Szczerze powiedziawszy z chęcią przyjąłbym twój punkt widzenia. Po co się męczyć z uzyskiwaniem zgody na rozpowszechnianie zdjęcia jak można wykadrować (no bo jak inaczej zacytować zdjęcie? słownie? ) jego część posługując się prawem cytatu. W praktyce nie sądzę aby w przypadku sporu instytucja ta mogła by czemuś służyć. Cytując jedną z polityk google w sprawie korzystanie w filmie z materiałów chronionych prawami autorskimi:
"
W Stanach Zjednoczonych przy określaniu, czy dany przypadek kwalifikuje się jako dozwolony użytek, sądy biorą pod uwagę następujące cztery czynniki:
cel i charakter użycia (np. komercyjny albo edukacyjny non profit)
charakter dzieła chronionego prawami autorskimi
długość i istotność użytego fragmentu w stosunku do całości dzieła chronionego prawem autorskim
efekt rynkowy, jaki wykorzystanie może wywrzeć na dzieło objęte prawem autorskim lub jego wartość
"
Uważam, że wykorzystanie zdjęcia choćby w 50% procentach bo trudno o mniej stosując crop z którym można coś zrobić w filmie, stanowi istotne użycie fragmentu w myśl polityki google. Dlatego lepiej skorzystać z fragmentu filmu, oczywiście z podaniem źródła, który będzie 5% całości . Nie gwarantuje to oczywiście pewności nieposądzenia o naruszenie praw autorskich choć biorąc pod uwagę zwyczaje (choć wiem, że to nie jest źródło prawa ;-) ) i praktykę myślę, że jest to prawie pewne.