G
geowędrowiec
Użytkownik
- Dołączył
- 11.2012
- Odpowiedzi
- 33
Złamanie biodra. Robocza propozycja z PZU 15 procent uszczerbku na zdrowiu - czyli minimum (przy 40 proc. max).
Prośba o komisję - zaoczną - bo nic nie można stracić. Będzie albo 15, albo więcej.
Lekarz podtrzymuje 15 procent, jednocześnie zmniejsza o połowę, bo rzekomo narząd był już pierwotnie uszkodzony. Zaocznie u matki zdiagnozował osteoprozę.
Podstawa? Jedno zdanie z zaleceń w wypisie: Proszę podtrzymywać kontakt z poradnią leczenia osteoporozy w celu dalszej diagnostyki i w razie potrzeby ewentualnego leczenia. Lekarze ze szpitala traktowali to jako hipotezę - nie mając środków nie pozwolili sobie na wystawienie diagnozy. Dla orzecznika nie było to problemem - diagnozę wystawił. Nie widział chorej na oczy, nie widział dokumentów diagnozujących chorobę, nie porosił o informację o co bliżej chodzi z wizytami w poradni, nie zażądał przeprowadzenia dodatkowego badania.
I trafił kulą w płot. Matka mieszka kilkadziesiąt metrów od specjalistycznej przychodni i stąd regularnie profilaktycznie się bada od 10 lat. Nigdy nie stwierdzono u niej osteoporozy. Co więcej miała zaplanowane kolejne badanie już po złamaniu. Wynik ten sam: wynik w normie, brak podstaw do leczenia.
Czy lekarz orzecznik może wystawiać diagnozy z sufitu. Miał możliwość dopytania, zwrócenia się o dodatkowe dokumenty. Nie zrobił tego. Postawił diagnozę nie mając do tego żadnych podstaw i zrobił to z ewidentnie złą wolą i wbrew etyce lekarskiej- aby tylko pozbawić poszkodowaną połowy należności.
Czy tu nie ma elemntów próby oszustwa, wyłudzenia, potwierdzenia nieprawdy? Wiem, że w kontakcie z ubezpieczycielem nie jest to rozsądne, ale mam ochotę spytać o opinię prokuraturę.
Prośba o komisję - zaoczną - bo nic nie można stracić. Będzie albo 15, albo więcej.
Lekarz podtrzymuje 15 procent, jednocześnie zmniejsza o połowę, bo rzekomo narząd był już pierwotnie uszkodzony. Zaocznie u matki zdiagnozował osteoprozę.
Podstawa? Jedno zdanie z zaleceń w wypisie: Proszę podtrzymywać kontakt z poradnią leczenia osteoporozy w celu dalszej diagnostyki i w razie potrzeby ewentualnego leczenia. Lekarze ze szpitala traktowali to jako hipotezę - nie mając środków nie pozwolili sobie na wystawienie diagnozy. Dla orzecznika nie było to problemem - diagnozę wystawił. Nie widział chorej na oczy, nie widział dokumentów diagnozujących chorobę, nie porosił o informację o co bliżej chodzi z wizytami w poradni, nie zażądał przeprowadzenia dodatkowego badania.
I trafił kulą w płot. Matka mieszka kilkadziesiąt metrów od specjalistycznej przychodni i stąd regularnie profilaktycznie się bada od 10 lat. Nigdy nie stwierdzono u niej osteoporozy. Co więcej miała zaplanowane kolejne badanie już po złamaniu. Wynik ten sam: wynik w normie, brak podstaw do leczenia.
Czy lekarz orzecznik może wystawiać diagnozy z sufitu. Miał możliwość dopytania, zwrócenia się o dodatkowe dokumenty. Nie zrobił tego. Postawił diagnozę nie mając do tego żadnych podstaw i zrobił to z ewidentnie złą wolą i wbrew etyce lekarskiej- aby tylko pozbawić poszkodowaną połowy należności.
Czy tu nie ma elemntów próby oszustwa, wyłudzenia, potwierdzenia nieprawdy? Wiem, że w kontakcie z ubezpieczycielem nie jest to rozsądne, ale mam ochotę spytać o opinię prokuraturę.