Jak odzyskać pieniądze od pracodawcy - staż z urzędu

  • Autor wątku Autor wątku gniazdoOs
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

gniazdoOs

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2014
Odpowiedzi
7
Hej.

Od 1 września tego roku rozpoczęłam staż (pół roku) z urzędu pracy w zakładzie fotograficznym. Sama go sobie załatwiłam. Facet (szef) uzgodnił ze mną, że będę zatrudniona w mieście, z którego pochodzę a pracę przez miesiąc (miało być) będę wykonywała w innym mieście oddalonym od mojego 30 km. Tam ma drugi swój zakład. Uzasadniał to tak, że na miejscu nie ma mnie kto nauczyć obsługi programu z zakresu - > montażu filmów (gł. ślubów). Zgodziłam się, wierząc, że to rzeczywiście będzie miesiąc. Mówił, że w moim mieście chce stworzyć montażownię. Za efekty pracy miał mi płacić. I tu się zaczyna historia. W papierach mam, że uczę się na stanowisko -- sprzedawca.

Jeździłam tam 3 m-ce. Jak była kontrola z up, pracownicy z zakładu w moim mieście, mówili, że jestem na urlopie. (dwa dni wolnego za każdy miesiąc pracy). O zwrot za bilety upominałam się wielokrotnie. W sumie wyszło 500 zł. Odmawiał mi, mówiąc, że nie oddałam mu projektu - czyli skończonego wesela przez ten czas, więc mi nie zapłaci. Doszło do takiego momentu, że zabrakło mi dni wolnych. Poszłam do niego i powiedziałam, że jestem zmuszona pracować w swoim mieście, bo nie mam już czym się zasłaniać, by tu u niego być, bo dni "wolne" wyczerpałam. Zaczął mnie szantażować, że nie ma dla mnie pracy w moim mieście, że jest tam za dużo ludzi, co ja tam będę robiła?! W końcu mu powiedziałam, że skoro tak mówi - to trudno, to po skończonym stażu się rozstaniemy.
I wyszłam.
Od 22 listopada pracuję na miejscu. Staż kończę 28 lutego. Tutaj na miejscu, dowiedziałam się, że koleżanka odchodzi od tego chama z pracy ostatniego dnia stycznia.
Szef ma mnie po stażu zatrudnić na 4 mce (chyba ma taki obowiązek).
Jak któregoś dnia do nas przyjechał, ostatni raz upomniałam się o bilety za dojazdy, przy pracownikach, gdyż tak chciałam, a poza tym nie mamy żadnego kąta do takich rozmów. I dalej idzie w zaparte, że jak skończę projekt, to mi zapłaci. Jak powiedziałam, że nie widzę możliwości go skończenia, to mi kazał głową ruszyć.W tym zakładzie co jestem nie ma programu do jego skończenia, a czasu wolnego w domu nie będę poświęcać dla tego chama. Powiedziałam mu tylko, że mnie wtedy ze stażu wywalą, Nie przejął się tym, bo ma się za osobę nietykalną i z wielkimi plecami.

Mam pytanie, kiedy i komu powinnam zgłosić, że za dojazdy mi nie zwracał? Czy do urzędu pracy, gdzie dyrektorką jest jego dobra koleżanka, czy do Inspekcji pracy? I kiedy mam to zrobić? Po skończeniu stażu, czy po tych 4 miesiącach zatrudnienia, - bo pewnie mnie wywali - bo jestem roszczeniowa - chcę tych pieniędzy.
Boję się, że jak po tych 4 mcach się upomnę o kasę w jakimś urzędzie, to one - te pieniądze za bilety mi przepadną.

Chciałabym pracować, robota jest spoko na zakładzie, tutaj nie zajmuję się montażem, tylko normalną obsługa klienta. Ludzie są fajni tylko szef do dupy.

Dodam, że odkąd zrozumiałam, jaki to pan - poniżanie, nękanie, ośmieszanie i niepłacenie pracownikom!! za nadgodziny (w moim zakładzie) to chleb powszedni - zbierałam bilety z dojazdów.

Bardzo proszę o jakieś rady. Nikt z pracowników urzędu pracy nie wie o mojej sytuacji, bo boję się, że mnie wyleją lub każą zwracać pieniądze niesłusznie mi dane.

Koleżanka, która u niego pracuje od 6 lat ma 1000 (tysiąc) nadgodzin, niezapłaconych, o których on wie!!!

Pozdrawiam. :help:
 
Powrót
Góra