S
SamWieszKto
Użytkownik
- Dołączył
- 04.2013
- Odpowiedzi
- 44
Coraz częściej chodzi mi po głowie pójście na prawo. Chodziło mi jeszcze w czasach maturalnych, jak chyba każdemu w klasie humanistycznej, ale wtedy wygrała miłość do języka i poszłam na filologię. W zasadzie nie żałuję, bo lubiłam te studia. Pracuję też w zawodzie, z tym że moja branża płaci niestety marnie (wydawnicza). Tak więc, choć lubię moją pracę, zaczęła mnie przerażać wizja kiepskich zarobków aż do śmierci. A że programistą nie zostanę, bo to kompletnie nie moja bajka, zaczęłam myśleć, że może by jednak spróbować z tym prawem. Oczywiście w grę wchodzą tylko studia zaoczne. Ale jeśli, to kompletnie nie wiem, którą uczelnie wybrać. Mieszkam w Warszawie.
UW nie ma zaocznego prawa. UKSW ma, ale ma wykłady w piątki od 15. Czyli albobym musiała te wykłady z założenia olać, bo przecież w życiu się nie wyrobię, albo iść gdzie indziej. Z prywatnych Koźmiński i SWPS mają zaporowe dla mnie ceny. Tylko czesne na Łazarskim byłoby do przyjęcia. Kusząco niskie czesne mają dwie nieznane mi zupełnie szkoły, a mianowicie Akademia Ekonomiczno-Humanistyczna (d. Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania) i niejaka Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, która dodatkowo chwali się, że u nich robi się trzy semestry w rok (nie ma przerwy wakacyjnej). Przyszło mi też do głowy, że mogłabym spróbować na Uniwersytecie Łódzkim. Czesne jest tam niskie, a połączenie kolejowe z Warszawy dobre, choć dojeżdżanie co dwa tygodnie przez pięć lat byłoby już jednak dość męczące.
Sama nie wiem, jak do tego podejść. Czy w takim konserwatywny sposób, w jaki podchodzili do tego moi rodzice, czyli tylko publiczne, bo na absolwentów prywatnych szkół będą patrzeć z góry? Czy może w sposób pragmatyczny, czyli wszystko jedno gdzie, przecież te studia i tak są tylko po to, żebym mogła podejść do egzaminu na aplikację?
UW nie ma zaocznego prawa. UKSW ma, ale ma wykłady w piątki od 15. Czyli albobym musiała te wykłady z założenia olać, bo przecież w życiu się nie wyrobię, albo iść gdzie indziej. Z prywatnych Koźmiński i SWPS mają zaporowe dla mnie ceny. Tylko czesne na Łazarskim byłoby do przyjęcia. Kusząco niskie czesne mają dwie nieznane mi zupełnie szkoły, a mianowicie Akademia Ekonomiczno-Humanistyczna (d. Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania) i niejaka Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, która dodatkowo chwali się, że u nich robi się trzy semestry w rok (nie ma przerwy wakacyjnej). Przyszło mi też do głowy, że mogłabym spróbować na Uniwersytecie Łódzkim. Czesne jest tam niskie, a połączenie kolejowe z Warszawy dobre, choć dojeżdżanie co dwa tygodnie przez pięć lat byłoby już jednak dość męczące.
Sama nie wiem, jak do tego podejść. Czy w takim konserwatywny sposób, w jaki podchodzili do tego moi rodzice, czyli tylko publiczne, bo na absolwentów prywatnych szkół będą patrzeć z góry? Czy może w sposób pragmatyczny, czyli wszystko jedno gdzie, przecież te studia i tak są tylko po to, żebym mogła podejść do egzaminu na aplikację?