Biblia w sądzie?

  • Autor wątku Autor wątku karolinaju
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

karolinaju

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
2
Witam, jakiś czas temu przeczytałam dość interesujący artykuł "Czy przysięga na Biblię powinna wrócić do sądów?" na stronie Rzeczpospolitej.

Oto fragment artykułu: "Skoro w Polsce ponad 90 proc. mieszkańców to katolicy, warto się zastanowić nad ponownym wprowadzeniem przysięgi przed sądami powszechnymi zamiast aktualnego przyrzeczenia – piszą radca prawny Małgorzata Zarychta-Surówka i doktor prawa, sędzia Wiesław Zarychta".
Głównym argumentem jest tutaj stwierdzenie, że przyrzeczenie jest słabsze od przysięgi. Uważa się także, że ustawodawca stosunkowo łagodnie traktuje fakt składania fałszywych zeznań itp. Autorzy podkreślają również to, że w innych (mniej katolickich niż Polska) krajach przysięga na Biblię jest stosowana i dobrze spełnia swoją funkcję.
Osobiście uważam, że nie jest to najlepszy pomysł. Czy te 90% mieszkańców naszego kraju to katolicy 'w praktyce'? Co w takim przypadku z osobami innej wiary - czy składanie zeznań traktowaliby poważnie, jeśli z Biblią niewiele mają wspólnego? I według mnie najważniejsze - czy nie byłoby to w jakimś stopniu sprzeczne z wolnością wyznania?

Pozdrawiam
 
90% wg jakich danych? :) Przyznam szczerze, że tylko mały % moich znajomych deklaruje się jako katolicy/chrześcijanie, więc porównując to do ogółu społeczeństwa ciężko mi w to uwierzyć. Osobiście, również uważam, że przysięga na Biblię dobrym pomysłem nie jest.
 
Semmao napisał:
90% wg jakich danych?
87,2% wg najnowszych danych GUS, 95% wg badań CBOS. Jakby do tego doliczyć inne denominacje chrześcijańskie, to 90% spokojnie wychodzi.

Ad meritum - nie sądzę, aby przysięga miała coś drastycznie zmienić...
 
Mnie również nieco zaskoczyła ta liczba dlatego szukałam w dalszym ciągu i w innym artykule znalazłam informację, że grupa "wierzących i praktykujących" to w naszym kraju około 41% ludności.

MaLk, jak tłumaczą mec. Małgorzata Zarychta-Surówka i sędzia SO w Katowicach Wiesław Zarychta: "Ranga złożonej przysięgi na Biblię jest o wiele wyższa, ponieważ jako środek dowodowy polegający na uroczystym zapewnieniu, że złożone zeznania, opinie i tłumaczenia przez osoby występujące przed sądem w charakterze świadków, biegłych i tłumaczy są zgodne z prawdą. Z dużym prawdopodobieństwem można by przyjąć, że w sądach polskich będzie mniej składania fałszywych zeznań, opinii i tłumaczeń, które przecież stanowią dowód w postępowaniu sądowym i na tej podstawie sądy wydają orzeczenia (wyroki, postanowienia i nakazy)."

Ale czy każdy katolik (nie rozróżniając tu na tych praktykujących i niepraktykujących) przywiązuje aż tak ogromną wagę do Biblii? Kwestia sporna.
Nie mniej jednak, temat jak dla mnie wydaje się intrygujący. Co w takiej sytuacji na przykład z ateistami? Przysięgać na Pismo Święte chyba nie będą, w takim razie powrót do przyrzeczenia sądowego? Czy może brak jakiejkolwiek deklaracji mówienia prawdy?
 
karolinaju napisał:
w innym artykule znalazłam informację, że grupa "wierzących i praktykujących" to w naszym kraju około 41% ludności.
Tyle że akurat sprawa "praktykowania" według tego typu badań średnio jest istotna - ponieważ dotyczy nie wiary, a uczestniczenia w obrzędach.

Ale czy każdy katolik (nie rozróżniając tu na tych praktykujących i niepraktykujących) przywiązuje aż tak ogromną wagę do Biblii? Kwestia sporna.
Nie mniej jednak, temat jak dla mnie wydaje się intrygujący.
Problem jest trochę inny, w Polsce tradycja przysięgania akurat na Biblię nie jest jakoś specjalnie mocno zakorzeniona więc byłoby to tylko sztuczne powielanie obcych wzorców. Jeśli już, to raczej przysięga w ogóle (częściowo obecna choćby w formie "tak mi dopomóż Bóg" stosowanej przy okazji różnych ślubowań) bądź na krucyfiks, jak za starych dobrych czasów przedzaborowych ;)

Co w takiej sytuacji na przykład z ateistami? Przysięgać na Pismo Święte chyba nie będą, w takim razie powrót do przyrzeczenia sądowego? Czy może brak jakiejkolwiek deklaracji mówienia prawdy?
Jakoś w wyidealizowanej amerykańskiej demokracji ludzie sobie dali z tym radę, więc ateiści i u nas też by sobie poradzili...

Deklaracja oczywiście powinna być, jeśli na kogoś ma zadziałać uroczysta przysięga, to i uroczyste przyrzeczenie da radę. Pewien element uzmysłowienia ludziom wagi słów jest potrzebny. Ale po co do tego mieszać sacrum z profanum?
 
wg mnie, przysięga na Biblię, to wyrosła na stereotypowym postrzeganiu rzeczywistości próba emocjonalnego szantażu wobec wierzących (błędnie utożsamianych z naiwniakami).
 
Powrót
Góra