B
BigBob
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2011
- Odpowiedzi
- 3
Witam Was Serdecznie,
Opis:
Jestem pracownikiem firmy, która sprzedaje armaturę łazienkową i płytki.
Moim zadaniem jest sprzedaż i wykonanie projektów aranżacji wnętrz (tu łazienki). Zespół popełnił kilka błędów, ja popełniłem błąd w liczeniu płytek, czego skutkiem było zamówienie płytek ściennych na posadzkę. Problem polega na tym że jest to towar importowany i będzie za 3 tygodnie. Klient twierdzi że przez "mój-nasz" błąd poniesie koszty, które nie pozwolą mu mieszkania wynająć. Oczywistą rzeczą jest to że chce on zadośćuczynienia.
Z racji że to mój błąd, chciałem zrekompensować klientowi koszt realizacji zamówienia:
-odebrać płytki których nie potrzebuje i oddać pieniądze wynikające z różnicy kosztu płytki ściennej a podłogową
-pokryć koszt powrotu wykonawcy
-samemu dostarczyć płytki na inwestycję
Jak na moją pensję (minimalna) są to spore koszty.
Klient chyba wyczuł że zależy mi na rozwiązaniu problemu i uniknięcia problemów z szefem(nie da się ukryć) zaczął domagać się kolejnych pieniędzy za:
-nerwy
-poniesione koszty z niemożliwości wynajęcia mieszkania-> tu uwaga, płytki maja być ok 1 września a montaż kuchni u klienta ok 10 września więc tu coś nie gra
+kolejne odszkodowania od firmy
Zwrócę uwagę, że mówimy o mieszkaniu i zwykłej sprzedaży a nie umowie inwestycyjnej. Zastanawia mnie w ogóle fakt czy takie roszczenia mają podstawę. Umowa jest na wizualizację łazienki a nie Projekt, płytek brakło też 2 kartony na cały dom i tu trzeba domówić (klient też płacić nie chce).
Pytania:
1. Jeśli mają być poruszane aż takie koszty (mówimy tu o kosztach kilku tysięcy, nie wiem jak wyceniają nerwy, na które mnie nie stać) czy ja jako pracownik powinienem pokrywać takie koszty?
Od strony prawnej nie wiem czy tylko zakład pracy powinien być stroną, czy ja też.
2. Jakich odszkodowań może domagać się klient?
Uwaga:
Prawda jest taka że jeśli klient zacznie domagać się pieniędzy od firmy i złoży jakiekolwiek pismo pewnie stracę pracę (jestem najmłodszy i osobą w sprawie, sklep to sieciówka-"wylatuję"), jak nie od razu to miesiąc później. Czy powinienem w tedy wykazywać się chęcią takiego rozwiązania ze swojej strony (to pokrycie kosztów)? Nie chcę dorzucać kolejnych pieniędzy do puli, którą i tak zapłaci pracodawca o ile w ogóle (o tym dalej).
Znajomi, pracownicy, byli pracownicy wspominają że klient nie ma podstaw do aż takich roszczeń, a ja głupi niepotrzebnie cokolwiek chcę pokrywać.
Będę wdzięczny wam za odpowiedzi.:wink:
Opis:
Jestem pracownikiem firmy, która sprzedaje armaturę łazienkową i płytki.
Moim zadaniem jest sprzedaż i wykonanie projektów aranżacji wnętrz (tu łazienki). Zespół popełnił kilka błędów, ja popełniłem błąd w liczeniu płytek, czego skutkiem było zamówienie płytek ściennych na posadzkę. Problem polega na tym że jest to towar importowany i będzie za 3 tygodnie. Klient twierdzi że przez "mój-nasz" błąd poniesie koszty, które nie pozwolą mu mieszkania wynająć. Oczywistą rzeczą jest to że chce on zadośćuczynienia.
Z racji że to mój błąd, chciałem zrekompensować klientowi koszt realizacji zamówienia:
-odebrać płytki których nie potrzebuje i oddać pieniądze wynikające z różnicy kosztu płytki ściennej a podłogową
-pokryć koszt powrotu wykonawcy
-samemu dostarczyć płytki na inwestycję
Jak na moją pensję (minimalna) są to spore koszty.
Klient chyba wyczuł że zależy mi na rozwiązaniu problemu i uniknięcia problemów z szefem(nie da się ukryć) zaczął domagać się kolejnych pieniędzy za:
-nerwy
-poniesione koszty z niemożliwości wynajęcia mieszkania-> tu uwaga, płytki maja być ok 1 września a montaż kuchni u klienta ok 10 września więc tu coś nie gra
+kolejne odszkodowania od firmy
Zwrócę uwagę, że mówimy o mieszkaniu i zwykłej sprzedaży a nie umowie inwestycyjnej. Zastanawia mnie w ogóle fakt czy takie roszczenia mają podstawę. Umowa jest na wizualizację łazienki a nie Projekt, płytek brakło też 2 kartony na cały dom i tu trzeba domówić (klient też płacić nie chce).
Pytania:
1. Jeśli mają być poruszane aż takie koszty (mówimy tu o kosztach kilku tysięcy, nie wiem jak wyceniają nerwy, na które mnie nie stać) czy ja jako pracownik powinienem pokrywać takie koszty?
Od strony prawnej nie wiem czy tylko zakład pracy powinien być stroną, czy ja też.
2. Jakich odszkodowań może domagać się klient?
Uwaga:
Prawda jest taka że jeśli klient zacznie domagać się pieniędzy od firmy i złoży jakiekolwiek pismo pewnie stracę pracę (jestem najmłodszy i osobą w sprawie, sklep to sieciówka-"wylatuję"), jak nie od razu to miesiąc później. Czy powinienem w tedy wykazywać się chęcią takiego rozwiązania ze swojej strony (to pokrycie kosztów)? Nie chcę dorzucać kolejnych pieniędzy do puli, którą i tak zapłaci pracodawca o ile w ogóle (o tym dalej).
Znajomi, pracownicy, byli pracownicy wspominają że klient nie ma podstaw do aż takich roszczeń, a ja głupi niepotrzebnie cokolwiek chcę pokrywać.
Będę wdzięczny wam za odpowiedzi.:wink: