K
Kilazs2791
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2009
- Odpowiedzi
- 16
Serdecznie witam,
Mój przyjaciel wpakował się w nie lada tarapaty. Nie wiemy jak go z nich wyciągnąć. Może znajdzie się ktoś kto podpowie jakie są możliwości i co mu może jeszcze grozić.
Prowadził chłopina działalność usługową. Szło raz lepiej raz gorzej. Jak każdemu. Na działalność pozaciągał różnego rodzaju zobowiązania, kredyty, pożyczki itp. Za te pieniądze zakupił dużo sprzętu, gruntownie wyremontował lokal. Póki były małe zlecenia jakoś szło, ale z małych nikt nie wyżyje więc zaczął szukać dużych. znalazł więc możliwości, zatrudnił ludzi którzy mieli mu pomóc w ich realizacji. Ludzie popełnili wiele błędów, nie pozyskiwali nowych klientów, zaczęły się problemy. 3/4 zleceń ze względu na różnego rodzaju błędy było reklamowanych lub odmówiono za nie zapłaty. Chłopina reklamacje przyjmował, na swój koszt realizował zlecenia ponownie. Aby dostać cokolwiek za ich realizacje godził się nawet na zapłatę tylko 50% ceny usług.
jedno wielkie zlecenie na kilkadziesiąt tyś zł spaprał mu jeden z 3 podwykonawców przez co nie dostał za nie więcej niż 20% wartości a pozostałych dwóch trzeba było opłacić. Wartość zobowiązań i strat firmy przekroczyła 70 tyś zł. Został bez przychodu, bez żadnego majątku, obarczony szeregiem niezapłaconych faktur, ścigany przez różne firmy. Na spłatę kredytów pieniędzy nie ma. Lada chwila zostaną wypowiedziane. Rodzina nie ma żadnego trwałego majątku żeby go sprzedać i móc spłacać to bagno. Upadłości konsumenckiej nie ogłosi bo nie może - jest przedsiębiorcą.
Co taki człowiek może zrobić, do kogo się zwrócić po pomoc i jaka ta pomoc może być? Co mu za to może grozić? Jak może odnaleźć się taki przedsiębiorca z takim bagażem strat?
Na domiar złego, mimo naszych próśb wziął od tego samego zleceniodawcy na którym popłynął 30 tyś zł kolejne zlecenie na kilkadziesiąt tyś zł żeby się odbić. Znalazł jakieś możliwości jego wykonania od podwykonawców kolejnych którzy oszukali go, zabrali zaliczki i ślad po nich zaginął. Przez to zleceniodawca stracił lukratywny kontrakt wart kilkaset tysięcy zł rocznie i przekazał sprawę prawnikom. Podobno mają żądać od niego gigantycznego odszkodowania. Nasz chłopina zamknął się w sobie, wyjechał, przestał odzywac się do wierzycieli i kontrahentów, unika spotkań. Boimy się że może się to skończyć tragicznie.
Jeśli ktoś ma jakieś pojęcie jak z takiej sytuacji wybrnąć - prosimy serdecznie o pomoc.
Mój przyjaciel wpakował się w nie lada tarapaty. Nie wiemy jak go z nich wyciągnąć. Może znajdzie się ktoś kto podpowie jakie są możliwości i co mu może jeszcze grozić.
Prowadził chłopina działalność usługową. Szło raz lepiej raz gorzej. Jak każdemu. Na działalność pozaciągał różnego rodzaju zobowiązania, kredyty, pożyczki itp. Za te pieniądze zakupił dużo sprzętu, gruntownie wyremontował lokal. Póki były małe zlecenia jakoś szło, ale z małych nikt nie wyżyje więc zaczął szukać dużych. znalazł więc możliwości, zatrudnił ludzi którzy mieli mu pomóc w ich realizacji. Ludzie popełnili wiele błędów, nie pozyskiwali nowych klientów, zaczęły się problemy. 3/4 zleceń ze względu na różnego rodzaju błędy było reklamowanych lub odmówiono za nie zapłaty. Chłopina reklamacje przyjmował, na swój koszt realizował zlecenia ponownie. Aby dostać cokolwiek za ich realizacje godził się nawet na zapłatę tylko 50% ceny usług.
jedno wielkie zlecenie na kilkadziesiąt tyś zł spaprał mu jeden z 3 podwykonawców przez co nie dostał za nie więcej niż 20% wartości a pozostałych dwóch trzeba było opłacić. Wartość zobowiązań i strat firmy przekroczyła 70 tyś zł. Został bez przychodu, bez żadnego majątku, obarczony szeregiem niezapłaconych faktur, ścigany przez różne firmy. Na spłatę kredytów pieniędzy nie ma. Lada chwila zostaną wypowiedziane. Rodzina nie ma żadnego trwałego majątku żeby go sprzedać i móc spłacać to bagno. Upadłości konsumenckiej nie ogłosi bo nie może - jest przedsiębiorcą.
Co taki człowiek może zrobić, do kogo się zwrócić po pomoc i jaka ta pomoc może być? Co mu za to może grozić? Jak może odnaleźć się taki przedsiębiorca z takim bagażem strat?
Na domiar złego, mimo naszych próśb wziął od tego samego zleceniodawcy na którym popłynął 30 tyś zł kolejne zlecenie na kilkadziesiąt tyś zł żeby się odbić. Znalazł jakieś możliwości jego wykonania od podwykonawców kolejnych którzy oszukali go, zabrali zaliczki i ślad po nich zaginął. Przez to zleceniodawca stracił lukratywny kontrakt wart kilkaset tysięcy zł rocznie i przekazał sprawę prawnikom. Podobno mają żądać od niego gigantycznego odszkodowania. Nasz chłopina zamknął się w sobie, wyjechał, przestał odzywac się do wierzycieli i kontrahentów, unika spotkań. Boimy się że może się to skończyć tragicznie.
Jeśli ktoś ma jakieś pojęcie jak z takiej sytuacji wybrnąć - prosimy serdecznie o pomoc.