D
donar
Użytkownik
- Dołączył
- 09.2013
- Odpowiedzi
- 83
Dzień dobry,
jestem rodzicem nastolatki (w wieku ponad 15 lat) i przy okazji nauczycielem (ta druga informacja po to, żebym nie był postrzegany jako kolejny roszczeniowy rodzic, który dla zasady ma pretensje do szkoły).
Moja córka uczęszcza do średniej szkoły niepublicznej (chociaż akurat to nie ma w tej sprawie większego znaczenia), w której jest stosowany mocno kontrowersyjny regulamin zwalniania uczniów z zajęć w ciągu dnia.
Sprawa dotyczy przypadku, kiedy dziecko będąc w szkole źle się poczuje (np. zaczyna się jakieś przeziębienie czy inne dolegliwości zdrowotne). W takiej sytuacji muszę OSOBIŚCIE odebrać córkę ze szkoły. Nie wystarczy, że napiszę do szkoły (do wychowawcy czy dyrekcji) prośbę o zwolnienie. Nie wystarczy też, że dołączę oświadczenie, że od konkretnej godziny przejmuję za dziecko pełną odpowiedzialność. MUSZĘ po nią przyjechać. Jeśli dziecko za moją wiedzą i wskutek mojej decyzji samodzielnie opuści szkołę, jest to traktowane jako wagary i skutkuje obniżeniem oceny zachowania.
I tu moje pytanie z tematu: czy to nie jest ograniczanie władzy rodzicielskiej? Dla mnie to swoisty szantaż: jeśli nie mogę odebrać córki osobiście, to albo musi siedzieć w szkole chora do końca zajęć w danym dniu, albo za moją wiedzą wyjść do domu i zostać za to ukarana.
Szkoła ma prawo ocenić, czy powód nieobecności jest wystarczający dla usprawiedliwienia, to jasne. Ale tu nie powód opuszczenia szkoły jest decydujący, a sposób.
Proszę o Wasze opinie.
jestem rodzicem nastolatki (w wieku ponad 15 lat) i przy okazji nauczycielem (ta druga informacja po to, żebym nie był postrzegany jako kolejny roszczeniowy rodzic, który dla zasady ma pretensje do szkoły).
Moja córka uczęszcza do średniej szkoły niepublicznej (chociaż akurat to nie ma w tej sprawie większego znaczenia), w której jest stosowany mocno kontrowersyjny regulamin zwalniania uczniów z zajęć w ciągu dnia.
Sprawa dotyczy przypadku, kiedy dziecko będąc w szkole źle się poczuje (np. zaczyna się jakieś przeziębienie czy inne dolegliwości zdrowotne). W takiej sytuacji muszę OSOBIŚCIE odebrać córkę ze szkoły. Nie wystarczy, że napiszę do szkoły (do wychowawcy czy dyrekcji) prośbę o zwolnienie. Nie wystarczy też, że dołączę oświadczenie, że od konkretnej godziny przejmuję za dziecko pełną odpowiedzialność. MUSZĘ po nią przyjechać. Jeśli dziecko za moją wiedzą i wskutek mojej decyzji samodzielnie opuści szkołę, jest to traktowane jako wagary i skutkuje obniżeniem oceny zachowania.
I tu moje pytanie z tematu: czy to nie jest ograniczanie władzy rodzicielskiej? Dla mnie to swoisty szantaż: jeśli nie mogę odebrać córki osobiście, to albo musi siedzieć w szkole chora do końca zajęć w danym dniu, albo za moją wiedzą wyjść do domu i zostać za to ukarana.
Szkoła ma prawo ocenić, czy powód nieobecności jest wystarczający dla usprawiedliwienia, to jasne. Ale tu nie powód opuszczenia szkoły jest decydujący, a sposób.
Proszę o Wasze opinie.