@geronimo22
Jest kilka kwestii, których nie dostrzegłeś:
1. Biuro jakiejkolwiek papugi (adwokat czy r.pr.) to laptop + toga

(ewentuanie drukarka), notariusz czy komornik muszą mieć conajmniej parę osób na utrzymaniu. przeciętnie trzech ludków inaczej się nie da.
2. Notariusz czy komornik to funkcjonariusze publiczni, wystawiają kwity z kurą w kółku

(z wizerunkiem orła), bez względu na kwoty, w tym również akty władcze, ale na rynku są jak prywatni przedsiębiorcy i działają w granicach ryzyka gospodarczego, prawnie nie mają dochodów gwarantowanych jak np. sędziowie czy prokuratorzy, a ponadto nie mogą prowadzić żadnej innej działalnosci. Ich dochody muszą być gwarantowane, aby utrzymać kancelarię i pracowników, żeby im nie przychodziły do głowy głupie pomysły, bo dysponując swoją pieczątką mogą narobić gnoju większego niż jakakolwiek papuga. Stąd też, jeżeli, jeżeli mówimy o wolnej konkurencji, musimy brać pod uwagę również ten aspekt sprawy. Osobiście uważam, iż trafniejsze byłoby po prostu określenie skali społecznego zapotrzebowania na usługi notarialne i komornicze, ustalić liczbę wolnych etatów w poszczególnych ośrodkach np. według statystyk w innych krajach i zorganizowanie otwartego konkursu.
3. Jeżeli chodzi o szkółkę, polecam dziesiejsza Rzepę:
Test na aplikację sędziów i prokuratorów - Rzeczpospolita, już nawet wielbiciel tej instytucji, jaką jest Rzepa, dostrzega że z robotą po szkole może nie być tak wesoło. Przyczyn jest kilka, wymienia się niechęć czy wręcz otwartą wrogość środowisk sędziowskich do narzucania im szkolenia aplikantów w jednym ośrodku (niby z jakiej paki ?), krytyczny stosunek KRS (Przewodniczący SSN Antoni Górski, ostatni wywiad w Rzepie), która - jakby nie było - decyduje w naszym kraju, kto będzie sędzią, złośliwie zarzuca się nepotyzm b. ministra sprawiedliwosci z Krakowa jako autora pomysłu jedynej słusznej szkoły właśnie tam (Nie jestem żadnym wrogiem tego ośrodka, tam studiowałem). Dochodzi do tego coraz mocniej głoszony pogląd, iż zasadniczo sędziami czy prokuratorami powinni być co do zasady osoby, które już wykonywały jakiś zawód prawniczy. Na razie jeszcze animozje pomiędzy środowiskami powodują trudności w realizacji tego pomysłu, ale sądzę że to tylko kwestia czasu. Do momentu jak aplikanci szkoły ją skończą warunki mogą się całkowicie zmienić, a Minister nie może nikomu zagwarantować że po skończeniu jego szkoły aplikant zostanie sędzią, bo tak się składa, że to nie on o tym decyduje.