Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców? - Forum Prawne

 

Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców?

Witam. Po raz kolejny mam potrzebę skorzystania z tego forum i mam nadzieję że i tym razem uzyskam pomocne informacje. Otóż w zeszłym roku zmienił się zarząd spółdzielni mieszkaniowej, a wraz z tym także administracji ...



Wróć   Forum Prawne > Pomoc prawna z zakresu prawa prywatnego > Prawo cywilne > Prawo nieruchomości, lokalowe i budowlane


Odpowiedz
 
12-05-2019, 21:31  
fifkaone
Początkujący
 
Posty: 8
Domyślnie Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców?

Witam. Po raz kolejny mam potrzebę skorzystania z tego forum i mam nadzieję że i tym razem uzyskam pomocne informacje.

Otóż w zeszłym roku zmienił się zarząd spółdzielni mieszkaniowej, a wraz z tym także administracji osiedla pod który podlega moje mieszkanie (jestem właścicielem, mam akt notarialny, są wpisy w księgach wieczystych, itp.). Zmiana ta jest niestety niekorzystna, wygląda to tak jakby nie oni byli dla mieszkańców, a mieszkańcy dla nich. Mam wrażenie że chcą na mieszkańcach zarobić jak największe pieniądze. Poniżej przykłady najbardziej jaskrawych nadużyć.

Sytuacja nr 1:
Gdy był poprzedni zarząd spółdzielni mieszkaniowej i administracji osiedla, istniało coś takiego jak AZART. Była to zbiorcza instalacja przeznaczona do odbioru podstawowych programów telewizyjnych. Początkowo kanały te były odbierane ze wspólnej anteny umieszczonej na dachu budynku, następnie wraz z pojawieniem się pierwszych operatorów telewizji kablowych, był to po prostu wydzielony fragment pasma kablówki która miała umowę z władzami osiedla. Płaciło się za to dodatkowe 5 złotych do czynszu, a kto chciał mieć więcej programów telewizyjnych, ten podpisywał umowę z kablówką na własną rękę.
Wraz z nowymi władzami osiedla AZART przestał istnieć. Oficjalnie z powodu stale zmniejszającej się liczby użytkowników tego typu usługi, jak również braku dalszej chęci jej świadczenia przez kablówkę. Powód był jednak moim zdaniem inny - układ władz osiedla z operatorami, od których zapewne mieli "procent" za "podsunięcie klientów".
Administratorka nie zgodziła się na zbiorczą instalację antenową na dachu (miała takie prawo bo to stare budownictwo), nie zgodziła się również na prywatne anteny mieszkańców na dachu. Zapytana o to w jaki sposób mamy odbierać teraz telewizję odpowiedziała, że mamy sobie zamówić kablówkę, bo nie zbiedniejemy jak zapłacimy 30 zł za najtańszy pakiet. Część mieszkańców tak zrobiła, jeszcze inni (tak jak ja) zamontowali anteny na swoich balkonach (balkony przynależą do mieszkań i nie są własnością administracji/spółdzielni). Mniej więcej miesiąc później otrzymałem z administracji list polecony za pokwitowaniem odbioru o następującej treści:
Cytat:
Administracja Osiedla "..." uprzejmie przypomina, że zgodnie z Regulaminem Spółdzielni Mieszkaniowej "..." zabronione jest umieszczanie mocowań (w tym masztów antenowych wraz z antenami) na elewacji budynku, w tym także na balustradach balkonowych i parapetach. Powyższy zapis podyktowany jest względami bezpieczeństwa, jak również estetyką budynku. W celu odbioru telewizji cyfrowej prosimy o skorzystanie z anteny pokojowej lub oferty operatorów telewizji kablowej. Przedstawiciele na naszym osiedlu:
M***** P**** - U** P*****, tel. ***-***-***
A*** G**** - V***** S***, tel. ***-***-***
W związku z powyższym wzywam Pana do usunięcia instalacji antenowej w terminie 14 dni od doręczenia niniejszego zawiadomienia. W przeciwnym przypadku - zostanie ona usunięta na Pana koszt.
Z poważaniem,
Administrator Osiedla "..."
K******* P*****
Co ciekawe, regulamin spółdzielni mieszkaniowej zabrania umieszczania mocowań jedynie na elewacji budynku. Moja antena była zamocowana natomiast nawet nie na balustradzie balkonu, a na ramie okiennej (należącej do mnie). Mało tego, było to jedyne sensowne miejsce gdzie taką antenę można było zamontować, a skoro administratorka nie zgodziła się na antenę na dachu budynku, to ma obowiązek wskazać miejsce do jej montażu, a nie nakłaniać do skorzystania z usług kablówki (antena pokojowa nie wchodzi w grę z racji na lokalizację i sąsiedztwo budynku). Tu jest przykład:
https://forumprawne.org/prawo-cywiln...elitarnej.html
Osobną kwestią jest to że pomimo likwidacji AZARTu, dalej pobierano od nas te 5 zł. Najpierw tłumaczono nam że to opłata konieczna za wpuszczenie operatorów kablówek na teren budynku i w ten sposób zapewnienie odbioru telewizji, a gdy po długim chodzeniu sąsiad przekonał spółdzielnię że to bezprawne i można powiadomić o tym odpowiednie organy, opłatę tą ostatecznie zlikwidowano. Niesłusznie pobieranych od nas prawie przez rok opłat jednak nam nie zwrócono, twierdząc że pójdą one na poczet funduszu remontowego.
Moim zdaniem jest to próba wyciągnięcia pieniędzy od mieszkańców, od czego administracja i spółdzielnia mają swoją "działkę" od kablówek. Świadczą o tym m.in. dane kontaktowe do ich przedstawicieli podane w zawiadomieniu, jak również to, że owe zawiadomienie było wysyłane do wszystkich osób które nie miały wykupionego abonamentu telewizji kablowej (nawet tych co nie mieli w ogóle telewizora w domu!). Samo zawiadomienie okazało się zaś straszakiem, bo nikt tych prywatnych anten z balkonów nie zdemontował. Niestety większość sąsiadów dała się zastraszyć - "męczą" się więc z antenami pokojowymi, wykupili abonament od kablówki albo całkowicie zrezygnowali z oglądania telewizji. Już jakiś tydzień po otrzymaniu tego zawiadomienia przedstawiciele kablówek chodzili po bloku i oferowali ich usługi, niekiedy wręcz absurdalne (młody człowiek namawiał staruszkę że ta koniecznie musi mieć kanały sportowe w jakości 4k i dekoder z nagrywarką, a najlepiej to jak jeszcze zamówi internet).
Niestety sprawa ta wygląda dla mnie jednoznacznie, a sąsiedzi nie są zainteresowani walką z władzami osiedla, bo dalej pokutuje u nich przekonanie, że kto będzie zadzierał z administracją i spółdzielnią, ten będzie miał problem np. w przypadku jakiejś awarii, bo administracja nie będzie chciała jej naprawić. Sąsiadka otwarcie powiedziała że zdemontowała antenę z balkonu i teraz płaci 30 zł miesięcznie za 60 kanałów (choć ogląda może z 5), bo bała się reakcji administratorki.

Sytuacja nr 2:
Popsuł mi się pilot od bramy garażowej (dzierżawię od administracji miejsce garażowe w innym budynku). Koszt nowego według pani administratorki - 100 zł, ale muszę jeszcze pożyczyć od kogoś z sąsiadów sprawny pilot, żeby pan który będzie programował ten nowy miał z czego skopiować kod elektroniczny. Łączna cena - 150 zł. Koniec końców na znanym portalu aukcyjnym nabyłem już zaprogramowany pilot za 25 zł i na dodatek obyło się bez pożyczania sprawnego pilota od kogoś innego.
Rozbój w biały dzień na ludziach, utrudnianie im życia i chęć "wydarcia kasy dla siebie i swoich".

Sytuacja nr 3:
Nadmiernie często przeprowadzane kontrole stanu instalacji gazowych, wentylacyjnych i elektrycznych w mieszkaniach.
Kontrole stanu instalacji gazowych i wentylacyjnych przeprowadza się co rok (zalecane 6 miesięcy), a elektrycznych - co 5 lat. Tymczasem w moim bloku są one przeprowadzane co 3 miesiące! Oficjalnie - troska o bezpieczeństwo mieszkańców, w rzeczywistości - praca dla zaprzyjaźnionej firmy przeprowadzającej kontrole i "odpalana" działka dla władz osiedla.
Żeby było mało, jeden z tych "kontrolerów" zapytany o coś nie był w stanie udzielić mi odpowiedzi, twierdząc że on jest tylko od obsługi przyrządów i nic więcej nie wie. Prawdopodobnie więc ci "kontrolerzy" nie mają nawet uprawnień i są tresowanymi "małpkami", które mają wiedzieć że jak urządzenie zapiszczy raz to instalacja jest sprawna, a jak dwa to nie, a protokół kontroli "podbija" potem ktoś kto takie uprawnienia ma.
Również wątpliwości budzi przeprowadzanie takich "kontroli" - u sąsiadki dopuszczono do użytku instalację elektryczną z gniazdami bez uziemień w kuchni, a jest to niedopuszczalne.

Sytuacja nr 4:
To zdenerwowało mnie najbardziej.
Ostatnio zaplanowałem remont mieszkania. Jako że jestem elektrykiem (posiadam uprawnienia na projektowanie i eksploatację), wykonałem projekt modernizacji instalacji elektrycznej w moim mieszkaniu. Chciałem też ją własnoręcznie wykonać. Aby to zrobić musiałem jednak odłączyć mieszkanie spod napięcia zasilania. Niestety okazało się że skrzynka na klatce schodowej, w której znajdowały się główne wyłączniki nadprądowe każdego z mieszkań na piętrze została zamknięta na klucz. Na skrzynce pełno naklejek z numerem telefonu elektryka obsługującego teren osiedla. Telefon do administracji - tłumaczą się że to względy bezpieczeństwa, bo były kradzieże przewodów i energii elektrycznej. Wyjaśniam im że jestem elektrykiem z uprawnieniami i potrzebowałbym klucz żeby wyłączyć napięcie w swoim mieszkaniu na czas wymiany instalacji elektrycznej. Administratorka zakomunikowała mi że jest to niemożliwe i muszę wezwać elektryka który obsługuje teren osiedla. Telefon do zakładu energetycznego - nic im do tego, dostali klucze do skrzynki, więc dostęp oni mają, a reszta ich nie interesuje.
Chcąc nie chcąc musiałem wezwać elektryka obsługującego teren osiedla. Po przyjeździe zapytał się mnie w jakim celu go wzywam, a gdy dowiedział się że sam jestem elektrykiem i chcę wymienić sobie w mieszkaniu instalację elektryczną, to powiedział że to niemożliwe i musi to zrobić on (kolejna próba wyciągnięcia pieniędzy). Chciałem mu podziękować, ale wtedy powiedział że w takim razie załącza napięcie w moim mieszkaniu, zamyka skrzynkę na klatce i odjeżdża. Nie mając wyjścia musiałem się zgodzić. Za doprowadzenie z klatki schodowej od licznika do mieszkania 5 metrów przewodu zażądał 300 zł. Gdy poprosiłem go o fakturę i sporządzenie protokołu z zakresem robót, pieczątką, czytelnym podpisem i numerem uprawnień (miał taki obowiązek), dostał ataku szału, że kim ja jestem, żeby od niego takich rzeczy wymagać. Poinformowałem go że w takim razie wzywam policję. Wtedy zaczął mnie prosić żebym tego nie robił, bo on nie ma uprawnień, a jedynie skończone technikum elektryczne i skończy się to dla niego bardzo wielką karą. Doszliśmy do porozumienia że on odda mi te 300 zł i uznamy że instalację zrobiłem sobie samemu, a jego tu nie było.
Czyli - właściciel mieszkania nie może wymienić sobie instalacji elektrycznej samemu jeśli jest elektrykiem i nie może do tego zatrudnić wybranego przez siebie fachowca - musi posiłkować się "elektrykiem" z administracji. Mało tego - w przypadku gdy coś jest nie tak, nie jest w stanie odłączyć zasilania od instalacji w swoim mieszkaniu, tylko musi czekać do momentu aż nie przyjedzie "elektryk" z administracji. Do tego czasu może powstać już np. pożar albo mogą być ofiary ranne i śmiertelne. A wszystko to dlatego bo administracja i zaprzyjaźniony z nią "elektryk" chcą więcej zarobić.

Jak można w takich sytuacjach wygrać z władzami osiedla? Kogo w pierwszej kolejności należy zawiadomić? Wreszcie - jak zrobić to w pojedynkę? Sąsiedzi nie są zainteresowani tematem, boją się administracji i spółdzielni.

Z górę dziękuję za odpowiedzi.
fifkaone jest off-line  
13-05-2019, 07:12  
Latanabosaka
Stały bywalec
 
Posty: 2.570
Domyślnie RE: Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców?

To po co zmieniliście sobie zarząd na gorszy? Z tego co piszesz to wyłania się obraz niekompetencji i małej motywacji do pracy.

Z drugiej strony sam z lekkością rzucasz oskarżenia o korupcję - co na to prokuratura? Odważysz się i tam wnieść zawiadomienie o korupcji?

Jak można wygrać? Bardzo prosto, w sądzie. Pisz wnioski, zbieraj odpowiedzi i punktuj.
Latanabosaka jest off-line  
13-05-2019, 15:20  
fifkaone
Początkujący
 
Posty: 8
Domyślnie RE: Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców?

Ja nie wiem na jakich zasadach wybierany jest ten zarząd, ale żadnego głosowania nie było i nikt się nas o zdanie nie pytał. Po prostu pewnego dnia w lokalnej prasie wydawanej przez spółdzielnię zostaliśmy poinformowani że zmieniły się władze osiedla.

Co do korupcji to nie nazwałbym tego tak, a raczej dzieleniem się zyskami. I tak, rzucam z lekkością takie oskarżenia, bo niestety jest to widoczne gołym okiem. Zawiadomienie złożyłbym, ale musiałbym mieć poparcie mieszkańców, a na dzień dzisiejszy zdecydowana większość woli nie zadzierać ze spółdzielnią i administracją.
fifkaone jest off-line  
02-06-2019, 20:10  
fifkaone
Początkujący
 
Posty: 8
Domyślnie RE: Administracja osiedla i spółdzielnia mieszkaniowa działają na szkodę mieszkańców?

Walki z administracją i spółdzielnią ciąg dalszy...

7 maja ktoś zarysował mi zderzak mojego samochodu który trzymam w monitorowanym garażu na terenie osiedla. O sprawie poinformowałem policję, spółdzielnię mieszkaniową i administrację osiedla.
Jakieś 2 tygodnie później dostałem informację z policji, że nie stwierdzają zaistnienia zdarzenia na terenie garażu na podstawie zapisu monitoringu dostarczonego przez administrację osiedla z dnia 29 kwietnia (!). Gdy zapytałem się skąd wziął się im ten 29 kwietnia, skoro zdarzenie miało miejsce 7 maja, odpowiedziano mi że takie nagranie zostało przekazane przez administrację osiedla.
Wizyta w administracji osiedla - najpierw usiłowano mi wmówić że w zgłoszeniu była mowa o 29 kwietnia, a gdy w końcu do nich dotarło że mowa była jednak o 7 maja, administratorka z uśmiechem na twarzy stwierdziła że nagrania z tego dnia nie mają, bo musiało się już nadpisać. Kopia zapasowa oczywiście nie zrobiona. Na pytanie czy nie dałoby tego rady odzyskać, odpowiedziała że nie, bo musieliby zatrudnić do tego zewnętrzną firmę, a to koszty i RODO. Powiedziałem że w takim razie żądam zwrotu pieniędzy za opłaty za monitoring, bo co to za monitoring jak nagrania nie mają nawet przez miesiąc, a pracownicy go obsługujący są niekompetentni. Stwierdziła że w takim razie muszę napisać pismo do prezesa spółdzielni mieszkaniowej w którym opiszę zaistniałą sytuację i zażądam zwrotu pieniędzy.
Pismo napisałem, w ostatni piątek dostałem odpowiedź. Prezes spółdzielni mieszkaniowej wyraził ubolewanie z zaistniałej sytuacji i przyznał zwrot opłaty za monitoring w dniu w którym miało miejsce zdarzenie. Zwrot ten wyniósł 1/30 opłaty miesięcznej, czyli 7 groszy . Kwota ta zostanie (jakżeby inaczej) odliczona od opłaty za czynsz za przyszły miesiąc.
Nie wiem czy się śmiać czy płakać, ale nie mam zamiaru płacić za coś co w praktyce nie działa. Myślałem że czasy PRLu minęły 30 lat temu, a twórczość Barei to przejaskrawienie, a widać że w niektórych miejscach jest inaczej.
Wszyscy rozkładają bezradnie ręce. Co robić? Nie chcę płacić wyższej składki za AC i opłaty za niedziałający monitoring.
fifkaone jest off-line  
Odpowiedz

Podobne wątki na Forum Prawnym
Wątek
§ Rada osiedla działa wbrew woli mieszkańców. (odpowiedzi: 0) Dzień dobry. Chciałbym zapytać jakie są możliwości odwołania od decyzji rady osiedlowej, która działa wbrew woli mieszkańców? Dokładnie chodzi o...
§ Spółdzielnia mieszkaniowa - problemy mieszkańców (odpowiedzi: 4) Witam, Mieszkam na osiedlu gdzie czuję się niebezpiecznie. Wracając z pracy, pod klatką stoją osoby nie stroniące od alkoholu. Interwencje Policji...
§ Spółdzielnia mieszkaniowa a mieszkańcy (odpowiedzi: 1) Witam, postaram się opisać mój problem najzwięźlej jak potrafię :) więc mieszkam w bloku w którym znajduje się 36 mieszkań, sklep spożywczy i nie...
§ Spółdzielnia mieszkaniowa nie dogrzewa mieszkań a żąda pieniędzy (odpowiedzi: 0) Od czterech lat (odkąd zmienił się palacz) w sezonie grzewczym spółdzielnia mieszkaniowa nie dogrzewa mieszkań - u nich sezon grzewczy zaczyna się po...
§ sołtys i radny w jednym działa wbrew i na szkodę mieszkańców (odpowiedzi: 0) Witam, mam taki problem a raczej my mamy, w roku 2010 był u nas już były wójt na zebraniu wiejskim, na którym tyczyła się dyskusja o sprzedaży...


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 06:22.