B
baks
Użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 100
Witam!
Zaznaczam, ze bedzie troche czytania, gdyz moja sprawa jest troche 'zakrecona'. Otoz...:
Mialem wypadek w pracy (pracuje w UK na kontrakcie od ponad 9 lat). Moja praca polegala na tym (w momencie wypadku), ze ustawialem w pionie (stacking) plastikowe palety wazace ok 13,5-14kg (jedna z wielu prac ktore sie wykonuje w mojej pracy). Na hali nie bylo zbyt wiele miejsca, ogolnie panowal tak zwany 'rozpier***' (nie pierwszy i ostatni raz zreszta). Nie mozna byo za bardzo sie ruszyc i moja prace musialem wykonywac na 'walkway' co teoretycznie nie powinno miec miejsca. Kiedy probowalem ustawic ostatnia palete nagle poczolem jakies uderzenie, zachwianie w nodze i z ledwoscia udalo mi sie ja ustawic jednak tak niefortunnie, ze uderzylem zebami i warga o palete ponizej... Poczulem wielki bol, rozcieta warge, troche krwi. Po chwilii dotknalem zeba ktorego praktycznie nie bylo (przednia gorna jedynka), gdyz ruszal sie we wszystkie strony i wiadomo bylo ze trzeba usunac. Tak jak mowia procedury zostal zrobiony 'accident report' itp. itd. Schody zaczynaja sie od tej chwilii.... Probowalem dowiedziec sie od szefostwa czy przysluguje mi jakakolwiek pomoc od firmy... Jak to zwykle bywa w wiekszych firmach - spychanka od team capitana az do regional managera (moja firma zatrudnia w samej UK ponad 30tys. ludzi) az w koncu dowiedzialem sie od site managera, ze najlepiej bedzie jak zrobie claima bo inaczej to ch*** dostane... Tak tez zrobilem...Namiar do kancelarii dostalem od kolegi, sprawa zaczela sie ekspresowo, zostalem poinformowany o ogolnych warunkach, jakie beda koszta itp (no win no fee), przedstawilem moja wersje wydarzen, wszelkie rachunki, off'y z pracy i ogolnie wszystko co mialo wplyw na pomniejszene mojego funduszu. Firma adwokacka wyslala list z moim zeznaniem do firmy i zapytaniem czy ubezpieczyciel ma dla mnie jakakolwiek propozycje... Nadmienie, ze bylo to ok. 1+ miesiac po wypadku, przed otrzymaniem listu z kancelarii w mojej firmie nikt nawet nie raczyl zapytac jak sie czuje i czy moga jakos mi pomoc (mam na mysli managment). Odpowiedz z ubezpieczalni mojej firmy byla tak jak z 85% firm w UK, gdyz stwierdzili, ze wypadkowi uleglem tylko i wylacznie z mojej wlasnej winy i glupoty... OK. Przyjalem do wiadomosci,ale wraz z decyzja dostalem wszelkie kopie moich szkolen, investigation, statementy, nagranie z CCTV itp. itd (uzywam angielskich okreslen poniewaz mysle, iz czytaja to ludzie pracujacy w UK i szybciej zalapie o jakie 'kwity' mi chodzi). Jakiez bylo moje zdziwienie gdy zaczalem je przestudiowywac... Wiec nagranie ktorego wczesniej nie widzialem bylo b. slabej jakosci, poklatkowe oraz tylko z 1 kamery (miejsce gdzie byl wypadek lapia przynajmniej 3/4kamery). Szkolenia owszem byly, ale nie moje, nawet nie z mojego shiftu (po prostu wyslali jakas kartke z podpisami ktora mozna co najwyzej mozna sobie podtrzec wiadomo co), risk assesment z zupelnie innego 'zone' anizeli ja pracowalem, a co najlepsze, statement z investigation... Moje investigation trwalo 2 dni (pracuje na nockach). Wszystko bylo ok, jednak szefostwo tak 'przerobilo' investigation, ze brakowalo jednej strony, wynikalo z niego ze dochodzenie trwalo 1 dzien od 4 am do 6am i ze widzialem uprzednio nagranie z CCTV i sie do niego ustosunkowalem... Ustosunkowalem w ten sposob, ze przyjmuje do wiadomosci fakt, iz jestem debilem i z claima nici (tak w wielkim skrocie) Gdybym nie potrafil czytac po angielsku byla by dupa... Ale na szczescie przez te 10 lat nie 'zbijalem bakow' i staralem sie przyswoic jezyk angielski jak najlepiej potrafie... Znalazlem mase bledow, niedopatrzen, niedomowien, (przykladowo, taka glupota: investigation rozpoczelo sie dnia 01/01/01 o godz 04:32 a zakonczylo dnia 01/01/01 o godz. 04:28 (sic!). Takich smaczkow bylo duzo wiecej. Kancelaria zebrala wszystkie dane i wyslala po ponad miesiacu list z zapytaniem o dostarczenie brakujachych dokumentow... I znow BOOM..! Shiftleader przyjechal o 4 nad ranem i mnie wzywa na investigation, ja sie go pytam 'o co kaman, przeciez juz jedno bylo i zostalo zakonczone..?' a on mi z tekstem, ze tamto bylo odnosnie mojego 'accidentu' a to jest odnosnie, dokladnie tlumaczac: ' dlaczego robie sprawe o odszkodowanie firmie w ktorej pracuje..?' No ku***a stanalem jak wryty... Tlumacze szefowi, ze to jest nastepstwem mojego wypadku, wydalem sporo kasy, nie poczowam sie do tego, ze wypadek byl tylko i wylacznie z mojej winy, gdyz byl ogolny zaj**, syf etc. i chcialbym azeby firma cos tam dorzucila, gdzyz nigdy nie robilem claima (a moglem!) ale w tej sytuacji i w tych okolicznosciach cosik powinni dorzucic... No i wybulilem wszystko liczac kolo 1600 funciakow (duzo? sama korona prawie 900 funi). Szef dalej swoje, ze robimy investigation (a ja skumalem, ze oni maja taki burdel w papierach i tak niewykwalikowana kadre menadzerska, ze cos sie pod tym kryje). Chcial mi zapuscic film z CCTV ale cos z kompem bylo nie tak i nie mogl tego dokonczyc, wiec postanowil przelozyc dochodzenie na dzien nastepny... A ja glupi Polak, nie gadajacy, nie czytajacy i ogolnie bardziej tepy anizeli kolesie z ISIS bede grzecznie czekal i odpowiem mu na wszelkie pytania ktore on bedzie chcial mi zadac. A tu dupa. Cos mi smierdzialo, zrobilem mala konsultacje z moim adwokatem, przestudiowalem internety i po wywolaniu mnie wpadam i wale mu prosto z mostu, ze investigation zaczynamy od poczatku (on chcial od momentu w ktorym przerwalismy dnia poprzedniego) bo mam maly problem... On odwalil swoja formulke i jakiesz bylo jego zdziwienie kiedy przy pytaniu - Czy mam jakiekolwiek objekcje azeby to dochodzenie sie dzis nie odbylo? Na co odpowiedzialem mu: owszem mam (jego mina - bezcenna - chyba pierwszy raz uslyszal jak ktos mu mowi w twarz, ze sorry vinetou ;p'. I walnalem mu formulke: 'poniewaz jedno investgation juz mialo miejsce, zostalo przeprowadzone przez pana xxx xxx, okolo 2 miesiecy temu a ja osobiscie nie zamierzam nic dodawac ani zmieniac dlatego tez prosze wydobyc moje poprzednie zeznania gdzie wyczerpujaco odpowiedzialem na zadane mi pytania i 'investigation' zostalo zakonczone przez pana xxx xxx sformulowaniem 'no further actions required', dlatego tez nie rozumiem naszego dzisiejszego spotkania. Jesli mialby pan jakiekolwiek pytania albo uwagi w przyszlosci prosze kierowac je bezposrednio do moich prawnikow'... Nie wiedzial facet co powiedziec, szcena mu troche opadla (jak tu taki zwykly polun moze mu kur** takie zeczy mowic...!) i wywalil formulke, ze to nie jest 'disciplinaty' i ogolnie ze firma moze mnie przesluchiwac ile razy zechce (co jest gowno prawda i podchodzi pod gnebienie), i poza statementem ogolnie powiedzial ze 'sram pod siebie'.
wiem, ze opis jest troche 'pod publike', jednak sprawa caly czas jest w toku, jesli bedzie zainteresowanie bede dopisywal aktualne watki.
Tak naprawde to cala historie opisalem w wielkim skrocie (naprawde! mozna jeszcze dodac manual handling, dokladne bledy w papierach i ogolnie mase innych rzeczy) . Sam tez nie jestem prawnikiem, cos tam czaje z prawa jednak napewno nie dam sobie 'w kasze dmuchac' ;p Jak my wszyscy, pamietajcie, Wasze szefostwo wykrywa strach z kilometra!
Jesli macie jakies konkretne pytania, pytajcie. Macie watpliwosci, albo uwazacie,ze sciemniam, piszcie!
Macie jakies rady dla mnie? Rowniez piszcie!
Jesli macie podobne przygody z wypadkami, 'claimami' etc w UK, podzielcie sie swoim doswiadczeniem, moze komus kiedys sie przyda info wlasnie od was!!
Pozdro!
Zaznaczam, ze bedzie troche czytania, gdyz moja sprawa jest troche 'zakrecona'. Otoz...:
Mialem wypadek w pracy (pracuje w UK na kontrakcie od ponad 9 lat). Moja praca polegala na tym (w momencie wypadku), ze ustawialem w pionie (stacking) plastikowe palety wazace ok 13,5-14kg (jedna z wielu prac ktore sie wykonuje w mojej pracy). Na hali nie bylo zbyt wiele miejsca, ogolnie panowal tak zwany 'rozpier***' (nie pierwszy i ostatni raz zreszta). Nie mozna byo za bardzo sie ruszyc i moja prace musialem wykonywac na 'walkway' co teoretycznie nie powinno miec miejsca. Kiedy probowalem ustawic ostatnia palete nagle poczolem jakies uderzenie, zachwianie w nodze i z ledwoscia udalo mi sie ja ustawic jednak tak niefortunnie, ze uderzylem zebami i warga o palete ponizej... Poczulem wielki bol, rozcieta warge, troche krwi. Po chwilii dotknalem zeba ktorego praktycznie nie bylo (przednia gorna jedynka), gdyz ruszal sie we wszystkie strony i wiadomo bylo ze trzeba usunac. Tak jak mowia procedury zostal zrobiony 'accident report' itp. itd. Schody zaczynaja sie od tej chwilii.... Probowalem dowiedziec sie od szefostwa czy przysluguje mi jakakolwiek pomoc od firmy... Jak to zwykle bywa w wiekszych firmach - spychanka od team capitana az do regional managera (moja firma zatrudnia w samej UK ponad 30tys. ludzi) az w koncu dowiedzialem sie od site managera, ze najlepiej bedzie jak zrobie claima bo inaczej to ch*** dostane... Tak tez zrobilem...Namiar do kancelarii dostalem od kolegi, sprawa zaczela sie ekspresowo, zostalem poinformowany o ogolnych warunkach, jakie beda koszta itp (no win no fee), przedstawilem moja wersje wydarzen, wszelkie rachunki, off'y z pracy i ogolnie wszystko co mialo wplyw na pomniejszene mojego funduszu. Firma adwokacka wyslala list z moim zeznaniem do firmy i zapytaniem czy ubezpieczyciel ma dla mnie jakakolwiek propozycje... Nadmienie, ze bylo to ok. 1+ miesiac po wypadku, przed otrzymaniem listu z kancelarii w mojej firmie nikt nawet nie raczyl zapytac jak sie czuje i czy moga jakos mi pomoc (mam na mysli managment). Odpowiedz z ubezpieczalni mojej firmy byla tak jak z 85% firm w UK, gdyz stwierdzili, ze wypadkowi uleglem tylko i wylacznie z mojej wlasnej winy i glupoty... OK. Przyjalem do wiadomosci,ale wraz z decyzja dostalem wszelkie kopie moich szkolen, investigation, statementy, nagranie z CCTV itp. itd (uzywam angielskich okreslen poniewaz mysle, iz czytaja to ludzie pracujacy w UK i szybciej zalapie o jakie 'kwity' mi chodzi). Jakiez bylo moje zdziwienie gdy zaczalem je przestudiowywac... Wiec nagranie ktorego wczesniej nie widzialem bylo b. slabej jakosci, poklatkowe oraz tylko z 1 kamery (miejsce gdzie byl wypadek lapia przynajmniej 3/4kamery). Szkolenia owszem byly, ale nie moje, nawet nie z mojego shiftu (po prostu wyslali jakas kartke z podpisami ktora mozna co najwyzej mozna sobie podtrzec wiadomo co), risk assesment z zupelnie innego 'zone' anizeli ja pracowalem, a co najlepsze, statement z investigation... Moje investigation trwalo 2 dni (pracuje na nockach). Wszystko bylo ok, jednak szefostwo tak 'przerobilo' investigation, ze brakowalo jednej strony, wynikalo z niego ze dochodzenie trwalo 1 dzien od 4 am do 6am i ze widzialem uprzednio nagranie z CCTV i sie do niego ustosunkowalem... Ustosunkowalem w ten sposob, ze przyjmuje do wiadomosci fakt, iz jestem debilem i z claima nici (tak w wielkim skrocie) Gdybym nie potrafil czytac po angielsku byla by dupa... Ale na szczescie przez te 10 lat nie 'zbijalem bakow' i staralem sie przyswoic jezyk angielski jak najlepiej potrafie... Znalazlem mase bledow, niedopatrzen, niedomowien, (przykladowo, taka glupota: investigation rozpoczelo sie dnia 01/01/01 o godz 04:32 a zakonczylo dnia 01/01/01 o godz. 04:28 (sic!). Takich smaczkow bylo duzo wiecej. Kancelaria zebrala wszystkie dane i wyslala po ponad miesiacu list z zapytaniem o dostarczenie brakujachych dokumentow... I znow BOOM..! Shiftleader przyjechal o 4 nad ranem i mnie wzywa na investigation, ja sie go pytam 'o co kaman, przeciez juz jedno bylo i zostalo zakonczone..?' a on mi z tekstem, ze tamto bylo odnosnie mojego 'accidentu' a to jest odnosnie, dokladnie tlumaczac: ' dlaczego robie sprawe o odszkodowanie firmie w ktorej pracuje..?' No ku***a stanalem jak wryty... Tlumacze szefowi, ze to jest nastepstwem mojego wypadku, wydalem sporo kasy, nie poczowam sie do tego, ze wypadek byl tylko i wylacznie z mojej winy, gdyz byl ogolny zaj**, syf etc. i chcialbym azeby firma cos tam dorzucila, gdzyz nigdy nie robilem claima (a moglem!) ale w tej sytuacji i w tych okolicznosciach cosik powinni dorzucic... No i wybulilem wszystko liczac kolo 1600 funciakow (duzo? sama korona prawie 900 funi). Szef dalej swoje, ze robimy investigation (a ja skumalem, ze oni maja taki burdel w papierach i tak niewykwalikowana kadre menadzerska, ze cos sie pod tym kryje). Chcial mi zapuscic film z CCTV ale cos z kompem bylo nie tak i nie mogl tego dokonczyc, wiec postanowil przelozyc dochodzenie na dzien nastepny... A ja glupi Polak, nie gadajacy, nie czytajacy i ogolnie bardziej tepy anizeli kolesie z ISIS bede grzecznie czekal i odpowiem mu na wszelkie pytania ktore on bedzie chcial mi zadac. A tu dupa. Cos mi smierdzialo, zrobilem mala konsultacje z moim adwokatem, przestudiowalem internety i po wywolaniu mnie wpadam i wale mu prosto z mostu, ze investigation zaczynamy od poczatku (on chcial od momentu w ktorym przerwalismy dnia poprzedniego) bo mam maly problem... On odwalil swoja formulke i jakiesz bylo jego zdziwienie kiedy przy pytaniu - Czy mam jakiekolwiek objekcje azeby to dochodzenie sie dzis nie odbylo? Na co odpowiedzialem mu: owszem mam (jego mina - bezcenna - chyba pierwszy raz uslyszal jak ktos mu mowi w twarz, ze sorry vinetou ;p'. I walnalem mu formulke: 'poniewaz jedno investgation juz mialo miejsce, zostalo przeprowadzone przez pana xxx xxx, okolo 2 miesiecy temu a ja osobiscie nie zamierzam nic dodawac ani zmieniac dlatego tez prosze wydobyc moje poprzednie zeznania gdzie wyczerpujaco odpowiedzialem na zadane mi pytania i 'investigation' zostalo zakonczone przez pana xxx xxx sformulowaniem 'no further actions required', dlatego tez nie rozumiem naszego dzisiejszego spotkania. Jesli mialby pan jakiekolwiek pytania albo uwagi w przyszlosci prosze kierowac je bezposrednio do moich prawnikow'... Nie wiedzial facet co powiedziec, szcena mu troche opadla (jak tu taki zwykly polun moze mu kur** takie zeczy mowic...!) i wywalil formulke, ze to nie jest 'disciplinaty' i ogolnie ze firma moze mnie przesluchiwac ile razy zechce (co jest gowno prawda i podchodzi pod gnebienie), i poza statementem ogolnie powiedzial ze 'sram pod siebie'.
wiem, ze opis jest troche 'pod publike', jednak sprawa caly czas jest w toku, jesli bedzie zainteresowanie bede dopisywal aktualne watki.
Tak naprawde to cala historie opisalem w wielkim skrocie (naprawde! mozna jeszcze dodac manual handling, dokladne bledy w papierach i ogolnie mase innych rzeczy) . Sam tez nie jestem prawnikiem, cos tam czaje z prawa jednak napewno nie dam sobie 'w kasze dmuchac' ;p Jak my wszyscy, pamietajcie, Wasze szefostwo wykrywa strach z kilometra!
Jesli macie jakies konkretne pytania, pytajcie. Macie watpliwosci, albo uwazacie,ze sciemniam, piszcie!
Macie jakies rady dla mnie? Rowniez piszcie!
Jesli macie podobne przygody z wypadkami, 'claimami' etc w UK, podzielcie sie swoim doswiadczeniem, moze komus kiedys sie przyda info wlasnie od was!!
Pozdro!