bezumowne wykorzystanie przekładu

  • Autor wątku Autor wątku Tłumacz książek
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Tłumacz książek

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2018
Odpowiedzi
2
Witam serdecznie.
Jestem tłumaczem. Sprawa dotyczy książki, którą przełożyłem na język polski ok. trzydzieści lat temu. Po pierwszym wydaniu było kilka wznowień. Kolejnym wydawcom sprzedawałem tylko prawa do wydania drukiem, i do eksploatacji przez pięć lat. Nigdy nikomu nie sprzedałem praw do adaptacji ani żadnych innych praw pochodnych.

A teraz przypadek: dostaję wczoraj ze stacji radiowej maila, że na podstawie mojego przekładu tej powieści reżyser teatru radiowego zrobił sztukę-słuchowisko, i że mają już zgodę autora powieści, brakuje im tylko zgody autora polskiego przekładu, czyli mojej. emisja pojutrze, więc proszą o pilne wypełnienie i odesłanie umowy, którą załączają.

Takie działanie na dwa dni przed emisją (czyli już zrobili adaptację, wyreżyserowali, nagrali, zmontowali, w ogóle nie troszcząc się o kupno praw do przekładu) – wydaje się trochę beztroskie. Wypadałoby chyba najpierw zapytać, czy zgadzam się na wykorzystanie mojego przekładu i na jakich warunkach. Gdyby warunki im nie pasowały, mogli zlecić tłumaczenie komu innemu.

Ale to szczegół. Najciekawsza jest sama umowa:
W umowie jest, że za sumę ok. jednego tysiąca złotych stacja radiowa kupuje ode mnie absolutnie wszystkie prawa do mojego przekładu, na wszelkie nośniki, wszystkie prawa pochodne, a nawet prawo do wydawania drukiem tyle razy ile zechcą. Jednocześnie życzą sobie, aby moje nazwisko jako tłumacza nie musiało się pojawiać. Poza tym chcą żebym się zobowiązał, w razie jakichś roszczeń ze strony osób trzecich do tego przekładu, że zastąpię ich w ewentualnych procesach i pokryję wszelkie koszty.
Oczywiście roszczenia osób trzecich są mało prawdopodobne, bo przekład jest mój, oryginalny, nie zawiera żadnych zapożyczeń, zresztą jest to jedyny polski przekład tej książki.
Tym niemniej oczywiście zawsze może się zdarzyć, że wyskoczy skądś jakiś wariat z jakimiś pretensjami. W takiej sytuacji nie zamierzam zastępować stacji radiowej w roli oskarżonego czy pozwanego. Jeżeli ktoś pozwie MNIE, wówczas będę stroną, oskarżonym, pozwanym itp. Natomiast nie słyszałem o sytuacji, żeby ktoś miał od kogoś przejmować rolę oskarżonego i zastępować go w procesie, ponosić jego koszty (a może iść za niego do więzienia?).

A teraz pytania:
1. co będzie, jeśli nie podpiszę tej umowy? Właściwie na to pytanie sam mogę odpowiedzieć: albo wyemitują sztukę bez mojej zgody, albo zrezygnują z premiery, wynajmą jakiegoś tłumacza który zrobi nowy przekład, i wyreżyserują sztukę od nowa, bazując na tym nowym przekładzie. To im zajmie w sumie wiele miesięcy, bo nikt nie przetłumaczy im książki w dwa tygodnie. Ale to ich sprawa.

Ciekawsze są dalsze pytania:

2. Co będzie, jeśli ja tej umowy nie podpiszę, a oni mimo to wyemitują sztukę?

3. Jakie przepisy wówczas złamią, postępując w ten sposób?

4. Jakie mam wówczas możliwości dochodzenia moich praw?

Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź.

Z poważaniem
 
Tłumacz książek napisał:
... czyli już zrobili adaptację, wyreżyserowali, nagrali, zmontowali, w ogóle nie troszcząc się o kupno praw do przekładu...
Bo w żaden sposób nie musieli. Zgoda jest dopiero potrzebna na korzystanie i rozporządzanie opracowaniem.


2. Naruszą Twoje prawa autorskie, (jeśli wyemitują na wskazanych warunkach) to zarówno majątkowe jak i osobiste.
3. Jak wyżej - Art. 78., Art. 79., Art. 115., Art. 116. PA.
4. Na drodze cywilnoprawnej jak i karnej.


Po szczegóły [FONT=&quot]użyj opcji - szukaj bo temat naruszania praw autorskich był wielokrotnie omawiany.[/FONT]
[FONT=&quot]
[/FONT]
[FONT=&quot]PS.[/FONT]
[FONT=&quot]Oczywiście rozumiem, że posiadałeś odpowiednią zgodę autora utworu pierwotnego.
[/FONT]
 
Dzięki za odpowiedź.
co do tego czy posiadałem odpowiednią zgodę autora utworu pierwotnego, wygląda to tak, że zgodę taką uzyskał wydawca, który wydał książkę w moim przekładzie. Wydawca podpisał ze mną umowę na przekład, a z autorem na kupno, a właściwie na wykorzystanie, oryginału. Taka jest praktyka. To nie tłumacz kupuje prawa do przekładu, tylko wydawca. Albo, jak w tym przypadku, stacja radiowa. Owszem, oni poinformowali mnie, że uzyskali zgodę autora (ściślej mówiąc, jego spadkobierców).
Ale czy to wnosi coś do sprawy? To działa rozłącznie. Jest oryginał, na który oni kupili prawa, i jest mój przekład, na który praw nie kupili. Mając prawa do oryginału, mogą przecież zlecić zrobienie przekładu komu tylko zechcą. Ale nie mają prawa użyć mojego przekładu, jeśli ja się na to nie zgadzam.
 
Powrót
Góra