B
bodzio-v
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 9
W 1996 roku postanowiliśmy wybudować dom.
Upatrzyliśmy sobie na dzielnicy Czyżkówko kilka działek. Po sprawdzeniu
warunków zabudowy wybór padł na działkę 296 obr.18. Blisko domu
rodziców, blisko szkoły, blisko miejsca pracy, na swojej dzielnicy,
blisko lasu. W sierpniu Kancelaria Notarialna sporządziła akt
notarialny, po którym to 629 m.kw. było już nasze. Pod koniec
października otrzymaliśmy Decyzję, zatwierdzającą projekt budowlany. Pod
koniec roku zakupiliśmy znaczną część materiałów budowlanych,
znaleźliśmy wykonawcę, sporządziliśmy umowę i czekaliśmy na upragnioną
wiosnę. Na początku marca 1997 roku złożyliśmy zawiadomienie o
zamierzonym przystąpieniu do robót budowlanych na podstawie uzyskanego
pozwolenia na budowę. Do tego momentu wszystko układało się poprawnie. W
tym samym tygodniu otrzymałem Postanowienie o wstrzymaniu decyzji
Prezydenta Miasta w sprawie zatwierdzenia projektu budowlanego i wydania
pozwolenia na budowę. W uzasadnieniu napisano, że "wyszły na jaw"
istotne dla sprawy okoliczności w przedmiocie prawa dysponowania
gruntem…..Cóż takiego mogło wyjść na jaw, co nie było znane
wcześniej ? Złożyłem Zażalenie od Postanowienia do Wojewody Bydgoskiego
dołączając aktualny Wypis z księgi wieczystej, w której nie było żadnych
wzmianek o ograniczeniach do swobodnego dysponowania gruntem. Na
początku kwietnia otrzymałem Decyzję Prezydenta Miasta przywracającą
wstrzymane pozwolenie, co umożliwiło przystąpienie do prac budowlanych
pełną parą. Pod koniec czerwca dom był już pod dachem, a w połowie lipca
do jego części wprowadziliśmy się całą rodzinką. Wydawało by się, że
teraz tylko "żyć, nie umierać", ale Państwo reprezentowane przez Sądy i
urzędników zafundowało nam inny scenariusz.
W połowie sierpnia Sąd Rejonowy Wydział X Ksiąg Wieczystych dopisał mi
do mojej Księgi Wieczystej sąsiada. Sąd postanowił dokonać w mojej
księdze wpisu ostrzeżenia o niezgodności treści Księgi Wieczystej z
rzeczywistym stanem prawnym, dotyczącym prawa własności Kazimierza S. do
działki o powierzchni 629 m. kw. Na tą decyzję zostało złożone Zażalenie
i Apelacja, w których podnieśliśmy kwestię bezprawności dokonywania
takiego wpisu. Nieznane nam spory sąsiada z Prezydentem Miasta sprzed
kilku lat nie powinny nas dotyczyć.
Na początku października Prezydent Miasta Decyzją wstrzymał ukończoną
już budowę. Pod koniec października Wojewoda Bydgoski tą Decyzję
zatwierdził, by w połowie listopada ją znieść.
Na początku listopada Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy II Wydział
Cywilno-Odwoławczy uchyla zaskarżone postanowienie Wydziału X Ksiąg
Wieczystych uzasadniając, że Wydział Ksiąg Wieczystych ni może
rozstrzygać żadnych sporów, gdyż nie jest do tego powołany i wchodzi w
kognicje Sądu. Jednak pod koniec stycznia 1998 roku ten sam sąd
postanawia zmienić zaskarżony wpis i pozostawić wzmiankę o niezgodności
Księgi Wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym dotyczącym prawa
własności mojego sąsiada do…..części mojej działki.
Tak więc część nowo wybudowanego domu stała na bezspornej części, a
salonik i kuchnia na terenie wspólnym z sąsiadem. Sąsiad tak bardzo
poczuł się znowu właścicielem, że drogą pisemną przez swojego
pełnomocnika prawnego nakazał mi dokonywanie opłaty 500 zł. miesięcznie
za bezumowne korzystanie z powierzchni 360 m. kw. gruntu.
Były odwołania, były kilkukrotne próby znalezienia prawnika, który byłby w stanie ten węzeł rozwiązać Niestety, nikt nie chciał się tego dotykać. Kilka lat temu miałem potrzebę zaciągnąć kredyt hipoteczny. Banki po ocenie mojej Księgi Wieczystej z uwagi na w/w wpis o kredycie nie
chciały mówić. Zmusiło mnie to do dokonania pożyczki zbyt małej, by
dokończyć dzieło i zbyt kosztownej, by teraz spokojnie funkcjonować.
Brak swobodnej możliwości dysponowania majątkiem i nieruchomością mocno
przemodelował moje życie.
Gdyby ktoś chciał wiedzieć, o jaką to nieuregulowaną kwestię prawną
opierają się sądy, to przytoczę fragment artykułu prasowego z tamtego
okresu:
"Upraszczając, sprawa wygląda następująco: Gmina Bydgoszcz w 1992 roku z
trzech małych, sąsiadujących ze sobą działek utworzyła dwie działki
budowlane z drogą dojazdową do obu. Jeden z właścicieli działki otrzymał
w ramach rekompensaty inną, dużą działkę budowlaną w niewielkiej
odległości od miejsca zamieszkania. Niestety, pan S. podważył urzędniczą
decyzję składając w prokuraturze zażalenie na zabór mienia. Pani Maria
Drabowicz, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji
Urzędu Miejskiego w 1999 roku poinformowała redaktora (Lau.), że pan S.
był sam sobie winien, bo nie odwołał się w terminie, gdy plan scalania
był wyłożony do wglądu. Sprawę w sądzie wygrał nie dlatego, że nie
został przez magistrat poinformowany ( bo wcale nie musiał –
twierdzili urzędnicy) a przez tzw. względy proceduralne…..
Redaktor (Lau.) współczuł każdej ze stron tego konfliktu i ze znakiem
zapytania postawił kwestię, czy Temidzie uda się go rozstrzygnąć."
Cytuję część artykułu, który napisałem, ale jeszcze go nie wykorzystałem. Nie mam pojęcia, od czego powinienem zacząć. Może ktoś poradzi....
Upatrzyliśmy sobie na dzielnicy Czyżkówko kilka działek. Po sprawdzeniu
warunków zabudowy wybór padł na działkę 296 obr.18. Blisko domu
rodziców, blisko szkoły, blisko miejsca pracy, na swojej dzielnicy,
blisko lasu. W sierpniu Kancelaria Notarialna sporządziła akt
notarialny, po którym to 629 m.kw. było już nasze. Pod koniec
października otrzymaliśmy Decyzję, zatwierdzającą projekt budowlany. Pod
koniec roku zakupiliśmy znaczną część materiałów budowlanych,
znaleźliśmy wykonawcę, sporządziliśmy umowę i czekaliśmy na upragnioną
wiosnę. Na początku marca 1997 roku złożyliśmy zawiadomienie o
zamierzonym przystąpieniu do robót budowlanych na podstawie uzyskanego
pozwolenia na budowę. Do tego momentu wszystko układało się poprawnie. W
tym samym tygodniu otrzymałem Postanowienie o wstrzymaniu decyzji
Prezydenta Miasta w sprawie zatwierdzenia projektu budowlanego i wydania
pozwolenia na budowę. W uzasadnieniu napisano, że "wyszły na jaw"
istotne dla sprawy okoliczności w przedmiocie prawa dysponowania
gruntem…..Cóż takiego mogło wyjść na jaw, co nie było znane
wcześniej ? Złożyłem Zażalenie od Postanowienia do Wojewody Bydgoskiego
dołączając aktualny Wypis z księgi wieczystej, w której nie było żadnych
wzmianek o ograniczeniach do swobodnego dysponowania gruntem. Na
początku kwietnia otrzymałem Decyzję Prezydenta Miasta przywracającą
wstrzymane pozwolenie, co umożliwiło przystąpienie do prac budowlanych
pełną parą. Pod koniec czerwca dom był już pod dachem, a w połowie lipca
do jego części wprowadziliśmy się całą rodzinką. Wydawało by się, że
teraz tylko "żyć, nie umierać", ale Państwo reprezentowane przez Sądy i
urzędników zafundowało nam inny scenariusz.
W połowie sierpnia Sąd Rejonowy Wydział X Ksiąg Wieczystych dopisał mi
do mojej Księgi Wieczystej sąsiada. Sąd postanowił dokonać w mojej
księdze wpisu ostrzeżenia o niezgodności treści Księgi Wieczystej z
rzeczywistym stanem prawnym, dotyczącym prawa własności Kazimierza S. do
działki o powierzchni 629 m. kw. Na tą decyzję zostało złożone Zażalenie
i Apelacja, w których podnieśliśmy kwestię bezprawności dokonywania
takiego wpisu. Nieznane nam spory sąsiada z Prezydentem Miasta sprzed
kilku lat nie powinny nas dotyczyć.
Na początku października Prezydent Miasta Decyzją wstrzymał ukończoną
już budowę. Pod koniec października Wojewoda Bydgoski tą Decyzję
zatwierdził, by w połowie listopada ją znieść.
Na początku listopada Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy II Wydział
Cywilno-Odwoławczy uchyla zaskarżone postanowienie Wydziału X Ksiąg
Wieczystych uzasadniając, że Wydział Ksiąg Wieczystych ni może
rozstrzygać żadnych sporów, gdyż nie jest do tego powołany i wchodzi w
kognicje Sądu. Jednak pod koniec stycznia 1998 roku ten sam sąd
postanawia zmienić zaskarżony wpis i pozostawić wzmiankę o niezgodności
Księgi Wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym dotyczącym prawa
własności mojego sąsiada do…..części mojej działki.
Tak więc część nowo wybudowanego domu stała na bezspornej części, a
salonik i kuchnia na terenie wspólnym z sąsiadem. Sąsiad tak bardzo
poczuł się znowu właścicielem, że drogą pisemną przez swojego
pełnomocnika prawnego nakazał mi dokonywanie opłaty 500 zł. miesięcznie
za bezumowne korzystanie z powierzchni 360 m. kw. gruntu.
Były odwołania, były kilkukrotne próby znalezienia prawnika, który byłby w stanie ten węzeł rozwiązać Niestety, nikt nie chciał się tego dotykać. Kilka lat temu miałem potrzebę zaciągnąć kredyt hipoteczny. Banki po ocenie mojej Księgi Wieczystej z uwagi na w/w wpis o kredycie nie
chciały mówić. Zmusiło mnie to do dokonania pożyczki zbyt małej, by
dokończyć dzieło i zbyt kosztownej, by teraz spokojnie funkcjonować.
Brak swobodnej możliwości dysponowania majątkiem i nieruchomością mocno
przemodelował moje życie.
Gdyby ktoś chciał wiedzieć, o jaką to nieuregulowaną kwestię prawną
opierają się sądy, to przytoczę fragment artykułu prasowego z tamtego
okresu:
"Upraszczając, sprawa wygląda następująco: Gmina Bydgoszcz w 1992 roku z
trzech małych, sąsiadujących ze sobą działek utworzyła dwie działki
budowlane z drogą dojazdową do obu. Jeden z właścicieli działki otrzymał
w ramach rekompensaty inną, dużą działkę budowlaną w niewielkiej
odległości od miejsca zamieszkania. Niestety, pan S. podważył urzędniczą
decyzję składając w prokuraturze zażalenie na zabór mienia. Pani Maria
Drabowicz, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji
Urzędu Miejskiego w 1999 roku poinformowała redaktora (Lau.), że pan S.
był sam sobie winien, bo nie odwołał się w terminie, gdy plan scalania
był wyłożony do wglądu. Sprawę w sądzie wygrał nie dlatego, że nie
został przez magistrat poinformowany ( bo wcale nie musiał –
twierdzili urzędnicy) a przez tzw. względy proceduralne…..
Redaktor (Lau.) współczuł każdej ze stron tego konfliktu i ze znakiem
zapytania postawił kwestię, czy Temidzie uda się go rozstrzygnąć."
Cytuję część artykułu, który napisałem, ale jeszcze go nie wykorzystałem. Nie mam pojęcia, od czego powinienem zacząć. Może ktoś poradzi....
Ostatnia edycja: