Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,RODK - Forum Prawne

 

Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,RODK

Witam! Sytuacja jest dość skomplikowana, jednak mam nadzieję, że ktoś będzie w stanie mi pomóc. Mój mąż z pierwszego małżeństwa ma córkę (7,5l.),jej matka ma odebrane prawa, nie wykazuje zainteresowania dzieckiem od przeszło dwóch lat ...



Wróć   Forum Prawne > Pomoc prawna z zakresu prawa prywatnego > Prawo cywilne > Prawo rodzinne i opiekuńcze

Prawo rodzinne i opiekuńcze - aktualne tematy:

  • § zmiana nazwiska dziecka po ojc...
    Witam mam taką sytuację, od półtora roku sama wychowuję trzyletnią córkę, która nosi nazwisko biologicznego...
  • § Nazwisko dla dziecka
    Witam serdecznie, Rozwodze sie z mezem, sprawa jest juz zgloszona i czekamy na poerwsza rozprawe. Ja jestem w 7...
  • § Prawo ojca a zakaz zbliżania d...
    Witam, jestem tu nowa, jeśli temat był już poruszany to przepraszam. Chciałabym zapytać w sprawie syna, który ma...

Odpowiedz
 
18-02-2013, 07:50  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,RODK

Witam!
Sytuacja jest dość skomplikowana, jednak mam nadzieję, że ktoś będzie w stanie mi pomóc.

Mój mąż z pierwszego małżeństwa ma córkę (7,5l.),jej matka ma odebrane prawa, nie wykazuje zainteresowania dzieckiem od przeszło dwóch lat zero kontaktu. Córka jest z nami. Z uwagi na wcześniejsze przejścia (odejście matki, wychowywanie przez babcię,która jedynie rozpieszczała,do tego stopnia,że zamiast wychowywać uwsteczniła dziecko,które mając 6 lat nie było w stanie wykonać podstawowych czynności samoobsługowych jak np.korzystanie z toalety,wyjazd ojca do pracy za granicę, etc.) zachowuje się delikatnie rzecz ujmując mało konwencjonalnie.
We wrześniu ub.roku dziecko poszło do szkoły,od początku zgłaszaliśmy tejże problemy wychowawcze, prosiliśmy o pomoc,sęk w tym,że córka jedyne co opanowała doskonale (tak, wiem jak dziwnie i źle to brzmi w odniesieniu do siedmiolatki) to sztuka manipulacji i tak w domu mieliśmy absolutnie niedostosowanego potworka, który w wymuszaniu widzi mi się i nie widzi mi się zdolny był do wszystkiego włącznie z biciem mnie, ojca, półtorarocznej siostry, a w szkole anioła - dziecko kontaktowe, uśmiechnięte, zgodne, pomagające paniom nauczycielkom sprzątać, etc - nie pierwszy raz, bo Mała niestety tak była wychowywana przez babcię, że obcym i na pokaz zawsze i wszystko, gdziekolwiek by jej nie zawieźć wszędzie pełen wersal, póki nie oswoi się naprawdę dobrze z otoczeniem, bo wtedy umie już pokazać na co ją stać.
Mąż pracuje za granicą, faktyczną opiekę nad dzieckiem sprawuję ja na podstawie notarialnego pełnomocnictwa do sprawowania opieki (tak, wiem, że to w praktyce żaden dokument przyznający mi prawa, nie, nie chcę jej przysposabiać), kiedy cyrk rozpoczął się na dobre - w domu ciężko było mi jakkolwiek egzekwować od córki robienie czegokolwiek- odrabianie lekcji,sprzątanie, słuchanie jakichkolwiek poleceń naiwnie zgłaszałam to wszystko wychowawcy łudząc się, że może zrobią cokolwiek, skoro są instytucją między innymi do tego powołaną. Moim zdaniem jest tak, że córka w domu w taki sposób odreagowywała stres związany ze szkołą, adaptacją w nowym miejscu, itp, tym bardziej, że sytuacje, że tak to ujmę radykalnie nieprawidłowe z biegiem czasu ustały. W szkole prosiłam o pomoc pedagoga, psychologa, etc, niestety do pewnego czasu moje prośby odbijały się zupełnym echem, jedynym śladem po tym, że o cokolwiek prosiłam jest notatka z końca października, że pedagog jest na L4, a wychowawca zamierza rozmawiać z nim jak ozdrowieje (co w praktyce zajęło mu jeszcze 2 miesiące).
Do listopada ub.roku, wtedy do szkoła zagubiła moje pełnomocnictwo i zaczęły się podejrzenia, że w świetle pozbawienia praw matki i faktycznej bytności ojca za granicą dziecko pozbawione jest opieki i trzeba w tej sytuacji interweniować, zagubiony papier się odnalazł, nie mniej jednak trzeba było jakoś brnąć dalej skoro już powiedziało się 'a', a że zawiadomienie poszło do sądu to zaczęło się na dobre... :
po przyjeździe męża zostaliśmy usadzeni w gabinecie dyrektora szkoły z przedstawicielami MOPR i kuratorem sądowym oraz psychologiem, żeby 'rozwiązywać' sytuację, zaczęła się śpiewka, że córkę zabiorą do Pogotowia Opiekuńczego, bo ja zdaniem dyrektora nie chcę sprawować nad nią opieki - wybrnęłam, bo jakbym nie chciała to nie walczyłabym o nią w półtorarocznym postępowaniu rozwodowym męża, albo zostawiłabym ją dalej na wychowaniu babci, tak jak to było przez pierwsze 5 lat jej życia, kurator obwieścił, że z urzędu kieruje wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich poprzez dozór kuratora nad sprawowaniem władzy rodzicielskiej i sposobami wychowania, generalnie sprawy się nie obawiałam, bo uważam, że w tak naprawdę niewiele można nam zarzucić jeśli chodzi o nieprawidłowe sprawowanie opieki, jasne, jak każdy rodzic uczymy się wraz z dzieckiem i popełniamy błędy jednak nikt w domu dziecka nie bił, nie głodził, nie maltretował, etc. poza tym tak jak mogliśmy staraliśmy się znaleźć rozwiązanie poprzez szukanie pomocy psychologa, czy też niefortunne jak się okazało (bo pewnie jakbym potakiwała, że takie cudne mamy dziecko to nic by się nie działo) informowanie o problemach szkoły, mamy bardzo pozytywną opinię z RODK z marca 2011 roku, wydaną przy okazji sprawy rozwodowej, natychmiast jak zaczęła się cała afera zdecydowaliśmy się na pomoc asystenta rodziny (sugestia pracowników MOPR - według nich miało pomóc i "dobrze wyglądać przed sądem", w efekcie tak do końca to ani ja nie wiem po co ten pan przychodzi, ani on do końca nie wie, a jak już zaczyna mi opowiadać z jaką patologią pracuje normalnie, to zupełnie przestaję rozumieć cokolwiek, nie mniej jednak bywa w domu, pracuje, współpracuje).
Asystent rodziny ze szkoły zaczął przynosić mi informacje, od których generalnie odechciało mi się żyć, jedną z najważniejszych informacji jakie uzyskał od miłych pań nauczycielek była informacja, że mam tatuaże (bo to rzutuje niesamowicie na jakość wychowania dzieci zapewne...) wyszło na to, że jestem wroga w stosunku do dziecka, że dziecko jest zastraszone, że stosowane w stosunku do córki są rozliczne kary, że córce nie wolno nic, itp. mi udało się nawiązać jako taki, normalny kontakt z jedną z opiekunek w świetlicy córki, od której również wysłuchiwałam, że tak mnie nauczycielki postrzegają, że dyrektor całą aferę osobiście podkręca i że za wiele pewnie nie zrobię, bo nie należy on do ludzi, z którymi się rozmawia, tylko do tych, których trzeba słuchać. Przy okazji wyszło na jaw skąd biorą się tego typu rewelacje - okazało się, że córka powiedziała nauczycielkom, że rodzice ją biją, nie dają jej pić, że nigdy nie była na żadnych wakacjach ani na placu zabaw, że jak jest w domu nie może wychodzić ze swojego pokoju i całą jeszcze masę innych cudów. Rozmawialiśmy wraz z jej ojcem w domu, dziecko w końcu całe zapłakane powiedziało nam, że ona nakłamała tym paniom, bo "bała się jak panie pytały jej co słychać w domu, jak było w weekend, że jak im powie prawdę jak się zachowywała (że nie sprząta, nie chce się myć, potrafi uderzyć mamę...) to panie będą na nią złe i ją nakrzyczą, to mówiła paniom, że rodzice robią jej krzywdę, bo wtedy panie były miłe" (i to jest prawie dosłowny cytat z tego, co powiedziało nam dziecko) - sędzia na sprawie zrobiła wielkie oczy i powiedziała, że jej zdaniem to niemożliwe, żeby dziecko mogło tak manipulować, biegli też twierdzą, że nie ma takiej opcji.
Przed sprawą byłam u kurator, bo o tyle o ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć, że dozór jest zasadny nad pasierbicą, bo jej prawny opiekun przebywa za granicą i w domu w ciągu miesiąca spędza tydzień, tak nie rozumiem ograniczenia mi praw nad naszą wspólną córką, więc byłam się w tej i innych kwestiach doinformować, usłyszałam jakieś mętne tłumaczenia, nic poza tym.
Przyszło do pierwszej sprawy, na której zaprotokołowano, że pozwany nie stawił się (mimo, iż od początku byli informowani, że nie ma takiej opcji, że kurator w wywiadzie jasno miał napisane, że pracuje za granicą i owszem chętnie przyjdzie gdzie tylko trzeba będzie, ale w czasie, kiedy będzie w Polsce, mimo, iż po odebraniu swojego wezwania wniosłam do sądu pismo informujące o nieobecności męża powodowanej pracą, z czego wynika nieodebranie przez niego wezwania na rozprawę i prośbę o kierowanie pism do niego na moje nazwisko, tak, abym mogła je w razie czego odebrać z poczty- na drugiej sprawie to niestawienie się było interpretowane jako brak zainteresowania sprawą w ogóle), poza tym całość sprawy poszła "gładko" - wszystko zaczęło się z 2 godzinnym opóźnieniem, dzięki czemu pani sędzia nie miała czasu, więc nie przesłuchała mnie, zaprotokołowała tylko, że moim zdaniem dziecko powinno być przebadane psychiatrycznie i neurologicznie z uwagi na podejrzenie zespołu FASE - są ku temu naprawdę solidne przesłanki i ostatnie czego bym chciała, to żeby moje podejrzenia się potwierdziły, ale to tłumaczyło by większość zachowań córki i że wyznaczony jest termin badać. Poza protokołem porozmawiałyśmy chwilę o zachowaniach córki, pani pokiwała ze zrozumieniem głową, powiedziała mi, że nie rozumie z czego ta afera i o co jest sprawa, że nie wie do czego nam niby kurator, etc. przyznała też, że nie czytała pism, które wniosłam do sądu stwierdzając, że "proszę pani, ja tu pracę mam, a nie czas na czytanie pism" (do sądu złożyłam opis wcześniejszej sytuacji dziecka, opis deficytów powstałych u córki w skutek 'wychowywania' jej przez babcię, opis jej zachowań w domu i w szkole oraz kopię skargi wniesionej do dyrektora szkoły na temat pomówień i kłamliwych opinii rozsiewanych przez pracowników szkoły, o których powiadomił mnie asystent rodziny - pani sędzia jedyne co wiedziała to, to, że jakieś pisma ma w aktach), poza tym pani powiedziała mi, że mam się nie denerwować, bo wszystko jest w porządku, że ona będzie się kontaktować z wyprzedzeniem jak będzie chciała przesłuchać męża, tak żebym mogła go powiadomić, po czym wzięła się za telefoniczne ustalanie badań w RODK, które nie miało wolnych terminów, z uwagi na okres świąteczno-noworoczny, na tę okoliczność padło na sali w mojej obecności z ust pani sędzi wiele razy magiczne słowo 'kurwa', miałam też okazję dowiedzieć się co pani sędzia sądzi o RODKa i ich pracy... ostatecznie umówiła termin badań i na tym się skończyło.
Badania w RODK w odróżnieniu od tych, na których byliśmy przy okazji rozwodu były cokolwiek nieprzyjemne - moim zdaniem biegli po zapoznaniu się z aktami, w których był donos ze szkoły, wywiad środowiskowy kuratora zawierający liczne błędy merytoryczne jeszcze przed badaniem mieli gotową opinię, nie mniej jednak nasłuchaliśmy się, że oni widzą naszą troskę, wspólnie ustaliliśmy, że pewnie rzeczy w systemie wychowawczym trzeba zmienić, wyraziliśmy zainteresowanie warsztatami dla rodziców, porozmawialiśmy o sposobach wyrównywania deficytów rozwojowych u dziecka, etc. pozornie było miło. Kiedy dostałam opinię świat zawalił się po raz kolejny - 11 stron bzdur, z czego dwie były kopiami opinii z Poradni Psychologiczno Pedagogicznej i opinii o gotowości szkolnej z zerówki, zarzucano nam, że nie pracujemy z dzieckiem, nie realizujemy wytycznych PPP (zupełnie bezpodstawnie), że dziecko jest karane, itp - to samo, co w donosie ze szkoły, poza stwierdzeniem, że testy stwierdzają u nas obojga prawidłową, niezaburzoną osobowość nie było nam żadnego innego zdania na nasz temat wnoszącego pozytywny wydźwięk, za to na 11 stronach rozpisywano się o tym, jak rzekomo traumatycznym przeżyciem dla dziecka jest całej jej życie, ze wszystkimi jego elementami włącznie z narodzinami ukochanej siostry...
Dzień po otrzymaniu opinii wniosłam do sądu sprzeciw do niej z opisem wszystkich moich wątpliwości, wskazaniem zdań poprzepisywanych z innych dokumentów, wyliczeniem ile dziecko nadrobiło odkąd jest z nami, co z dzieckiem robimy, co chcemy robić, jak szukaliśmy pomocy, etc. w piśmie odnotowałam, że opinia ta i opinia z przed półtora roku wydana przez inny RODK przy okazji sprawy rozwodowej różnią się od siebie radykalnie, więc albo pismo jest stronnicze, albo spektakularnie się uwsteczniliśmy, bo półtora roku temu było o tym, że prawidłowo rozpoznajemy potrzeby dziecka i dążymy do ich zaspokojenia, a teraz, że pojęcia nie mamy o wychowywaniu... prosiłam sąd o krytyczne przyjrzenie się merytorycznej zawartości opinii, a w wypadku gdyby sąd nie dostrzegł tych samych co ja wątpliwości o ponowne skierowanie na badania do innego RODK oraz o odrzucenie tej opinii w całości.
Jak się okazało sąd wezwał biegłych na świadków na kolejną rozprawę, wysłuchaliśmy po raz kolejny steku bzdur włącznie z informacją o tym, że wobec dziecka stosowane są 'klapsy' co grozi jego bezpieczeństwu (bzdura - poinformowaliśmy, zgodnie z prawdą, że córka dwa razy dostała klapsa, rok czy półtora roku temu, nie poskutkowało, wiemy, że zrobiliśmy źle i nie stosujemy, ani nie stosowaliśmy żadnych kar cielesnych), biegły nie odpowiedział na żadne z zadanych przez męża pytań.
Sędzia nie dała nam dojść do słowa, biegli szerokim łukiem omijali odpowiedzi na pytania mówiąc o ogólnikach nie o konkretach, sędzia do protokołu dyktowała zupełnie co innego, niż faktycznie było mówione (np. kiedy my mówiliśmy, że córka niestety ma tendencje do kłamstwa i kłamie asekuracyjnie, kiedy nie wie jak powinna się zachować, pani sędzia podyktowała do protokołu, że 'córka jest perfidna'), ostatecznie jak już biegły skończył nieodpowiadać na nasze pytania (a w zasadzie to męża, bo o dziwo można mnie było ustanowić stroną w postępowaniu, ale na sprawie usłyszeliśmy "czy mają państwo jakieś pytania, a w zasadzie to pan czy ma jakieś pytania, bo pani to nie ma żadnych praw") mąż zgłosił sędzi, że tak generalnie to my się za dwa tygodnie przeprowadzamy 300 km dalej, wobec powyższego pani sędzia powiedziała "a no to ja w takim wypadku nie będę pana w ogóle przesłuchiwać, tylko prześlę akta do sądu w X i tam już się ktoś do was zgłosi", zapytałam więc czy do dalszego postępowania, czy z wyrokiem, na co usłyszałam, że z wyrokiem - ograniczenia praw przez dozór kuratora...
Teraz czekam, nie wiem na co, na jakieś pismo, że wyrok zapadł, chcę wziąć odpis z uzasadnieniem i składać apelację - biorąc pod uwagę fakt, że zmieni się sąd liczę się z tym, że nie widząc nas na oczy apelacyjny rozpatrując tylko dokumenty z akt, a więc donos ze szkoły, wywiad kuratora i kłamliwą opinię z RODK pewnie utrzyma wyrok w mocy, więc chciałabym wnioskować o przywrócenie sprawy do dalszego postępowania w sądzie I instancji i ponowne badania w RODK - czy mam na to jakiekolwiek szanse? Jakie dokumenty powinnam zebrać żeby ten cały cyrk odkręcić?
Na uzasadnienie apelacji mam następujące argumenty:
- niedostatecznie rozpoznanie materiału dowodowego ("ja mam pracę, a nie czas na pisanie pism")
- w ogóle nieznajomość akt przez prowadzącą sędzie (zadziwiona pod koniec przesłuchania biegłego, kiedy mąż zadawał mu pytania pani sędzia dokonała odkrycia, że mamy wspólną córkę - "to państwo mają drugie dziecko??", dodam tylko, że wnioskowane jest ograniczenie praw męża wobec jego córki i męża i moje wobec naszej córki, więc nie wiem jakim cudem sędzia mogła istnienie drugiego dziecka przeoczyć);
- sprzeczne opinie RODK;
- braki formalne - brak przesłuchania stron - mnie i męża;
- nie wiem czy to ma znaczenie i czy jest normą, ale i na 1 i na 2 rozprawie byli inni ławnicy, nie wiem dlaczego, ale zdziwiło mnie to, bo skoro co rozprawę z sędzią ma siedzieć ktoś inny, to wnioskuję, że pełni tam tylko funkcję towarzyską, bo skoro sędzia nie ma czasu na czytanie pism i akt, to zmieniający się co chwilę ławnicy pewnie też nie...
- brak przesłanek dla dozoru kuratora, bo to, że dziecko znajduje się w emocjonalnie trudnej sytuacji byłoby dla mnie przesłanką do tego, że ktoś musi nad tym sprawować kontrolę, gdyby nic z tym nie było robione, a tak nie jest.
- zupełne pominięcie w całej sytuacji naszej wspólnej córki - nikt nie zasięgnął opinii w żłobku do którego uczęszcza, etc. a tak mamy opinię nienaganną, odwrotnie do szkoły, panie kiedy mąż przychodzi po córkę witają go w drzwiach "o, przyszedł najlepszy tata w żłobku"...

Czy to wystarczy do tego, aby apelacja była uznana za zasadną, a postępowanie wróciło do ponownego rozpatrzenia w sądzie I instancji??
Co jeszcze mogę załączyć jako materiał dowodowy wskazujący na to,że w domu nie ma żadnej patologii, dziecko sprawia problemy, owszem, ale nie jest to nic odbiegającego od normy w takim stopniu, żeby ograniczać nam prawa, poza tym jakim nam, dlaczego mi do córki również, skoro nie ma żadnych wskazań ku temu - z urzędu? bo mieszkamy w jednym domu?
Jestem w stanie powołać świadków zachowań agresywnych czy też manipulacyjnych córki/pasierbicy - tylko czy to ma sens, skoro agresywne w zasadzie ustały, a nad jej manipulacjami pracujemy - czy nie wyjdzie na to, że chcę oczernić dziecko, żeby wybielić siebie, skoro i tak nikt nie wierzy w to, że dziecko w tym wieku jest skłonne do manipulacji?
Jestem również w trakcie pisania skargi do Kuratorium Oświaty na pracę dyrektora i grona pedagogicznego ponieważ moim zdaniem oczernili mnie i męża nie mając ku temu podstaw, nie konsultowali z nami żadnych obaw dotyczących bezpieczeństwa, czy rozwoju córki, nasze zgłoszenia nieprawidłowości "olewali", mimo szumnych deklaracji dyrektora na spotkaniu z kuratorem i pracownikami MOPR o tym, że szkoła zapewni pomoc psychologiczną i pedagogiczną przez 4 miesiące nie zrobiono nic, ponadto moim zdaniem dyrektor nadużył służbowego stanowiska - w aktach sprawy jest umieszczona korespondencja dyrektora z dyrekcją przedszkola do którego uczęszczała córka, w której to dyrektor wypisuje co sądzi o nas jako o rodzicach i wypytuje jak to wyglądało jak córka chodziła do przedszkola - moim zdaniem to przekroczenie kompetencji i naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych, bo ja sobie nie przypominam, żeby któreś z nas udzieliło mu zgody o informowaniu osób trzecich o naszej rodzinie, czy też zasięganiu na nasz temat informacji, w związku z tym będę składać skargę do KU, czy jest sens dołączania tej skargi do pisma apelacyjnego (chodziłoby mi o to, że miałaby ona potwierdzić, iż cała afera rozdmuchana jest przez dyrektora szkoły i oparta na pomówieniach, które z tej szkoły wyszły, a z nami tak naprawdę nikt nic nie konsultował).

Uff...wiem, że długi i rozwlekły ten post, ale wolę żeby wszystko było w jednym miejscu, żebym nie musiała co chwilę czegoś dopowiadać.

Moim zdaniem ta sprawa to jedno wielkie nieporozumienie i bardzo chciałabym ją jakoś odkręcić, tym bardziej, że irytuje mnie niesamowicie wieczne wycieranie sobie przez wszystkich gęby tak zwanym 'dobrem dziecka', bo ja się obawiam, że w praktyce to będzie tak, że kurator tak jak asystent rodziny sam nie będzie wiedział do końca po co przychodzi, nie będzie widział nieprawidłowości, ale będzie przychodził, bo będzie lekko, łatwo, no i ktoś za to będzie płacił. Poza tym generalnie mamy w planie wyjazd na stałe za granicę z uwagi na pracę męża kurator powiedziała mi, że oni w takim wypadku uchylają nadzór i umarzają postępowania - nie wierzę w to, bo naczytałam się o tym, iż mając zasądzony nadzór mogę po prostu usłyszeć, że sąd nie wyraża zgody na wyjazd na stałe za granicę... nie wiem dlaczego mam mieć ograniczone prawa do własnej córki, na jakiej podstawie ktokolwiek w ogóle twierdzi, że na rodziców się nie nadajemy, słabo sobie wyobrażam współpracę z kuratorem, bo nie wierzę w 'człowieczeństwo' tych urzędników, uważam, że jeśli do tej pory, mimo wielu próśb w naszych problemach nie pomógł nam nikt, to nikt tego nie zrobi, a tylko przysporzy mi to problemów i boję się naruszania granic mojej prywatności, o których to w wykonaniu kuratorów tak często można poczytać. Boję się, że jak już nam tego kuratora prawomocnym wyrokiem zasądzą, to się go potem do osiemnastki dzieci nie pozbędę...
bardzo proszę o pomoc!
Użyszkodnik jest off-line  
18-02-2013, 17:45  
lulo2
Stały bywalec
 
Posty: 613
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Uwaga do czytelników - Post co prawda długi, ale napisany składnie i na temat.

Składaj apelację do wyroku w taki sposób jak opisujesz. Masz to dobrze poukładane. Staraj się unikać przekazywania emocji w piśmie, tylko wskazuj na rozbieżności i nieścisłości. Kurator na głowie ci jest niepotrzebny.

Może warto złożyć wniosek o zmianę sędziego?

Porozmawiałabym również z córką. Może jest zawstydzona, że nakłamała nauczycielkom na temat sytuacji w domu? Czy już wie, że chcecie się przeprowadzić w inne miejsce? Może informacja o tym, że zmieni szkołę, na inną, w której nikt nie będzie wiedział o jej wcześniejszym zachowaniu, poprawi jej zachowanie?

Może też warto przyspieszyć wyjazd za granicę...
lulo2 jest off-line  
18-02-2013, 20:24  
dukeaecc
Zbanowany
 
Posty: 770
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Moim zdaniem problem sam by się rozwiązał po przysposobieniu dziecka. Skoro tak Pani wraz z mężem o nią walczyła to cóż szkodzi??? A wtedy odczepiliby się od Was wszyscy...
Pozdrawiam
duke
dukeaecc jest off-line  
20-02-2013, 09:31  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

lulo2 : właśnie rzecz w tym, że przy okazji przeprowadzki zmienia się właściwość terytorialna sądu, także wniosek o zmianę sędziego nic mi nie da, z resztą teraz mieszkamy w takiej miejscowości, że oczywiście ręka rękę myje, także jakiekolwiek zmiany czegokolwiek nic nie wnoszą, a jak już nauczyciele się dowiedzieli, że się wyprowadzamy to się im nagle rozwiązały języki i sami na temat dyrektora mają do powiedzenia wiele nieciekawego, ale wiesz jak to jest - jak przychodzi co do czego, to się boją, bo "on ma takie układy, że i tak nic nie można zrobić", także tego nie przeskoczę. Poza tym wczoraj widziałam się z asystentem rodziny,który mówił, że był u kuratorki w innej sprawie i przy okazji pytał o nas, więc niby postanowienie sądu jest takie, że mężowi ograniczyli prawa nad jego córką przez dozór kuratora, ale pozostawili i mnie i jemu pełnie praw nad naszym wspólnym dzieckiem, co dla mnie w praktyce jest kosmosem, no bo z kim ten kurator ma niby rozmawiać - skoro tylko mąż ma nadzór, a męża nie ma, to na prostą logikę (która pewnie nie ma żadnego zastosowania) kurator powinien się kontaktować i pojawiać tylko kiedy mąż jest w kraju, a to jest tylko kilka dni w miesiącu, no bo mnie to z jakiej okazji ma nadzorować, skoro ja nie mam praw do córki męża, a nad własną nie mam nadzoru... kosmos jakiś, chyba, że zadziała to tak, że skoro mąż powierza mi opiekę nad jego dzieckiem to będą mnie traktować na zasadzie 'za niego'. Mąż właśnie wybył sprawdzić jak to dokładnie wygląda.

Zastanawia mnie tylko, do którego SA mam kierować apelację - czy do tego w starym miejscu zamieszkania, czy już w nowym.

Co do córki - ona wie, że źle zrobiła, tylko to jest dziecko od małego uczone manipulacji i kombinacji, nie twierdzę, że świadomie, ale tak to babci niestety wyszło i u niej myślenie niestety przebiega w taki sposób, że w pierwszej kolejności myśli o tym jak to zrobić, żeby ona wyglądała dobrze, a dopiero długo później, o tym co to może spowodować. Kawał pracy już za nami, ale zdecydowanie jeszcze większy przed nami. Tak jak pisałam, moim zdaniem po prostu trzeba było dać dziecku czas na adaptacje w nowym środowisku, ogarnięcie różnic między szkołą, a przedszkolem, a nie wydziwiać i bez jakichkolwiek konsultacji z kimkolwiek robić trzecią wojnę światową, tym bardziej, że o dziwo zaniedbane i zastraszane zdaniem szkoły dziecko z zaświadczeniem z poradni o licznych deficytach, które nie umiało trzymać ołówka jakimś cudem czyta, pisze, liczy, jest piątkową uczennicą, nie ma zaległości, etc. mi to nie wygląda na maltretowanie, a na to, że po prostu się wyciszyła i uspokoiła kiedy przyszedł na to "jej czas", tym bardziej, że u niej rozwój emocjonalny przebiega znacznie wolniej i jest to potwierdzone odpowiednimi dokumentami, więc można było się spodziewać, że nowa sytuacja nastręczy problemów, całe nieszczęście w tym, że trafiliśmy na mało normalnych ludzi, którym nie chciało się nawet zastanowić nad zgłębieniem problemu...

Co do wyjazdu to niestety nie jest taki proste - mąż pracuje w maleńkiej miejscowości, w której jest problem między innymi ze znalezieniem mieszkania, pracodawca do pomocy się nie pali, bo po co, skoro ma dobrego pracownika, który pracuje świątek, piątek czy niedziela od rana do nocy jak tylko jest taka potrzeba, więc... po co mu rodzina tego pracownika na miejscu? żeby powiedział, że nie pracuje w sobotę, bo idzie z dziećmi na basen? Generalnie pracujemy nad zmianą tej jego pracy - kursy językowe, zawodowe, itp. ale to jeszcze trochę potrwa, żeby nie załatwiać tego "na pałę" i nie wracać później do Polski z płaczem, tym bardziej, że to jest dziecko w wieku szkolnym w trudnej sytuacji, a nie dwulatek, który jeszcze wszystkiego zdąży się nauczyć.

dukeaecc: zadziwiające, że dopatrujesz się rozwiązania problemu w przysposobieniu mojej pasierbicy, tym bardziej, że mówimy o sytuacji, gdzie chce mi się ograniczać prawa do własnego dziecka, bo nie można 'ruszyć mnie prawnie' w temacie pasierbicy... jak dla mnie to bez przysposobienia jej jest miliard problemów w tej materii, poza tym już nie rozdrabniając się to jest na tyle skomplikowana sytuacja, że ja po prostu nie chcę, bo mam naprawdę bardzo poważne powody do obaw, że będzie z tego taka kupa problemów, że odbije się na moich własnych dzieciach, a na to nie zamierzam pozwalać. Poza tym czy żeby kochać dziecko i nie dopuszczać do tego,żeby skończyła w domu dziecka tylko dlatego, że ma matkę alkoholiczkę i narkomankę ja ją muszę od razu przysposabiać?
No i z innej beczki, tak już poza wszystkim - czy przysposobienie jej nie wiąże się przypadkiem z tym, że zniesiony będzie obowiązek alimentacyjny jej matki wobec niej? Bo wydaje mi się, że tak, aczkolwiek nie jestem pewna. No i wyjaśnię od razu, zanim ktokolwiek na mnie naskoczy, że chodzi mi tylko o pieniądze i dlatego dziecka nie przysposabiam, że nie o to mi chodzi, tym bardziej, że żadnych alimentów od matki, ani od FA nigdy na oczy nie widzieliśmy, żadnego zasiłku z MOPR również nie, bo najnormalniej w świecie czujemy się odpowiedzialni za to, żeby zapewnić dzieciom życie na godziwym poziomie, więc do MOPR i FA się nie kwalifikujemy, a szanowna matka o ile w ogóle żyje, to pewnie nie wie nawet jak się nazywa, więc o pieniądzach nie ma mowy, tylko tak sobie myślę, że jak córka pójdzie na studia, będzie tworzyć oddzielne od naszego gospodarstwo domowe to FA jej te pieniądze będzie wypłacać, a ja nie jestem w stanie w tej chwili mieć pewności, że nas będzie stać na tą jej dalszą edukację, z resztą, co tu się dużo w tej materii rozwodzić, takie mamy niestety czasy, że jak będzie to mogła uzyskać i mieć jakiekolwiek zabezpieczenie na przyszłość to dlaczego ja mam jej to odbierać?

Pozdrawiam
Użyszkodnik jest off-line  
20-02-2013, 10:03  
majka77
Stały bywalec
 
Posty: 8.101
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
Badania w RODK w odróżnieniu od tych, na których byliśmy przy okazji rozwodu były cokolwiek nieprzyjemne - moim zdaniem biegli po zapoznaniu się z aktami, w których był donos ze szkoły, wywiad środowiskowy kuratora zawierający liczne błędy merytoryczne jeszcze przed badaniem mieli gotową opinię,
zawsze tak jest, że dla RODK liczą się akta sprawy, a nie badanie, bo może wnioski z badań nie będą pokrywały się z aktami sprawy.
Cytat:
Zastanawia mnie tylko, do którego SA mam kierować apelację - czy do tego w starym miejscu zamieszkania, czy już w nowym.
Apelację pani składa do sądu rodzinnego i oni przesyłają do sadu okręgowego. W okręgowym mniej ich interesuje opinia z RODK, a bardziej liczy się przesłuchanie stron. Tym bardziej, że ma pani dwie opinie z RODK i sąd wie na jakiej podstawie są te opinie wydawane. Niech sie pani nie poddaje i apeluje do skutku, wierzę, że pani wygra.
Moja rada odciąć się od MOPR od asystenta rodziny, bo to pierwszy symptom, że rodzina niewydolna. Jak zmienicie państwo adres, szkołę to w okolicy znaleźć psychologa dla dziewczynki i szerokim łukiem omijać wychowawców i pedagogów i psychologów szkolnych, bo już pani wie, że oni nie pomagają, a tylko potrafią kłamać i włączać niepotrzebne służby.
Zmiana kraju to dobry pomysł, dzieci szybko się uczą może wyjazd w wakacje i zobaczycie jak mała tam sobie radzi.
Jestem przeciwna, aby pani ją przysposobiła.
Życzę powodzenia i proszę koniecznie napisać jak sprawa się zakończyła.
majka77 jest off-line  
20-02-2013, 19:22  
dukeaecc
Zbanowany
 
Posty: 770
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
Napisał/a Użyszkodnik Zobacz post
dukeaecc: zadziwiające, że dopatrujesz się rozwiązania problemu w przysposobieniu mojej pasierbicy,
Tak mi się wydaje bo wtedy zniknęły by problemy z nauczycielami i urzędnikami. Proszę pamiętać że teraz działa Pani na podstawie lichego papierka a po przysposobieniu byłaby Pani matką i już żaden urzędnik nie miałby się do czego doczepić.
Wytłumaczenie rozumiem, przyjmuję do wiadomości i popieram.
Pozdrawiam
duke
dukeaecc jest off-line  
20-02-2013, 19:42  
majka77
Stały bywalec
 
Posty: 8.101
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
No i z innej beczki, tak już poza wszystkim - czy przysposobienie jej nie wiąże się przypadkiem z tym, że zniesiony będzie obowiązek alimentacyjny jej matki wobec niej? Bo wydaje mi się, że tak, aczkolwiek nie jestem pewna.
alimenty nie przysługują przy pełnym przysposobieniu, a przecież istnieje przysposobienie niepełne. Chociaż popieram panią w decyzji o nieprzysposobieniu dziewczynki.
majka77 jest off-line  
20-02-2013, 20:40  
mala mi78
Stały bywalec
 
mala mi78 na Forum Prawnym
 
Posty: 3.897
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
Napisał/a Użyszkodnik Zobacz post
czy przysposobienie jej nie wiąże się przypadkiem z tym, że zniesiony będzie obowiązek alimentacyjny jej matki wobec niej?
Tak zniesiony by został obowiązek alimentacyjny.

Cytat:
Napisał/a Użyszkodnik Zobacz post
tylko tak sobie myślę, że jak córka pójdzie na studia, będzie tworzyć oddzielne od naszego gospodarstwo domowe to FA jej te pieniądze będzie wypłacać
FA wypłaca tylko bieżące alimenty i jak dochód nie przekroczy to będą Jej się alimenty należały.

Cytat:
Napisał/a Użyszkodnik Zobacz post
takie mamy niestety czasy, że jak będzie to mogła uzyskać i mieć jakiekolwiek zabezpieczenie na przyszłość to dlaczego ja mam jej to odbierać?
Bardziej Jej zaszkodzić może to jak dziewczyna się wyuczy, zdobędzie zawód, dobrą pracę a matka się odnajdzie by móc obierać alimenty od dziecka.

Co do reszty postu to porostu jestem w szoku! jednak mam pytanie czy masz (podejrzewam,że niestety nie masz) potwierdzenie na argumenty w apelacji?
Jeśli tylko napiszesz co i nam napisałaś (nie mając potwierdzenia) nikt Ci nie uwierzy. Niestety. W apelacji odnosisz się do tego co będzie w uzasadnieniu wyroku.
mala mi78 jest off-line  
21-02-2013, 08:09  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

majka77: Asystent rodziny to znika nam automatycznie po przeprowadzce, bo ja już żadnego MOPRu do domu wpuszczać nie zamierzam, więc nowego nikt nam nie wciśnie generalnie ten, którego mam na szczęście jest zupełnie normalny i kontaktowy,więc sam mówił, że w razie czegokolwiek on chętnie pójdzie zeznawać, chociaż tyle dobrego z tego zamieszania.
Do szkoły po jakąkolwiek pomoc w życiu już nie pójdę, choćby mieli mnie głaskać, raz się to skończyło tak, jak się skończyło i dziękuję bardzo, nawet jak kolejny dyrektor będzie miał nad głową aureolę.
Co do przysposobienia - fajnie, że ktoś to rozumie,bo ja od trzech lat słucham w kółko, że jak sobie wzięłam to powinnam kochać, dbać i co najważniejsze adoptować...i nie mam już siły polemizować z tym gadaniem, bo dla ludzi, którzy pojęcia nie mają jak trudne to są czasami dzieci i sytuacje to wszystko się wydaje takie oczywiste i proste.

dukeaecc: problemy to by się moim zdaniem dopiero zaczęły - tutaj zgubienie pełnomocnictwa było pretekstem,głównie poszło o to,co dziecko opowiada w szkole, a że wyglądamy z jej ojcem mało typowo (w sensie tatuaże, czy inne takie - zbrodnia przeciwko ludzkości normalnie) to nikt z nami nie gadał tylko zapakował do jednego wora z patologią.Dla mnie przy takim podejściu do sprawy wniosek jest prosty - gdybym miała ją przysposobioną dopiero byłby problem, bo wtedy skupiono by się zbiorczo i na niej i na moich dzieciach, skoro do wszystkich mam takie same prawa i obowiązki, a ja jakoś sobie nie wyobrażam tego, żeby moje dzieci miały jakkolwiek pokutować za to, że ktoś w przeszłości skrzywdził dziecko, przez co żyje się z nim cholernie ciężko, a ja próbuję to odkręcać.

edyta060878: Ja wiem, że FA wypłaca tylko bieżące alimenty,więc myślę, że w przypadku pójścia na studia i oddzielnego zamieszkania Mała spokojnie mogła by je dostawać, w hipotetycznej, odległej przyszłości.
Matka nawet jak się odnajdzie to nie znajdzie sądu, który przyznałby jej alimenty na nią, wydaje mi się, że mam tyle dowodów przeciwko niej, że nikt nawet nie będzie się za długo zastanawiał - dziecko zostało porzucone, pozostawione ojcu, ona odeszła z narkomanem, wielokrotnie zmieniała partnerów, mieszkała na melinach, są świadkowie, którym powiedziała, że swoją córkę to ona "wysrała", nie spotyka się i nie spotykała z córką, nie dała na nią nigdy złotówki, jej z resztą też nic, drugie dziecko urodzone już któremuś z rozlicznych partnerów odebrała jej opieka społeczna (z czym z resztą nadal się użeramy bo nazwisko to to dziecko ma mojego męża...),ona żyje na ulicy, pije, ćpa, mamy zaświadczenia z psychiatryka, zwolnienie dyscyplinarne w pracy, także sędzia musiałby chyba mieć tak odmienne stany świadomości jak ona, żeby przyznać jej jakiekolwiek alimenty, bo te o ile wiem dostaje rodzic, który popadł w ubóstwo z niezawinionych przez siebie przyczyn, a tu przyczyny ewidentnie są własnym, świadomym wyborem, poza tym ostatnio jak ją spotkaliśmy wywrzeszczała nam, że ma hiv i "i tak zdycha" więc krzyżyk jej na drogę, nie podejrzewam, żeby przy tym sposobie prowadzenia się dożyła chociaż osiemnastki córki, bo to jeszcze prawie 11 lat.
Jeśli chodzi o dowody po raz kolejny za bardzo zaufałam w zapewnienia wspaniałych służb ,że tak na prawdę nic złego się nie dzieje i po raz kolejny mam nauczkę, że wszystkie takie przedsięwzięcia w tym kraju to trzeba na dyktafon nagrywać, bo jak sam nie masz paranoi, to cię w nią skutecznie wpędzą... no ale mam:
- dwie rozbieżne opinie z dwóch różnych RODK - jedną z przed półtora roku, drugą teraz.
- mam skargę złożoną dyrektorowi szkoły na postępowanie jego pracowników, którzy nie konsultowali z nami problemu nigdy, a teraz oczerniają nas w oczach asystenta rodziny i najzwyczajniej w świecie kłamią.
- mam wszystkie oceny opisowe z przedszkola i zerówki oraz opinie PPP w których jasno jest napisane, że mowa o dziecku z deficytami, ale w każdej kolejnej widać znaczną poprawę, więc nie da się napisać tak, jak napisał to RODK w tej bieżącej opinii, że my z dzieckiem nie zrobiliśmy nic, bo nawet nie znaliśmy zaleceń.
- mam nienaganną pisemną opinię o mnie i mężu ze żłobka naszej córki.
- taką samą opinię ze świetlicy socjalnej TPD, do której córka uczęszcza z zalecenia dyrektora szkoły, a tam panie nadziwić się nie mogą, bo one rzeczywiście mają tam dzieci z patologicznych rodzin, czego wszyscy od nas chcą i jaki rzekomo w domu jest problem.
- to, że zmieniali się ławnicy (czy to w ogóle ma jakieś znaczenie??), że nie zostaliśmy przesłuchani, że w ogóle nie ruszono sprawy naszej wspólnej córki (chociaż jeśli to rzeczywiście jest tak, że finalnie dozór dostał tylko mąż nad pasierbicą, to też nie chcę ruszać z oczywistych względów) powinno znaleźć się w protokołach z rozpraw.
- poza tym chcę prosić o pisemną opinię asystenta rodziny, no i jestem ciągle w trakcie pisania skargi na dyrektora (te jego inwigilacje są w aktach sprawy, więc w związku z tym piszę do kuratorium).
- poza tym z akt sprawy, znaczy donosów dyrektora i jego korespondencji do przedszkola, do którego córka uczęszczała mając 5 lat, bije po oczach totalna nieznajomość faktów - dyrektor pisze nie mając świadomości, że mamy z mężem wspólne nazwisko, nic się tam nie zgadza, ani miejsce zatrudnienia męża, ani nasze miejsce zamieszkania, także jak dla mnie to to jest dowód na niekompetencję...

ufff, ja mam nadzieję, że to wystarczy.
pozdrawiam i dziękuję.
Użyszkodnik jest off-line  
21-02-2013, 08:50  
majka77
Stały bywalec
 
Posty: 8.101
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
- mam skargę złożoną dyrektorowi szkoły na postępowanie jego pracowników, którzy nie konsultowali z nami problemu nigdy, a teraz oczerniają nas w oczach asystenta rodziny i najzwyczajniej w świecie kłamią.
Cytat:
poza tym z akt sprawy, znaczy donosów dyrektora i jego korespondencji do przedszkola, do którego córka uczęszczała mając 5 lat, bije po oczach totalna nieznajomość faktów - dyrektor pisze nie mając świadomości, że mamy z mężem wspólne nazwisko, nic się tam nie zgadza, ani miejsce zatrudnienia męża, ani nasze miejsce zamieszkania, także jak dla mnie to to jest dowód na niekompetencję...
Zaczyna pani wani walkę ze szkołą, a tą przy planach przeprowadzki zostawiłabym w spokoju. Tej walki nie da się wygrać w kraju gdzie zamykane są oczy na przemoc dzieci i niewiele jest szkół w Polsce gdzie szkoła potrafi przeciwdziałać przemocy w placówce. Bardziej są skoncentrowani na stawianiu wymagań niż na pomocy dziecku, co pani skutecznie poznała na swoim przykładzie. Dodam, że szkoła boi się ewaluacji, zawsze pani jako rodzic może poprosić o ewaluację w tej szkole. Obecnie skupiłabym się na udowodnieniu w sądzie, że dyrektor nie był zainteresowany pomocą dziecku i poznaniem sprawy, a wyłącznie zafałszował prawdę. Na przyszłość do szkoły i innych placówek pełnomocnictwo dajemy w formie ksero potwierdzonego za zgodność z oryginałem przez sekretariat, a oryginał powinien zostać w domu.
Wszystkie pozytywne opinie będą niezbędne do apelacji. Powołać na świadka asystenta rodziny, wychowawcę ze świetlicy, gdzie uczęszczała córka. Wierzę, że wygracie państwo w sadzie apelacyjnym. Powodzenia.
majka77 jest off-line  
21-02-2013, 09:17  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

majka77: ja po całej tej sytuacji mam tak wielki niesmak na samą myśl o dyrektorze, że ciężko mi na to machnąć ręką, poza tym od jednej szkoły do drugiej jest przeszło 300 km, więc nie sądzę, żeby to, co wyślę do kuratorium w jednym województwie dotarło do nowej szkoły w innym. Chyba.
Co do pełnomocnictwa - zagubili ksero, oryginałów niczego nie oddaję nigdzie

Pisze Pani o powołaniu na świadka - czy FA będzie przesłuchiwał świadków? Myślałam, że oni rozpoznają sprawy w oparciu o akta, które już są w sądzie, ewentualnie o nowe dokumenty. Poza tym - tak jak pisałam - do którego sądu kierować pismo - do tego, w którym toczyło się postępowanie, czy do tego w nowym miejscu zamieszkania, bo obawiam się, że przy naszej biurokracji to tu będzie dość duży problem.
Użyszkodnik jest off-line  
21-02-2013, 15:58  
majka77
Stały bywalec
 
Posty: 8.101
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Cytat:
Myślałam, że oni rozpoznają sprawy w oparciu o akta, które już są w sądzie, ewentualnie o nowe dokumenty. Poza tym - tak jak pisałam - do którego sądu kierować pismo - do tego, w którym toczyło się postępowanie,
do tego w którym toczyło się dotychczas postępowanie. A kiedy się wyprowadzacie? Może zdążycie podmykać wszystkie sprawy.
Sąd albo apelację dopuszcza, albo oddala. Jak dopuszcza będzie normalna sprawa z tą różnicą, że nie ma ławników a na sali jest 3 sędziów. I jakoś mają lepsze podejście do sprawy i bardziej kompetentne i na pewno dla nich nie jest najważniejsza opinia z RODK.
Cytat:
Chyba.
Ja wiem, że szkoły potrafią przekazywać sobie informację, bo w nowej szkole podaje p[ani adres starej, a oni im wysyłają inf, że dziecko jest ich uczniem, dlatego mogą przekazać jaką chcą opinię o was. Ja tylko mówię uwaga!
majka77 jest off-line  
21-02-2013, 20:40  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

majka77 nie zdążymy - przeprowadzamy się jutro. Z tych spraw ciekawszych, ponieważ mąż ostatnio niczego się w sądzie nie dowiedział, z uwagi na to, że kuratorka jest na urlopie na dziś mieliśmy zamówione akta do wglądu i okazało się, że orzeczenie było wydane od razu po sprawie, postanowienie jest taki, że prawa ma ograniczone tylko mąż do swojej córki przez dozór kuratora, resztę umorzyli, to znaczy ten punkt o ograniczeniu nam obojgu praw do naszej córki, tylko co ciekawe okazało się, wyczytaliśmy to w protokole ze sprawy, że orzeczenie rzekomo zostało przeczytane przy nas, że zostaliśmy pouczeni o możliwości wnioskowania o uzasadnienie w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia oraz o możliwości złożenia apelacji w terminie dni 21 od ogłoszenia.
NIKT NA SPRAWIE NIC NAM NIE ODCZYTYWAŁ, NIE ORZEKAŁ I O NICZYM NIE POUCZAŁ, ŻE POSTANOWIENIE JEST WYDANE DOWIEDZIELIŚMY SIĘ DZIŚ BIORĄC AKTA DO PRZEJRZENIA... w związku z tym, że od sprawy minęło 9 dni uzasadnienia już nie dostaniemy, a pani w sądzie poinformowała nas, że teraz to możemy sobie złożyć apelację, ale bez uzasadnienia....
mi po prostu ręce opadają.

Zrobiłam ksero, w protokołach nie ma żadnych naszych przesłuchań, jedynie informacja, że ja powiedziałam na pierwszej rozprawie, że dziecko jest umówione na te badania pod kątem FASD, a mąż na drugiej, że się przeprowadzamy, dwa razy po 3 linijki jeśli chodzi o nasze wypowiedzi, nic ponadto.

Poza tym widziałam się z asystentem rodziny, wpadł się pożegnać, był też w szkole, poinformował mnie, że dyrektor mu powiedział, że "on sobie przedzwoni do tej szkoły", także w zasadzie nie muszę robić nic, więc tym bardziej zamierzam, bo dla mnie złożenie skargi w kuratorium będzie jednoznaczne z tym, że nie zgadzam się z tym w jaki sposób zostaliśmy potraktowani, wydaje mi się, że dla sądu będzie to jakiś dowód na to, że to co mamy do powiedzenia w tej sprawie, a nie, że to tak, że teraz wykręcamy kota ogonem, że naszym zdaniem szkoła jest winna, ale nic nie zrobiliśmy z tą jej winą.

To co najbardziej mnie zastanawia - CZY ISTNIEJE TAKIE PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE JA ZŁOŻĘ APELACJĘ I ZAWNIOSKUJĘ W NIEJ ODDALENIE CAŁOŚCI POWÓDZTWA, A SĄD APELACYJNY POSTANOWI NAM OBOJGU PRZYZNAĆ KURATORA I OGRANICZYĆ PRAWA DO CÓRKI MĘŻA I NASZEJ CÓRKI, CZYLI TAK JAK TO BYŁO WNIOSKOWANE W REJONOWYM? Czy takie prawdopodobieństwo jest nikłe? Bo teraz to już nie wiem czy to ruszać za cenę absolutnego pozbawienia spokoju, czy może jednak cieszyć się spokojem częściowym i 'pozbyć się' tego kuratora z czasem?
Użyszkodnik jest off-line  
21-02-2013, 21:31  
Użyszkodnik
Początkujący
 
Posty: 10
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R



w protokole z rozprawy wygląda to tak, kobieta z czytelni akt na tej podstawie stwierdziła, że orzeczenie zostało odczytane, a termin na wniosek o uzasadnienie minął, jak dla mnie to tylko wklejona standardowa formułka, no ale ja się na tym nie znam.

no i według tej samej pani na wniesienie apelacji mamy 21 dni od daty ogłoszenia orzeczenia i skąd jest ten termin to ja już w ogole nie wie wiem, bo jakoś nie widzę w tym wydruku takiej liczby dni w żadnym miejscu.
Użyszkodnik jest off-line  
21-02-2013, 23:29  
majka77
Stały bywalec
 
Posty: 8.101
Domyślnie RE: Ograniczenie władzy rodzicielskiej poprzed nadzór kuratora rodzinnego- apelacja,R

Przy takim wyroku to mąż powinien wnieść apelację, bo ta sprawa jak się okazało dotyczyła jego. Ja bym apelowała. Nie pamiętam ile jest na apelację może inni pomogą.
Cytat:
To co najbardziej mnie zastanawia - CZY ISTNIEJE TAKIE PRAWDOPODOBIEŃSTWO, ŻE JA ZŁOŻĘ APELACJĘ I ZAWNIOSKUJĘ W NIEJ ODDALENIE CAŁOŚCI POWÓDZTWA, A SĄD APELACYJNY POSTANOWI NAM OBOJGU PRZYZNAĆ KURATORA I OGRANICZYĆ PRAWA DO CÓRKI MĘŻA I NASZEJ CÓRKI, CZYLI TAK JAK TO BYŁO WNIOSKOWANE W REJONOWYM?
zaskarża się wyrok. Ja uważam, że są szanse na pozbycie się kuratora już teraz. Przecież to pani będzie musiała znosić kuratora w pani domu bo mąż pracuje za granicą. Jak trafi pani na fajnego kuratora to ok. a jak trafi pani na wrednego, który potrafi zatruć życie. Z kuratorami jak z ludźmi różnie bywa.
majka77 jest off-line  
Odpowiedz

Podobne wątki na Forum Prawnym
Wątek
§ Ograniczenie władzy rodzicielskiej i sprawowanie przez kuratora (odpowiedzi: 2) Witam mam takie pytanie, moja była dziewczyna ma ograniczone,prawo do dziecka po przez wykonywanie jej przez kuratora. Ograniczenie dostała przede...
§ Nadzór kuratora rodzinnego, do kiedy obowiązuje? (odpowiedzi: 1) Witam, Moi rodzice od kilkunastu lat się bez przerwy kłócą, sądzą, rozwodzą schodzą itp. Przy którymś rozwodzie sąd przyznał kuratora, lub też oni...
§ Ograniczenie władzy rodzicielskiej (odpowiedzi: 1) Chcę złożyć wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej,ale nie wiem do końca jak go napisać. 1. Czy sama mam napisać w jaki sposób chcę ograniczyć...
§ Na czym polega ograniczenie władzy rodzicielskiej przez ustanowienia kuratora sądowe (odpowiedzi: 6) Na czym polega ograniczenie władzy rodzicielskiej przez ustanowienia kuratora sądowego.Co to oznacza?
§ ograniczenie władzy rodzicielskiej (odpowiedzi: 6) Piszę gdyż jestem załamana ostatnimi wydarzeniami jakie się od lipca 2010 dzieją. Dostałam z Sądu wydział rodzinny i nieletni pismo w którym cytuję...
§ Apelacja - ograniczenie władzy rodzicielskiej (odpowiedzi: 10) Witam, moja znajoma ma pewien problem, z którym zwróciła się do mnie, a ja szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak jej pomóc i nigdzie nie mogę znaleźć...


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 11:02.