Degrengolada wymiaru, czyli jak to się robi w Świdnicy (58-100)

  • Autor wątku Autor wątku knc
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

knc

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2021
Odpowiedzi
28
W podtytule, parafrazując Misia, "panowie, ja wam zawsze wszystko umorzę!". Ogólnie, jeżeli ktoś myśli, że co prawda nie musi być bezstronnie i sprawiedliwie, ale przynajmniej są procedury, to małe memento: procedury znikają, gdy trzeba wyciągac za uszy "zasłużonych" o/bywateli równiejszych, w tym wypadku najbliższą rodzinę wiceprezydenta Świdnicy. (A także, w pewnym zakresie, starosty świdnickiego i być może - jak można sądzić ze zdjęć i tekstów w internecie - znajomych pani prezydent.) Lewica, lewica, lewica, sld itd.

Kilka słów o genezie tej początkowo banalnej sprawy. Mój sąsiad (od niepamiętnych czasów "topowy" świdnicki urzędnik; biegły sądowy z budynku przylegającego do prokuratury) przez ok. 10 do kilkunastu lat używał części mojej działki (ok. 70 cm od trwale oznaczonego środka ściany działowej) do składowania swojego drewna i upraw. Poza walorami estetycznymi i zapachowymi (butwiejące, nieruszane od 10 lat zwały drewna pod moimi oknami to nie był przyjemny widok) obawiałem się podniesienia kwestii zasiedzenia w perspektywie kilku lat, więc wobec bezskuteczności próśb sam przerzuciłem to drewno i postawiłem tymczasowe ogrodzenie (w całości na mojej działce, odsunięte ok. 10-15 cm od granicy). Nie usłyszałem żadnego "przepraszamy" czy "dziekuję za użyczenie". Widok jak na zdjęciu https://images89.fotosik.pl/647/881439a83081c860med.jpg

Po miesiącu sąsiad pojawił się z geodetą (bez uprawnień geodezyjnych 892, a jedynie z uprawnieniami do prac inwentaryzacyjnych) ze sfałszowanym szkicem geodezyjnym- https://images89.fotosik.pl/469/1fbcf35e2cbc376emed.jpg . Jak widać w powiększeniu oryginalną współrzędną "28,50" próbowano poprawić na wylosowaną z kapelusza liczbę "29,15" wymagającą jak najmniej poprawek. Zrobiono to innym pismem niż na reszcie współrzędnych. Bez żadnych zamazywań powinno to wyglądać jak np. w następnym punkcie w tej linii: https://images91.fotosik.pl/468/b7bf76bf5bc09b84med.jpg .

Oczywistym dowodem fałszerstwa jest też potwierdzona reprodukcja (nie ksero) mapy 1:500 sporządzona w 1991 w urzędzie wojewódzkim na podstawie niesfałszowanego oryginalnego szkicu. Jest perfekcyjnie zgodna z tym punktem 28,50m (i wszystkich innych punktach mapy) co do grubości linii na mapie. Jest zgodna z aktami notarialnymi co do m2 i jest zgodna z prostopadłą do ściany działowej oraz z położeniem oryginalnego poniemieckiego ogrodzenia.

Sfalszowana wartość 29.15 jest zgodna tylko ze samą sobą. Przesuwa położenie granicy na mapie na zdjęciu https://images89.fotosik.pl/647/d273dd531864f7aamed.jpg (finalnie, po "aplikacji" paru sztuczek) o kilka mm, przecina budynek na ukos, tak że granica prawdopodobnie przechodzi przez mój pokój i ostatecznie zmniejsza powierzchnię mojej działki o ok. 30 m2 w stosunku do aktów notarialnych sporządzonych przez świdnicki U.M. w 1991, za które to m2 przez 30 lat płacilismy podatki.
Przeciwległy koniec mojej działki ( https://images91.fotosik.pl/468/b7bf76bf5bc09b84med.jpg ) gdzie stoi oryginalne poniemieckie ogrodzenie, geodeta oznaczył z dokładnością... +/-75 cm (!).
W trakcie okazania granic geodeta, mimo naszych wielokrotnych próśb i mimo świadków nie tylko odmówił wpisania do protokołu naszych zastrzeżeń i naszego kategorycznego sprzeciwu, ale jak się dowiedzieliśmy po 3 miesiącach, sfałszował naszą zgodę i wpisał, że nie wnosimy protestów na zmianę granic. (W trakcie pracy geodeta występuje jako urzędnik państwowy, a ugoda przed nim ma moc ugody sądowej.)

Sądziłem, że zakończę te oczywistą sprawę szybko po zgłoszeniu do prokuratury, w końcu oklejonej plakatami z żądaniami dobrych pensji i gwarancji zatrudnienia w zamian pomoc ofiarom przestępstw i mediacje. Niestety koszmarnie przeceniłem (statystyczną, średnią) etykę zawodową i umiejętności świdnickich urzędników z prokuratury.

Wkrótce okazało się, że geodecie bez uprawnień stempluje dokumenty lub użycza pieczątki najwyraźniej nie kto inny jak ojciec wiceprezydenta Świdnicy (notabene, wg mojej wiedzy nie prowadzący żadnej działalności) i tym samym musi brać odpowiedzialność za jego dokonania.

Jak wiadomo, zgodnie z prawem, schemat postępowania prokuratury musi być taki: ew. umorzenie prokuratora rejonowego w ciągu 2 m-cy -> zażalenie do sądu -> ew. umorzenie prokuratora nadrzędnego/okręgowego w ciągu 2 m-cy i subsydiarny akt oskarżenia poszkodowanego do sądu.

Niestety w Świdnicy o k.p.k. najwyrazniej w takich sytuacjach można zapomnieć. W moim wypadku umorzeń w prokuraturze rejonowej było 6 (sześć) i przy zbliżającym się 4 roku prawdopodobnie ta sprawa co najmniej oscyluje w okolicach rekordu wszechczasów na Dolnym Śląsku w długości postępowania (bowiem oczywiście dążono do przedawnień):

1. grudzień 2019
2. luty 2020
3. styczeń 2021
4. lipiec/sierpień 2021
5. styczeń 2022
6. maj 2022 (bez informowania mnie o działaniach i ponownym wniosku do sądu o umorzenie - dowiedziałem się przypadkiem)
7. luty 2023 (w umorzeniu konfabulacje stworzone przez iniemamocnego prokuratora okregowego piętrowo w oparciu o wcześniejsze konfabulacje rejonowego - zgroza).


Ad. 1
Sprawę od początku prowadził w świdnickiej komendzie wyższy oficer (nie zaden aspirant), ktory wprost mi powiedział, że jest znajomym strony, którą oskarżam.
Geodeta, zeznając przed nim (i był to jedyny raz, później go wygumkowano ze sprawy), chcąc zakończyć śledztwo, zeznał, że jego operat i zmiana granic została już przyjęta w świdnickim Katastrze. Stan faktyczny: samo tylko jego złożenie operatu (połączone ze zwracaniem i poprawianiem) miało miejsce dwa miesiące później. Pierwsze umorzenie i żadnych konsekwencji dla geodety.

Mała dygresja: przez ponad 3 lata, nikt nie zadał mi ani jednego pytania w sprawie tych fałszerstw. Stosowano różne sztuczki, żeby mi uniemożliwić złożenie zeznań. Np. w [Ad. 4] po kilku miesiącach od 4 zażalenia w końcu dostałem wezwanie na komendę, ale policjant oznajmił mi, że został poinstruowany przez panią prokurator, żeby jedynie spytać mnie, czy podtrzymuje moje zażalenie. Albo to: otrzymałem awizo o przesłuchaniu na komendzie z koniecznością odebrania w ciągu jednego dnia roboczego.

Ad.2
Gdy przedłożyłem w Katastrze większość dowodów, które były już od grudnia 2019 w prokuraturze, geodeta powiatowy złożył w prokuraturze zawiadomienie o fałszowaniu dokumentacji przez geodetę (art. 270-277 k.k.).
Następnego dnia prokurator rejonowy, nie robiąc przez 2 m-ce nic, w pospiechu po raz drugi sam umorzył sprawę i wysłał akta do sądu, kategorycznie domagając się umorzenia przez sąd. Zawiadomienie geodety powiatowego zostało przed sądem ukryte, mimo że jak się później dowiedziałem w systemie komputerowym w prokuraturze "dołączono" je do mojej sprawy.

Ad.4.
Sędzia świdnickiego S.R. okazała się skrupulatna i wypunktowała w pisemnym postanowieniu wiele rzeczy, w tym brak całego oryginału operatu geodety i dokumentacji geodezyjnej w aktach (i brak ich analizy przez prokuratora), bowiem dołączyłem tylko najistotniejsze strony oraz uznała moje zażalenie.
Naturalnie po kilku miesiącach przyszło następnie umorzenie nr 3, po którym na moje zażalenie i pytania, dlaczego prokurator nie wypełnia postanowień sądu, prokurator będący jego zwierzchnikiem odpisał, że "wypełni". Nie wypełnił. Po kolejnym pół roku robienia niczego przyszło umorzenie nr 4.
W moim zażaleniu wypunktowałem wszystkie nadużycia w pracy tego prokuratora. Ok. 3 tygodnie później prokurator rejonowy wyszedł (kompletnie) nago na spacer po Świdnicy i jego umorzenie nr 4. zakończyło się "aferą", jego zawieszeniem przez Prokuraturę Krajową, a moje zarzuty pozostały bez wyjaśnienia.

Ad.5
Nowy prokurator rejonowy (pod postacią pani prokurator) chyba uznał, że zmiana prokuratora uprawnia do twardego resetu-zignorowania k.p.k, zobowiązań wobec decyzji sadu i wszystkich moich pytań i wniosków. Moje składane przez lata wnioski dowodowe, moje pytania do prokuratur(y) co się dzieje z fałszowaniem dokumentacji, wnioski o przesłuchanie świadków podrobienia naszej zgody stały się niewidzialne. Niektóre zniknęły z akt.
Numerację części kart akt wykonano dopiero na moją prośbę, a i to mimo tego podmieniono co najmniej dwie karty na karty z jakiejś innej sprawy karnej.

Umorzenie nr 5. pani prokurator umotywowała tym, ze dopiero teraz stałem się właścicielem nieruchomości i nie mogę mieć żadnej wiarygodnej wiedzy o jej użytkowaniu. Stan faktyczny: jestem właścicielem od początku, od momentu sprzedaży przez U.M. 30 lat temu i od początku lat '90 przez kilkanaście lat prowadziłem tam zarejestrowana działalność.
Zmyślonych faktów w tym umorzeniu było jeszcze kilka, czyniąc to uzasadnienie żenującą literacką fikcją.

Wobec 5., po złożeniu skargi do Prokuratury Okręgowej, wszczęto wobec prokuratorów rejonowych "postępowanie".

W sprawie fałszowania akt w prokuraturze rejonowej byłem przesłuchiwany przez tę samą panią prokurator, którą oskarżam. Musiałem z pamięci powtórzyć przed nią samą to, co o niej napisałem, mówiąc o niej w trzeciej osobie. Oczywiście o nic nie pytała poza próbami nakłonienia mnie do mówienia o jakichś "układach" (nigdy nie użyłem takiego sformułowania). Odmówiła przyjmowania zeznań dot. dokumencji geodezyjnej.
Pytana o tę sytuacje szefowa świdnickich prokuratorów powiedziała, że to dlatego, że... jest za mało prokuratorów. A ja dodam: w Polsce na 100 tys. mieszkańców jest ich kilkukrotnie więcej niż w krajach zachodnich. I to sowicie wynagradzanych. (Proszę rzucić okiem na deklaracje majątkowe.)

Ad. 6
Po szóstym umorzeniu i drugim nowej pani prokurator, prokuratura rejonowa po odczekaniu dwóch lat po raz drugi skierowała do sądu te same zarzuty (te same zdjęcia fałszerstwa, szkice itd.) ad. 1) i ad. 2) rozpatrywane już przez sąd w 2020, twierdząc, ze (cyt. dokładnie) "pojawiły się nowe zarzuty", po czym ze względu na toczące się wobec niej opisane wyżej postępowanie została wyłączona ze sprawy.

Po ok. 5-6 miesiącach świdnicki sąd (w osobie sędziego znanego w artykułow w lokalnych mediach w sprawach przeciw Lewicy), bez atrybutów sędziowskich, w sweterku, na posiedzeniu udając pobudzenie zrugał mnie w stylu przedszkolnym za pomawianie szanowanych obywateli, sugerując przy tym, że to ja jestem oszustem i oddalił moje zażalenie. Gdy na kilka minut chciałem skorzystać z prawa do zabrania głosu, po kilku przerwaniach mojej wypowiedzi stwierdził, ze (cyt. dokładnie) "ale ja nie mam czasu". (Po pustych korytarzach sądowych w tym dniu hulał chyba wiatr.)
W posiedzeniu czynny udział (wnosząc o kolejne przedawnienia) brała prokurator, wyłączona ze sprawy ze względu na wciąż toczące się wobec niej postępowanie, co jest, jak sadzę, przestępstwem.


Sprawa zarzutów wobec prokuratorów rejonowych została skierowana do prokuratury w Ząbkowicach. Wszystkie moje zarzuty (np. Ad. 5-6) dot. kłamania w uzasadnieniu umorzenia, ginięcia akt i przekazywania informacji o postępowaniu nieuprawnionym osobom zastąpiono groteskowym, zmyślonym przez prokuraturę zarzutem "pomyleniem numeru działki", resztę eufemistycznie określono jako "inne okoliczności" i pominięto. Przez kilka miesięcy prokuratura w Ząbkowicach zastanawiała się, czy "pomylenie numeru działki" było na moją szkodę. Otrzymałem pismo z dwoma zdaniami w tej kwestii, bez uzasadnienia, że "nie".
Przez miesiące składałem pisma i próbowałem się dowiedzieć, gdzie doszło do sfałszowania i ukrycia moich zarzutow-bez powodzenia. Wszyscy nabrali wody w usta. Żadnych odpowiedzi.
Sprawa przekazana po ok. roku pod koniec 2022 do sądu w Kłodzku (ze Świdnicy) została błyskawicznie, w ciągu kilku tygodni zakończona stwierdzeniem sędzi, że sprawa już przecież jest nadzorowana przez świdnickiego prokuratora okręgowego i nie przedłożył on żadnych zarzutów, więc wszystko musi być w porządku i to nie jest sprawa sądu.
Teraz nadzorująca prokuratura okręgowa najwyrazniej stwierdziła, że skoro sąd nie przedłożył żadnych zarzutów, to wszystko musi być w porządku.

Rola starosty świdnickiego:
Tuż po [Ad. 2] w 2020, świdnicki starosta "wysłał" mi pismo, że - jak to zrozumiałem - wielokrotne poswiadczenie nieprawdy w operacie i posługiwanie sie podrobionym szkicem i w(y)kopywanie kamieni granicznych to wg niego jedynie, cytuję, "spór o położenie znaków granicznych", a operat geodety nie może być sfałszowany, bo geodeta powiatowy nie przyjmuje sfałszowanych operatów. W piśmie tym wezwał mnie też do złożenia dodatkowych informacji, zastrzegając, że w przeciwnym wypadku zakończy sprawę bez informowania mnie.

(Kolejna mała dygresja: w 2019 r. wydeptałem ścieżkę do powiatowego biura geodezji, alarmując o nieprawidłowościach w pracy geodety bez uprawnień, opracowującego prostą linię granicy przez 6 miesięcy. Mimo to - już poza wszystkim innym - geodeta powiatowy bez najmniejszych zastrzeżeń przyjął pózniej operat z wpisem, że nie mam nic przeciwko zmianie granicy...
Poza tym poprawne jest pisanie, że "nie powinien przyjmować", a nie że "nie przyjmuje", bowiem w takim razie skąd w Polsce w ostatnich latach te wyroki sądowe dla starostów i geodetów powiatowych za fałszowanie dokumentacji? Obok tematu: nieco wcześniejsza kontrola WINGIK w Swidnicy - wg mojej wiedzy - sporzadziła sporą listę uchybień, z której Kataster nie był w stanie sie wytłumaczyć.)

Powyżej napisałem "wysłał mi" w cudzysłowach stąd, że "przypadkiem" zmieniono na kopercie ze starostwa mój adres (który wszędzie, również w tym piśmie, jest prawidłowy) na kilka domów dalej i o istnieniu tego pisma dowiedziałem się przypadkiem sporo ponad rok później.
Mimo że starosta musiał wiedzieć o zwrocie, na pytanie wrocławskiego, wojewódzkiego inspektoratu WINGIK o to, co dzieje się w równoległej sprawie administracyjnej zmiany granic, starosta przekazał do Wrocławia kopię tego pisma, które rzekomo otrzymałem, sugerując tym samym, że wszystko jest "praworządnie".


Na koniec, przy okazji: we wrześniu ub.r. gdy jechałem szynobusem do Wrocławia kilka rzędów dalej jechała pani prokurator (pominę szczegóły umożliwiające identyfikację) oraz małżeństwo chyba już emerytowanych prokuratorów. Pani prokurator skarżyła się im, że-powiedzmy oględnie-pewien ważny prokurator kryje malwersacje swojej żony. W.w. osoby radziły kontakt z Prokuraturą Krajową, ale pani prokurator sugerowała, że obawia się to ujawnić i że przekazanie tego do P.K. nic nie da. Zachęcam te panią do kontaktu, jeżeli jakimś cudem te informacje do niej trafią.
 
Czemu samymi pomiarami nie zainteresowałeś WIGiK?
 
Oczywiście dość szybko zawiadomiłem WINGIK, gdy tylko zobaczyłem geodetę z sasiadem jak tuż przed zmrokiem (po całym dniu pikniku, który sobie urządzili ze swoimi rodzinami) w sierpniu 2019 i przed długim weekendem, pokrzykując do siebie, naciągają taśmę i malują mi po ogrodzeniu farbą.

Tyle że WINGIK, rozpoczynając postępowanie, poinformował mnie, że musi czekać na operat i zajęcie stanowiska przez starostę i poprosił starostę o informowanie o przebiegu sprawy - kopię tego pisma dostałem.

Już po złożeniu operatu zdarzyły się dwie rzeczy: geodeta powiatowy napisał, że wstrzymuje do odwołania postępowanie administracyjne, nie przyjmuje żadnych nowych dowodów i się wyłącza, bo został poinformowany przez prokuraturę, ze ta już prowadzi postępowanie z art. 270-277 K.K. jako organ nadrzędny w stosunku do niego (prokuratura się teraz tego wypiera, tzn. "nie widzi"), a jednocześnie starosta wysłał do WINGIK swoją odpowiedź z kopią pisma (nie)wysłanego do mnie j.w. (z potwierdzeniem wysłania) sugerując, że czeka na moje dowody i moją odpowiedź, która oczywiście nie mogła nadejść.
Spokojnie sobie czekałem na ponowne zakończenie spraw w prokuraturze, "odwieszenie" postępowania administracyjnego i dopiero po sporo ponad roku przypadkiem się dowiedziałem, że pismo starosty było już w WINGIK.

WINGIK chyba już coś próbował ostatnio wznowić, ale wobec nierozstrzygniętej, znacznie poważniejszej sprawy prokuratury, teraz miałaby ona dla mnie wyższy priorytet.
 
Mały przykład odnośnie tego, w jakiej "gminie" toczy się moja sprawa:
Poniższy artykuł pochodzi z lokalnych mediów. Owa prezydent mimo wyroku WSA nie chce ujawnić informacji- szczegóły jak w tytule i w artykule.
***

W tym postępowaniu, a przecież trudno je nazwać skomplikowanym, wyłączyły się wszystkie prokuratury okręgu wałbrzyskiego, bowiem świdnicka prokuratura okręgowa "kiedyś" nabyła działkę od urzędu miasta i mogłyby "pojawić się wątpliwości dotyczące decyzji prokuratury w tej sprawie".

W mojej sprawie, gdzie dowody są oczywiste, a zarzuty wobec czlonka rodziny wiceprezydenta i towarzystwa poważniejsze, nie tylko swoją sprawę prowadzi jedna i ta sama prokuratura, ale nawet ci sami prokuratorzy, którym fabrykowanie dowodów i "brakowanie" akt bezspornie udowodniłem.

To jest po prostu niewiarygodne. Kamińskiego z CBA skazano na lata za rzekome "przekroczenie" przy ściganiu naruszeń prawa, a tu prokuratorzy przez lata robiący sobie żarty z prawa, z k.k. i k.p.k, zmyślający swoje umorzenia na podstawie fabrykowanych faktów, ordynarnie przeciągający sprawę w celu doprowadzenia do przedawnień skutkujacych przywlaszczeniem nieruchomosci są przez sĄD zwalniani z odpowiedzialności, bo "to tylko sposób prowadzenia sprawy".
moderacja
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
knc napisał:
.... W.w. osoby radziły kontakt z Prokuraturą Krajową....

zgłaszasz sprawę do Prokuratury Krajowej, oni odsyłają ją do Prokuratury Regionalnej, ta odsyła do Prokuratury Okręgowej, ta.... do Prokuratury Rejonowej...
i sprawa wraca do Prokuratury na którą ktoś się skarży...

są dwie możliwości:
- indywidualnie pozywanie do Sądów - Skarbu Państwa: Prokuraturę i procesowanie się z nimi, co zawsze wnerwia Prokuratorów (mają indywidualne zablokowane możliwości awansów)
- skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na Państwo Polskie, że Prokuratura nie działa. ETC wnosi do rządu o ustosunkowanie i Ministerstwo Sprawiedliwości musi coś odpisać
 
Dzięki za te wskazówki. Łatwo przeoczyć ten 4-miesięczny termin złożenia skargi do ETPC.
Co do tej pierwszej opcji, termin wnoszenia indywidualnych pozwów chyba też nie powinien być krótszy? Przejrzałem ad hoc wyniki wyszukiwania i jest trochę mało informacji na ten temat.
 
konflikty o charakterze sędziowsko - politycznym w ostatnich latach (nie wnikam w politykę) pokazało ... jak postępują sędziowie, gdy uznają, że władza naruszyła ich prawa.
Sędziowie z automatu składali wnioski do ETPC i ku mojemu zaskoczeniu dość szybko uzyskiwali wyroki (około rok) i odszkodowania (jak wpiszesz do wujka googla np. "sędzia wygrywa w ETPC" znajdziesz wiele informacji).
Przyznaję, że sam wtedy dowiedziałem się o tym terminie 4 miesięcznym.
Prywatnie zaś pozywam prokuraturę na podstawie przepisów o naruszeniu osób osobistych (tam brak krótkich terminów przedawnienia na składanie pozwów.).
.
[w Polsce niewiele osób wie, że można składać pozwy cywilne przeciwko... Prokuraturze i Sądom, i Sąd Najwyższy potwierdził powyższe, oczywiście pozywa się "Skarb Państwa - Prokuratura XXX" lub "Skarb Państwa - Sąd XXX".]
 
Ostatnia edycja:
@ziomkii

W rzeczy samej, jeżeli wcześniej nie wmieszają się w to media, wszystko zawsze wraca do oskarżonych z tej samej prokuratury i sami sobie nawzajem kwituja "niestwierdzanie". Zadziwiające. Jeszcze raz wracając do mojej sprawy:

W moim oryginalnym zgłoszeniu do prokuratury rejonowej w Świdnicy w grudniu 2019 dwa miesiące przed "pierwszym" przekazaniem sprawy do sądu napisałem m.in. to https://images92.fotosik.pl/657/ffecf89ba72ec226med.jpg i dołączyłem zdjęcia, szkice- zgłoszenie przestępstw art. 270-277 K.K.
Geodeta powiatowy złożył zawiadomienie i przekazał wszystkie moje dodatkowe materiały, zdjęcia fałszerstwa, szkice itd. 12 lutego, pisząc najpierw to: https://images92.fotosik.pl/657/f636501119d22858med.jpg i po chwili to https://images90.fotosik.pl/655/d5a96d574ded6ad2med.jpg (czyli, jak widać, świdnicka prokuratura i sąd oszukały nie tylko mnie, ale i starostwo/Kataster, udając po dwóch latach, że tego nie ma).

Prokurator przekazał akta do "pierwszego" wysłania do sądu 13 lutego 2020. Ponieważ ukryto przed sądem zgłoszenie geodety powiatowego i moje materiały z Katastru z poprzedniego dnia (jednocześnie łącząc obie sprawy), napisałem do Prokuratury Krajowej ten wniosek o nadzór https://images91.fotosik.pl/655/2988a017fbc73058med.png i po tym jak zawędrował w dół do okręgowej dostałem taką odpowiedz https://images90.fotosik.pl/655/3c13efef2a82125amed.jpg ze świdnickiej okręgowej.
Przed "pierwszym" posiedzeniem sądu w sierpniu 2020 złożyłem dodatkowo kilkadziesiąt kart, tak łopatologicznie i dobitnie tłumaczących ten geodezyjny wałek, jak tylko można było (i nic więcej, żadnych innych zarzutów).
Podczas posiedzenia sądu pytałem sędzinę, czy zapoznała się z moimi złożonymi materiałami, zaprotokołowano, że tak i że wszystko to podtrzymuję. Sędzia dopatrzyła się, że dołączone karty z operatu geodety to ksero, więc poleciła dodatkowo w uzasadnieniu, żeby prokurator przeanalizował oryginał.

Przez trzy lata składałem zażalenia i pisma do świdnickiej rejonowej z pytaniami dlaczego nie przesłuchuje się wskazanych świadków fałszerstwa, mnie ani geodety. Jak dziad do obrazu. Ani jednego zdania odpowiedzi i ostrożne nieodnoszenie się ani słowem do moich pytań w umorzeniach. Pięć umorzeń na zasadzie kopiuj-wklej, że "nie stwierdza się znamion".

Szóste zażalenie poszło w styczniu 2022 w końcu do nadrzędnego z okręgowej w styczniu 2022. Po kilku miesiącach przejęła je znów rejonowa i razem z nadrzędnym wykoncypowali sobie, że wyślą jeszcze raz do sądu. Wcześniej wiosna 2022 wysłali do sądu rejonowego zapytanie, czy sąd rozpatrywał taką sprawę (art. 270 i kolejne KK) i dostali odpowiedz (nie wiem od kogo), że nie i użyli tego jako tzw. "dupokrytki" (słowo używane kiedyś przez wicepremiera w mediach, więc i ja chyba mogę?...).
Bez cienia wstydu rejonowa napisała, że "POJAWIŁY SIĘ NOWE ZARZUTY" art. 270-277 KK.

O "sędzim" z października 2022 już napisałem wyżej, więc nie będę się powtarzał. Stwierdził w uzasadnieniu (chyba szyderczo, bo nie przesłuchano ani mnie, ani geodety, ani świadków) że podrobienie czyjejś zgody na zmianę granic, to żadne przestępstwo i tylko "poszlaka".
Czyli tak, bo tak. Przez trzy lata nie przesłuchano mnie, nie przesłuchano wskazanych świadków, nie przesłuchano geodety (zniknął ze sprawy zaraz po złożeniu przeze mnie zgłoszenia w grudniu 2019), nie spytano mnie, czy mam zapis "okazywania" przez NIEuprawnionego geodete (bo mam). "Sędzia" uznał, że furda tam takie dowody i nawet mi nie dał dojść do głosu podczas posiedzenia, próbując mnie zastraszyć.

Okręgowy oficjalnie zakończył sprawę w lutym 2023. Wysłałem jeszcze skargę do Krajowej, ale wróciła do tej samej okręgowej, i inny okręgowy "po zapoznaniu się z wyjaśnieniami' (jak sądze kolegi) niczego mu oczywiście nie "wykolil" i stwierdził, że nie stwierdza. Akta znikały, procedury k.p.k. nie istniały, fabrykowano fakty na potęgę, ukrywano dowody, ale dzisiaj wołanie o równość wobec prawa to przecież wręcz terroryzm, a na pewno ekstremizm.

Wprowadzono immunitety, żeby chronić prokuratorstwo i sędziostwo przed wpływami władzy (czyli przecież też rożnych lokalnych wszechwładnych towarzystw), a tu to wszystko wyewoluowało dokładnie w przeciwną stronę, w pato-wymiar sprawiedliwości chroniący grupy uprzywilejowane.
 
Powrót
Góra