Bon na zasiedlenie - zwrot. Bardzo proszę o radę

  • Autor wątku Autor wątku DawidLaw
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
D

DawidLaw

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2022
Odpowiedzi
2
Cześć,;)

szukam pomocy, gdyż sam nie wiem, czy jest jeszcze jakaś droga ratunku.

Postaram się, by było jak najkrócej, lecz treściwie i zrozumiale.
Opiszę sytuację, a poniżej zamieszczę pytania, które mnie nurtują.


Opis sytuacji:
Otrzymałem bon na zasiedlenie. Warunków, by bon ten nie był zwrotny, było kilka. Dokładnie 5 punktów, ukrytych pod ust. 1 paragrafu 4, lecz tylko punkt 1, 2 i 3 dotyczyły zwrotu bonu w całości - do którego mnie wezwano.

Potknąłem się o pkt. 3, który wskazywał, iż jestem zobowiązany w terminie 7 dni od dnia utraty zatrudnienia, dostarczyć stosowne oświadczenie, czego nie zrobiłem. Wytłumaczeniem moim było to, że rozstałem się z pracodawcą w nieprzyjaznych okolicznościach, więc nie dysponowałem żadnym dokumentem potwierdzającym utratę zatrudnienia, a wszelkie próby kontaktu szły na marne. Zawiadamiając o tym urząd, na przysłowiową "gębę", otrzymałem informację, już po określonym czasie, że wypisując oświadczenie, w którym wskazuję ww. problemy z pracodawcą, wszystko powinno przejść pomimo obsówki w terminie - nie przeszło.

Pismo, które otrzymałem od UP, to "ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty" - brzmi dość groźnie, gdyż wcześniej nie otrzymałem żadnego wezwania.

Podstawą zwrotu, z otrzymanego pisma jest niedopełnienie obowiązku wynikającego z 4 ust. 1. Ustęp ten ma 5 punktów, z czego tak naprawdę, dopiero po mojej wnikliwej analizie korespondencji - dokumentów, które dostarczyłem, w jakim czasie etc. jestem w stanie wywnioskować, że nie dotrzymałem jednego warunków tego konkretnego podpunktu, który swoją drogą, wg. urzędników miał być zaakceptowany. :D Nawet nie jestem pewien, czy UP miał konkretnie na myśli to niedopatrzenie, na które natrafiłem sam, czy może o coś, z czego byłbym w stanie się wybronić, bo nie wiem, zgubili skan umowy, której przekazanie było jednym z warunków, a którą dostarczyłem.

Idąc dalej, podstawą wierzytelności jest konkretny paragraf.
W paragrafie tym zapisane jest, cytuję "W przypadku niewywiązania się z obowiązków określonych w 4 ust. 1 pkt 1-3" (...).


Pytania:


1. Jak w dogmatyce prawniczej interpretuje się taki zapis "1-3", gdy wskazujemy określone punkty w umowie? Na chłopski rozum - od 1 do 3, bądź pkt. 1, 2 i 3. W żaden sposób nie jest wskazane, że niewywiązanie się z chociażby jednego z tych punktów, niesie za sobą określone skutki, a potraktowane są niejako łącznie, grupowo.(Mam namyśli, że dopiero, gdy nie wywiąże się z pkt. zarówno 1, jak i 2, i 3, to jest to podstawą do zwrotu)

2. Czy "Wezwanie przedsądowe ostateczne" do zapłaty, nie powinno wskazać konkretnego punktu w umowie, którego nie dotrzymałem, a może jedynie odnieść się do całego ustępu, gdzie punktów było kilka?

3. Czy coś z tego, o czym pisałem wyżej, rzeczywiście mogłoby posłużyć jako linia obrony czy mediacji?

4. Czy urząd pracy w ogóle podejmie ze mną jakiekolwiek rozmowy w sprawie, czy decyzja jest nieodwracalna i albo płacę, albo wniosek o uchylenie decyzji w sądzie? Gdyby był to sąd, czy myślicie, że warto się boksować?


Jak najbardziej rozumiem, że nie dotrzymałem warunku umowy, a pacta sunt servanda. Wysłałbym głupie oświadczenie, wszystko byłoby git. Dotrzymałem wszystkich pozostałych warunków, z wyjątkiem jednego. Takie tłumaczenie się nie jest rozsądne, wiem o tym, jedna zastanawiam się, czy nie istnieją, nie wiem, okoliczności łagodzące. Jestem 21 letnią osobą pracującą i zaocznym studentem, tak naprawdę kwota do zwrotu na ten moment jest dla mnie naprawdę spora.

Z góry dziękuję za jakiekolwiek odpowiedzi, wszystkie wskazówki czy uwagi będą dla mnie bardzo cenne.

#EDIT
Jest jeszcze jedna kwestia, dość ciekawa. Urząd nie potrafił ustosunkować się, czy będąc studentem, muszę odprowadzać składki na ubezpieczenia społeczne. Z początku mówiono mi, że mogę być zatrudniony na podstawie umowy-zlecenie, jednak warunkiem jest to, że będę odprowadzał składki, więc je odprowadzałem. Niejako oszukałem pracodawcę, że nie jestem studentem, by z tego tytułu nie otrzymać określonych, należących mi się ulg. Pod koniec okresu oznaczonego umowy, otrzymałem informację, że jednak odprowadzanie składek było niepotrzebne, więc tak naprawdę, przez cały ten czas odprowadziłem w składkach kwotę zbliżoną do wysokości otrzymanego bonu, a o mógłbym być dziś bogatszy. Czy jest w tym jakikolwiek potencjał?
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra