M
matepl
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2011
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
Mój problem rozpoczął się na początku lipca 2014 roku. Aktualnie używany samochód odmówił posłuszeństwa. Po namowach mechanika zdecydowałem się na przeprowadzenie przez tego Pana generalnego remontu silnika. Po miesiącu oczekiwania na auto usłyszałem, że wymieniony został praktycznie cały silnik wraz z niektórymi podzespołami (sprzęgło, koło dwumasowe). Zapłaciłem gotówką przeszło 7000 zł za wykonaną usługę. Mechanik zapewniał mnie, że będę zadowolony i spokojnie przejadę jeszcze kilkadziesiąt tys. kilometrów bez jakiejkolwiek inwestycji. Dając wiarę Panu mechanikowi podpisałem dokumenty odbioru samochodu na którym widniał termin 30 dni pisemnej gwarancji. Dodam, że wtedy zbytnio się tym nie przejmowałem, ponieważ z reguły ufam osobom, które zajmują się swoja profesją na co dzień. Moje kolejne problemy pojawiły się dokładnie tydzień temu. Samochód nagle zgasł na trasie i na lawecie trafił do mechanika z mojego miasta, który stwierdził te same usterki do tych co rok temu czyli: pęknięty wał korbowy, oraz roztrzaskane sprzęgło i koło dwumasowe. Koszt oczywiście zbliżony, czyli ok. 7000zł. Po oględzinach u mechanika stwierdzono, że wszystko to co zamontował poprzedni Pan powinno trafić na szrot a nie do mojego auta. Dodam, że przejechałem mniej niż 6000 km od czasu niby tego generalnego remontu. Wracając do sprawy po oszacowaniu szkód zadzwoniłem do tego Pana, który na początku był zdziwiony, że tak się stało i nawet zaproponował częściową rekompensatę na którą ja się zgodziłem. W kolejnej rozmowie owy mechanik wszystkiego się wyparł i stwierdził, że to ja wymieniłem części na inne i w gruncie rzeczy to moja wina i on nic z tym wspólnego nie ma. Aktualnie zostaje bez sprawnego samochodu, który służył mi jedynie do dojazdów do pracy, co teraz rzecz jasna jest mocno utrudnione. Chciałbym zapytać Państwa czy cokolwiek mogę odzyskać od tego Pana i czy jest to warte zachodu? Czy lepiej po prostu sobie tą sprawę odpuścić?
Dzięki za odpowiedź!
Mój problem rozpoczął się na początku lipca 2014 roku. Aktualnie używany samochód odmówił posłuszeństwa. Po namowach mechanika zdecydowałem się na przeprowadzenie przez tego Pana generalnego remontu silnika. Po miesiącu oczekiwania na auto usłyszałem, że wymieniony został praktycznie cały silnik wraz z niektórymi podzespołami (sprzęgło, koło dwumasowe). Zapłaciłem gotówką przeszło 7000 zł za wykonaną usługę. Mechanik zapewniał mnie, że będę zadowolony i spokojnie przejadę jeszcze kilkadziesiąt tys. kilometrów bez jakiejkolwiek inwestycji. Dając wiarę Panu mechanikowi podpisałem dokumenty odbioru samochodu na którym widniał termin 30 dni pisemnej gwarancji. Dodam, że wtedy zbytnio się tym nie przejmowałem, ponieważ z reguły ufam osobom, które zajmują się swoja profesją na co dzień. Moje kolejne problemy pojawiły się dokładnie tydzień temu. Samochód nagle zgasł na trasie i na lawecie trafił do mechanika z mojego miasta, który stwierdził te same usterki do tych co rok temu czyli: pęknięty wał korbowy, oraz roztrzaskane sprzęgło i koło dwumasowe. Koszt oczywiście zbliżony, czyli ok. 7000zł. Po oględzinach u mechanika stwierdzono, że wszystko to co zamontował poprzedni Pan powinno trafić na szrot a nie do mojego auta. Dodam, że przejechałem mniej niż 6000 km od czasu niby tego generalnego remontu. Wracając do sprawy po oszacowaniu szkód zadzwoniłem do tego Pana, który na początku był zdziwiony, że tak się stało i nawet zaproponował częściową rekompensatę na którą ja się zgodziłem. W kolejnej rozmowie owy mechanik wszystkiego się wyparł i stwierdził, że to ja wymieniłem części na inne i w gruncie rzeczy to moja wina i on nic z tym wspólnego nie ma. Aktualnie zostaje bez sprawnego samochodu, który służył mi jedynie do dojazdów do pracy, co teraz rzecz jasna jest mocno utrudnione. Chciałbym zapytać Państwa czy cokolwiek mogę odzyskać od tego Pana i czy jest to warte zachodu? Czy lepiej po prostu sobie tą sprawę odpuścić?
Dzięki za odpowiedź!