R
Rytnor
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2013
- Odpowiedzi
- 2
Witam,
mam problem z odzyskaniem pieniędzy od współlokatorki. Sytuacja wygląda tak, że w września zeszłego roku podpisaliśmy umowę z właścicielką mieszkania na cztery osoby z tym, że współlokatorka, która nie zdała sesji zapowiedziała, że nie zostawi nas na lodzie i przez pierwszy semestr będzie płacić rachunki na równi z resztą, nie była na podpisywaniu umowy, bo już zaczęła pracę. Na umowię widnieje jednak jej nazwisko, bo wyraziła na to zgodę. Tu zaczynają się "schody". Począwszy od września aż do stycznia włącznie pieniędzy nie dostaliśmy. Po licznych sms-ach i telefonach w łaskawości swojej przyjechała do Opola i ze łzami w oczach powiedziała, że pieniądze przekazała koledzy, który miał zrobić przelew i nie wie co się z nimi stało, bo była pewna, że wszystko jest w porządku. Mówiąc szczerze kupiliśmy tą bajkę. Obiecała, że w ciągu tygodnia porozmawia sobie z owym kolegą i prześle nam pieniądze. Niestety nie wywiązała się z obietnicy.
Obecnie jest nam winna 1850 zł, które za nią wyłożyliśmy, bo od lutego mamy nowego współlokatora. Właśnie jestem po rozmowie telefonicznej, z Nią, gdzie udawała, że nagle straciła zasięg. Oczywiście drugiego telefonu już nie odebrała. Nie wiem jak mogę wyegzekwować od Niej tą sumę.
Mea culpa, wiem. Nie powinienem tak ufać ludziom. Jest to dobra znajoma drugiej współlokatorki, która za Nią ręczyła i nie przyszło mi nawet do głowy, że wywinie taki numer.
P.s. Mam kilkanaście sms-ów, w których przypominam jej o długu, na starej komórce powinienem też mieć kilka, ale nie wiem czy to wystarczy. Słowo reszty współlokatorów, że będą składać ewentualne zeznania też mam.
Bardzo serdecznie proszę o pomoc!
mam problem z odzyskaniem pieniędzy od współlokatorki. Sytuacja wygląda tak, że w września zeszłego roku podpisaliśmy umowę z właścicielką mieszkania na cztery osoby z tym, że współlokatorka, która nie zdała sesji zapowiedziała, że nie zostawi nas na lodzie i przez pierwszy semestr będzie płacić rachunki na równi z resztą, nie była na podpisywaniu umowy, bo już zaczęła pracę. Na umowię widnieje jednak jej nazwisko, bo wyraziła na to zgodę. Tu zaczynają się "schody". Począwszy od września aż do stycznia włącznie pieniędzy nie dostaliśmy. Po licznych sms-ach i telefonach w łaskawości swojej przyjechała do Opola i ze łzami w oczach powiedziała, że pieniądze przekazała koledzy, który miał zrobić przelew i nie wie co się z nimi stało, bo była pewna, że wszystko jest w porządku. Mówiąc szczerze kupiliśmy tą bajkę. Obiecała, że w ciągu tygodnia porozmawia sobie z owym kolegą i prześle nam pieniądze. Niestety nie wywiązała się z obietnicy.
Obecnie jest nam winna 1850 zł, które za nią wyłożyliśmy, bo od lutego mamy nowego współlokatora. Właśnie jestem po rozmowie telefonicznej, z Nią, gdzie udawała, że nagle straciła zasięg. Oczywiście drugiego telefonu już nie odebrała. Nie wiem jak mogę wyegzekwować od Niej tą sumę.
Mea culpa, wiem. Nie powinienem tak ufać ludziom. Jest to dobra znajoma drugiej współlokatorki, która za Nią ręczyła i nie przyszło mi nawet do głowy, że wywinie taki numer.
P.s. Mam kilkanaście sms-ów, w których przypominam jej o długu, na starej komórce powinienem też mieć kilka, ale nie wiem czy to wystarczy. Słowo reszty współlokatorów, że będą składać ewentualne zeznania też mam.
Bardzo serdecznie proszę o pomoc!