A
Adrian001
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2013
- Odpowiedzi
- 27
Witam.
Z początkiem marca bieżącego roku otrzymałem pismo z kancelarii komornicznej o wszczęciu egzekucji z tytułu niezapłaconego mandatu ZTM.
Prawdę mówiąc nie pamiętałem nawet o takim mandacie, zwłaszcza że minęło od tego czasu prawie 10 lat.
Jednak nie wypieram się tego i postanowiłem spłacić zobowiązanie.
Skontaktowałem się z kancelarią komorniczą, dostarczyłem wykaz majątku i odebrałem zarazem pismo o aktualnych kwotach roszczenia w którym to została wyszczególniona kwota dla wierzyciela oraz koszty obsługi egzekucji przez kancelarię.
Kwota kosztów kancelarii opiewała na 150zł kwoty stałej oraz ok 30zł opłat poniesionych przez kancelarię.
Zadeklarowałem się, że spłacę pełną kwotę przelewem do końca miesiąca, co zostało skomentowane przez komornika, że nie ma pośpiechu gdyż mam obecnie 30 dni okresu karencji, w której to koszta kancelarii są stałe.
Dopiero po tym czasie zostaną doliczone dodatkowe kwoty obsługi egzekucji.
Przelew na spłatę pełnej kwoty egzekucji wykonałem 28 dnia licząc od momentu otrzymania pisma, tym samym spełniłem wspomniane wcześniej kryterium stałej kwoty egzekucji.
Jednak mocno się zaskoczyłem, gdy po kilku dniach na moim koncie bankowym wciąż widniała egzekucja na kwotę ponad 125zł.
Skontaktowałem się ponownie z kancelarią w celu wyjaśniania i poinformowali mnie, że wspomniane 30 dni dotyczyło jedynie niższego oprocentowania kosztów obsługi egzekucji przez kancelarię.
Jednak w tym czasie kancelaria poczyniła kolejne kroki wysłając szereg korespondencji zarówno do pracodawcy, ZUS i wierzyciela licząc sobie przy tym kwotę 25zł za każde wysłane pismo.
Jak się dowiedziałem, zrobili to raptem kilka dni po mojej wizycie i 2 tygodnie po dostarczeniu do mnie wezwania.
Tu rodzi moje pytanie:
Czy pisma do pracodawcy i ZUS nie są przypadkiem wysyłane w tym samym momencie co pismo do dłużnika?
Jeżeli nie, to czy kancelaria nie pospieszyła się z wysłaniem tej korespondencji, narażając mnie tym samym na dodatkowe koszta?
Kwota 125zł za wysłane pisma do wspomnianych organów stanowi obecnie 14% całej kwoty roszczenia.
Nie są to może dla każdego duże pieniądze, jednak bardziej boli mnie fakt że od samego początku okazałem skruchę i współpracowałem z kancelarią, a mimo to zostałem przez nich pokarany dodatkowymi kosztami.
Dziękuję z góry za udzielone odpowiedzi.
Z początkiem marca bieżącego roku otrzymałem pismo z kancelarii komornicznej o wszczęciu egzekucji z tytułu niezapłaconego mandatu ZTM.
Prawdę mówiąc nie pamiętałem nawet o takim mandacie, zwłaszcza że minęło od tego czasu prawie 10 lat.
Jednak nie wypieram się tego i postanowiłem spłacić zobowiązanie.
Skontaktowałem się z kancelarią komorniczą, dostarczyłem wykaz majątku i odebrałem zarazem pismo o aktualnych kwotach roszczenia w którym to została wyszczególniona kwota dla wierzyciela oraz koszty obsługi egzekucji przez kancelarię.
Kwota kosztów kancelarii opiewała na 150zł kwoty stałej oraz ok 30zł opłat poniesionych przez kancelarię.
Zadeklarowałem się, że spłacę pełną kwotę przelewem do końca miesiąca, co zostało skomentowane przez komornika, że nie ma pośpiechu gdyż mam obecnie 30 dni okresu karencji, w której to koszta kancelarii są stałe.
Dopiero po tym czasie zostaną doliczone dodatkowe kwoty obsługi egzekucji.
Przelew na spłatę pełnej kwoty egzekucji wykonałem 28 dnia licząc od momentu otrzymania pisma, tym samym spełniłem wspomniane wcześniej kryterium stałej kwoty egzekucji.
Jednak mocno się zaskoczyłem, gdy po kilku dniach na moim koncie bankowym wciąż widniała egzekucja na kwotę ponad 125zł.
Skontaktowałem się ponownie z kancelarią w celu wyjaśniania i poinformowali mnie, że wspomniane 30 dni dotyczyło jedynie niższego oprocentowania kosztów obsługi egzekucji przez kancelarię.
Jednak w tym czasie kancelaria poczyniła kolejne kroki wysłając szereg korespondencji zarówno do pracodawcy, ZUS i wierzyciela licząc sobie przy tym kwotę 25zł za każde wysłane pismo.
Jak się dowiedziałem, zrobili to raptem kilka dni po mojej wizycie i 2 tygodnie po dostarczeniu do mnie wezwania.
Tu rodzi moje pytanie:
Czy pisma do pracodawcy i ZUS nie są przypadkiem wysyłane w tym samym momencie co pismo do dłużnika?
Jeżeli nie, to czy kancelaria nie pospieszyła się z wysłaniem tej korespondencji, narażając mnie tym samym na dodatkowe koszta?
Kwota 125zł za wysłane pisma do wspomnianych organów stanowi obecnie 14% całej kwoty roszczenia.
Nie są to może dla każdego duże pieniądze, jednak bardziej boli mnie fakt że od samego początku okazałem skruchę i współpracowałem z kancelarią, a mimo to zostałem przez nich pokarany dodatkowymi kosztami.
Dziękuję z góry za udzielone odpowiedzi.