Czy państwo akceptuje tylko „umiarkowane” korzystanie z praw obywatelskich?

  • Autor wątku Autor wątku Pulemiot
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

Pulemiot

Użytkownik
Dołączył
11.2025
Odpowiedzi
64
Mam wrażenie, że w Polsce istnieje rozdźwięk między treścią prawa a praktyką jego stosowania. Państwo ustanawia określone prawa i obowiązki, wyznaczając ramy tego, co obywatelowi wolno. Jednak odnoszę wrażenie, że w praktyce istnieje pewien nieformalny margines tych praw, którego instytucje państwowe niechętnie respektują lub egzekwują. Dopóki obywatel korzysta ze swoich uprawnień w sposób umiarkowany, nie ma problemu. Natomiast gdy zaczyna korzystać z nich konsekwentnie, dokładnie w granicach wyznaczonych przez przepisy, pojawia się opór.

Przykładem są materiały publikowane przez Youtuberów - np. Audyt Obywatelski czy Konfiturę - pokazują sytuacje, w których korzystają z przysługujących im praw, które później (w wielu wypadkach) po długotrwałej batalii okazują się potwierdzane przez sądy. Mimo to dochodzi do legitymowań, prób usuwania ich z miejsc publicznych czy innych działań mających skłonić ich do rezygnacji z przysługujących im uprawnień.

Podobnie jest z pieszymi. Jeżeli ktoś rygorystycznie przestrzega swoich praw na chodniku i nie ustępuje samochodom tam, gdzie przepisy nie nakładają na niego takiego obowiązku, bywa przedstawiany jako osoba konfliktowa. Pojawiają się nawet opinie, że "rozsądny człowiek" powinien ustąpić, mimo że przepisy przyznają mu określone uprawnienia.

Mam również wrażenie, że podobny mechanizm występuje w kontaktach z urzędami. Zdarza się, że przepisy przyznają obywatelowi określone uprawnienia, ale w praktyce sprawy są przeciągane, odpowiedzi są wymijające albo urzędy unikają zajęcia jednoznacznego stanowiska. Obywatel formalnie ma prawo, lecz jego realizacja wymaga tak dużego wysiłku, że wiele osób rezygnuje.

W kontekście tego zasadne jest pytanie: czy w Polsce istnieje nieformalny zakaz korzystania z pełni swoich praw, bo otwierałoby to państwu potencjalne nowe fronty konfliktów?
Zastanawiam się, czy przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest to, że konsekwentne respektowanie pełni praw obywateli wymagałoby od państwa znacznie częstszych interwencji wobec osób naruszających przepisy. Przykładowo, gdyby każdy pieszy konsekwentnie korzystał ze swoich praw, policja musiałaby znacznie częściej reagować wobec kierowców utrudniających ruch pieszych lub naruszających ich pierwszeństwo. Podobnie w innych dziedzinach rygorystyczne przestrzeganie prawa mogłoby oznaczać więcej sporów, kontroli i obowiązków po stronie organów państwa.

Czy można więc mówić o istnieniu nieformalnego marginesu praw obywatelskich – takiego obszaru uprawnień, który istnieje w przepisach, ale którego pełne wykonywanie spotyka się z oporem instytucji lub presją społeczną? Czy dostrzegacie podobne zjawisko w innych dziedzinach prawa?
 
Po pierwsze:
Urzędnicy powinni odpowiadać za swoje decyzje.

Po drugie:
W kwestii trzeciego akapitu.
Czasami podobna logika występuje u pracodawców, którzy mylą roszczeniowość z zdrowym stawianiem granic (dla dobra zdrowej współpracy).
 
Niestety w większości urzędów i wśród urzędników panuje nadal mentalność z poprzedniego systemu gdzie obywatel ma być pod butem władzy i to urzędnik decyduje co obywatel może albo nie może a nie jakieś tam prawo.
 
Powrót
Góra