatem za przejazd na przejściu czy czerwonym, ale wg mnie i tak to nie wyjdzie. Dobrze myślę czy coś pomijam? A tak w ogóle mam nadzieję że w końcu tak przepisy zmienią jak w krajach anglosaskich/zachodnich gdzie bywałem i nawet policja uznaje zostawienie auta i udanie się do pabu na rowerze za oznakę odpowiedzialności a nie jak u nas równania rowerzystów po piwie z mordercami za kółkiem tony żelastwa. No ale wiadomo, łatwo takie durne teorie przez pismakó na wszystkich zero/jedynkowo rozciągać. Ufff, wybaczcie, ale elaborat/manifest ;-)