U
UczciwyFrajer
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2022
- Odpowiedzi
- 2
Witam.
Całkiem niedawno zdarzyło mi się spowodować dosyć poważny wypadek z udziałem dwóch samochodów. Nie jestem pewien czy jest to do końca moja wina, bo warunki na drodze były bardzo trudne, ale zakładam, że tak... I tak też pewnie orzeknie sąd.
Jako kierowca z 10-letnim doświadczeniem byłem w tym momencie trzeźwy, nigdy wcześniej nie karany i tylko z jednym malutkim mandatem na koncie z przed 2 albo 3 lat. Niedługo prawdopodobnie dowiem się szczegółów na temat tego, kto, co i ile komu zapłaci oraz z jakiej polisy. Nie wiem ile czasu będę miał wstrzymane uprawnienia oraz co będzie dalej w kwestii ewentualnych pozwów i późniejszych rozpraw... Na moją korzyść pewnie wpłynie to jak się zachowałem zaraz po zdarzeniu, bo udzieliłem potrzebującym pomocy, zaraz potem wezwałem policję i jednocześnie pomoc, oraz bez ogródek wytłumaczyłem później służbom kto zawinił i w jaki sposób. Taką mam nadzieję, tyle też się domyślam, tylko że ja nie o tym...
Niestety pech chciał, że poza całkowitym zniszczeniem mojego pojazdu, całkowitemu zniszczeniu uległ również samochód osoby, w którą uderzyłem. Obawiam się, że mimo tego, że wszyscy uczestnicy wyszli z tego żywi, bez groźby kalectwa czy śmierci, a jedynie z połamanymi niektórymi kośćmi i uszczerbkiem powyżej 7 dni, to właściciel drugiego pojazdu, pomimo moich szczerych przeprosin, już na miejscu zdarzenia, pomimo swojego bólu, zaczął w moją stronę rzucać nie małe groźby. Od normalnego zachowania w takiej sytuacji dzieliło go dużo.
Oczywiście rozumiem, że w takiej sytuacji niektórym mogą puścić nerwy, szczególnie gdy ktoś zniszczy komuś coś na co ciężko pracował i przysporzy przy tym sporo bólu i późniejszych problemów... Ale moja obawa nie jest jedynie strachem przed konsekwencjami ze strony prawnej. Chodzi o zupełnie inne zagadnienie.
Z rozmowy policjantów, którą chcąc nie chcąc słyszałem, bo rozmawiali blisko mnie, dało się wywnioskować, że właściciel drugiego pojazdu jest typem z pod ciemnej gwiazdy, który jest im dosyć dobrze znany. Oczywiście chcę się mylić i mam nadzieję, że jego nastawienie do mnie wynika jedynie z trudnej sytuacji w jakiej się znalazł, ale gdyby to jednak był jakiś kryminalista po wyrokach, który ma gdzieś nasze prawo i może szukać prywatnej zemsty, to mam kilka ważnych dla mnie pytań do osób bardziej obeznanych w prawie cywilnym, drogowym, czy jak tam się to nazywa.
Po kolei:
1. Czy jest możliwość, że w trakcie postępowania sądowego, decyzji obu firm ubezpieczeniowych, czy obecności przy podpisywaniu innych dokumentów, przeze mnie czy przez niego, będzie on miał możliwość poznać moje dane albo dane mojej rodziny?
2. Jeżeli tak, to czy jest jakaś możliwość się przed tym zabezpieczyć? Czy będzie to raczej nieuniknione?
3. W razie późniejszego podania mnie do sądu o odszkodowanie, bo pewnie tak też się stanie, czy będzie to się odbywało zdalnie, czy raczej na żywo i czy wtedy też będziemy mieli nieunikniony kontakt? Jeżeli tak to czy jest możliwość za wczasu to zmienić?
4. Czy powinienem komuś swoje obawy zgłosić i jeżeli tak, to komu, kiedy i w jakiej formie?
Na chwilę obecną to tyle. Proszę mnie nie zrozumieć źle... Nie obawiam się o przykładowe podbite oko, ani też o kwotę jaką ten ktoś może sobie zażądać. Jestem gotowy na konsekwencje i jakie by nie były, to przyjmę je na "klatę".
Bardziej obawiam się jednak o zdrowie swojej rodziny oraz o sytuację typu szantaż, czy podpalenie domu. Mam nadzieję, że niesłusznie i jestem w błędzie myśląc w ten sposób... ale za wszystkie odpowiedzi i ewentualne podpowiedzi z góry dziękuję.
Całkiem niedawno zdarzyło mi się spowodować dosyć poważny wypadek z udziałem dwóch samochodów. Nie jestem pewien czy jest to do końca moja wina, bo warunki na drodze były bardzo trudne, ale zakładam, że tak... I tak też pewnie orzeknie sąd.
Jako kierowca z 10-letnim doświadczeniem byłem w tym momencie trzeźwy, nigdy wcześniej nie karany i tylko z jednym malutkim mandatem na koncie z przed 2 albo 3 lat. Niedługo prawdopodobnie dowiem się szczegółów na temat tego, kto, co i ile komu zapłaci oraz z jakiej polisy. Nie wiem ile czasu będę miał wstrzymane uprawnienia oraz co będzie dalej w kwestii ewentualnych pozwów i późniejszych rozpraw... Na moją korzyść pewnie wpłynie to jak się zachowałem zaraz po zdarzeniu, bo udzieliłem potrzebującym pomocy, zaraz potem wezwałem policję i jednocześnie pomoc, oraz bez ogródek wytłumaczyłem później służbom kto zawinił i w jaki sposób. Taką mam nadzieję, tyle też się domyślam, tylko że ja nie o tym...
Niestety pech chciał, że poza całkowitym zniszczeniem mojego pojazdu, całkowitemu zniszczeniu uległ również samochód osoby, w którą uderzyłem. Obawiam się, że mimo tego, że wszyscy uczestnicy wyszli z tego żywi, bez groźby kalectwa czy śmierci, a jedynie z połamanymi niektórymi kośćmi i uszczerbkiem powyżej 7 dni, to właściciel drugiego pojazdu, pomimo moich szczerych przeprosin, już na miejscu zdarzenia, pomimo swojego bólu, zaczął w moją stronę rzucać nie małe groźby. Od normalnego zachowania w takiej sytuacji dzieliło go dużo.
Oczywiście rozumiem, że w takiej sytuacji niektórym mogą puścić nerwy, szczególnie gdy ktoś zniszczy komuś coś na co ciężko pracował i przysporzy przy tym sporo bólu i późniejszych problemów... Ale moja obawa nie jest jedynie strachem przed konsekwencjami ze strony prawnej. Chodzi o zupełnie inne zagadnienie.
Z rozmowy policjantów, którą chcąc nie chcąc słyszałem, bo rozmawiali blisko mnie, dało się wywnioskować, że właściciel drugiego pojazdu jest typem z pod ciemnej gwiazdy, który jest im dosyć dobrze znany. Oczywiście chcę się mylić i mam nadzieję, że jego nastawienie do mnie wynika jedynie z trudnej sytuacji w jakiej się znalazł, ale gdyby to jednak był jakiś kryminalista po wyrokach, który ma gdzieś nasze prawo i może szukać prywatnej zemsty, to mam kilka ważnych dla mnie pytań do osób bardziej obeznanych w prawie cywilnym, drogowym, czy jak tam się to nazywa.
Po kolei:
1. Czy jest możliwość, że w trakcie postępowania sądowego, decyzji obu firm ubezpieczeniowych, czy obecności przy podpisywaniu innych dokumentów, przeze mnie czy przez niego, będzie on miał możliwość poznać moje dane albo dane mojej rodziny?
2. Jeżeli tak, to czy jest jakaś możliwość się przed tym zabezpieczyć? Czy będzie to raczej nieuniknione?
3. W razie późniejszego podania mnie do sądu o odszkodowanie, bo pewnie tak też się stanie, czy będzie to się odbywało zdalnie, czy raczej na żywo i czy wtedy też będziemy mieli nieunikniony kontakt? Jeżeli tak to czy jest możliwość za wczasu to zmienić?
4. Czy powinienem komuś swoje obawy zgłosić i jeżeli tak, to komu, kiedy i w jakiej formie?
Na chwilę obecną to tyle. Proszę mnie nie zrozumieć źle... Nie obawiam się o przykładowe podbite oko, ani też o kwotę jaką ten ktoś może sobie zażądać. Jestem gotowy na konsekwencje i jakie by nie były, to przyjmę je na "klatę".
Bardziej obawiam się jednak o zdrowie swojej rodziny oraz o sytuację typu szantaż, czy podpalenie domu. Mam nadzieję, że niesłusznie i jestem w błędzie myśląc w ten sposób... ale za wszystkie odpowiedzi i ewentualne podpowiedzi z góry dziękuję.