T
Tadeuszs
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2010
- Odpowiedzi
- 6
Szanowni Państwo!
Od 15 kwietnia 2010 roku przeżywam koszmar, który zgotowała mi firma Budget Auto Center (BAC) w Stirling, w Szkocji. W związku z kontaktem z tą firmą straciłem samochód Renault Megano oraz sumę pieniędzy w kwocie 1006 funtów, którą zapłaciłem za serwisowanie pojazdu.. Obecnie ta firma żąda ode mnie przeszło 800 funtów (na dzień 31/12/2010 roku) za garażowanie mojego pojazdu na swoim terenie. Kwota ta codziennie rośnie, gdyż firma wyceniła dobowe garażowanie na ponad 18 funtów. Wiadomo, że firmy jako takie nie są tworami kosmicznymi i mają swoich właścicieli oraz menadżerów. W moim przypadku właścicielem firmy Budget Auto Center jest William (Bill) Flockhart a menadżerem Alasdair Gammack. Samochód, którym przyjechałem na przegląd do BAC i wymianę oleju oraz ogumienia nie jest w stanie dziś poruszać się „o własnych siłach” i nadaje się na złom.

15 kwietnia 2010 oddałem do Budget Auto Center (BAC) w Stirling samochód do przeglądu MOT w terminie, który został wcześniej ustalony z BAC. Podczas odstawiania samochodu do przeglądu poprosiłem o wymianę opon, oleju i filtrów. Spodziewałem się, że tak jak w poprzednim roku otrzymam najpierw wycenę wszystkich kosztów. I to był początek mojego koszmaru. 18 kwietnia 2010 roku BAC poinformował mnie o całkowitej cenie usługi włącznie z przeglądem MOT na kwotę około 1050 funtów. Ja wobec tak wysokich kosztów zrezygnowałem z serwisowania pojazdu ale okazało się, że BAC wykonał pracę ( wymiana olejów, filtrów, 4 opon),którą wycenił na około 450 funtów i zażądał zapłaty tej kwoty. Ponadto poinformowano mnie, że potrzebne naprawy nie zostaną zrobione i nie otrzymam certyfikatu MOT. Była to dla mnie informacja zaskakująca i bardzo nieprzyjemna gdyż szybciej oddałbym na złom auto niż miał inwestować w niego przeszło 1000 funtów.
Miałem do wyboru niezapłacenie BAC poniesionych a nie uzgodnionych ze mną kosztów wykonanej usługi i narażenie się na spór sądowy, który mógłby być długotrwały i kosztowny. Ewentualnie poniesienie wszystkich kosztów ze świadomością tego, że samochód otrzymam w stanie nadającym się do eksploatacji. Znalazłem się w wymuszonej sytuacji, nie zawinionej przeze mnie i musiałem szybko wybierać pomiędzy mniejszym a większym złem. Wybrałem: poniesienie wszystkich kosztów ufając, że samochód otrzymam w stanie nadającym się do eksploatacji. Kierowałem się zaufaniem do BAC i dotychczasową bezawaryjną pracą silnika i skrzyni biegów mojego auta.
Dnia 21 kwietnia 2010 samochód otrzymał nowy certyfikat MOT na następny rok to jest 2010-2011 22.04.2010. Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Zgłosiłem się po odbiór samochodu. Zapłaciłem sumę 1006. 58 funtów –faktura nr 32620 ( BAC dał lekki upust) i otrzymałem certyfikat i kluczyki. Niestety miałem problemy z uruchomieniem samochodu i zgłosiłem to do serwisu. Mechanik samochód z trudem uruchomił, zrobił krótką przejażdżkę i postanowił samochód zostawić do dalszej naprawy i kazał zgłosić się w dniu następnym. Widziałem, że samochód kopci i silnik nie pracuje równo. 23.04.2010.(piątek) zgłosiłem się po odbiór samochodu. Zatankowałem samochód do pełna i pojechałem (z Stirling) na lotnisko do Glasgow – Prestwick (100 km w jedna stronę). Podczas jazdy w lusterkach bocznych widziałem, że z rury mojego samochodu wydobywa się zbyt gęsty i czarny dym. Na lotnisku miałem problem z uruchomieniem silnika. W samochodzie czułem dym spalonego oleju ale myślałem, że podczas wymiany oleju silnik się zabrudził i teraz przy gorącym silniku się wypala. Po dojechaniu do Stirling stwierdziłem, że prawie całe paliwo zużyłem tj. ok 50 litrów.26.04.2010.(poniedziałek) oddałem samochód do reklamacji.30.04.2010. Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Odebrałem samochód z warsztatu (ok. godz. 5 pm), po krótkiej jeździe okazało się, że problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.01.05.2010 oddałem samochód do reklamacji ponieważ problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.06.05.2010 Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Odebrałem samochód z warsztatu, po krótkiej jeździe okazało się, że problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.06.05.2010 Oddałem samochód do reklamacji. 07.05.2010 powiadomiono mnie, że w poniedziałek dnia 10.05.2010 samochód będzie naprawiony. Dnia 10.05.2010 godz. 16.00 BAC był nieczynny. Dnia 11.05.2010 godz. 13.00 samochód dalej nie gotowy. Z informacji serwisu wynika, że będą dalej naprawiać samochód.
Podczas stałych kontaktów wyłącznie ja dzwoniłem do firmy o informacje w sprawie samochodu. W ostatnich kontaktach dało odczuć się irytację serwisu na moje telefony. Otrzymałem informację, że firma robi mi usługę ponadstandardową. Są problemy z silnikiem ale Firma za to nie odpowiada. Otrzymałem sugestię, że to mój problem i powinienem samochód zabrać. Powiadomiłem -07.05.2010- managera BAC, iż wobec zaistniałej sytuacji będę szukał pomocy prawnej.
Dnia 20.05.2010 podczas mojej kolejnej wizyty w BAC, mechanik powiadomił mnie, że doszło do „przegrzania” silnika i on dalej nie wie co z tym robić. Dnia 07.06.2010 manager powiadomił mnie, że w dniu 08.06.2010 będę mógł odebrać z warsztatu swój samochód. Samochód niestety dalej był niesprawny a BAC nie czuł się odpowiedzialny za usunięcie usterek. Dnia 18.06.2010 (po przeszło dwóch miesiącach) straciłem nadzieję na odzyskanie samochodu i kupiłem następny pojazd.
Wobec zaistniałej sytuacji poprosiłem o pomoc Citizens Advice Buremu (CAB), Stirling District. Przy pomocy CAB kontaktowałem się z BAC i próbowałem znaleźć rozwiązanie z sytuacji. BAC tylko w jednym przypadku odpowiedział na piśmie na moje oczekiwania. BAC nie poczuwał się do winy za zaistniałą sytuację, odrzucił moje oczekiwania co do finansowego pokrycia moich strat. Przysłał mi propozycję ugody, która był dalece niewystarczająca i niesatysfakcjonująca mnie w zupełności. Miałaby polegać na niewielkiej zniżce w przypadku korzystania w przyszłości z usług BAC. Straciłem zaufanie do BAC dlatego nie chcę korzystać z usług BAC w przyszłości. Obwiniam BAC za zaistniałą sytuację. Oddając samochód w ręce BAC a następnie płacąc przed sprawdzeniem jakości wykonania usługi ufałem i spodziewałem się, że otrzymam samochód w lepszym stanie a nie w stanie nie nadającym się do użycia. Z powodu nierozwiązanego problemu poniosłem straty finansowe. Kontakty z Citizens Advice Bureau Stirling wiążą się z moimi zwalnianiem z pracy. Samochód stracił na swojej wartości i dzisiaj nadaje się na złom. Postanowiłem więcej nie opłacać ubezpieczenia gdyż to tylko powiększało moje straty.
Skierowałem sprawę do Trybunału ale na sprawie 16 listopada 2010 okazało się, że nie mam poprawnie napisanego oskarżenia, w którym wykazałbym jakie punkty prawa zostały złamane. Sędzia rozpatrujący sprawę zapytał się mnie czy chcę korzystać z pomocy prawników i ja odpowiedziałem, że tak. Wówczas wyznaczono termin nowej rozprawy na 18 stycznia 2011 roku. Dnia 31 grudnia 2010 po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym przyjechałem w towarzystwie kolegi do BAC aby odebrać klucze od samochodu a sam samochód przekazać specjalistycznej firmie na złom. Okazało się to nie możliwe, bowiem pracownica zażądała ode mnie sumy przeszło 800 funtów tytułem garażowania samochodu. W pierwszej chwili nie rozumiałem o co jej chodzi ale na zewnątrz warsztatu był mój następny znajomy, który był tłumaczem. Kobieta powoływała się na rzekomo wysłane przez BAC pismo do mnie w którym to informowano mnie, że do dnia 20 listopada 2010 roku mam zabrać samochód inaczej będą naliczane koszty garażowania. Stwierdziła również, że ma potwierdzony odbiór. Przyniosła z biura kopię treści pisma na którym widziałem błędnie napisany mój adres. Ja oświadczyłem przy świadkach, że żadnego pisma od BAC nie otrzymałem i nic nie podpisywałem. Ta kobieta zaproponowała mi abym zapłacił chociaż połowę sumy tj. przeszło 400 funtów to wówczas mogę odebrać samochód. Takim to sposobem pozbyłem się samochodu Renault Megano, 1006 funtów. Jestem przeświadczony, że ci ludzie, którzy w tak podły sposób postępują ze mną nie odważyli by się tego zrobić na przykład Brytyjczykowi.
Oskarżam BAC o niekompetencję i złą wolę. Obecna postawa właściciela tej firmy pokazuje jasno, że BAC idzie na eskalację konfliktu i nie jest zainteresowane rozwiązaniem problemu, którego jest przyczyną. Jest dla mnie niepojęte jak w państwie prawa można szykanować osobę, która domaga się przestrzegania zwykłych norm społecznych.
Nigdy nie spodziewałem się, że padnę ofiarą podłej i nikczemnej postawy bo tak określam działania dyskryminacyjne wobec mojej osoby
Kiedy rozmawiałem na ten temat z jednym prawników szkockich to mówił mi, że to trudna ciężka sprawa i najlepiej sobie odpuścić. Zapytałem się więc jego: „ Czy pan gdyby to pana spotkało odpuściłby? Z pana wiedzą, pozycją i poczuciem elementarnej przyzwoitości co pan by zrobił? Zapłaciłby pan miesięczny zarobek i zostawił samochód warty 500 funtów i odszedł spokojnie. Wówczas się zmieszał…
Proszę o pomoc
Od 15 kwietnia 2010 roku przeżywam koszmar, który zgotowała mi firma Budget Auto Center (BAC) w Stirling, w Szkocji. W związku z kontaktem z tą firmą straciłem samochód Renault Megano oraz sumę pieniędzy w kwocie 1006 funtów, którą zapłaciłem za serwisowanie pojazdu.. Obecnie ta firma żąda ode mnie przeszło 800 funtów (na dzień 31/12/2010 roku) za garażowanie mojego pojazdu na swoim terenie. Kwota ta codziennie rośnie, gdyż firma wyceniła dobowe garażowanie na ponad 18 funtów. Wiadomo, że firmy jako takie nie są tworami kosmicznymi i mają swoich właścicieli oraz menadżerów. W moim przypadku właścicielem firmy Budget Auto Center jest William (Bill) Flockhart a menadżerem Alasdair Gammack. Samochód, którym przyjechałem na przegląd do BAC i wymianę oleju oraz ogumienia nie jest w stanie dziś poruszać się „o własnych siłach” i nadaje się na złom.
15 kwietnia 2010 oddałem do Budget Auto Center (BAC) w Stirling samochód do przeglądu MOT w terminie, który został wcześniej ustalony z BAC. Podczas odstawiania samochodu do przeglądu poprosiłem o wymianę opon, oleju i filtrów. Spodziewałem się, że tak jak w poprzednim roku otrzymam najpierw wycenę wszystkich kosztów. I to był początek mojego koszmaru. 18 kwietnia 2010 roku BAC poinformował mnie o całkowitej cenie usługi włącznie z przeglądem MOT na kwotę około 1050 funtów. Ja wobec tak wysokich kosztów zrezygnowałem z serwisowania pojazdu ale okazało się, że BAC wykonał pracę ( wymiana olejów, filtrów, 4 opon),którą wycenił na około 450 funtów i zażądał zapłaty tej kwoty. Ponadto poinformowano mnie, że potrzebne naprawy nie zostaną zrobione i nie otrzymam certyfikatu MOT. Była to dla mnie informacja zaskakująca i bardzo nieprzyjemna gdyż szybciej oddałbym na złom auto niż miał inwestować w niego przeszło 1000 funtów.
Miałem do wyboru niezapłacenie BAC poniesionych a nie uzgodnionych ze mną kosztów wykonanej usługi i narażenie się na spór sądowy, który mógłby być długotrwały i kosztowny. Ewentualnie poniesienie wszystkich kosztów ze świadomością tego, że samochód otrzymam w stanie nadającym się do eksploatacji. Znalazłem się w wymuszonej sytuacji, nie zawinionej przeze mnie i musiałem szybko wybierać pomiędzy mniejszym a większym złem. Wybrałem: poniesienie wszystkich kosztów ufając, że samochód otrzymam w stanie nadającym się do eksploatacji. Kierowałem się zaufaniem do BAC i dotychczasową bezawaryjną pracą silnika i skrzyni biegów mojego auta.
Dnia 21 kwietnia 2010 samochód otrzymał nowy certyfikat MOT na następny rok to jest 2010-2011 22.04.2010. Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Zgłosiłem się po odbiór samochodu. Zapłaciłem sumę 1006. 58 funtów –faktura nr 32620 ( BAC dał lekki upust) i otrzymałem certyfikat i kluczyki. Niestety miałem problemy z uruchomieniem samochodu i zgłosiłem to do serwisu. Mechanik samochód z trudem uruchomił, zrobił krótką przejażdżkę i postanowił samochód zostawić do dalszej naprawy i kazał zgłosić się w dniu następnym. Widziałem, że samochód kopci i silnik nie pracuje równo. 23.04.2010.(piątek) zgłosiłem się po odbiór samochodu. Zatankowałem samochód do pełna i pojechałem (z Stirling) na lotnisko do Glasgow – Prestwick (100 km w jedna stronę). Podczas jazdy w lusterkach bocznych widziałem, że z rury mojego samochodu wydobywa się zbyt gęsty i czarny dym. Na lotnisku miałem problem z uruchomieniem silnika. W samochodzie czułem dym spalonego oleju ale myślałem, że podczas wymiany oleju silnik się zabrudził i teraz przy gorącym silniku się wypala. Po dojechaniu do Stirling stwierdziłem, że prawie całe paliwo zużyłem tj. ok 50 litrów.26.04.2010.(poniedziałek) oddałem samochód do reklamacji.30.04.2010. Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Odebrałem samochód z warsztatu (ok. godz. 5 pm), po krótkiej jeździe okazało się, że problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.01.05.2010 oddałem samochód do reklamacji ponieważ problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.06.05.2010 Firma zawiadomiła mnie, że samochód jest sprawny i do odbioru. Odebrałem samochód z warsztatu, po krótkiej jeździe okazało się, że problemy, które wcześniej zgłaszałem dalej są nie usunięte.06.05.2010 Oddałem samochód do reklamacji. 07.05.2010 powiadomiono mnie, że w poniedziałek dnia 10.05.2010 samochód będzie naprawiony. Dnia 10.05.2010 godz. 16.00 BAC był nieczynny. Dnia 11.05.2010 godz. 13.00 samochód dalej nie gotowy. Z informacji serwisu wynika, że będą dalej naprawiać samochód.
Podczas stałych kontaktów wyłącznie ja dzwoniłem do firmy o informacje w sprawie samochodu. W ostatnich kontaktach dało odczuć się irytację serwisu na moje telefony. Otrzymałem informację, że firma robi mi usługę ponadstandardową. Są problemy z silnikiem ale Firma za to nie odpowiada. Otrzymałem sugestię, że to mój problem i powinienem samochód zabrać. Powiadomiłem -07.05.2010- managera BAC, iż wobec zaistniałej sytuacji będę szukał pomocy prawnej.
Dnia 20.05.2010 podczas mojej kolejnej wizyty w BAC, mechanik powiadomił mnie, że doszło do „przegrzania” silnika i on dalej nie wie co z tym robić. Dnia 07.06.2010 manager powiadomił mnie, że w dniu 08.06.2010 będę mógł odebrać z warsztatu swój samochód. Samochód niestety dalej był niesprawny a BAC nie czuł się odpowiedzialny za usunięcie usterek. Dnia 18.06.2010 (po przeszło dwóch miesiącach) straciłem nadzieję na odzyskanie samochodu i kupiłem następny pojazd.
Wobec zaistniałej sytuacji poprosiłem o pomoc Citizens Advice Buremu (CAB), Stirling District. Przy pomocy CAB kontaktowałem się z BAC i próbowałem znaleźć rozwiązanie z sytuacji. BAC tylko w jednym przypadku odpowiedział na piśmie na moje oczekiwania. BAC nie poczuwał się do winy za zaistniałą sytuację, odrzucił moje oczekiwania co do finansowego pokrycia moich strat. Przysłał mi propozycję ugody, która był dalece niewystarczająca i niesatysfakcjonująca mnie w zupełności. Miałaby polegać na niewielkiej zniżce w przypadku korzystania w przyszłości z usług BAC. Straciłem zaufanie do BAC dlatego nie chcę korzystać z usług BAC w przyszłości. Obwiniam BAC za zaistniałą sytuację. Oddając samochód w ręce BAC a następnie płacąc przed sprawdzeniem jakości wykonania usługi ufałem i spodziewałem się, że otrzymam samochód w lepszym stanie a nie w stanie nie nadającym się do użycia. Z powodu nierozwiązanego problemu poniosłem straty finansowe. Kontakty z Citizens Advice Bureau Stirling wiążą się z moimi zwalnianiem z pracy. Samochód stracił na swojej wartości i dzisiaj nadaje się na złom. Postanowiłem więcej nie opłacać ubezpieczenia gdyż to tylko powiększało moje straty.
Skierowałem sprawę do Trybunału ale na sprawie 16 listopada 2010 okazało się, że nie mam poprawnie napisanego oskarżenia, w którym wykazałbym jakie punkty prawa zostały złamane. Sędzia rozpatrujący sprawę zapytał się mnie czy chcę korzystać z pomocy prawników i ja odpowiedziałem, że tak. Wówczas wyznaczono termin nowej rozprawy na 18 stycznia 2011 roku. Dnia 31 grudnia 2010 po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym przyjechałem w towarzystwie kolegi do BAC aby odebrać klucze od samochodu a sam samochód przekazać specjalistycznej firmie na złom. Okazało się to nie możliwe, bowiem pracownica zażądała ode mnie sumy przeszło 800 funtów tytułem garażowania samochodu. W pierwszej chwili nie rozumiałem o co jej chodzi ale na zewnątrz warsztatu był mój następny znajomy, który był tłumaczem. Kobieta powoływała się na rzekomo wysłane przez BAC pismo do mnie w którym to informowano mnie, że do dnia 20 listopada 2010 roku mam zabrać samochód inaczej będą naliczane koszty garażowania. Stwierdziła również, że ma potwierdzony odbiór. Przyniosła z biura kopię treści pisma na którym widziałem błędnie napisany mój adres. Ja oświadczyłem przy świadkach, że żadnego pisma od BAC nie otrzymałem i nic nie podpisywałem. Ta kobieta zaproponowała mi abym zapłacił chociaż połowę sumy tj. przeszło 400 funtów to wówczas mogę odebrać samochód. Takim to sposobem pozbyłem się samochodu Renault Megano, 1006 funtów. Jestem przeświadczony, że ci ludzie, którzy w tak podły sposób postępują ze mną nie odważyli by się tego zrobić na przykład Brytyjczykowi.
Oskarżam BAC o niekompetencję i złą wolę. Obecna postawa właściciela tej firmy pokazuje jasno, że BAC idzie na eskalację konfliktu i nie jest zainteresowane rozwiązaniem problemu, którego jest przyczyną. Jest dla mnie niepojęte jak w państwie prawa można szykanować osobę, która domaga się przestrzegania zwykłych norm społecznych.
Nigdy nie spodziewałem się, że padnę ofiarą podłej i nikczemnej postawy bo tak określam działania dyskryminacyjne wobec mojej osoby
Kiedy rozmawiałem na ten temat z jednym prawników szkockich to mówił mi, że to trudna ciężka sprawa i najlepiej sobie odpuścić. Zapytałem się więc jego: „ Czy pan gdyby to pana spotkało odpuściłby? Z pana wiedzą, pozycją i poczuciem elementarnej przyzwoitości co pan by zrobił? Zapłaciłby pan miesięczny zarobek i zostawił samochód warty 500 funtów i odszedł spokojnie. Wówczas się zmieszał…
Proszę o pomoc