K
Kreto12
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2025
- Odpowiedzi
- 1
Hej rodacy,
może ktoś tu ogarnia prawo albo miał podobną sytuację, bo ja już ręce rozkładam.
Parę dni temu dostaję SMS z banku, że mam zajęcie komornicze na koncie na kwotę ok. 900 zł. Zero wcześniejszych listów, pism – nic. W aplikacji banku widnieje tylko numer sprawy KM oraz dane komornika. Dzwonię i słyszę, że chodzi o… mandat z ZTM z 2009 roku(miałem wtedy 8 lat). Komornik powiedział, że to „nic dziwnego”, że dłużnikiem może być nawet 5-letnie dziecko i że mogę kierować sprawę do sądu, ale według niego to bezsensowne, bo „wiekiem nic nie ugram”.
Dzwonię do działu windykacji ZTM – pani mówi, że:
– jechałem wtedy z ojcem,
– mandat dostał zarówno on, jak i ja,
– kontroler spisał moje imię, nazwisko i datę urodzenia bez okazywania jakiegokolwiek dokumentu,
– ojciec podobno potwierdził (słownie lub pisemnie), że jestem jego synem (nie bardzo rozumiem, co to ma do rzeczy),
– według nich wszystko jest legalne, umywają ręce i mam się dogadywać z komornikiem.
Dostałem też stary nakaz zapłaty z sądu z 2009 r. i tam dosłownie jest napisane:
„małoletni … reprezentowany przez przedstawicieli ustawowych” – czyli sąd wiedział, że chodzi o dziecko.
Co najlepsze – kilka lat temu była już jedna egzekucja, która została umorzona jako bezskuteczna. I nagle, po kolejnych latach, temat wraca i komornik blokuje mi konto jak normalnemu dorosłemu dłużnikowi.
Żeby było ciekawiej, byłem też na darmowej poradzie prawnej. Liczyłem chociaż na to, że ktoś przejrzy dokumenty i powie, czy w tej sprawie faktycznie jest sens cokolwiek robić. Niestety, pani mecenas praktycznie nie zapoznała się z aktami, rzuciła tylko tekstem, że „prawdopodobnie wszystko szło na adres rodziców i to ich wina”, że „wiek nie ma tu większego znaczenia” i że generalnie „prawnie wszystko się zgadza”. Cała porada trwała kilka minut i wyszedłem z niej dokładnie z niczym.
Chciałbym się zorientować i przy okazji poznać opinie innych na temat:
1. Czy w ogóle coś takiego po 16 latach jest jeszcze legalne?
2. Czy fakt, że byłem dzieckiem, nie sprawia, że ta sprawa jest do podważenia?
3. Czy pozew przeciwegzekucyjny to tutaj dobra droga?
Od razu wyjaśnię kilka rzeczy, żeby nie wywoływać gównoburzy:
– Nie pamiętam tej sytuacji, zapewne podczas kontroli stałem z boku i dłubałem w nosie.
– Nie utrzymuję kontaktu z ojcem, więc nie odpowiem, dlaczego wtedy nie kupił biletów.
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
może ktoś tu ogarnia prawo albo miał podobną sytuację, bo ja już ręce rozkładam.
Parę dni temu dostaję SMS z banku, że mam zajęcie komornicze na koncie na kwotę ok. 900 zł. Zero wcześniejszych listów, pism – nic. W aplikacji banku widnieje tylko numer sprawy KM oraz dane komornika. Dzwonię i słyszę, że chodzi o… mandat z ZTM z 2009 roku(miałem wtedy 8 lat). Komornik powiedział, że to „nic dziwnego”, że dłużnikiem może być nawet 5-letnie dziecko i że mogę kierować sprawę do sądu, ale według niego to bezsensowne, bo „wiekiem nic nie ugram”.
Dzwonię do działu windykacji ZTM – pani mówi, że:
– jechałem wtedy z ojcem,
– mandat dostał zarówno on, jak i ja,
– kontroler spisał moje imię, nazwisko i datę urodzenia bez okazywania jakiegokolwiek dokumentu,
– ojciec podobno potwierdził (słownie lub pisemnie), że jestem jego synem (nie bardzo rozumiem, co to ma do rzeczy),
– według nich wszystko jest legalne, umywają ręce i mam się dogadywać z komornikiem.
Dostałem też stary nakaz zapłaty z sądu z 2009 r. i tam dosłownie jest napisane:
„małoletni … reprezentowany przez przedstawicieli ustawowych” – czyli sąd wiedział, że chodzi o dziecko.
Co najlepsze – kilka lat temu była już jedna egzekucja, która została umorzona jako bezskuteczna. I nagle, po kolejnych latach, temat wraca i komornik blokuje mi konto jak normalnemu dorosłemu dłużnikowi.
Żeby było ciekawiej, byłem też na darmowej poradzie prawnej. Liczyłem chociaż na to, że ktoś przejrzy dokumenty i powie, czy w tej sprawie faktycznie jest sens cokolwiek robić. Niestety, pani mecenas praktycznie nie zapoznała się z aktami, rzuciła tylko tekstem, że „prawdopodobnie wszystko szło na adres rodziców i to ich wina”, że „wiek nie ma tu większego znaczenia” i że generalnie „prawnie wszystko się zgadza”. Cała porada trwała kilka minut i wyszedłem z niej dokładnie z niczym.
Chciałbym się zorientować i przy okazji poznać opinie innych na temat:
1. Czy w ogóle coś takiego po 16 latach jest jeszcze legalne?
2. Czy fakt, że byłem dzieckiem, nie sprawia, że ta sprawa jest do podważenia?
3. Czy pozew przeciwegzekucyjny to tutaj dobra droga?
Od razu wyjaśnię kilka rzeczy, żeby nie wywoływać gównoburzy:
– Nie pamiętam tej sytuacji, zapewne podczas kontroli stałem z boku i dłubałem w nosie.
– Nie utrzymuję kontaktu z ojcem, więc nie odpowiem, dlaczego wtedy nie kupił biletów.
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.