Błąd w sztuce

  • Autor wątku Autor wątku paular
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

paular

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2015
Odpowiedzi
1
Dzień dobry,
postanowiłam udzielić się na tym forum, bo może ktoś z Was wpadnie na pomysł jak można mi pomóc.
Mianowicie cierpiałam na wadę wrodzoną zgryzu. Leczenie jest dwuetapowe, najpierw noszenie około 2 lat aparatu ortodontycznego w celu prawidłowego ustawienia zgryzu, następnie operacja chirurgiczna kości twarzoczaszki. Całe leczenie trwa średnio 2-3 lata, jedyny warunek to ukończenie 18 lat w dniu operacji, ponieważ wcześniej takiej operacji przeprowadzić nie można gdyż kości nadal "rosną". Leczenie ortodontyczne jest prywatne zaś sama operacja w ramach NFZ.

Leczyłam się już ortodontycznie około 3 lat, w międzyczasie kilka konsultacji chirurgicznych i nadszedł dzień operacji. Miał mnie operować znany profesor. Dzień przed operacją okazało się, że przez tyle lat leczenia nikt nie "zauważył"? dolnych ósemek, które należało usunąć do operacji na obu szczękach. Jednak Pan profesor stwierdził, że w takim razie zrobimy operację jednoszczękową. Mówił o tym tak jakby nie było żadnej różnicy, ja podniecona, że wreszcie nadszedł ten dzień wyraziłam na nią zgodę.
Po operacji zgłaszałam się kilkukrotnie do profesora z pretensjami, że efekt nie jest taki jak powinien na co on stwierdził, że należy jeszcze przeprowadzić zabieg plastyki brody. Wiedziałam, że to się zdarza więc również się na to zgodziłam. Nadal efekt był tragiczny, wręcz jeszcze gorszy niż wcześniej więc dalej chodziłam i prosiłam żeby coś zrobił. Mam nawet nagrania tych rozmów na których profesor przyznaje, że operacja się nie udała. Zaproponował mi kolejną, bardzo inwazyjną dlatego zaczęłam konsultować się z innymi specjalistami. Zjeździłam pół Polski, wszyscy mówili, że jest źle, ale po profesorze poprawiać nie będą, bo to podważanie jego kompetencji... Znalazłam w końcu lekarza w Olsztynie, który chciał się podjąć leczenia, pod warunkiem kontynuacji leczenia ortodontycznego. Przez pół roku jeździłam z Łodzi do Olsztyna na prywatne wizyty, w międzyczasie okazało się, że przy operacji w Łodzi zostawili mi w kości kawałek wiertła... Stawiłam się na operację w Olsztynie,ale w dniu przyjęcia dr z Olsztyna odmówił mi leczenia ponieważ dowiedział się, że złożyłam już pozew na lekarzy z Łodzi. Olsztyn też pozwałam za naruszenie dóbr i odmowę leczenia (wszystkie rozmowy nagrywałam- dowody dopuszczone w sprawie). Znowu zostałam z niczym, bez lekarzy, z aparatem na zębach i znów zjeździłam pół Polski żeby znaleźć lekarza. Ortodontycznie kontynuowałam leczenie we Wrocławiu, a operację już trzecią miałam w Opolu, do czwartej nie dotrwałam, bo zaszłam w ciążę.
Mój adwokat złożył zawiadomienie do prokuratury, na opinię biegłych mieliśmy czekać rok. Rok minął w lipcu 2014 roku, postępowanie zawieszone, bo cisza, opinii nie ma. W sprawie cywilnej wszyscy biegli odmówili wydania opinii a to z powodów "bliskiej znajomości z pozwanym" a to "braku kompetencji" itd. Jedyne co to dostaliśmy opinię konsultanta krajowego w dziedzinie chirurgii szczękowo-twarzowej, że doszło do zaniedbań i operacje były źle przeprowadzone oraz zgodę Prezesa Sądu Najwyższego o uzyskanie opinii z poza granic Polski. I tu kolejny problem, przez Ambasady Polskie kontaktowałam się z lekarzami i jest to samo, wszyscy się znają, nikt opinii nie wyda, ani na korzyść profesora, ani na moją. Leczenie trwało 6 lat i na dobrą sprawę się nie zakończyło.
To co ja mam robić? Jest źle, ale tylko dlatego, że profesor to taka gwiazda nikt mi tej opinii nie wystawi. Czyli sprawa będzie umorzona? z jakich powodów? sądy nic nie mogą z tym zrobić?wiem, że środowisko lekarzy to jedna wielka biała mafia, ale jednak jakoś te sprawy się toczą, a tu wydaje mi się, że już wszystkie możliwości wykorzystaliśmy...
Może ktoś z Was mi coś podpowie ??
Z góry dziękuję za odpowiedź.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra