Przepraszam za błąd przy wysyłaniu pierwszego postu. Ponieważ nie widzę możliwości edytowania postu, piszę dalej jako odpowiedź:
W roku 1988 nabyłem działkę budowlaną (nazwijmy ją działką 1), która nie miała dostępu do drogi publicznej- oddzielały ją od niej trzy inne działki (działka 2, działka 3 i działka 4- dostęp do drogi miała jedynie działka 4). W tym samym czasie były kupowane (od tego samego właściciela) działka z dostępem do drogi (działka 4) oraz działka 3, natomiast działka 2, również niemająca dostępu do drogi, pozostawała w rękach dotychczasowego właściciela. Ustaliliśmy we trójkę (sprzedający, ja i nabywca działek 3 i 4), że podzielą swoje działki w ten sposób, aby możliwe było doprowadzenie drogi do mnie. Tak też zrobili. Wystąpili z wnioskiem do Urzędu Miasta i Gminy w sprawie możliwości podziału nieruchomości, dostali odpowiedź, że podział może nastąpić w trybie opisanym w ustawie z 29 kwietnia 1985r. o gospodarce gruntami i wywłaszczeniu nieruchomości, załączony też został szkic, przedstawiający sposób, w jaki ma być przeprowadzony podział.
Z ustawy wynikało, że podział nieruchomości następuje na wniosek właściciela, po zatwierdzeniu przez Urząd projektu podziału. Na swój koszt wynająłem geodetę, który zrobił projekt (bo to dla mnie najbardziej zależało na tej drodze). Sąsiad złożył podanie o dokonanie podziału, dołączył projekt, a urząd następnego dnia wydał decyzję zatwierdzającą podział. Posiadam kopie wszystkich wymienionych dokumentów. Zgodnie z ustawą działki przeznaczone pod budowę drogi (w sumie 96 m.kw.) przeszły na własność skarbu państwa, za odszkodowaniem ustalonym odrębną decyzją.
Dzięki temu miałem w końcu dostęp do drogi. Od tamtego czasu (w sumie to już ponad 20 lat) była ona użytkowana jako droga, tak też widniała w ewidencji. Zostały przeprowadzone przez nią sieci uzbrojenia terenu: kanalizacyjna, deszczowa, wodociągowa, energetyczna, gazowa, telekomunikacyjna. Droga została też utwardzona polbrukiem, przy czym część kosztów z tym związanych poniósł założony w tym celu komitet- każdy z mieszkańców ulicy "składał się" na to utwardzenie- każdy, z wyjątkiem tego sąsiada. To ja pokryłem część składki, przypadającą na niego.
I tak życie płynęło, aż w roku 2003 coś się odwidziało sąsiadowi. Złożył do Starostwa Powiatowego wniosek o zwrot wywłaszczonej nieruchomości. Argumentował, że drogę wytyczono bez jego zgody (chociaż, o ile pamiętam, to ja go woziłem do urzędu gminy, aby złożył wniosek o dokonanie podziału- zależało mi na czasie. Poza tym mam kopię jego podania). Napisał też, że droga jest zbędna, bo mam inną możliwość dojazdu- otóż wciąż jest to jedyna droga dojazdowa do mojej działki, co jasno wynika z wyrysów.
Sprawę przegrał, Starostwo nie wnikało nawet w jego wyjaśnienia- po prostu stwierdzono brak jakichkolwiek podstaw prawnych do zwrotu i sprawę umorzono- moim zdaniem całkowicie słusznie. Tego samego zdania był Urząd Wojewódzki, do którego sąsiad się odwołał, oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny.
Sąsiad jednak nie ustąpił. W roku 2006 złożył kolejny wniosek do Starostwa o stwierdzenie nieważności decyzji o podziale (wtedy była to już decyzja mająca 18 lat!). Starostwo odesłało wniosek do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, bo to one odpowiada teraz za te sprawy.
Ciekawsze jest jednak to, co sąsiad nawypisywał we wniosku. Otóż napisał, że nigdy nie dostał decyzji o podziale, gdyż została ona wysłana na zły adres (decyzja o podziale została wysłana na adres nieruchomości dzielonej- gdyż to właśnie ten adres, jako adres zamieszkania, sąsiad podał na podaniu o dokonanie podziału. Tak więc, chociaż zameldowany był gdzie indziej, jego stwierdzenie, że decyzję należało wysłać na inny adres, jest nieuprawnione. Mało tego, pamiętam, jak kwitował odbiór tej decyzji i przy mnie ją otworzył (!). Dalej pisze, że ze względu na niedostarczenie decyzji w odpowiednie miejsce, o podziale dowiedział się dopiero w 2003 roku. Dowodów na to, że wiedział o tym wcześniej, jest co niemiara. Przykładowo:
- jego płot stoi na granicy wydzielonej drogi i jego działki, a nie w miejscu, gdzie przebiegała granica jego działki przed podziałem;
- jako sąsiad musiał być informowany o wszelkich projektach związanych z tą drogą, dotyczących budowy kanalizacji, doprowadzenia elektryczności, przyłącza gazowego itd.;
- gdy droga była utwardzana, czemu wtedy nie protestował, że to jest jego działka?- bo doskonale wiedział, że to rzeczywiście jest droga;
- i wiele, wiele innych.
Dodatkowo ponownie napisał, że mam inny dojazd do swojej działki i ten nie jest już potrzebny. I oczywiscie ponownie jest to bzdurą. Mało tego, w międzyczasie dokonałem podziału swojej działki, i teraz jest to jedyny dojazd do tych obu działek.
Tyle o wniosku sąsiada. Jak widać, są to same bzdury, przy czym są dokumenty dowodzące tego.
I teraz zaczynają się dziać dziwne rzeczy.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze zwróciło się do Urzędu Miejskiego (kiedyś Urzędu Miasta i Gminy) z prośbą o dostarczenie akt sprawy. Urząd wysłał wszystkie dokumenty związane z dokonaniem podziału, tj. pismo opisujące sposób podziału (wraz z mapami), pełny projekt podziału, wniosek sąsiada o wydanie decyzji podziałowej, decyzję zatwierdzającą podział. Dodatkowo wysłane zostały decyzje umarzające postępowanie z roku 2003 we wszystkich instancjach. A Kolegium w odpowiedzi napisało, że skorzystało już w ww. dokumentów (były one przecież u Starosty i Wojewody), ponawia natomiast prośbę o dostarczenie akt sprawy (zupełnie nie wiem o co chodzi, myślałem, że te dokumenty to są właśnie akta sprawy). A Urząd Miejski, zamiast dopytać, o jakie konkretnie akta chodzi, napisał w odpowiedzi, że akt nie znaleziono w archiwum- pewnie chcieli mieć po prostu spokój.
Kolegium spotkało się w 3-osobowym składzie, i wymyśliło, że stwierdzi nieważność decyzji (decyzji sprzed 19 lat!). Równie ciekawe, jak sama decyzja, jest jej uzasadnienie. Otóż:
- we wstępie cytowana jest podstawa prawna (wcześniej wymieniona ustawa o gospodarce gruntami i wywłaszczeniu nieruchomości), na podstawie której wydana została uchylana decyzja- wraz z fragmentem, że działki przeznaczone na drogę przechodzą na własność Skarbu Państwa,
- chwilę po tym Kolegium pisze, że organ dokonujący podziału tak naprawdę nie mógł orzec, co się dzieje po podziale z działkami przeznaczonymi na ulicę. Mógł jedynie napisać, które to działki.
- dowiaduję się też, że zawarte w ustawie sformułowanie "pod budowę ulic" oznacza "budowę nowych ulic przeznaczonych do obsługi działek powstałych w wyniku tego podziału"- a ponieważ podział nie dotyczył mojej działki, tak więc Kolegium uznało, że działki przeznaczone pod drogę prowadzącą do mnie nie mogły przejść na własność Skarbu Państwa. Przy czym nie podają żadnego źródła tej wykładni (sami sobie to wymyślili?).
- ale nawet przyjmując, że ta wykładnia jest prawidłowa, przytrzymajmy się tu na chwilę. Wróćmy na chwilę do początku mojego przydługiego

postu. Podziałowi podlegały działki nazwane działką 2, działką 3 i działką 4. Każda z nich została podzielona na dwie części- kawałek przeznaczony na drogę, kawałek na działkę budowlaną. Tak więc wydzielona droga, oprócz tego, że prowadziła do mnie, prowadziła też do nowych działek budowlanych wydzielonych z działek 2 i 3- a więc były to działki wydzielone wskutek tego podziału! I jak odnosi się do tego fragment uzasadnienia decyzji napisany przez kolegium?: "Nie był to zatem podział na działki budowlane, a wydzielone pod drogę działki nie służyły do obsługi nowo powstałych działek i nie były przeznaczone pod drogę publiczną". Przecież to się nie trzyma jakiejkolwiek logiki.
- Kolegium ma też wątpliwości, czy podział został zatwierdzony na wniosek właściciela działki. Tymczasem, jak już wspomniałem, są dokumenty to potwierdzające, z których kolegium niby korzystało! (przede wszystkim podanie właściciela o zatwierdzenie projektu podziału).
- Kolegium pisze też, że nie zachowały się akta sprawy, a jedynie niektóre dokumenty jej dotyczące- i tu znowu mam pytanie, o jakie akta chodzi? Poza tym, mam pismo SKO do Urzędu Miejskiego, w którym to SKO infurmuje, iż w załączeniu zwraca (po wykorzystaniu) akta sprawy. Przecież to jest jakiś bełkot. Niech się zdecydują, czy te akta są czy nie.
Kolegium podjęło tę decyzję w roku 2007. Przez ten czas panował raczej spokój, aż parę dni temu sąsiad rozebrał kostkę znajdującą się na tej drodze (ułożoną nie na jego koszt), jak też zniszczył podbudowę (żwir wwiózł na swoje podwórko). "Wykopalisko" pozostawił niezabezpieczone. Gdyby nie to, że swój płot postawiłem parę metrów od tej drogi, a nie na granicy działki (po prostu chciałem mieć szerszy wjazd), to nie miałbym możliwości wjazdu na swoje podwórko. W takiej sytuacji jest sąsiad, który nabył ode mnie część mojej działki (wspominałem już o tym podziale)- musi on korzystać z przejazdu przez moją nieruchomość. I teraz mam szereg pytań, liczę na pomoc
1. Dlaczego nie otrzymałem decyzji SKO po jej ogłoszeniu, czyli w roku 2007? Przecież powienienem być traktowany jako strona w sprawie, gdyż ta decyzja pozbawiła mnie dostępu do drogi.
2. Co mogę zrobić z gminą, za to, że nie zwróciła się z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy? Przecież to jest niedbanie o własność publiczną. Za to, że tak odpuścili tą sprawę, ktoś powinien odpowiedzieć.
3. Szczerze mówiąc, decyzja SKO wydaje mi się być pisana "na zamówienie"- przecież niemożliwe, żeby byli tam tacy idioci, przeczący sami sobie. Czy mogę w jakiś sposób "poskarżyć" się na orzekającą trójkę? Chodzi mi też po głowie powiadomienie CBA.
4. Jakie sprawy mogę wytoczyć sąsiadowi za zniszczenie drogi i podanie fałszywych informacji we wniosku? Zapewne przywłaszczenie mienia, wprowadzenie w błąd organów administracji publicznej. Przyznam, że chcę uzbierać tego jak najwięcej, żeby sąsiad dostał nauczkę na przyszłość. Wiem, że rury gazowe są dość płytko, na głębokości ok. 60 cm. Tymczasem zdzierając podbudowę spod kostki, sąsiad wjechał ciężkim sprzętem i dokopał się na ok 40 cm wgłąb, teraz zasypuje to gruzem. Może da się zrobić coś w tym kierunku? Przecież to jest poważne zagrożenie, że może uszkodzić te rury. On prowadzi roboty ziemne bez jakichkolwiek projektów i pozwoleń. Dodatkowo zdzierając podbudowę odkopał częściowo słup telegraficzny i elektryczny. Kogo o tym powiadomić i w jaki sposób, żeby od razu dobrali się do skóry sąsiadowi?
5. Prawnik napisał już podanie do SKO o ponowne rozpatrzenie sprawy. Jak już jednak wspomniałem, sprawa kosztuje mnie tyle nerwów i czasu, że chciałbym też dać nauczkę sąsiadowi (bo nawet jeśli ma papiery na to, że droga jest jego, to pewnych rzeczy nie robi się bez pozwolenia nawet na swoim podwórku) i gminie. Dlatego proszę o pomoc w tych sprawach. Z góry dziękuję i pozdrawiam. Przepraszam też za długość posta, ale chciałem maksymalnie dokładnie przedstawić sprawę

.