G
getright
Witam. Przedstawię w uproszczeniu następującą sprawę:
Godzina 23:00 - 1:00 Piątkowy wieczór, wraz z 4 znajomymi mi osobami stoimy na publicznym parkingu miejscowego ośrodka rekreacyjnego, po pewnym czasie podchodzi osobnik w stanie wskazującym na spożycie alkoholu, spore spożycie. Zatacza się, średnio kontaktuje, sepleni sam do siebie. Zbliża się do samochodu, jako kierwoca, grzecznie upraszam o oddalenie się od pojazdu, staje się agresywny, wygraża się, rozkłada w pewnym momencie ręcę na samochodzie. Udaje się go jakoś odgonić (bez użycia przemocy, odziwo!). Młody wraca po pewnym czasie i zataczając się wpada na reflektor lampy - lampa pęka. Świadkowie jak i niezwłocznie zauważyliśmy to co się stało, powiadomiłem go o tym, dzień później zadzwoniłem do niego w celu naprawy lampy samochodu, ustaliliśmy, że po porstu zapłaci mi za zniszczenie - nie zaprzeczał nawet, jak wspominał nic nie pamiętał z dnia poprzedniego.
Problem pojawia się gdy do akcji wkracza matka małolata, która mówi, że gnój nie będzie płacił ani grosza! Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych pieniędzy, byłem na komisariacie, wraz z tą panią, zostaje mi tylko założenie sprawy cywilnej gnojkowi. Lampa jest warta ok 30zł + 50zł wymiana w serwisie. Chłopak ma 17 lat, więc sprawę zakładm jemu nie jego rodzicom. Jest sens jakikolwiek? Moim zdaniem sprawa jest z góry wygrana. Wypowie się ktoś na ten temat?
Godzina 23:00 - 1:00 Piątkowy wieczór, wraz z 4 znajomymi mi osobami stoimy na publicznym parkingu miejscowego ośrodka rekreacyjnego, po pewnym czasie podchodzi osobnik w stanie wskazującym na spożycie alkoholu, spore spożycie. Zatacza się, średnio kontaktuje, sepleni sam do siebie. Zbliża się do samochodu, jako kierwoca, grzecznie upraszam o oddalenie się od pojazdu, staje się agresywny, wygraża się, rozkłada w pewnym momencie ręcę na samochodzie. Udaje się go jakoś odgonić (bez użycia przemocy, odziwo!). Młody wraca po pewnym czasie i zataczając się wpada na reflektor lampy - lampa pęka. Świadkowie jak i niezwłocznie zauważyliśmy to co się stało, powiadomiłem go o tym, dzień później zadzwoniłem do niego w celu naprawy lampy samochodu, ustaliliśmy, że po porstu zapłaci mi za zniszczenie - nie zaprzeczał nawet, jak wspominał nic nie pamiętał z dnia poprzedniego.
Problem pojawia się gdy do akcji wkracza matka małolata, która mówi, że gnój nie będzie płacił ani grosza! Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych pieniędzy, byłem na komisariacie, wraz z tą panią, zostaje mi tylko założenie sprawy cywilnej gnojkowi. Lampa jest warta ok 30zł + 50zł wymiana w serwisie. Chłopak ma 17 lat, więc sprawę zakładm jemu nie jego rodzicom. Jest sens jakikolwiek? Moim zdaniem sprawa jest z góry wygrana. Wypowie się ktoś na ten temat?