dług bez umowy na piśmie

  • Autor wątku Autor wątku monika_piw
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

monika_piw

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2014
Odpowiedzi
10
Witam.
Moja sprawa wygląda następująco. W 2011r. narzeczony sprzedał swojemu staremu znajomemu zboże o wartości 1.800,00zł (jak to między rolnikami, jeden drugiemu coś tam sprzedał). Umówili się (umowa ustna), że zapłaci za zboże za 2 tygodnie. Po tym okresie nie pojawił się. Narzeczony czekał cierpliwie, kilka razy podjechał do nabywcy z zapytaniem, kiedy odda mu pieniądze, ten tłumaczył, że ma ciężką sytuację, że nie ma pracy bla bla bla... Czekaliśmy długo, aż w końcu pojechaliśmy pod koniec zeszłego roku z kolejnym upomnieniem. Zarówno ja jak i narzeczony mieliśmy włączone dyktafony i nagraliśmy rozmowę z nabywcą. Przyznał się do tego, że wie, że ma dług i obiecywał zapłatę. Po tygodniu od rozmowy pojawił się u nas w domu i zapłacił 500zł obiecując spłatę w ratach. Po tym czasie ani widu ani słychu. Na ulicy jak nas widzi to ucieka, chowa się.
Dodam jeszcze, że mamy świadka (sąsiada) który potwierdzi, że widział jak nabywca swoim sprzętem odbierał z podwórka zboże.
Moje pytanie jest... czy jako osoba fizyczna (prywatna) osobie fizycznej (prywatnej) możemy wysłać pismo z wezwaniem do zapłaty i straszyć go sądem w razie niezapłacenia? Czy nie będzie żadnego problemu z tym, że zboże zostało sprzedane między sobą bez żadnej faktury, umowy, podatku odprowadzonego do US? Bo jeśli mamy na tym więcej stracić niż zyskać to może lepiej nie ruszać tego tematu? Ale z drugiej strony 1.300zł (bo tyle długu zostało) piechotą nie chodzi...
 
Witam,
to znów ja. Chciałabym poprosić o radę co dalej robić w temacie...

W pierwszej kolejności wysłałam do pana, który jest na winien pieniądze wezwanie do zapłaty z terminem 7 dni na zapłatę. List za potwierdzeniem odbioru, zwrotka wróciła, że odebrał. Odczekaliśmy 7 dni, ani widu ani słychu. Nie napisał, nie zadzwonił, nie pojawił się. Nic, zero reakcji.

Po tym czasie wysłałam kolejne, przedsądowe wezwanie do zapłaty. Znów za potwierdzeniem odbioru, zwrotka wróciła. Termin miał 7-dniowy. W piśmie zastrzegłam, że po tym czasie udam się do sądu i poza kwotą zalegającą będę żądać zwrotu kosztów procesu. Minęło 7 dni, ani widu ani słychu, nic... Zero reakcji.

Czas podjąć kolejne kroki. Ale jakie? Co w takiej sytuacji teraz powinniśmy zrobić?
 
Złożyć pozew. Chyba nie zamierzacie wysyłać mu wezwań w nieskończoność, bo facet jeszcze ze śmiechu umrze i już nic nie odzyskacie.
 
Powrót
Góra