L
Lunaire
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2014
- Odpowiedzi
- 1
Witam.
Mam 19 lat, nie mam dużego pojęcia o prawie. Poszłam na staż z urzędu pracy, od dwóch i pół miesiąca pracuję w pewnej różowej sieci komórkowej.
Powinnam pracować w zmianach od 9 do 17 albo od 13 do 21. Codziennie, od poniedziałku do piątku, z weekendami wolnymi. Prawie jak szkoła. Natomiast pracuję od 9 do 21 świątek, piątek, czy niedziela. Pytałam "szefa" czy da radę wrócić do tych godzin ustalanych z urzędem pracy, na co "szef" odparł, że nie, bo co mi to da, bo i tak mam dzień zmarnowany.
Wyrabiam 48h pracy tygodniowo. Czasem są to dwie "dwunastki" pod rząd.
Ponadto, mam teraz być wysłana na szkolenie którego koszty częściowo sama muszę pokryć a przykro mi, nie mam za co, ponieważ pieniądze zarobione ze stażu chcę odłożyć na studia, więc odmówiłam, za co teraz ponoszę konsekwencje. Jestem tam traktowana jak ktoś gorszy, szef za każdym razem gdy mam jakiś kontakt z nim krzyczy, tak, krzyczy że to, co robię jest żałosne, że się nie nadaję, że jak ja sobie wyobrażam pracę tutaj, wczoraj wieczorem gdy przeglądał efekty mojej pracy (wykonane zgodnie z jego życzeniem, ale nagle zmienił zdanie i stwierdził, że powinno to wyglądać inaczej i dlaczego go lekceważę) cisnął mi potem kartkami w twarz.
Boję się iść z tym do urzędu pracy bo jeśli ktoś stamtąd zainterweniuje, zapewne reakcje ze strony szefa i pracowników stałych będą jeszcze gorsze. Żadne wyjście nie wydaje się być dobre, a zmienić miejsca stażu nie mogę, bo przysługuje on raz. Co mogę zrobić mając taką sytuację?...
Mam 19 lat, nie mam dużego pojęcia o prawie. Poszłam na staż z urzędu pracy, od dwóch i pół miesiąca pracuję w pewnej różowej sieci komórkowej.
Powinnam pracować w zmianach od 9 do 17 albo od 13 do 21. Codziennie, od poniedziałku do piątku, z weekendami wolnymi. Prawie jak szkoła. Natomiast pracuję od 9 do 21 świątek, piątek, czy niedziela. Pytałam "szefa" czy da radę wrócić do tych godzin ustalanych z urzędem pracy, na co "szef" odparł, że nie, bo co mi to da, bo i tak mam dzień zmarnowany.
Wyrabiam 48h pracy tygodniowo. Czasem są to dwie "dwunastki" pod rząd.
Ponadto, mam teraz być wysłana na szkolenie którego koszty częściowo sama muszę pokryć a przykro mi, nie mam za co, ponieważ pieniądze zarobione ze stażu chcę odłożyć na studia, więc odmówiłam, za co teraz ponoszę konsekwencje. Jestem tam traktowana jak ktoś gorszy, szef za każdym razem gdy mam jakiś kontakt z nim krzyczy, tak, krzyczy że to, co robię jest żałosne, że się nie nadaję, że jak ja sobie wyobrażam pracę tutaj, wczoraj wieczorem gdy przeglądał efekty mojej pracy (wykonane zgodnie z jego życzeniem, ale nagle zmienił zdanie i stwierdził, że powinno to wyglądać inaczej i dlaczego go lekceważę) cisnął mi potem kartkami w twarz.
Boję się iść z tym do urzędu pracy bo jeśli ktoś stamtąd zainterweniuje, zapewne reakcje ze strony szefa i pracowników stałych będą jeszcze gorsze. Żadne wyjście nie wydaje się być dobre, a zmienić miejsca stażu nie mogę, bo przysługuje on raz. Co mogę zrobić mając taką sytuację?...