C
cookkie
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2007
- Odpowiedzi
- 5
Witam Państwa,
Mam pytanie praktyczne:
Sąd warunkowo umorzył wobec mnie postępowanie z oskarżenia publicznego i zasądził mi 120zł kosztów sądowych i nic innego (żadnych szkód nie było itd.)... taki proces "o rację" się z tego zrobił.
Sędzia powiedział, że nie widzi powodów aby mnie karać i nie wierzy w moją premedytację ale znamiona czynu zostały wyczerpane.
Niestety powód takiego rozstrzygnięcia jest taki, że poszkodowany kłamał tak składając zawiadomienie jak i na rozprawie. Najgorsze jest to, że kłamał bardziej przekonująco niż ja mówię prawdę
Sprawa była mocno techniczna i nie było biegłego na sali, więc moim zdaniem sąd mało co z całej sprawy zrozumiał i poszedł raczej na wyczucie. Mam 99% pewności, że nie zrozumiał nawet połowy ze strony merytorycznej.
Moje pytanie jest takie:
1. Czy to ma sens się odwoływać od takich wyroków? Wiecie, karalności z tego nie ma, za 1,5 roku zniknie dokładnie z KRK. Poza tym nie stać mnie na adwokata (ok 3 - 4 tys zł) za zapoznanie się z całą sprawą...
Proszę o radę praktyczną w naszych polskich warunkach...
2. Czy jak mnie już będzie stać na prawnika... np. za 2 lata, mogę założyć sprawę o składanie nieprawdziwych zeznań (i zawiadomienia) i czy wtedy będę mieć dostęp do akt tej sprawy itd? Czy to w ogóle ma sens?
Znaczy czy mogę do tej sprawy wrócić? Ponieważ to zajmuje mnóstwo czasu i pieniędzy a mnie na to po prostu nie stać teraz ani czasowo ani finansowo:/
Mam 100% przekonanie, że w aktach znajdują się wszystkie potrzebne informacje do stwierdzenia, że pokrzywdzony opowiada bajki...
Proszę o jakąś radę natury praktycznej.
Pozdrawiam,
cookkie
Mam pytanie praktyczne:
Sąd warunkowo umorzył wobec mnie postępowanie z oskarżenia publicznego i zasądził mi 120zł kosztów sądowych i nic innego (żadnych szkód nie było itd.)... taki proces "o rację" się z tego zrobił.
Sędzia powiedział, że nie widzi powodów aby mnie karać i nie wierzy w moją premedytację ale znamiona czynu zostały wyczerpane.
Niestety powód takiego rozstrzygnięcia jest taki, że poszkodowany kłamał tak składając zawiadomienie jak i na rozprawie. Najgorsze jest to, że kłamał bardziej przekonująco niż ja mówię prawdę
Sprawa była mocno techniczna i nie było biegłego na sali, więc moim zdaniem sąd mało co z całej sprawy zrozumiał i poszedł raczej na wyczucie. Mam 99% pewności, że nie zrozumiał nawet połowy ze strony merytorycznej.
Moje pytanie jest takie:
1. Czy to ma sens się odwoływać od takich wyroków? Wiecie, karalności z tego nie ma, za 1,5 roku zniknie dokładnie z KRK. Poza tym nie stać mnie na adwokata (ok 3 - 4 tys zł) za zapoznanie się z całą sprawą...
Proszę o radę praktyczną w naszych polskich warunkach...
2. Czy jak mnie już będzie stać na prawnika... np. za 2 lata, mogę założyć sprawę o składanie nieprawdziwych zeznań (i zawiadomienia) i czy wtedy będę mieć dostęp do akt tej sprawy itd? Czy to w ogóle ma sens?
Znaczy czy mogę do tej sprawy wrócić? Ponieważ to zajmuje mnóstwo czasu i pieniędzy a mnie na to po prostu nie stać teraz ani czasowo ani finansowo:/
Mam 100% przekonanie, że w aktach znajdują się wszystkie potrzebne informacje do stwierdzenia, że pokrzywdzony opowiada bajki...
Proszę o jakąś radę natury praktycznej.
Pozdrawiam,
cookkie