Kolizja - przyśpieszenie procesu naprawy

  • Autor wątku Autor wątku Masetron
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Masetron

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2023
Odpowiedzi
17
Dzień dobry,

Pod koniec grudnia 2022 roku, doszło do kolizji pomiędzy moim samochodem, a drugim pojazdem (samochody osobowe). Brak rannych, ofiar śmiertelnych – jedynie starty materialne.

Pojazd wjechał w mój prawy bok, podczas skrętu niszcząc doszczętnie przednie drzwi (dziura w poszyciu), wyginając tylne drzwi, uszkadzając nadkole, próg, oraz felgę. Na tą chwile nie wiem, czy nie doszło do mechanicznego uszkodzenia pojazdu (lub innych ukrytych uszkodzeń). Z miejsca zdarzenia byłem w stanie odjechać, drugi pojazd z dużym prawdopodobieństwem nie (tego nie wiem na pewno).

Drogówka po wykonaniu swych czynności, orzekła winnym kierowcę pojazdu, który wjechał we mnie. Miejsce było również w zasięgu dwóch kamer. Jeszcze podczas wykonywania czynności, policjant miał możliwość wglądu na nagranie jednej z kamer. Stwierdził, ze nagranie jest na niekorzyść tamtego kierowcy.

Ostatecznie, sprawca nie przyjął mandatu.

Nagranie z drugiej kamery byłem wstanie obejrzeć na następny dzień – ponownie, jednoznacznie winnym jest tamten kierowca.

Sprawę byłem zgłosić do ubezpieczyciela dwa dni po zdarzeniu (oba samochody z ważnym ubezpieczeniem OC, oba w PZU).

W tym samym dniu byłem na policji, złożyłem zeznanie oraz przekazałem jedno z nagrań, które udało mi się zdobyć. Wstępnie funkcjonariusz orzekł, że winnym jest tamten kierowca, jednak ten jeszcze nie był złożyć zeznań.

Pod koniec stycznia, sprawca został wezwany i złożył zeznanie. Nadal nie przyznał się do winy co poskutkowało wnioskiem do sądu z art. 86§1 kw.

Mój kontakt z ubezpieczycielem to jakiś żart. Od ponad miesiąca próbuje skontaktować się tak mailowo jak i telefonicznie z opiekunem, bezskutecznie. Jedyny kontakt jaki się pojawił to na początku: 2 maile o zapytanie, czy znam nr. polisy sprawcy, gdyż PZU nie jest wstanie jej ustalić (co mi się udało po kontakcie z policją).

Parę dni po zgłoszeniu PZU przysłało swego rzeczoznawcę. Pierwszy kosztorys opiewał na kwotę niewiele ponad 50 tys. zł, po jakimś czasie dostałem kolejny na ok. 35 tys. zł – niestety do tej pory nie znam przyczyny, zero odpowiedzi.

Samochód kupiłem niedawno – ok. miesiąc temu od dealera. Przed jego zakupem, wykonałem pełną diagnostykę pojazdu, który był w stanie bardzo dobrym tak wizualnie jak mechaniczne. Pojazd używany z przebiegiem nie przekraczającym 46 tys. km, rocznik 2015 o wartości do 200 tys. zł.

Samochód jest garażowany od ponad miesiąca z powodu szkód jakie wynikły z kolizji – jego stan w szczególności możliwych uszkodzeń mechanicznych, wyklucza możliwość poruszania się nim.

Niestety, pojazd miał mi służyć jako narzędzie pracy, a z powodu zaistniałej sytuacji tak nie jest. Jego postój, również wpływa na jego utratę wartości – niektóre układy musza po prostu działać „w ruchu” by nie dochodziło do ich awarii (producent pojazdu, zaleca przegląd po ponad 3 tygodniowym postoju).

Jako, że każdy dzień to dla mnie starta finansowa, chciałbym cały ten proces „przyśpieszyć”.

Ubezpieczyciel nie dokona wypłaty/likwidacji szkody, puki nie otrzyma prawomocnego wyroku sądu, a ten może być nawet i za pół roku (bo i takie terminy mi podawano). Jeśli do tego dodamy oczekiwanie na sprowadzenie części w warsztacie, które również będą liczone w miesiącach, samochód może stać prawie rok. „Motywującym” było stwierdzenie jednej z osób, która powiedziała, że: „ubezpieczyciel kiedyś mi wypłaci odszkodowanie”…

Cały mój kontakt z ubezpieczycielem, wynikał z mojej inicjatywy, oni sami nie kłapali się o kontakt w czymkolwiek puki terminy prawne ich do tego nie obligowały.

Początkowo, wybrałem bezgotówkową formę naprawy pojazdu.

Jako, że samochód jest sporej wartości, przekazałem ubezpieczycielowi, iż naprawa ma odbyć się w ASO. Zostałem poinformowany, że jest to możliwe, a wybrany przez mnie serwis współpracuje z PZU.

Między czasie, dowiedziałem się, że mogę naprawić pojazd z własnych funduszy, a ubezpieczyciel zwróci mi koszty po okazaniu faktur/dokumentacji z warsztatu.

Wystosowałem więc zapytanie do ubezpieczyciela, czy zanim zapadnie wyrok sądowy, mogę naprawić pojazd z własnych funduszy, a potem po zapadnięciu wyroku sądowego (byłoby dziwnym, gdybym to ja został obwiniony, więc zakładam, że tak nie będzie) na podstawie faktur/dokumentacji z warsztatu, wypłacono by mi odszkodowanie.

Od co najmniej tygodnia próbuje uzyskać na powyższe zapytanie odpowiedź bez skutku.

Prosiłbym Was o pomoc w tej sprawie – czy istnieje jakiś sposób bym mógł nie tylko naprawić pojazd w rozsądnym czasie, ale i potem uzyskać odszkodowanie od ubezpieczyciela?

Moje zapytanie wiąże się też z faktem, iż gdyby naprawdę samochód miał stać roku, nie wiem czy bardziej nie opłacałoby mi się go sprzedać, nawet w takim stanie jak jest.

Pozdrawiam
 
kxox napisał:
Ubezpieczyciel powinien wypłacić odszkodowanie w ciągu 30 dni od dnia zgłoszenia szkody (art. 14 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych).

Sam fakt, że w sądzie toczy się postępowanie o wykroczenie, nie jest wystarczającą podstawą do wstrzymywania się z wypłatą odszkodowania (zob. np. Treść orzeczenia IX Ca 457/13 - Portal Orzeczeń Sądów Powszechnych ).

Bardzo dziękuję za przesłanego linka - jak będę w domu przestudiuję materiał.

Czy ta sama podstawa jest wtedy, gdy wybierał bezgotówkową likwidację szkody?

Dziś ponownie rozmawiałem z ubezpieczycielem, a ten cały czas zasłania się niemożnością dalszej realizacji swych czynności z powodu braku ustalenia sprawcy (prawomocnego wyroku sądowego), twierdząc, że puki to się nie wydarzy, nie może działać.

Oto co wysyłał mi ubezpieczyciel:

"Obecnie pracujemy, aby jak najszybciej podjąć decyzję w sprawie szkody w pojeździe X, o nr, rej, XXXX. Szkoda aktualnie jest w trakcie likwidacji, oczekujemy na ustalenie odpowiedzialności w szkodzie (wyrok skazujący sprawcę)"

"Kolejny raz informuję, że wypłata odszkodowania uzależniona jest od ustalenia odpowiedzialności sprawcy, co oznacza że potrzebujemy dokumentu z policji o ukaraniu sprawcy mandatem karnym lub prawomocny wyrok skazujący sprawcę zdarzenia."

Pozdrawiam
 
To bardzo proste:
-Lubisz ryzyko i ewentualne przepychanki z ubezpieczycielem odnośnie stawek, zastosowanych części itp? - naprawiaj pojazd od razu, zapłać (bo warsztat za darmo samochodu nie naprawi) i wysyłaj fakturę ubezpieczycielowi. Jest jakieś 50% szansy że zapłacą bez szemrania za wszystko i niczego nie potrącą.
-Cenisz sobie święty spokój? Poczekaj na rozstrzygnięcie sądu a nastepnie akceptacje kosztorysu przez ubezpieczyciela. Wtedy ASO zamowi części i wykona naprawę a ubezpieczyciel zapłaci. Przez ten czas masz prawo do samochodu zastępczego za którego zapłaci ubezpieczyciel sprawcy(o ile sprawa jak twierdzisz jest oczywista).
 
mordall napisał:
To bardzo proste:
-Lubisz ryzyko i ewentualne przepychanki z ubezpieczycielem odnośnie stawek, zastosowanych części itp? - naprawiaj pojazd od razu, zapłać (bo warsztat za darmo samochodu nie naprawi) i wysyłaj fakturę ubezpieczycielowi. Jest jakieś 50% szansy że zapłacą bez szemrania za wszystko i niczego nie potrącą.
-Cenisz sobie święty spokój? Poczekaj na rozstrzygnięcie sądu a nastepnie akceptacje kosztorysu przez ubezpieczyciela. Wtedy ASO zamowi części i wykona naprawę a ubezpieczyciel zapłaci. Przez ten czas masz prawo do samochodu zastępczego za którego zapłaci ubezpieczyciel sprawcy(o ile sprawa jak twierdzisz jest oczywista).

W moim przypadku, problemem nie jest brak samochodu, którym mógłbym się poruszać i wykorzystywać do codziennych potrzeb.

Problemem jest to, że samochód o którym wspominam, a który uległ uszkodzeniu z powodu kolizji, jest... był moim narzędziem pracy, a z zaistniałej sytuacji, korzystać z niego nie mogę, a czas na biurokrację sprawia i może sprawić, że to się wydłuży.

Obawiam się, że szanse nie są wyrównane, zważywszy na fakt, iż ubezpieczyciel będzie dążyć do tego by wypłacić jak najmniej, uchylić się od wypłaty lub przeciągnąć możliwie jak najdłużej wszelkie czynności skutkujące wypłata w takiej czy innej formie.

Dziś konsultant na infolinii oznajmił mi, że nawet jeśli naprawiłbym samochód z własnych funduszy, nie mam żadnej gwarancji, że po okazaniu wymaganych dokumentów (faktur) otrzymałbym pełen zwrot.

Po zapytaniu go wprost, czy chodzi m.in. o to, że ubezpieczyciel mógłby stwierdzić, że: "naprawiłby to taniej" odparł, że właśnie tak mogłoby być.

Aktualnie nie posiadam na tyle środków by ich wszystkich... zignorować i po prostu naprawić pojazd bez gwarancji zwrotu funduszy - zainwestowałem w samochód.

Z waszej wiedzy i doświadczenia, jak myślicie, ile tego typu sprawa może jeszcze potrwać?

Nie chodzi mi o konkretny przedział czasu, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, bardziej orientacyjny czas, bym mógł podjąć jakieś działania, przygotować się.
 
miesiące a czasem nawet i lata.
 
Witajcie,

Małe uaktualnienie...

Poszedłem tropem, jaki podał mi kxox (raz jeszcze dziękuję).

Przestudiowałem orzeczenie oraz - nazwijmy to, inne pokrewne akty prawne czy sprawy.
Napisałem na ich bazie pismo, które chciałem wysłać do ubezpieczyciela, jednak ostatecznie uznałem, że skoro kontaktu z opiekunem w zasadzie nie ma, wysyłanie owego pisma w najlepszej sytuacji skończy się odpowiedzią: „nie bo nie”.

Dziś uzbrojony w potrzebną wiedzę, udałem się do placówki PZU. Pominę szczegóły… spędziłem tam prawie 3,5 godziny, więc możecie się domyśleć „co i jak” – oczywiście grzecznie, elokwentnie.

Pani urzędniczka o dziwo była bardzo pomocna. Po przedstawieniu jej swojej sprawy oraz jej analizy dostępnych dokumentów w systemie, próbowała skontaktować się z opiekunem, gdyż jak jej mówiłem, mnie się nie udało od ponad miesiąca. Niestety i ona próbowała 4 raz… najpierw opiekun był na spotkaniu, potem był poza zasięgiem, a potem nie był dostępny…

Jednak pani nie zrezygnowała. Poszła do dyrektora placówki. Ten zadzwonił do „kogoś wyżej”. Urzędniczka odparła, że opiekun ma dziś do mnie zadzwonić – mimo jej starań, nie uwierzyłem w to. Jednakże, ku mojemu zaskoczeniu, minęło niecałe 5 min i zadzwonił do mnie… opiekun sprawy: żywy, prawdziwy, mówiący, istniejący.

W przeciągu prawie dwugodzinnej rozmowy, załatwiłem (powiedzmy) więcej niż w ciągu tego miesiąca.

Przedstawiłem sprawę argumentując to co jest w orzeczeniu przytoczonym przez kxox. Co ciekawe, mimo, że ubezpieczyciel ma ustawowe prawo wglądu do dokumentacji sporządzonej przez policję (czy materiałów dowodowych) stwierdził, że jemu się to nie udało… czyli wszystkie dokumenty jakie są to tylko dla tego, że ja je dostarczyłem.

Ustaliłem z nim tak, że w poniedziałek zbieram resztę dokumentów z policji (dziś niestety odpowiedzialny funkcjonariusz za sprawę był na urlopie i nikt inny nie może mi wydać akt…) i „zobaczymy co dalej”.

Rozmawiałem również z dyrektorem placówki. Odparł, że po zapoznaniu się z aktami, również z tym co przyniosłem z policji, nie rozumie w ogóle zwłoki – jest dokładnie tak jak w tym orzeczeniu: „jak najszybsza likwidacja szkody by zminimalizować powiększenie się strat”, a jeśli jest jakiś powód dla którego ubezpieczyciel nie może kontynuować swoich czynności, musi to uzasadnić (o owe uzasadnienie mailowo prosiłem – bez odzewu). Sam fakt wniesienia przez policję sprawy na drogę sądową w tej kwalifikacji (o wykroczenie w postępowaniu mandatowym) nie jest wystarczający by wstrzymać się z likwidacją szkody. Niestety w samochodzie ostatnio doszło do samoczynnego włączenia się świateł awaryjnych, czego wcześniej nie było, a co może wynikać z powstałych uszkodzeń (np. zwarcie w układzie, postępująca awaria).

Dowiedziałem się też od niego kilku innych być może przydatnych rzeczy, jak choćby to, że od dnia wykonania przez rzeczoznawcę swoich czynności, samochód jest garażowany i nie jeździ, czyli jego licznik „stoi” – więc jeśli powstaną/uwypuklą się jakieś kolejne uszkodzenia, nie będzie można zarzucić, że powstały one z powodu użytkowania pojazdu po kolizji.

W razie jakiś aktualizacji, napiszę być może kiedyś, komuś ta wiedza się przyda.

Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
Witajcie,

W ubiegły piątek byłem na komendzie. Udostępniono mi akta sprawy.

Znajdowały się w nich:
  • zeznania (moje i sprawcy),
  • szkic z opisem sytuacyjnym,
  • wniosek do sądu na sprawcę,
  • protokół oględzin miejsca wypadku drogowego,
  • protokół oględzin pojazdów,
  • wezwanie sprawcy na przesłuchanie,
  • zaświadczenie o aktualnym statusie sprawy,
  • ok. 25 zdjęć z miejsca wypadku przekazanych przez drogówkę w formie wydrukowanej (nie było dostępnej wersji cyfrowej),
  • prośba o przeprowadzenie rozpoznania w rejonie zdarzenia (świadkowie, zabezpieczenie monitoringu),
  • protokół zatrzymania rzeczy (nagranie z monitoringu),
  • opis tego co widać na nagraniach,
  • pouczenia.

Razem wykonałem ponad 60 zdjęć.

Podczas wykonywania zdjęć, policjant zapytał mnie, czemu ja to robię, a nie wyznaczona przez ubezpieczyciela osoba, że to jest w ich obowiązku. Odparłem, że wiem, iż jest to ich ustawowy obowiązek...

Przekazałem ubezpieczycielowi powyższe dane, ale ten stwierdził, że nie jest wstanie ich otworzyć. Musiałem użyć zewnętrznej usługi dysku sieciowego, aby te dane przekazać, gdyż usługa mailowa z której korzystam ma limit wielkości załącznika, a wszystkie dokumenty spakowane łącznie z nagraniami zajmowały prawe 150 MB.

Ostatecznie przekazałem ubezpieczycielowi ok. 8 różnych sposobów pobrania lub przeglądnięcia danych.

Do dnia wczorajszego nie otrzymałem żadnych informacji, nawet czy dane udało się przejrzeć/pobrać, toteż, zadzwoniłem na infolinię. Konsultant powiedział, że dane są dostępne i możliwe do pobrania przez ubezpieczyciela.

Dnia dzisiejszego otrzymałem maila z informacją od ubezpieczyciela, że dane są analizowane i o wyniku zostanę, cytuję: "niezwłocznie poinformowany".

Nadmienię, że z policji nadal nie otrzymałem listu z informacją, że sprawa została skierowana do sądu. Policjant prowadzący sprawę, gdy się z nim kontaktowałem ok. półtora tygodnia temu, odparł, że do 2 dni takie pismo zostanie wysłane...

Niestety w samochodzie zaczęły pojawiać się problemy, których wcześniej nie było (może to wynikać z uszkodzenia/zwarcia w układach elektronicznych). O zaistniałym fakcie, poinformowałem ubezpieczyciela.


Pozdrawiam
 
Witajcie,

Dnia dzisiejszego, otrzymałem od ubezpieczyciela potwierdzenie akceptacji dalszych warunków likwidacji szkody: forma bezgotówkowa w wybranym przeze mnie warsztacie.

Poproszono mnie o przesłanie upoważnienia do wypłaty odszkodowania dla wybranego warsztatu.

Upoważnienie, można sporządzić na wzór:
https://www.lakiernia.mielec.pl/pdf/pzu_upowazenie.pdf

Może też być napisane odręcznie, ważne by znalazły się w nim:
  • imię i nazwisko właściciela pojazdu (upoważnionego),
  • data oraz miejscowość sporządzenia dokumentu,
  • nr. szkody,
  • marka pojazdu,
  • nr. rejestracyjny pojazdu,
  • nazwa oraz adres warsztatu,
  • deklaracja upoważnienia do wypłaty odszkodowania,
  • własnoręczny podpis.

PZU assistance zapewniło mnie, że po akceptacji powyższego upoważnienia, będę mógł zamówić lawetę we wskazany adres, a następnie samochód zostanie przetransportowany do warsztatu (brak limitu kilometrów, opłacone z OC sprawcy).

Poinformowałem już warsztat o fakcie możliwości kontynuowania likwidacji szkody.

Czekam na akceptację upoważnienia.

Pozdrawiam
 
Witajcie,

Dziś skontaktowałem się z serwisem - otrzymali dyspozycję od ubezpieczyciela.

Zadzwoniłem do działu assistance po lawetę, która przyjechała we wskazane miejsce w przeciągu 30 min, a następnie zabrała samochód do warsztatu naprawy.

Postaram się zamieścić w kolejnych wpisach dodatkowe uaktualnienia w owej sprawie w szczególności, gdyby zaczęło robić się "pod górkę".

Na razie czekam na informację z warsztatu, że pojazd dotarł na miejsce.

Pozdrawiam
 
Witajcie,

W przeciągu kilku ostatnich dni, otrzymałem pisma od ubezpieczyciela o dyspozycji wypłaty środków dla serwisu oraz wniosek do sądu z policji o ukaranie sprawcy.

Serwis dokonał własnej wyceny dużo wyższej aniżeli ubezpieczyciel, po czym wysłał do ubezpieczyciela kosztorys w celu zatwierdzenia.

Dziś otrzymałem wiadomość od serwisu, iż ubezpieczyciel zaakceptował kosztorys oraz przesłał dokument potwierdzający odpowiedzialność za szkodę z OC. Również dziś, serwis złożył zamówienie na potrzebne części do naprawy samochodu.

Pozdrawiam
 
Witam,

Samochód jest już w trakcie naprawy.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec następnego tygodnia, będę mógł go odebrać.

Co do rozprawy sądowej, nadal nie otrzymałem informacji o jej terminie, więc gdyby nie pomoc kxox, samochód nadal stał by w garażu, czekając...

Dla zainteresowanych wątkiem, wspomnę jedynie, że prócz komunikacji mailowej z serwisem (sprowadzenie części, termin naprawy) oraz informowania ubezpieczyciela na jakim etapie jest proces naprawy, żadnych innych operacji nie było.

Pozdrawiam
 
Witajcie,

Dziś zostałem poinformowany przez serwis, że samochód jest naprawiony i gotowy do odbioru.

Podczas naprawy pojawiły się pewne dodatkowe ukryte uszkodzenia, ale i one zostały wyeliminowane.

Jedna z zamówionych części (oryginalnych), okazała się inna od zamontowanej (uszkodzonej), przez co wymaga dodatkowego działania. Serwis naprawiający pojazd, nie ma w swojej ofercie wymaganej technologii.

Ubezpieczyciel ma doprowadzić samochód do stanu sprzed kolizji z małymi wyjątkami np. dostępność części, jeśli brak, wtedy wymiana na zbliżone.

Przekazałem powyższe informacje konsultantowi. Odparł, że wymagane działanie jest możliwe, jedynie musze dostarczyć kosztorys za wykonanie usługi.

Kontaktowałem się z firmą, która w swej ofercie ma możliwość wykonania wymaganej usługi. Jak tylko będę miał samochód, udam się tam – poinformowałem również o tym fakcie ubezpieczyciela.

Nadal nie otrzymałem żadnych informacji co do rozprawy sądowej.

Gdyby nie podjęte działania, zgodnie z pierwotnymi wytycznymi ubezpieczyciela, nadal miałbym czekać na wyrok sądu (zainteresowanych odsyłam do wcześniejszych wpisów, które wskazują na zasadność działania z mojej strony), a tak samochód jest już naprawiony i gotowy do odbioru ok. 3 miesiące od kolizji.

Będę zamieszczał wpisy, tak długo, aż sprawa całkowicie się zakończy, tak od strony ubezpieczyciela, jak i rozprawy sądowej.

Zobaczymy jak się potoczy, a przede wszystkim, jak długo jeszcze potrwa.

Pozdrawiam
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra