Czy cokolwiek mi pozostało? :(

  • Autor wątku Autor wątku Merkalion
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Merkalion

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2007
Odpowiedzi
4
Witam,

mam, nietypowy zdaje się, problem. Od kilku lat prowadzę mała firmą. Bardzo ważne dla mnie były dobre relacje pomiędzy pracownikami i dobra atmosfera. Z tego powodu nie zawsze dbałem o terminowe uzupełnianie formalności.

Moja sytuacja przedstawia się następująco. Zleciłem mojemu pracownikowi wykonanie pewnego zadania. Sam, jako firma, podpisałem umowę z inną firmą na wykonanie tego zadania. W umowie zawarta jest szczegółowa specyfikacja zadania, termin wykonania, wynagrodzenie, oraz ewentualne kary za opóźnienia, za wady produktu oraz ewentualne nie wywiązanie się z umowy.

Z pracownikiem nie zdążyłem podpisać umowy, gdyż pracuje on zdalnie z innego miasta. Nie mamy żadnej umowy, oprócz umowy słownej oraz korespondencji, w której stwierdzone jest co ma być wykonane i kiedy. Ta osoba, po 3 miesiącach zapewnień, że wszystko jest w porządku, że stale pracuje nad zadaniem i że wszystko jest pod kontrolą nagle urwała kontakt. Nie mam się z nią jak porozumieć - a do końca zlecenia zostało kilka dni. Nie mam gdzie sprawdzić wyników jej pracy, nie mam jak odebrać tego zlecenia.

Raz podczas spotkania towarzyskiego - takiego zjazdu naszej firmy - przy świadkach rozmawialiśmy o tym zadaniu, o tym, że czeka nas kara umowna w przypadku jej niewykonania. Ta osoba zapewniła mnie, że wszystko jest pod kontrolą i że nie ma żadnych problemów. Obawiam się jednak, że zadanie nie zostanie wykonane. Nie wpłaciłem na konto tej osoby żadnej kwoty, nawet się dokładnie co do niej jeszcze nie umówiliśmy. Spodziewam się, że nie będę się mógł wywiązać z tego zlecenia i że pewnie zapłacę dużą karę umowną. Niestety nie stać mnie na to, gdyż ostatnio ponieśliśmy duże straty.

Jak mogę w tej sytuacji pociągnąć do odpowiedzialności tego pracownika? Mamy umowę słowną, świadków i korepondencję.
 
Dodam, że jest to wyjątkowa sytuacja, gdyż z reguły nad wszystkim Panuje i znam postęp prac moich pracowników - właściwie zleceniobiorców. W tym przypadku, po prostu miałem za dużo na głowie.
 
Sądzę , że nie ma co tracić czasu i energii na przyszpilanie do muru człowieka , któergo i tak nie da rady przyszpilić.
Nie dałeś tu żadnych informacji czy to pracownik na zlecenie czy na umowę o prace czy też dziłający jako firma. Jaka jest wartyość zlecenia , kar umownych itp. Ale to w sumie chyba i tak nie ma znaczenia. Jesteś bez argumentów. Dałeś ciała i zamiast łapać za słowa pracownika weż się w garść i zrób to sam albo pilnie zleć to zlecenie komuś innemu. albo przenegocjuj warunki z Twoim zleceniodawcą.

Pamiętaj, że w oczach sądu to pracodawca powinien dbać o formalizowanie stosunków z pracobiorcą. i jeśli nie zadbał o siebie - to jego strata.

Na marginesie pozostawiam fakt , ze możesz rozważyć czy można go przycisnąć po innej linii, o ile takowa jest możliwa. Inna to znaczy niekoniecznie związana z dokładnie tą szzczególną sprawą ale z czymś na czym jemu zależy a Tobie mniej.
 
Powrót
Góra