Firma w polsce a prawo wloskie?

  • Autor wątku Autor wątku wazniak
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

wazniak

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2008
Odpowiedzi
21
Witam

Szukam porady i teraz przedstawie w czym problem.

Robie serwis internetowy, jego siedziba/firma bedzie zarejestrowana w polsce jednak odbiorcami beda Włosi a nie polacy. Jak chyba kazdy wie, wszystkie takie serwisy posadaja swoj regulamin oraz polityke prywatnosci i teraz tak, w regulaminach czesto jest wzmianka o ochronie danych osobowych

przytocze przyklad z nk.pl

Administratorem danych osobowych jest Nasza Klasa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która dokonuje przetwarzania danych osobowych Użytkowników zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (t. jedn. Dz.U. z 2002 r., nr 101, poz. 926 ze zm.) oraz ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. nr 144, poz. 1204 ze zm.).

No i to jest polskie prawo i czy z racji takiej, ze moj serwis bedzie dla wloch to nie powinienem uzyc wloskiego prawa(odpowiednika jak w przykladzie) uwzgledniajac to, ze siedziba/firma jest zarejestrowana w polsce?

Tak wsumie mysle, ze nie musze zadnych odpowiednikow wloskich stosowac, poniewaz osoba ktora wchodzi na portal chca z niego uzytkowac akceptuje regulamin, ale wlasnie zastanawia mnie kwestia skoro ta osoba jest z innego panstwa.

Pytanie nr2, to czy np mimo to, ze siedziba firmy jest w polsce to moge uzyc wloskiego prawa? a moze jakies uniwersalne unii europejskiej ?

Pozdrawiam
 
Firma jest zarejestrowana w Polsce, działa pod rządami polskiego prawa. Wobec tego należy powoływać się na polskie przepisy.
 
a czy np mimo to, ze polsce jest to moge powolac sie na wloskie prawo? tak zeby uzytkownicy mysleli, ze portal jest od wloch dla wloch, a nie od polakow dla wloch :)
 
A dane firmy? Co, będą ukryte? I czy to wstyd być polskim, a nie włoskim przedsiębiorcą?
 
O wstyd nie chodzi raczej o to, ze kazdy woli rodzime rzeczy, poprostu tak sie spytalem ;-)
 
No, widzę kompleksy polskiego biznesu. W Polsce od zawsze królowały poglądy, że zamiast normalnej nazwy i adresu należy podać jakieś angielskie lub włoskie ble-ble-ble i "London-Roma-New York". Stąd te wszystkie "Gino Rossi". A ja chwalę "Ryłko" i markę "Baldowski" - i dobre, i polskie.

A w świetle prawa mie ma możliwości korzystania z przepisów innego prawa, jeżeli firma jest zarejestrowana tu (jest to logiczne, czyżby nie?).
Zresztą, nasza ustawa przedmiotowa dostatecznie chroni prywatność klientów/użytkowników.
I jeszcze jedno. Jeżeli chodzi o handel, nalezy pamietać, że towar zwykle jest opatrzony kodem kreskowym, który "zdradza" kraj, z którego pochodzi w sensie handlowym (bo kod nie zawsze wskazuje na producenta - raczej na zamawiającą go firmę handlową). Więc klient włoski i tak się dowie, skąd dostaje zamówiony towar. A kwestia faktur?
Niegyś Polska słynęła z podrabiania znanych marek, teraz widać, że tendencja ta się rozprzestrzeniła na handel w internecie. Ale podrabianie strony to nie wszystko: jednocześnie trzebaby podrobić takie dokumenty, fałszowanie których staje się przestępstwem.
 
Powrót
Góra