K
Kasia1309
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 4
Witam.
Postaram się opisać pokrótce naszą, czy raczej męża i jego kolegi, sytuację. Mąż od końca stycznia roku 2012 pracuje w Niemczech w malutkiej firmie, zajmującej się instalacjami elektrycznymi. Z szefem (Polakiem) miał zawsze dość dobre relacje, pomógł nam ten człowiek bardzo dając mężowi pracę i pomagając sprowadzić się do Niemiec i mamy, mieliśmy, wobec niego dług wdzięczności.
Byliśmy teraz w Polsce u rodziny, a maż po powrocie oczywiście podskoczył do szefa. Ten mu oznajmił, że w czasie remanentu w firmie okazało się, że poginęły gniazdka, włączniki itp., i to nie sztuki, ale całe kartony. Zarzucił mężowi i jego koledze, który jeszcze nie wrócił, kradzież, powiedział, że powinien to zgłosić na policję, ale na razie zostawia to do powrotu tego kolegi i w poniedziałek zobaczy, co ma z tym robić.
Mąż jest uczciwym człowiekiem, zależało mu na tej pracy i dobrych relacjach z tym panem, mamy dom, dzieci na utrzymaniu, nie w głowie mu jakieś numery. Tak też powiedział szefowi, że po co niby miałby kraść te gniazdka?
Jesteśmy w kropce, nie wiem, jak on ma rozmawiać z tym człowiekiem, żeby się bronić, bo przecież jest niewinny (za kolegę nie ręczę
)...
Przypuszczamy, że chodzi o pieniądze - przed urlopem w grudniu szef męża mówił, że nie da rady wypłacić całej pensji przed wyjazdem, choć początkowo tak deklarował, bo nie ma jeszcze pieniędzy od zleceniodawców za wykonane prace, teraz odsunął termin wypłaty reszty pensji za grudzień z 5.01 na 10.01. i ogólnie sprawia wrażenie, jakby chciał potrącić im z pensji za rzekomo brakujące materiały. Dodam, że w międzyczasie przewinęło mu się 3-4 pracowników, którzy pracowali miesiąc albo ciut dłużej, wiec nawet jeżeli go okradziono, to równie dobrze mógł to zrobić ktoś z nich... Wątpię, by chciał wezwać policję, bo moim zdaniem już by to zrobił, i tylko chciał postraszyć męża, żeby go "zmiękczyć"...
Co robić z tym człowiekiem? Czy może zabrać pieniądze z wynagrodzenia na pokrycie kosztów materiałów ludziom, którzy nic złego nie zrobili, gdy nikogo za rękę nie złapał?
Co w przypadku, gdyby jednak zostało to zgłoszone policji (mąż ma zamiar się tego domagać)? Czy mężowi przysługuje np. jakiś tłumacz przy składaniu wyjaśnień itp.?
Poradźcie coś, proszę, bo od wczoraj oboje nie wiemy, co ze sobą zrobić...
Postaram się opisać pokrótce naszą, czy raczej męża i jego kolegi, sytuację. Mąż od końca stycznia roku 2012 pracuje w Niemczech w malutkiej firmie, zajmującej się instalacjami elektrycznymi. Z szefem (Polakiem) miał zawsze dość dobre relacje, pomógł nam ten człowiek bardzo dając mężowi pracę i pomagając sprowadzić się do Niemiec i mamy, mieliśmy, wobec niego dług wdzięczności.
Byliśmy teraz w Polsce u rodziny, a maż po powrocie oczywiście podskoczył do szefa. Ten mu oznajmił, że w czasie remanentu w firmie okazało się, że poginęły gniazdka, włączniki itp., i to nie sztuki, ale całe kartony. Zarzucił mężowi i jego koledze, który jeszcze nie wrócił, kradzież, powiedział, że powinien to zgłosić na policję, ale na razie zostawia to do powrotu tego kolegi i w poniedziałek zobaczy, co ma z tym robić.
Mąż jest uczciwym człowiekiem, zależało mu na tej pracy i dobrych relacjach z tym panem, mamy dom, dzieci na utrzymaniu, nie w głowie mu jakieś numery. Tak też powiedział szefowi, że po co niby miałby kraść te gniazdka?
Jesteśmy w kropce, nie wiem, jak on ma rozmawiać z tym człowiekiem, żeby się bronić, bo przecież jest niewinny (za kolegę nie ręczę
Przypuszczamy, że chodzi o pieniądze - przed urlopem w grudniu szef męża mówił, że nie da rady wypłacić całej pensji przed wyjazdem, choć początkowo tak deklarował, bo nie ma jeszcze pieniędzy od zleceniodawców za wykonane prace, teraz odsunął termin wypłaty reszty pensji za grudzień z 5.01 na 10.01. i ogólnie sprawia wrażenie, jakby chciał potrącić im z pensji za rzekomo brakujące materiały. Dodam, że w międzyczasie przewinęło mu się 3-4 pracowników, którzy pracowali miesiąc albo ciut dłużej, wiec nawet jeżeli go okradziono, to równie dobrze mógł to zrobić ktoś z nich... Wątpię, by chciał wezwać policję, bo moim zdaniem już by to zrobił, i tylko chciał postraszyć męża, żeby go "zmiękczyć"...
Co robić z tym człowiekiem? Czy może zabrać pieniądze z wynagrodzenia na pokrycie kosztów materiałów ludziom, którzy nic złego nie zrobili, gdy nikogo za rękę nie złapał?
Co w przypadku, gdyby jednak zostało to zgłoszone policji (mąż ma zamiar się tego domagać)? Czy mężowi przysługuje np. jakiś tłumacz przy składaniu wyjaśnień itp.?
Poradźcie coś, proszę, bo od wczoraj oboje nie wiemy, co ze sobą zrobić...