Wiem że tekst będzie trochę długi, ale chciałabym przedstawić całą sytuację, dlatego wrzucę tutaj to co opisała moja synowa, bardzo szczegółowo,chcemy po prostu wiedzieć konkretnie jakich instrumentów możemy użyć do walki o całkowity zwrot kosztów, nie chcemy nic więcej.
Proszę o poradę czy mogę ubiegać się o całkowity zwrot kosztów za imprezę turystyczną oraz o zadośćuczynienie. Wykupiliśmy imprezę turystyczną bez rozbicia na koszty zakwaterowania i przelotu, podany był tylko całkowity koszt. Po dotarciu na miejsce hotel 5*okazał się być totalną ruiną. Dostaliśmy pokój standard z widokiem na śmietniki i oczyszczalnie, obok balkonu znajdował się generator prądu który był uruchamiany przez dwa dni o 5 rano bo odcięto prąd. Hałas niesamowity mam nagranie. Dodatkowo pokoje wychodziły na bardzo ruchliwą również w nocy ulicę, co powodowało brak normalnej możliwości snu (posiadam nagrania). Pokój był tak mały że nie było możliwości wstawienia łóżeczka turystycznego dla 6 miesięcznego dziecka, w pokoju brak odpływu z brodzika woda wylewała się na podłogę oraz grzyb i wilgoć czyli raczej nie warunki dla dziecka. Zaproponowano wymianę pokoju na jeszcze mniejszy więc możliwości dostawki dla dziecka nadal niemożliwa, a w pokoju panował smród szamba więc go nie wzięliśmy i pozostaliśmy w pierwszym proponowanym. Kiedy dali nam dostawkę to przejście w pokoju wynosiło ok 30 cm (posiadam zdjęcia). Drugiego dnia spotkanie z rezydentem złożenie reklamacji pisemnej i kolejna noc w pokoju i kolejny hit znaleźliśmy pluskwy w w łóżku. Tego było za wiele, poszliśmy na recepcję w której koczowaliśmy od 12 do 2 w nocy bo menager hotelu twierdził że nie ma dla nas pokoju, interweniuje rezydent i mówi że nie da nic zrobić dziś w nocy i prosi abyśmy my z dzieckiem i nasi znajomi z pokoju obok poszli spać do pokoju naszych kolejnych znajomych bo tam nie było pluskiew czyli prosi aby w pokoju ok 15 m na 1 łóżku małżeńskim i 1 łóżku piętrowym spały 6 osób dorosłych, jedna 8 latka i 6 miesięczne dziecko. Nie godzimy się na to i wracamy o 2 w nocy do swoich pokoi i śpimy a przynajmniej staramy się spać przy zapalonym świetle. Dzień trzeci mamy z samego rana wykupioną wycieczkę więc na nią jedziemy i wracamy o 16 do hotelu. Rezydent proponuję zmianę hotelu ale dopiero na następny dzień bo dziś już za późno bo byliśmy na wycieczce a wcześniej brak było propozycji przenosin bo byśmy zrezygnowali z wycieczki i uciekli z tego piekła. Więc trzecia noc w wilgoci, grzybie, smrodzie, hałasie i pluskwami śpimy przy zapalonym świetle więc kolejna noc zarwana a my totalnie wykończeni i bezsilni. Dodatkowo w opcji ultra all inclusive brak codziennie alkoholu, dostępne w zasadzie tylko piwo i jeden rodzaj wina oraz niezbyt świeże jedzenie. Następny dzień nasz rezydent daje nam do podpisania druk że przenoszą nas bezpłatnie w ramach rekompensaty do nowego hotelu o tym samym standardzie,czyli 5 *, nowy hotel na pierwszy rzut ok ok. Po przybyciu dowiadujemy się od jednego z gości że hotel zamykają na stałe za pięć dni i standard pozostawia wiele do życzenia. No i się zaczyna pierwsza noc w nowym hotelu w końcu przespana choć pokoje znów od ulicy ale byliśmy już tak wyczerpani że nie robiło to nam różnicy i teraz hit wstajemy rano a dziecko całe pogryzione przez pluskwy, no to znowu przeszukiwanie łóżek, łóżeczka i nagrane pluskwy które wychodzą spod listw panelowych. Nagraliśmy pogryzionego maluszka i dzwonimy do rezydenta, który każe zejść na recepcję i zmienią nam pokój. Faktycznie bez mrugnięcia okiem pokój zostaje zmieniony na kolejny już nie od ulicy tylko z widokiem na basen. Przenosimy się po raz kolejny i omija nas śniadanie trudno myślimy lepiej spać spokojnie. Zaczynamy piąty dzień pobytu korzystamy z basenu, na plaży brak molo które było w ofercie drugiego hotelu, zamknięty snac bar bo już się hotel zamykał a snac bar mieliśmy w ofercie wycieczki, jedzenie bardzo okrojone i często nieświeże,trzeba bardzo się pilnować co jemy. No i mija piąty dzień naszych wakacji marzeń wracamy do nowego pokoju jest w nim grzyb w łazience mamy zdjęcia, nie działa klima w pokoju 28 stopni wieczorem dziecko nie ma jak oddychać ale jest super myślimy damy radę nie ma pluskiew i kolejnego ranka co w pokoju na łóżku i po ścianach jak zapaliliśmy światłość odkryliśmy pluskwy znowuuuuu. Dziecko pogryzione jeszcze bardziej. Dzwonimy do rezydenta kolejny raz każe iść na recepcję o zmianę pokoju ale tym razem się nie zgadzamy bo znowu trafimy do takiego samego a żeby sprawdzić czy są w nim pluskwy trzeba czekać do wieczora bo one wyłażą jak jest ciemno, nie widzimy sensie przenosin bo dzień zamierzamy spędzić poza hotelem a w nocy o 2 mamy wyjazd. Chcemy złożyć kolejną reklamację ale rezydent mówi że nie ma potrzeby bo biuro podróży i tak odda nam 100 % za hotel nie za całą imprezę. Nie wiemy jaka to kwota bo brak wyszczególnionych kosztów w umowie. Żądam przybycia rezydenta i zgłaszam reklamację również na nowym hotel na piśmie,ale brak już informacji co do tej reklamacja bo nocą opuszczam hotel. Wróciliśmy wyczerpani, niewyspani i z zatruciem pokarmowym (ostatnia wieczerza w hotelu). Nie mogliśmy cieszyć się z wakacji, nie było mowy o normalnym wypoczynku. Dodatkowo po powrocie na lotnisku już w kraju musieliśmy pozabezpieczać nasze
bagaże czarnymi workami żeby nie przenieść pluskiew do tapicerki samochodowych i przez cały kolejny dzień siedziałam na balkonie i każdą rzecz traktowałam parownicą po wyciągnie i u z walizki a potem program w pralce na gotowanie ubrań żeby je całkowicie wytępić. Część ubrań nie do odzyskania bo botowanie je zniszczyło ale nie wyobrażam sobie aby to dziadostwo mogło się u mnie w domu zalęgnąć choć nie mam 100 %gwarancji bo wróciliśmy dwa dni temu i czas pokaże czy bez pasażerów na gapę. Proszę o poradę czy mogę się starać o zwrot za całość wycieczka a nie tylko za pobyt w hotelach jak sugerował rezydent oraz czy mogę dodatkowo ubiegać się o zadośćuczynienie za stres, nieprzespane noce, pogryzione małe dziecko przez pluskwy, za strach który cały czas odczuwam po powrocie do domu czy nic z robactwa nie przywiozłam, na urlopie nie wypoczęliśmy nic, wręcz przeciwnie wróciliśmy jeszcze bardziej wykończeni psychicznie