Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę... - Forum Prawne

 

Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Witam Mam następujący problem. 5 lat temu poznałem swoją obecną narzeczoną. Po roku znajomości wraz z córką przeniosła się od matki z którą mieszkała wcześniej do mnie i zamieszkaliśmy razem. Moje mieszkanie miało tylko jeden ...



Wróć   Forum Prawne > Pomoc prawna z zakresu prawa prywatnego > Prawo cywilne > Prawo spadkowe


Odpowiedz
 
05-12-2016, 09:28  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Witam Mam następujący problem. 5 lat temu poznałem swoją obecną narzeczoną. Po roku znajomości wraz z córką przeniosła się od matki z którą mieszkała wcześniej do mnie i zamieszkaliśmy razem. Moje mieszkanie miało tylko jeden pokój było ciasno ale spokojnie i dobrze się układało. Myślałem nad zamianą mieszkania na większe aby dziecko mogło mieć własny pokój a my trochę prywatności. W każdym razie jej matka została w swoim domu sama. Po kilku miesiącach zaczęła przychodzić do nas i narzekać że jest sama, że ją rzadko odwiedzamy że jej druga córka też nie zagląda itd. Później zaczęła też dzwonić i namawiać narzeczoną żebyśmy przenieśli się do niej, że jest dużo miejsca że ona może też od czasu do czasu zająć się wnuczką itd. Po prawie roku takiego chodzenia i namawiania przyjechaliśmy sami bez dziecka aby porozmawiać z nią o tym jakby to miało wyglądać. Bo: dom miał 35 lat, matka narzeczonej mieszkała w nim od 10-12 lat wcześniej stał pusty, wybudował go dziadek i babcia więc otrzymała go praktycznie za darmo nowy ale mieszkała wcześniej z własnymi rodzicami (dziadkami narzeczonej) i dopóki moja narzeczona w wieku 20 lat po jakiejś kłótni z dziadkami nie przeniosła się do tego domu od dziadków to 20 lat stał wybudowany ale niezamieszkany, wtedy też matka narzeczonej przyszła do tego domu za nią i tak zamieszkały razem. Tak więc odnośnie domu miał 35 lat ale matka narzeczonej nigdy nie przeprowadzała w nim żadnych remontów i modernizacji. Dziadek dał go ocieplić (ale nie cały) i wymienił okna na plastikowe. Tak więc od razu w 1 rozmowie staliśmy na stanowisku, że my nie potrzebujemy niczego, mieszkamy od roku razem, mamy gdzie mieszkać, zarabiamy, ale jeśli matka narzeczonej chce to my uważamy że po pierwsze dom nie nadaje się do zamieszkania w takim stanie jak był wymagał gruntownego czyszczenia, odgracenia i remontu. Wartość remontu szacowałem wówczas na ok 150 tys zł.
Zaznaczyliśmy że, RAZEM mieszkać nie chcemy, że możemy mieszkać w jednym domu ale każdy z własnym wejściem tzn obok siebie, blisko ale nie razem wspólnie. Matka narzeczonej powiedziała że się zastanowi (dom posiada bowiem dwa wejścia ale mieszkanie na dole było całkowicie nieużywane wymagało to pracy i nakładów). Po niedługim czasie (nadal mieszkaliśmy u mnie) doszło do kolejnej rozmowy i ustaliliśmy że Ona zgadza się korzystać z dołu i wchodzić bokiem (jest tam pokój z kuchnią, holem, łazienką i przedpokojem, który My na swój koszt jej wyremontujemy na tyle żeby dało się tam zamieszkać. Że My mamy korzystać z góry i dysponować przedpokojem na dole skąd jest wejście na górę. Na czas remontu mieliśmy korzystać wspólnie z kuchni na dole i Ona miała płacić rachunki (woda gaz prąd) a my po zakończonym remoncie lub w trakcie mieliśmy sobie zrobić liczniki własne na wodę, prąd i gaz. Po zakończeniu mieliśmy już płacić za siebie a Ja nawet powiedziałęm, że mogę wszystkie rachunki później opłacać za cały dom jak skończymy i będzie zrobione do zamieszkania i nie trzeba będzie ładować w remonty kasy. Było to umówione ustnie więc rozumiem, że doszło do zawarcia ustnej umowy w której My remontujemy i mieszkamy a Ona przekazuje od ręki część a docelowo całą nieruchomość córce. Zaznaczyliśmy, że tę część domu w której mamy mieszkać i która wymaga nakładów Ona podaruje córce a pozostałą część domu przepisze jej w spadku. Doszło do przekazania darowizny w 50% nieruchomości (czyli ustalenia współwłasności) oraz zapisania spadku za co Ja z narzeczoną zapłaciliśmy ponad 3000zł u notariusza.
W między czasie wyremontowaliśmy własnym nakładem pracy i środków dół. W kuchni skuliśmy stare kafle, zarwaliśmy wykładziny, Położyliśmy nowe kafelki na ziemi i ścianach. Odmalowaliśmy cały dół, wysprzątaliśmy, zamontowaliśmy żyrandole, wymyliśmy łazienkę, naprawiliśmy prysznic, wymieniliśmy baterię, wyregulowaliśmy okna i całość w stanie do zamieszkania przekazaliśmy jej matce. Oczywiście część mebli które chciała umyliśmy, odkurzyliśmy i znieśliśmy jej na dół oraz jej rzeczy. Chcieliśmy jej kupić nową kuchnię bo ta z góry była już dość zaniedbana ale bardzo nie chciała wiec wyczyściliśmy wszystko do czysta i tyle. Po „załatwieniu tych spraw z notariuszem” wzięliśmy się za remont góry trwa to od prawie roku. Ale naprawiliśmy cieknącą starą instalację c.o. wymieniliśmy kocioł na gazowy 2-funkcyjny. Wysprzątaliśmy górę i garaż do czysta (z 5 kontenerów śmieci taki był śmietnik w garażu) zerwaliśmy u góry całą boazerię, zbiliśmy tynki na których był grzyb (dom niedogrzany), położyliśmy nowe tynki, w pokojach poprostowaliśmy bardzo krzywe ściany, wygładziliśmy sufity, zbiliśmy stare kafle i wylewki popękane na balkonach praktycznie do zbrojeń, wylaliśmy nowe balkony, zaizolowaliśmy, zdjęliśmy spróchniałe barierki, ociepliliśmy pusty stropodach styropianem, zrobiliśmy cieknący dach, wymieniliśmy oblachowania ogniowe na dachu, wyczyściliśmy nieczyszczone 30 lat kominy, wymieniliśmy cieknące rynny na nowe, zrobiliśmy wylewkę w garażu, naprawiliśmy wejściowe drzwi, wstawiliśmy drugie w wiatrołap bo poprzednie były nieszczelne, wymieniliśmy na górze instalacje wodne i kanalizacyjne, podłączyliśmy dom do kanalizacji miejskiej bo szambo wciąż się zapełniało (2,5m3) i rury trzeba było wciąż na nowo przetykać, na górze jest pociągnięta nowa instalacja elektryczna bo stare popalone kable ze ścian ciągły prąd nawet jak nic nie było podłączone, wymieniliśmy wszystkie żarówki w domu na ledy bo wszędzie były zwykłe a za prąd tysiące dziadek płacił, na górze jak na razie zrobiliśmy do stanu wykończonego sypialnie, pokój dziecka i kończymy łazienkę. Wymieniamy też drzwi wewnętrzne. Wycyklinowaliśmy stare dębowe parkiety co było znacznym kosztem. Zrobiliśmy też spory porządek na działce. Wycięliśmy 8 drzewek, wykarczowaliśmy krzewy i chwasty z całego terenu, posprzątaliśmy złom i gruz z działki. Nawieźliśmy nową ziemię, wyrównaliśmy teren i zasialiśmy trawnik. Wy kostkowaliśmy też mały tarasik z tyłu i miejsce parkingowe z przodu. Dziecku zbudowałem też sporą huśtawkę na działce. Jak na razie nasze nakłady w tę nieruchomość oceniam na ok 120 tys zł może więcej i ok 8 miesięcy pracy od rana do nocy (gdyby te wszystkie tygodnie z 3 lat złożyć w całość). Z czego raptem z 50 tysięcy mamy faktycznie w fakturach bo większość prac przeprowadzał mój ojciec (od 30 lat budowlaniec) ale nie robi tego nam za darmo choć płacimy mu połowę tego co wzięłaby firma aby pomniejszyć koszty oraz moi dwaj współpracownicy którzy przepracowali u nas w domu łącznie ok 2 miesięcy pracy. A druga sprawa że firma już nie jedna, bo rozważałem i taką opcję też i podzwoniłem po wykonawcach przy takim remoncie nie chce widzieć szwędających się domowników i musielibyśmy opuścić dom na czas prac wraz z rzeczami na min 2-3 miesiące. A ojciec zrobił większość prac bez narzekania i jeszcze pomógł w porządkach przed i po. W każdym razie obecnie tzw. układy z matką narzeczonej zaczęły się psuć. Mija rok jak płaci rachunki (łącznie pokazała nam że zapłaciła już ok 4 tys zł ale z tego co wiemy prawie połowa tego roku jest wciąż nieuregulowana zaległa od 5-6 miesięcy). Więc opłaciła rachunki za 7 miesięcy gdzieś na raptem 2 tys zł. My w tym roku włożyliśmy jak pisałem ok 120 tys zł w tym na tzw. części wspólne które WYGAŁY remontów ok 30-40 tys zł (c.o. , dach, kanalizacja, działka). Ona wiedziała że będziemy to robić, była w temacie i nie zgłaszała sprzeciwu jako współwłaściciel domu. Ja też nie zamierzałem jej wypominać jakichkolwiek wydatków bo byliśmy umówieni że Ona rachunki a My remont. Ale Ona jak wchodzi na górę to najchętniej wszystkich by pozabijała. Jak widziała jak zrywamy boazerię to dostawała szału. I nie szczególnie ją ruszało kiedy widziała pod nią grzyb i pleśń. Narzeka oczywiście na remont (ma do tego prawo nas on też nie uszczęśliwia i jego koszty i tempo prac) ale ma możliwość gdyby chciała całkowicie się odciąć, zamknąć drzwi wewnętrzne i wychodzić i wchodzić bokiem, mogłaby to zrobić i nawet na to nie patrzeć ani nie słuchać, dać córce swobodę ale nie chce BO: od dłuższego czasu zaczęła nas prześladować, robi nam na złość na każdym kroku i nie ukrywa tego, chodzi i trzaska specjalnie drzwiami z całej siły, puszcza sobie głośno i radio i tv jednocześnie i otwiera drzwi żeby niosło się po domu często po 21 kiedy dziecko już śpi, jak ją raz czy drugi upominaliśmy to robi awanturę, krzyczy na nas że nie płacimy rachunków i wyzywa nas. Kiedy jej przypominam na co się umawialiśmy nie chce o tym słuchać, koszty które my ponieśliśmy jej w ogóle nie interesują. Zdarza jej się okazywać agresję. Nie raz już usłyszeliśmy że Ona jest u siebie i będzie robić co chce a jak się nam nie podoba to tam są drzwi możemy spadać. Bezpośrednio nas wyrzuca. A z agresją. Do mnie w prawdzie nie podchodzi ale podczas kłótni z narzeczoną raz czy drugi podniosła na nią rękę, raz zdarzyło jej się też rzucić telefonem w narzeczoną a trafiła nim w dziecko i rozwaliła jej palec do krwi, płacz był i krzyk. Raz mi się nawet zdarzyło że musiałem je rozdzielić i od tego czasu chodzi i opowiada że ja ją popycham co jest kłamstwem bo jej nigdy nic nie zrobiłem i ręki na nią nigdy nie podniosłem. W każdym razie żąda od nas ponoszenia jeszcze dodatkowo kosztów rachunków i chce abyśmy zapłacili te zaległe rachunki które ona miała zapłacić a nie zapłaciła. Tak więc to na co się umawialiśmy 2 lata temu jej już kompletnie nie interesuje mimo, że my ponieśliśmy olbrzymie koszty i to nie tylko z owoców naszej wspólnej pracy ale najbardziej mnie oburza to że narzeczona otrzymała w tym czasie odszkodowanie na blisko 80 tys zł, na córkę za śmierć jej ojca w wypadku, z czego kilkanaście tysięcy poszło na jej komunię, na jej zieloną szkołę i na jej wyjazdy wakacyjne, pomoce naukowe itd. ale jednak ok 50 tys zł narzeczona włożyła w remont domu. Tak więc i córka ma w domu swój znaczny udział bo jej pokój, meble i kilka innych rzeczy zrobiliśmy za jej pieniądze po tacie. Jednocześnie korzystamy ze wspólnej kuchni i łazienki - przy czym Ona praktycznie nie robi zakupów. Je chyba w pracy ale w domu... Ja kupuję kawę Ona się „częstuje” ja kupuję cukier, mleko, masło, chleb itd. Itd… Uważa że co jest w jej lodówce to jest jej, że co jest w jej kuchni to jest jej . Denerwuje mnie więc też to, że rano przychodzi z pracy robi sobie herbatę I zostawia ją na blacie, ja ją po kilku godzinach wylewam, tak samo z kawą robi i wychodzi do pracy i zostawia. Później się nie ma co dziwić że herbata, kawa i cukier schodzą w zawrotnym tempie kiedy się 20-30% marnuje. Biorąc to pod uwagę nawet mnie rozbawiła niedawno siostra od narzeczonej bo „podobno” powiedziała jej (matka narzeczonej) w rozmowie że musi uważać bo jej się ostatnio przytyło…. Hah niesamowite, dobrze się wiedzie, wcześniej nie miała takich problemów. W każdym razie po kilku kłótniach z narzeczoną odnośnie tych rachunków zaproponowaliśmy że narzeczona weźmie te wszystkie umowy (prąd, gaz, woda) na siebie i będziemy to płacić ale to co zaległe musi ona uregulować ale odpowiedzi nie mamy a wyłącznie coraz to nowe kartki wszędzie że mamy zapłacić to i tamto itd.. Bo skoro Ona zarządziła to tak ma być i koniec! Ta kobieta ma może spory problem finansowy bo rok temu zmarł jej ojciec, który jej całe życie pomagał. Miał kilka dobrych tysięcy emerytury i płacił za co mógł. Teraz w wieku prawie 60 lat Ona przeżywa to co przeciętny 20 latek kiedy odcina się od rodziców i przychodzi samemu na wszystko zarobić. Nie jest to łatwe. Ale konieczne. Stąd obecnie jesteśmy stale szantażowani że jak nie będziemy jej słuchać i płacić to odwoła darowiznę. Ja z racji tego że sam się utrzymuję od 18 roku życia i sam mieszkałem a i sam na siebie i nie tylko na siebie pracuję odkąd mam 20 lat a mam już 32 lata i już od 14 lat jestem samodzielny i samorządny nigdy się nie zgodzę na to żeby mi ktoś chodził po domu który jest też własnością mojej narzeczonej i w który włożyłem ponad 100tys zł i 3 lata ciężkiej pracy i mi rozporządzał że mam gasić światło i nie puszczać radia bo prąd jest drogi. Tak więc daliśmy się wciągnąć matce narzeczonej w nieciekawą sytuację. Zastanawia mnie tylko teraz sytuacja prawna. Obecnie to Ona jest górą bo może odwołać darowiznę kiedy zechce (co jest chyba najbardziej chorym prawem o jakim w Polsce słyszałem) a my wtedy musimy opuścić dom na który 3 lata pracujemy od rana do nocy. Wówczas dopiero możemy domagać się zwrotu jedynie 1/3 nakładów bo tyle mamy udokumentowane a Ona za rok czasu kiedy w tym domu mieszkamy może nas okraść na ponad 100tys zł w majestacie prawa z uśmiechem na ustach. Ale jeśli przyjąć że to Ona nas namawiała i prosiła, że to Ona nas mówiła żebyśmy do niej przyszli zamieszkać, to z nią się umawialiśmy i to Ona teraz nie dotrzymuje tego na co się z nami umówiła i co obiecywała to czy prawo nas jedynych faktycznie pokrzywdzonych w tej sytuacji jakoś w ogóle broni??? My nie potrzebowaliśmy nic, było nam dobrze w mieszkaniu, daliśmy się zwieść i namówić, byliśmy może naiwni, zawarliśmy z matką narzeczonej słowną umowę że będzie tak i tak a obecnie ponieśliśmy znaczne nakłady a traktuje się nas jak darmozjadów którzy u kogoś kątem siedzą, za nic nie płacą, i „biedną” starszą panią denerwują. Jak prawo w prosty sposób rozwiązuje taką sytuację? Obecnie prawda jest taka że w dom włożyliśmy spore środki, gdybyśmy tego nie zrobili, moglibyśmy spokojnie np. kupić sobie mieszkanie lub nawet z pomocą ojca moglibyśmy wybudować dom w stan surowy zamknięty. Matka narzeczonej ma natomiast dom na który palcem nie kiwnęła bo otrzymała go wcześniej od swojego ojca, to On go wybudował na nią, a teraz ma wyremontowany na kolejne 30 lat dom. (instalacje ma zrobione, centralne ma zrobione, dach naprawiony, ocieplony, na głowę nie kapie, rury się już nie zatykają bo ma kanalizację, pełne zadowolenie, wszystko w tym domu, dosłownie wszystko albo jest nasze albo było przez nas sporym nakładem naprawione, nie ma nic co byłoby jej i nie wymagało naprawy! I tylko My jej teraz przeszkadzamy) bez nas mogłaby niedużym już obecnie kosztem dokończyć i żyć w eleganckim miejscu do śmierci. A My? Możemy wrócić do mnie do jednego pokoju starsi o 3 lata i biedniejsi o min. 120 tys zł a realnie o jakieś 150-160 tys zł a na chwilę obecną nawet na to nas nie stać bo mamy zaplanowany ślub i musimy wysupłać kolejne 20 tys zł bo umowy mamy już podpisane a zaliczki po wpłacane. Oczywiście gdyby chciała nam oddać te min. 100 tys zł bez problemu byśmy się wyprowadzili, machnęlibyśmy ręką na pozostałe 50 tys zł bo tyle byśmy dozbierali albo pożyczyli w banku i kupili mieszkanie dla siebie. Ale Ona nie ma zamiaru! Radośnie stwierdza że jak chcieliśmy to robiliśmy a przed znajomymi zgrywa bardzo pokrzywdzoną bo ma taką niewdzięczną córkę która za darmo dostała dom a tylko narzeka i płacić nie chce co matka karze. Mega obłuda to jest. Nie mogę słuchać jak nas obgaduje przez telefon. Kłamie jak z nut! Co możemy zrobić w takiej sytuacji? Sami byśmy się nigdy tak nie wkopali, bez jej zapewnień i namawiania sami byśmy nigdy nie weszli w taki układ i nikomu byśmy ani nie narzucali się ani nie robili czegokolwiek ale tylu zapewnień, tylku obietnic, próśb w życiu wcześniej nie słyszałem co te kilka lat temu. Czujemy się teraz oszukani i pokrzywdzeni bo jesteśmy teraz niewolnikami tego domu i tej kobiety. Proszę o poradę prawną to że po części sami zaufaliśmy i jesteśmy sobie winni to wiem. Chcę sytuację rozwiązać i wiedzieć jakie są możliwości prawne bo z tą kobietą nie da się rozmawiać odpływa tak bardzo od rzeczywistości i tak bardzo unosi się w oparach kłamstw, wymysłów i swoich marzeń że szkoda czasu na jakiekolwiek ustalenia z nią, ona nie dotrzymuje słowa, mówi jedno a robi drugie, jest jak chorągiewka na wietrze, niby zależy jej na rodzinie na córce i wnuczce ale chodzi od rana do nocy i im robi na złość żeby zwrócić na siebie uwagę woli awantury niż ciszę i brak kontaktu. Nabiera to znamion psychicznego znęcania się i nad córką i nad wnuczką i natrętnego atakowania przy każdej okazji…
gamonblood jest off-line  
05-12-2016, 09:31  
korf
Ekspert
 
korf na Forum Prawnym
 
Posty: 25.010
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Skróć Harlekina i zadaj pytania prawne. Kto to przeczyta. Dotarłem do połowy.
korf jest off-line  
05-12-2016, 10:04  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

OK to tak: zamieszkaliśmy z narzeczoną i jej córką z jej matką bo nas bardzo prosiła i obiecywała że zapisze jej (swojej córce) dom. Zapisała jej w darowiźnie współwłasność a w spadku resztę domu. My wykonaliśmy w domu remont za jakieś 120 tys zł. Obecnie nie podoba jej się że Ona płaci rachunki, chce żebyśmy my płacili mimo iż umawialiśmy się inaczej. Nasze wcześniejsze ustalenia i ustna umowa w ogóle już jej nie interesują. Nie podoba jej się że remontujemy, że chodzimy po domu, ogólnie wszystko jej się nie podoba. Ona jest złośliwa i natarczywa chce nam utrudnić życie w tym domu bo po kilku kłótniach chce się nas pozbyć. My mieszkamy tam i stale coś robimy. Nie podoba nam się jak Ona nas traktuje i na co sobie pozwala. Ona najchętniej wyrzuciłaby nas a My najchętniej Ją. Ona szantażuje że odwoła darowiznę. I teraz tak: Co My możemy zrobić pod względem prawnym? Np. wydzielić część domu, wnieść o podział? Aby się od niej odciąć i móc tam spokojnie mieszkać. Lub co Ona może np. odwołać darowiznę, wnieść o eksmisję? i później co My musimy aby chronić swój interes w takiej sprawie? My najchętniej byśmy się wyprowadzili gdyby Ona zwróciła nam ok 100 tys zł (to może 2.3 kosztów naszych ale wystarczy żeby było nas stać na mieszkanie własne) tyle że Ona nie ma nam z czego oddać musiałaby sprzedać dom a tego na pewno nie zrobi.
gamonblood jest off-line  
05-12-2016, 10:33  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

I podstawowe pytanie. Jeśli się umawiam np. w ojcem lub z matką że Ona to a ja tamto i jest to w ustnej umowie. To jeśli ja wypełniam swoją część a ta druga ma gdzieś to do czego się w zamian zobowiązała to czy mam możliwość to jakoś prawnie wyegzekwować?
gamonblood jest off-line  
05-12-2016, 10:50  
mypetro
Zbanowany
 
Posty: 4.374
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Problem z egzekwowanien umowy ustnej jest taki, ze nie sposob jest udowodnic warunki takiej unowy
mypetro jest off-line  
05-12-2016, 11:28  
eol12
Przyjaciel forum
 
Posty: 18.425
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Przeczytaj uważnie art. 195 - 221 KC dot. współwłasności.
Generalnie - niezależnie od ustnejumowy - powinniście płacić za zużyte przez was media.
Jaki udział w tej nieruchomości ma narzeczona?
Czy w tej nieruchomości da się wydzielić samodzielny lokal (osobne wejście, kuchnia, łazienka)?
Macie rachunki za nakłady, remonty?
eol12 jest off-line  
05-12-2016, 12:28  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

narzeczona ma 50% z darowizny, resztę jak na razie ma wyłącznie testament notarialny który można dowolnie zmienić, eol12 wiem, że płacić za media trzeba ale nakłady na dom w tym roku to 4 tys zł rachunków (z czego Ona opłaciła ok. połowy) i 28 tys zł za remonty tzw. części wspólnych u nas; dachu (naprawa i ocieplenie), naprawę c.o. i wymianę kotła oraz podłączenie kanalizacji i wymiana części instalacji kanalizacyjnej. My już zapłaciliśmy w tym roku te 28 tysięcy a umowa była taka, że do zakończenia prac remontowych rachunki za media płaci Ona a później kiedy skończy się konieczność ciągłego wydawania na remont wtedy My. Chyba że robimy po połowie jak mówisz, wtedy by wyszło że powinna oddać z 15 tysięcy na biegu. Nie o to nam chodzi, chcemy żyć w spokoju. W każdym razie da się wydzielić osobne dwa lokale bo połowa parteru jest osobnym mieszkaniem z osobnym wejściem i drzwiami (pokój, kuchnia, łazienka, hol, przedpokój) i to jest oddzielone drzwiami (które są stale otwarte) od przedniego przedpokoju do którego schodzi się z góry po schodach i z tego przedpokoju jest wejście na garaż i wiatrołap oraz do kotłowni (kiedyś tam musiał być dostęp bo paliło się węglem, obecnie jest kocioł gazowy nie trzeba tam specjalnie chodzić, ona chodzi bo pali papierosy tam). W każdym razie podzielić się da ale nie na pół jak jest w papierach współwłasność a raczej na 3/4 my, 1.4 Ona czyli góra i połowa dołu gdzieś oraz druga połowa dołu osobna w której Ona miała faktycznie mieszkać wedle naszych z nią ustaleń wcześniejszych. Nas wówczas nie interesowało ile faktycznie będzie jej (50 czy 25%) bo ustaliliśmy z nią że Ona będzie mieszkać w tym wydzielonym mieszkaniu i wchodzić bokiem bo zamkniemy te drzwi i będziemy mieszkać osobno, a już po władowaniu przez nas kasy ona się z tego wycofuje i nie zgadza się mówiąc że ma przecież 50% na piśmie a resztę może w każdej chwili cofnąć i nas wyrzucić. Nasze zdanie jest że ma 50% w papierach co nie zmienia faktu że umawialiśmy się inaczej i z własnej woli i chęci a nie z konieczności zgodziła się że będzie tam mieszkać osobno od nas a obecnie nie chce tego dotrzymać i tylko to powoduje że ani Ona ani My nie czujemy się komfortowo. Można by to przez sąd oddzielić spróbować ale to raz mogłoby spowodować wniesienie pozwu o cofnięcie darowizny (bo Ona obecnie sama z własnej woli nie odda nam dolnego przedpokoju i garażu jak obiecywała choć i tak z niego korzystamy) i w ten sposób zostajemy z niczym, bo wtedy najpierw musimy oddać jej dom a dopiero później ją sądzić o poniesione nakłady a faktycznie już w tym momencie wyłudza od nas ponad 100 tys zł bo wydaliśmy realnie ok 150 a faktur na materiały mamy raptem na ok 40 tys bo zbieramy faktury dopiero odkąd zaczęły się problemy wcześniej robiliśmy rok i nie zbieraliśmy rachunków bo przecież robiliśmy niby u siebie?? (tu twierdzenie że prawo o cofaniu darowizn jest chore). Dopiero w tym roku po jakiejś awanturze zaczęliśmy zbierać faktury i mamy ok 40 tys zł w fakturach za materiały, za robociznę nie mamy nic a w tym roku to ponad 50 tys już będzie też. Także tak źle a tak niedobrze. Gdyby przystać na ugodę że my się wyprowadzamy (mamy małe mieszkanie 1 pokój cały czas) a Ona zwraca 100tys zł i wy bierzemy kredyt i kupujemy większe mieszkanie i żyjemy jak ludzie to byśmy się zgodzili nie patrząc ze wydaliśmy 150 i kupe pracy, ale Ona nie dysponuje żadnymi pieniędzmi, zapłaciliśmy nawet za notariusza kiedy Ona to przepisywała. Obecnie żebyśmy my się wyprowadzili i zostały zaspokojone nasze faktyczne nakłady trzeba byłoby sprzedać ten dom, ale na to Ona się nigdy nie zgodzi, do tego może dojść tylko jeśli będzie nadal się tak zachowywać, odwoła darowiznę, my złożymy pozew i z pomocą świadków i faktur udowodnimy jak znaczne nakłady ponieśliśmy (słyszałem że z pomocą świadków można udowodnić że wykonało się prace na które nie ma się faktur i powołując biegłego budowlanego można oszacować ich wartość ale nie wiem na ile to prawda) wtedy jeśli sąd nakaże zapłatę wówczas komornik może odebrać dom i zaspokoić z tej kwoty naszą część a pozostałą po odjęciu kosztów zwraca. Ale tego byśmy nie chcieli. O podziale też słyszałem że można spróbować wtedy my musielibyśmy za ten cały cyrk, jeszcze zapłacić jej odszkodowanie w wysokości ok 1/4 wartości domu który obecnie wyceniony na pewno będzie sporo droższy niż to co tu było 4 lata temu i może się zdarzyć że szarpnie nas to na kolejne 150 tys zł i nadal nie będziemy mieli zbyt wiele bo działka pozostanie w kawałkach i dom w kawałkach, nikt takiej nieruchomości nie kupi w realnych pieniądzach a domyślam się że w przypadku takiej sprawy i po takiej sprawie mieszkanie obok siebie będzie jeszcze większą udręką.
gamonblood jest off-line  
05-12-2016, 13:36  
eol12
Przyjaciel forum
 
Posty: 18.425
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Już cię prosił korf, żebyś harlekinów nie pisał, bo długich elaboratów nikt nie chce czytać.
Macie dwa wyjścia:
1. Zagryźć zęby i dać się na razie wykorzystywać i pomiatać, licząc że nie zmieni testamentu i dziewczyna będzie miała całość kiedyś.
2. Machnąć ręką na ewentualny spadek i dochodzić swoich roszczeń teraz. Możecie wystąpić do sądu o zwrot połowy nakładów albo o zniesienie współwłasności poprzez wydzielenie odrębnego lokalu oraz ewentualną spłatę jej, jeżeli dla was będzie więcej niż te 50%. W ramach tego rozliczenia możecie podnieść, że podnieśliście nakłady wtedy spłata będzie mniejsza lub wcale.
I trzeba uważać, bo odwołanie darowizny jest możliwe, ale tylko w przypadku rażącej niewdzięczności obdarowanej. Poczytaj sobie o tym.
eol12 jest off-line  
05-12-2016, 20:06  
korf
Ekspert
 
korf na Forum Prawnym
 
Posty: 25.010
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Cytat:
Napisał/a gamonblood Zobacz post
Doszło do przekazania darowizny w 50% nieruchomości (czyli ustalenia współwłasności)
Pisz pisz, opisuj. Ty widniejesz jako współwłaściciel?
korf jest off-line  
06-12-2016, 09:12  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Narzeczona jest współwłaścicielem. Ma 50% z darowizny. Jej matka (choć to naciągane nazewnictwo) ma drugie 50%.
gamonblood jest off-line  
06-12-2016, 09:16  
Agnieszka3M
Ekspert
 
Posty: 23.904
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

ile była warta nieruchomość przed remontem i ile jest warta teraz?
Agnieszka3M jest off-line  
06-12-2016, 09:17  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Napiszę tak, interesuje nas odzyskanie pieniędzy, ja mam swoje mieszkanie, możemy tam na razie mieszkać od biedy choć jest małe ale mamy gdzie się podziać. W każdym razie chcemy odzyskać włożone nakłady. Jeśli podział ustali że dostaniemy połowę dołu i mamy 150 tys zł zapłacić to myślę że sprzedamy wtedy tę uzyskaną podzieloną nieruchomość z zabezpieczeniem tych 150 tys dla teściowej i sprawa będzie rozwiązana. Lub jeśli teściowa odwoła darowiznę i przyjdzie się sądzić o nakłady wtedy stracimy więcej bo na pewno tyle ile włożyliśmy nie dostaniemy ale wtedy to Ona winna zapłacić a nie ma z czego wiec i tak po czasie może dojść do sprzedaży. To jest waszym zdaniem realne??
gamonblood jest off-line  
06-12-2016, 09:20  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Dobre pytanie, na pewno była warta mniej ale wyceny nie było, narzeczona nie chciała robić, ja naciskałem bo był już nawet umówiony rzeczoznawca ale nie doszło do tego ;-////
Trzeba byłoby to zrobić w sądzie na podstawie zdjęć i wykazu przeprowadzonych prac co mogą potwierdzić w części faktury w części świadkowie (mój ojciec który robił, jeden drugi znajomy który mi pomagał, mój kuzyn który nas odwiedzał w trakcie głównie moja rodzina i znajomi) Zdjęcia mamy nawet dość sporo bo starałem się robić w trakcie prac.
gamonblood jest off-line  
06-12-2016, 09:22  
Agnieszka3M
Ekspert
 
Posty: 23.904
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

jak eol słusznie zauwazyła narzeczona remontowała nieruchomość, której jest współwłaścicielem - więc nie ma mowy o zwrocie całości zainwestowanych środków
Agnieszka3M jest off-line  
06-12-2016, 09:24  
gamonblood
Początkujący
 
Posty: 19
Domyślnie RE: Chora sytuacja z darowizną, współwłasnością i i domem. Proszę o radę...

Problem też w tym że podczas spisywania u notariusza darowizny, notariusz nieco naciągnął narzeczoną. Tzn taksa jest liczona od wartości darowizny. My postulowaliśmy aby wycenić dom w akcie na 350 tys zł On nastraszył je (bo mnie przy tym nie było) Urzędem Skarbowym że jak będzie za mała wartość to może się US przyczepić i zapłaciły większą opłatę i dodatkowo w akcie pisze że wycenia się dom na 500 tys zł (moim zdaniem przed remontem to były pobożne życzenia, na pewno nie był tyle wart. Dom niedaleko w tym samym wieku nieruchomość a w lepszym stanie sprzedała sąsiadka za 420 tys zł ale w akcie pisze 500tys)
gamonblood jest off-line  
Odpowiedz

Podobne wątki na Forum Prawnym
Wątek
§ Zniesienie współwłasności i podział działki z domem. (odpowiedzi: 6) Witam. Sprawa: Działak ok 1000m2 na której stoi dom ok 50m2 pow. użytkowej. Dwóch współwłaścicieli którzy otrzymali nieruchomości te w drodze...
§ Zniesienie współwłasności działki z nowowybudowanym domem. (odpowiedzi: 7) Witam. Razem z moją żoną i innym małżeństwem kupiliśmy 10 lat temu działkę budowlaną. Mamy zrobiony geodezyjny podział działki i decyzję...
§ znieisenie współwłasności działki z domem. (odpowiedzi: 2) Witam serdecznie sprawa wygląda następująco: Dom i działka są we współwłasności na 6 osób po równo na ojca i jego rodzeństwo. Nikt z rodzeństwa nie...
§ Nasza sytuacja - firma - długi - kłopoty ze spłatą- proszę o radę. (odpowiedzi: 3) Witam! Nasza sytuacja wygląda tak: a)Mąż ma długi, które dot. działalności gosp. z roku 2009 w związku z niespłaceniem materiałów handlowych....
§ Bardzo proszę o jakąś radę odn. zakłócania ciszy nocnej, dość nieprzystępna sytuacja. (odpowiedzi: 14) Witam serdecznie, Mam następujący problem, zostałem obwiniony o wykroczenie z art. 51 1 kw o zakłócanie ciszy nocnej. Z sądu dostałem dzisiaj...
§ dział spadku z darowizną czy zniesienie współwłasności (odpowiedzi: 4) Po śmierci mamy (2000 r) z bratem przyjęliśmy spadek i zapłaciliśmy spadkowe. Tato zrzekł się na naszą korzyść i zachował swoje 50% nieruchomości....


Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 12:51.