K
kahunek
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2007
- Odpowiedzi
- 3
Od urodzenia mieszkałem w czynszowej kamienicy, która podlegała administracji w Warszawie na Pradze. W 1980 po zawarciu małżeństwa wymeldowałem się od matki. Chyba trzy czy cztery lata później siostra zameldowała tam córkę, ponieważ nasza była zbyt mała. W 1991 umarła moja matka, a siostra zapytała, czy siostrzenica może tam mieszkać. Zgodziłem się. W międzyczasie wykupiła mieszkanie na własność i teraz je sprzedaje. Sprawa jest poza mną, nie znałem żadnych jej ruchów. I pewnie w ogóle nie myślałbym o tej sprawie, gdyby nie to, że w rodzinie żony zmarł wujek i teraz wzywana jest do sądu na świadka, że nie rości pretensji do mieszkania ciotki. Musi się stawić na rozprawę i podpisać zgodę.
Ja odnośnie poprzedniego mieszkania nie byłem nigdzie wzywany, nie wypełniałem, ani nie podpisywałem żadnej zgody, żadnych papierów. Chciałem wyjaśnić swoje wątpliwości w administracji budynku, ale powiedziano mi dwa dni temu, że mieszkanie jest wykupione na własność, ja nie jestem właścicielem i żadnej informacji mi nie udzielą. Zarządca żadnych dokumentów mi nie pokaże, bo nie mam do tego mieszkania żadnych praw. Nie rozumiem tego, skoro żona uczestniczy w rozprawie, a jest dalszą krewną, dlaczego ja jako syn, nie mam teraz żadnego prawa do mieszkania, w którym mieszkałem 25 lat, a tylko siostrzenica? Tym samym nie mam wpływu na jego sprzedaż, ani nic mi z tego tytułu się nie należy.
Czy faktycznie tak jest, jak powiedziano mi w administracji? Czy może być tak, że nie uczestnicząc w żadnych rozprawach ani bez podpisywania zgody, nie jestem w żadnym stopniu mimo bezpośredniego pokrewieństwa, choć w połowie do spółki z siostrą spadkobiercą? Jestem już po 50tce i bezrobotny, nie stać mnie na żadne porady prawne, bardzo proszę Państwa o pomoc. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie - kahunek.
Ja odnośnie poprzedniego mieszkania nie byłem nigdzie wzywany, nie wypełniałem, ani nie podpisywałem żadnej zgody, żadnych papierów. Chciałem wyjaśnić swoje wątpliwości w administracji budynku, ale powiedziano mi dwa dni temu, że mieszkanie jest wykupione na własność, ja nie jestem właścicielem i żadnej informacji mi nie udzielą. Zarządca żadnych dokumentów mi nie pokaże, bo nie mam do tego mieszkania żadnych praw. Nie rozumiem tego, skoro żona uczestniczy w rozprawie, a jest dalszą krewną, dlaczego ja jako syn, nie mam teraz żadnego prawa do mieszkania, w którym mieszkałem 25 lat, a tylko siostrzenica? Tym samym nie mam wpływu na jego sprzedaż, ani nic mi z tego tytułu się nie należy.
Czy faktycznie tak jest, jak powiedziano mi w administracji? Czy może być tak, że nie uczestnicząc w żadnych rozprawach ani bez podpisywania zgody, nie jestem w żadnym stopniu mimo bezpośredniego pokrewieństwa, choć w połowie do spółki z siostrą spadkobiercą? Jestem już po 50tce i bezrobotny, nie stać mnie na żadne porady prawne, bardzo proszę Państwa o pomoc. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie - kahunek.