L
Little_Guy
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2015
- Odpowiedzi
- 1
Witajcie, to co mi się przytrafiło nadawałoby się na scenariusz amerykańskiej telenoweli... jest to moje drugie podejście do tego posta, ponieważ poprzednio zacząłem opisywać całą sytuację ze szczegółami po czym szybko zrozumiałem, że tego tekstu jest zbyt wiele...
Miejsce zdarzenia: Grecka wyspa Korfu, miejscowość Kavos.
Ok 10 rano wraz ze szwagrem wypożyczyliśmy kłada (dzień wcześniej wieczorem byliśmy go zarezerwować) - sukces, wracamy nim do hotelu 200 metrów dalej od wypożyczalni. Pakujemy się, pojedziemy na plażę na końcu wioski. Ok 11 razem ze szwagrem i dwoma plecakami ruszyliśmy drogą spod hotelu w stronę plaży, przejeżdżając obok wypożyczalni zauważyłem że jej właściciel wymachuje rękami w naszą stronę, wybiega nam na przeciw, zatrzymuje i uderza mnie w twarz z tzw backhand'u, zabiera quada i każe dosłownie "spadać". Zostawmy to na chwilę.
Gość straszy nas policją, żąda zapłacenia kary, bo jak twierdzi jechaliśmy we czwórkę.
Ostatecznie policję wzywam ja ponieważ nie da się z nim porozmawiać
Mija 40 minut, zanim przyjechali facet ucieka na skuterze a na jego miejsce pojawia się kobieta. Próbuje się z nią dogadać - na co ona twierdzi że nie może decydować w imieniu właściciela.
Przyjeżdża policja, spisują moje dane, opowiadam sytuację - przepytują kobietę z wypożyczalni po czym oznajmiają że będą wyjaśniać sprawę ponieważ sprawcy nie ma na miejscu.
Dzwonię do ubezpieczyciela, idę do punktu medycznego. (Jest 13 godzina) Po udzieleniu pierwszej pomocy naciskają żeby jechać ambulansem na badania do szpitala, zgadzam się ponieważ mnie zamroczyło i nie widziałem dobrze na prawe oko. Zanim przyjechał ambulans ze szpitala opowiedziałem sytuację w hotelu (ok 14), zadzwoniliśmy jeszcze raz na policję w celu wyjaśnienia sprawy - powiedziano mi że właściciel wyparł się mojego oskarżenia i jeśli chcę to mogę przyjechać na komisariat w następnej wiosce złożyć zeznania. (powiedziałem że zabiorą mnie do szpitala - ok, komisariat jest 24/7). Dzwonię do ambasady w Atenach...
Z zaklejonym okiem i lodem na skroni idę jeszcze raz do wypożyczalni żeby dogadać się z właścicielem na co ten mnie wygania. (wszystko w promieniu 200 metrów)
Przyjeżdża ambulans (15.30) zabierają mnie (i żonę jako opiekuna) na sygnale do szpitala, na miejscu wywiad, badania, zdjęcia czaszki i podpinają pod kroplówkę.
Wychodzimy o 20, dostałem papier "free to fly" i wracamy autobusem do Kavos, ja wysiadam wioskę wcześniej na najbliższym przypisanym do Kavos posterunku policji. (ok 22.20)
Teraz najlepsze...
Rozmawiam najpierw z jednym policjantem (5minut), później z drugim który widocznie miał dyżur. Policjant pyta wprost "po co przyszedłem, co ja w ogóle od niego chcę" - nie współpracuje. Proszę go o notatkę policjantów z wezwania - "nie ma, będzie jutro rano", podaje mi jakieś śmieszne przykłady z życia, mówiąc że "bóg i tak wymierzy sprawiedliwość". Mówi mi że jeśli chce złożyć zeznanie i iść z tym do sądu to muszę zapłacić 100euro jako koszty postępowania, ponieważ nie straciłem przytomności ani nie umarłem trzeba zapłacić "aby ruszyć sprawę". Proszę go o jego dane osobowe ponieważ nei ma identyfikatora, wyciągam telefon chcę to nagrać, zakazuje mi... ręce mi opadły, jest północ. Proszę go o jakąkolwiek pieczątkę, że byłem dzisiaj o tej godzinie na posterunku - on nie może mi nic takiego dać i dziwi się dlaczego jestem taki podejrzliwy i mu nie ufam?!
W końcu udało mi się go namówić aby zapisał swoje imie i nazwisko oraz stopień, ale kartki z tym już mi nie pozwolił zabrać, mogłem przepisać ale nazwisko podał nieczytelnie, namówiłem żeby pokazał identyfikator, najpierw nim wymachiwał, po czym po kolejnych prośbach pozwolił chwilę popatrzeć i chował go.
Mówię mu że mam jutro samolot i proszę o jakiś kontakt do posterunku aby uzyskać notatkę policjantów z wezwania, ten pokazuje mi kartkę na ścianie gdzie jest miedzy innymi adres mailowy z domeną hotmail.com, chcę zrobić zdjęcie zakazuje bo podobno są tam nazwiska oficerów i nie mogę tego mieć na zdjęciu... spisał coś z mojego paszportu do komputera, pokazałem mu free to fly i umowę najmu z wypożyczalni, opowiedziałem całą historię po raz kolejny... i NIC.
jest godzina 0.30, wracam z buta 5km do Kavos, rano o 6 pobudka, autobus i odprawa o 11.20
W ambasadzie dowiedziałem się że mogę wynająć prawnika aby mnie reprezentował w Grecji aby dalej ciągnąć sprawę.
W wypożyczalni był monitoring, prawdopodobnie wszystko się nagrało na co zwracałem uwagę i policjantom na miejscu i na posterunku, NIKT się tym nie przejął ani nie raczył sprawdzić.
Ok 1.30 byłem w hotelu.
Straciłem dzień wakacji, kasę za wynajem quada, dostałem za przeproszeniem w mordę i nikt nie raczył z tym nic zrobić bo nie jestem w śpiączce
Ambasada nie chce interweniować, pewnie nie jest stworzona do takich rzeczy, policja nie istnieje...
Co ja mogę jeszcze zrobić ?
Miejsce zdarzenia: Grecka wyspa Korfu, miejscowość Kavos.
Ok 10 rano wraz ze szwagrem wypożyczyliśmy kłada (dzień wcześniej wieczorem byliśmy go zarezerwować) - sukces, wracamy nim do hotelu 200 metrów dalej od wypożyczalni. Pakujemy się, pojedziemy na plażę na końcu wioski. Ok 11 razem ze szwagrem i dwoma plecakami ruszyliśmy drogą spod hotelu w stronę plaży, przejeżdżając obok wypożyczalni zauważyłem że jej właściciel wymachuje rękami w naszą stronę, wybiega nam na przeciw, zatrzymuje i uderza mnie w twarz z tzw backhand'u, zabiera quada i każe dosłownie "spadać". Zostawmy to na chwilę.
Gość straszy nas policją, żąda zapłacenia kary, bo jak twierdzi jechaliśmy we czwórkę.
Ostatecznie policję wzywam ja ponieważ nie da się z nim porozmawiać
Mija 40 minut, zanim przyjechali facet ucieka na skuterze a na jego miejsce pojawia się kobieta. Próbuje się z nią dogadać - na co ona twierdzi że nie może decydować w imieniu właściciela.
Przyjeżdża policja, spisują moje dane, opowiadam sytuację - przepytują kobietę z wypożyczalni po czym oznajmiają że będą wyjaśniać sprawę ponieważ sprawcy nie ma na miejscu.
Dzwonię do ubezpieczyciela, idę do punktu medycznego. (Jest 13 godzina) Po udzieleniu pierwszej pomocy naciskają żeby jechać ambulansem na badania do szpitala, zgadzam się ponieważ mnie zamroczyło i nie widziałem dobrze na prawe oko. Zanim przyjechał ambulans ze szpitala opowiedziałem sytuację w hotelu (ok 14), zadzwoniliśmy jeszcze raz na policję w celu wyjaśnienia sprawy - powiedziano mi że właściciel wyparł się mojego oskarżenia i jeśli chcę to mogę przyjechać na komisariat w następnej wiosce złożyć zeznania. (powiedziałem że zabiorą mnie do szpitala - ok, komisariat jest 24/7). Dzwonię do ambasady w Atenach...
Z zaklejonym okiem i lodem na skroni idę jeszcze raz do wypożyczalni żeby dogadać się z właścicielem na co ten mnie wygania. (wszystko w promieniu 200 metrów)
Przyjeżdża ambulans (15.30) zabierają mnie (i żonę jako opiekuna) na sygnale do szpitala, na miejscu wywiad, badania, zdjęcia czaszki i podpinają pod kroplówkę.
Wychodzimy o 20, dostałem papier "free to fly" i wracamy autobusem do Kavos, ja wysiadam wioskę wcześniej na najbliższym przypisanym do Kavos posterunku policji. (ok 22.20)
Teraz najlepsze...
Rozmawiam najpierw z jednym policjantem (5minut), później z drugim który widocznie miał dyżur. Policjant pyta wprost "po co przyszedłem, co ja w ogóle od niego chcę" - nie współpracuje. Proszę go o notatkę policjantów z wezwania - "nie ma, będzie jutro rano", podaje mi jakieś śmieszne przykłady z życia, mówiąc że "bóg i tak wymierzy sprawiedliwość". Mówi mi że jeśli chce złożyć zeznanie i iść z tym do sądu to muszę zapłacić 100euro jako koszty postępowania, ponieważ nie straciłem przytomności ani nie umarłem trzeba zapłacić "aby ruszyć sprawę". Proszę go o jego dane osobowe ponieważ nei ma identyfikatora, wyciągam telefon chcę to nagrać, zakazuje mi... ręce mi opadły, jest północ. Proszę go o jakąkolwiek pieczątkę, że byłem dzisiaj o tej godzinie na posterunku - on nie może mi nic takiego dać i dziwi się dlaczego jestem taki podejrzliwy i mu nie ufam?!
W końcu udało mi się go namówić aby zapisał swoje imie i nazwisko oraz stopień, ale kartki z tym już mi nie pozwolił zabrać, mogłem przepisać ale nazwisko podał nieczytelnie, namówiłem żeby pokazał identyfikator, najpierw nim wymachiwał, po czym po kolejnych prośbach pozwolił chwilę popatrzeć i chował go.
Mówię mu że mam jutro samolot i proszę o jakiś kontakt do posterunku aby uzyskać notatkę policjantów z wezwania, ten pokazuje mi kartkę na ścianie gdzie jest miedzy innymi adres mailowy z domeną hotmail.com, chcę zrobić zdjęcie zakazuje bo podobno są tam nazwiska oficerów i nie mogę tego mieć na zdjęciu... spisał coś z mojego paszportu do komputera, pokazałem mu free to fly i umowę najmu z wypożyczalni, opowiedziałem całą historię po raz kolejny... i NIC.
jest godzina 0.30, wracam z buta 5km do Kavos, rano o 6 pobudka, autobus i odprawa o 11.20
W ambasadzie dowiedziałem się że mogę wynająć prawnika aby mnie reprezentował w Grecji aby dalej ciągnąć sprawę.
W wypożyczalni był monitoring, prawdopodobnie wszystko się nagrało na co zwracałem uwagę i policjantom na miejscu i na posterunku, NIKT się tym nie przejął ani nie raczył sprawdzić.
Ok 1.30 byłem w hotelu.
Straciłem dzień wakacji, kasę za wynajem quada, dostałem za przeproszeniem w mordę i nikt nie raczył z tym nic zrobić bo nie jestem w śpiączce
Ambasada nie chce interweniować, pewnie nie jest stworzona do takich rzeczy, policja nie istnieje...
Co ja mogę jeszcze zrobić ?