M
matis203
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2022
- Odpowiedzi
- 1
Witam.
Osoba prywatna sprzedała mi auto z wadami utajonymi. Bez zbędnych szczegółów - sprawa w sądzie toczy się już od trzech lat. Prawo jest po mojej stronie i wszystko do tej pory szło po mojej myśli, ale nagle wyszedł problem. Kiedy byłem u gościa kupić to auto, spisaliśmy umowę kupna sprzedaży 12 czerwca 2019 roku, ja mu dałem pieniądze i zabrałem samochód. Zorientowałem się, że było na niej niedopatrzenie. Mianowicie nie było podpisu jego syna, który był współwłaścicielem auta i przez to nie dałoby się go zarejestrować w wydziale komunikacji. Wróciłem się do faceta 3 dni później i nie bawiliśmy się w aneksy tylko spisaliśmy nową umowę z jego synem z nową datą 15 czerwca a ta z 12 do śmieci. Zarejestrowałem dobrą umowę i wszystko było ok. Zapomniałem zupełnie o tym epizodzie. Okazało się, że typ nie wyrzucił tej błędnej umowy z 12 i zaprezentował ją na ostatniej rozprawie przed sądem. Moja adwokatka się naburmuszyła, że jej o tym nie wspomniałem i stwierdziła, że przegrałem sprawę, bo w pozwie sądowym jako dowód jest zła umowa. Według niej mimo, że ta z 12 jest niepoprawna i nie była zarejestrowana to właśnie ona jest jakby wiążąca bo tego właśnie dnia doszło do transakcji, ja mu zostawiłem pieniądze i zabrałem auto w siną dal.
Czy to prawda, że przegrałem przez taką głupotę? Sąd musi odwołać mój pozew tylko dlatego bo była w nim zawarta błędna umowa? Przecież koleś się zgodził spisać ze mną nową umowę z 15 i widnieje tam podpis jego i jego syna. Nie sądziłem, że tą starą z 12 będę musiał mu potargać na stole bo sobie ją zachowa. Musiał poinformować wydział komunikacji o wyrejestrowaniu auta i musiał iść tam z umową z 15 bo z 12 by mu nie przyjęli przez brak podpisu współwłaściciela.
Osoba prywatna sprzedała mi auto z wadami utajonymi. Bez zbędnych szczegółów - sprawa w sądzie toczy się już od trzech lat. Prawo jest po mojej stronie i wszystko do tej pory szło po mojej myśli, ale nagle wyszedł problem. Kiedy byłem u gościa kupić to auto, spisaliśmy umowę kupna sprzedaży 12 czerwca 2019 roku, ja mu dałem pieniądze i zabrałem samochód. Zorientowałem się, że było na niej niedopatrzenie. Mianowicie nie było podpisu jego syna, który był współwłaścicielem auta i przez to nie dałoby się go zarejestrować w wydziale komunikacji. Wróciłem się do faceta 3 dni później i nie bawiliśmy się w aneksy tylko spisaliśmy nową umowę z jego synem z nową datą 15 czerwca a ta z 12 do śmieci. Zarejestrowałem dobrą umowę i wszystko było ok. Zapomniałem zupełnie o tym epizodzie. Okazało się, że typ nie wyrzucił tej błędnej umowy z 12 i zaprezentował ją na ostatniej rozprawie przed sądem. Moja adwokatka się naburmuszyła, że jej o tym nie wspomniałem i stwierdziła, że przegrałem sprawę, bo w pozwie sądowym jako dowód jest zła umowa. Według niej mimo, że ta z 12 jest niepoprawna i nie była zarejestrowana to właśnie ona jest jakby wiążąca bo tego właśnie dnia doszło do transakcji, ja mu zostawiłem pieniądze i zabrałem auto w siną dal.
Czy to prawda, że przegrałem przez taką głupotę? Sąd musi odwołać mój pozew tylko dlatego bo była w nim zawarta błędna umowa? Przecież koleś się zgodził spisać ze mną nową umowę z 15 i widnieje tam podpis jego i jego syna. Nie sądziłem, że tą starą z 12 będę musiał mu potargać na stole bo sobie ją zachowa. Musiał poinformować wydział komunikacji o wyrejestrowaniu auta i musiał iść tam z umową z 15 bo z 12 by mu nie przyjęli przez brak podpisu współwłaściciela.