Fałszowanie akt w prokuraturze (RE: Czy prokurator może "bezkarnie"...)
Witam,
Przepraszam za być może nudną "sagę", ale może bywają tu jacyś prokuratorzy, którym zależy na czymś więcej niż wypłacie i spokoju i którzy może mogliby coś zasugerować?
Naprawdę w tym państwie ze sporą nadreprezentacją prokuratorów nie ma jakichś "checks and balances", tak aby tak jak w moim wypadku nie można bezkarnie umarzać spraw fałszując akta w prokuraturze i ukrywając akta w prokuraturze?
W styczniu br. w końcu po ok. 2,5 roku i bodaj 5-ciu umorzeniach tej samej sprawy w prokuraturze rejonowej (wygląda to tak, jakby w ramach "kamuflażu" zmieniano przy tym kilkukrotnie sygnaturę i gdy np. składałem wniosek o nadzór w okręgowej to okazywało się później, ze "ta" sprawa była już umorzona "w systemie" i wniosku nie rozpatrywano) myślałem, że po złożeniu w PO już chyba prokuratorze rejonowej (małe litery celowo) zabraknie "myków" do przetrzymywania akt, ale nie. Natychmiast przejęli te sprawę ponownie z okręgowej.
Moje zażalenie czarno na białym wykazuje, że zniknęły dowody (mam potwierdzone kopie ich złożenia), a ostatnia pani prokurator forsując swoja argumentację umorzenia wielokrotnie kłamie (w zażaleniu szczegółowo opisałem chyba 4-5 przykładów; przykład przykładu: kategorycznie stwierdza, że dopiero taraz stałem się współwłaścicielem nieruchomości, nie mam o niej wiedzy i to, co piszę w tej sprawie nie ma wartości, a tymczasem jestem notarialnym współwłaścicielem od początku, od chwili kupna ponad 30-lat temu i przez niemal 20 lat prowadziłem zarejestrowana tam działalność, co trudno nie zauważyć po paru kliknięciach w Google).
Żeby było śmieszniej, w marcu po 2 miesiącach od zaniesienia akt do okręgowej zostałem wezwany do rejonowej, żeby złożyć zeznania w sprawie tego kłamania przez prokuratora... przed tę sama prokurator, której kłamstwa wykazałem. Ja rozumiem, że być może to zgodne z procedurami, ale to jest przecież CHORE, żeby urzędnik prowadził swoja własną sprawę.
(Chciałem złożyć zeznania dot. istoty sprawy, tj. fałszowania protokołu i szkiców geodezyjnych, ale po raz drugi mi odmówiono. Przez niemal 3 lata nie zadano mi ANI JEDNEGO PYTANIA dot. calej tej sprawy falszowania granic, protokolu geodezyjnego, szkicu itd. "Nothing, zero, nada." Po prostu moje zażalenia są "niewidoczne" w aktach, wskazani świadkowie nieprzesluchani. W umorzeniach ciągle tylko kopiuj-wklej dot. rzeczy, co do których zażalenia nie wnoszę.)
Ok. miesiąc temu ta prokurator (rejonowa) wysłała do Sądu wniosek o umorzenie, w zakresie, w którym wszystkie dowody przedstawiłem już Sadowi w 2020 i Sad uwzględnił moje zażalenie. Dokładnie ten sam zarzut fałszerstwa szkicu i te same moje zdjęcia i reprodukcje mapy 1:500 bezdyskysyjnie dowodzace falszerstwo. Czyli Sad będzie rozpatrywał moje zażalenie drugi raz. Procedury KK się chowają, prawda?:-D
Jednocześnie do Sadu wysłano tylko części akt w zakresie "przedawnienia" (- uznano, że fałszerstwo szkicu się przedawniło, choć ja przecież jak cepem artykułowałem i podkreślałem w zażaleniu, że chodzi o świadome posługiwanie się podrobionym "kiedyś" dokumentem w 2019-20, a sama prokuratura nie sprawdziła, kiedy do tego fałszerstwa doszło).
I jednocześnie również "wyselekcjonowana" resztę (znów bez moich wniosków i zarzutów) zwrócono do okręgowej do umorzenia.
To było ok. miesiąc temu. O całej sprawie dowiedziałem się przypadkiem. Nie dostałem żadnego powiadomienia z prokuratury rejonowej o umorzeniu i przekazaniu do Sądu i do okręgowej.
Po prostu kilka dni temu chciałem spytać, gdzie są akta i co się dzieje i wygląda, że zniknęły. W Sądzie ma być tylko fragment dot. "przedawnienia", w rejonowej akt nie ma, w okręgowej tylko jakieś kopie.
Dodam, że wcześniej były takie kwiatki jak wysłanie do mnie pisma kluczowego dla postępowania administracyjnego ze złym adresem na kopercie (mimo że w środku adres prawidłowy), parę budynków dalej, a później uznanie go za skutecznie dostarczone, o czym dowiedzialem sie rowniez przypadkiem dużo poźniej.